"Super Express" dowiedział się, że
znaleźli się naoczni świadkowie wypadku Otylii Jędrzejczak. Jechali tuż za chryslerem Otylii chwilę przed zdarzeniem.
Poruszali się 10-letnim autem, niezdolnym do rozwijania dużych prędkości. Według nich
samochód prowadzony przez mistrzynię olimpijską nie jechał szybko - a już na pewno dużo wolniej niż 170 kilometrów na godzinę, jak podawały niektóre media.
"Mistrzyni nie pędziła jak szalona, nie było to zresztą możliwe, jadąc za wielką ciężarówką.
Przyspieszyła dopiero w trakcie manewru wyprzedzania" - relacjonowali świadkowie. Według nich to nie rzekoma nadmierna prędkość była przyczyną wypadku, ale
niedoświadczenie kierowcy.
"Super Express" przypomina, że Otylia Jędrzejczak
ma prawo jazdy od wiosny ubiegłego roku.
źródło: Onet.pl
-------------------------
Otylka mogła jechać w granicach 120 km/h, a podczas samego manewru wyprzedzania przyśpieszyć - a taki Chrysler "kopa" ma..
Mimo wszystko nie chce mi się wierzyć, że wskazówka prędkościomierza zatrzymała się na owym 180 km/h.. Dużo by o tym wszystkim gdybać, jedno jest pewne - cholernie mi żal Otylki, że właśnie tak to się zakończyło, utrata bliskiej osoby, jest już największą karą.. A chyba każdy z nas do dziś ma w oczach te łzy wzruszenia Otylki, gdy ze złotymi medalami stała na podium przy nucie naszego hymnu narodowego, wszyscy byli dumni, jak to się wszystko nagle odwróciło..

..you got to lose, to know how to win..