Kibice traktowani jak przekleństwo!
: 04 lutego 2005, 21:27
Dla działaczy Zagłębia kibice w hali to prawdziwy kłopot. Najlepiej, gdyby w ogóle nie przychodzili! Wszystko rozbija się o pieniądze. Klubu, którego koszykarze występują w II lidze, po prostu nie stać na wynajęcie ochrony i urządzeń do monitoringu. To około 1.800 złotych na jeden mecz.
Bezradny prezes
Kiedy Zagłębie gra w hali przy ulicy Żeromskiego, główne wejście jest zamknięte. Kibice po cichu są wpuszczani bocznymi drzwiami. Najlepiej, żeby było ich jak najmniej, wtedy są mniejszym problemem. A wydaje się, że sport jest dla ludzi...
— Co mamy zrobić? — pyta bezradnie Jerzy Szafraniec, prezes koszykarskiego Zagłębia. — Wojewoda wymaga, aby w hali podczas meczów był monitoring i ochrona. Urządzenia do monitoringu nie są własnością MOSiR-u. Za ich wynajęcie i obsługą trzeba zapłacić prywatnej firmie. Nie mamy na to środków, klub ma duże kłopoty.
Winni posłowie
Problem polega na tym, że zgodnie z ustawą o imprezach masowych o ich zabezpieczeniu nie decyduje ilość widzów na trybunach, tylko pojemność obiektu. Hala w Sosnowcu ma 1.200 miejsc (a może być zwiększone do 1.500).
— I niezależnie do tego ilu przyjdzie kibiców, ochroniarzy musi być tylu, jakby były pełne trybuny — przyznaje Zbigniew Drążkiewicz, dyrektor MOSiR-u. — Nie ja to wymyśliłem, tylko nasi posłowie! Takie są wymogi ustawy, do której zresztą ciągle wprowadzane są jakieś poprawki, często jest zmieniania. Niestety, nikt nie pomyślał o klubach z niższych lig, które mają mniejszą ilość widzów podczas swoich spotkań. Na mecze koszykarzy Zagłębia przychodzą najwierniejsi kibice. Klubowi działacze puszczają widzów bocznym wejściem, bo przecież imprezy sportowe są dla ludzi. Z drugiej strony, może być niezły kłopot, jeśli w tej garstce znajdzie się pięciu chuliganów.
Tajemne wejście
W minioną sobotę Zagłębie rozgrywało derby z CKS Czeladź. Do Sosnowca przyjechała grupa kibiców gości. Chcieli wejść do hali głównym wejściem. Byli bardzo zaskoczeni, gdy zobaczyli, że na kilkanaście minut przed meczem drzwi są zamknięte, nikt nie sprzedaje biletów. W końcu ktoś pokazał im drogę do „tajemnego” wejścia...
— W sprawie meczów koszykarzy Zagłębia trwa prawdziwy pat — kontynuuje dyrektor Drążkiewicz. — Paradoks polega na tym, że na zawody juniorów do lat 20 może przyjść nawet 1.500 widzów i nie będzie to impreza masowa. Nie ma wtedy takich wymogów związanych z ochroną. A tu, może z wyjątkiem takich meczów jak z Czeladzią, przychodzi garstka. Klub teoretycznie nie powinien ich wpuszczać...
Polak jednak potrafi. Kibice CKS Czeladź i Zagłębia, darzący się sympatią, zgodnie dopingowali swoje zespoły. Konspiracyjne derby odbyły się bez kłopotów. Może kiedyś sosnowiczanie znów występować będą w ekstraklasie, a bogaty sponsor bez zmrużenia oka zapłaci z drobnych za ochronę i monitoring?
Tomasz Kuczyński - Dziennik Zachodni
Bezradny prezes
Kiedy Zagłębie gra w hali przy ulicy Żeromskiego, główne wejście jest zamknięte. Kibice po cichu są wpuszczani bocznymi drzwiami. Najlepiej, żeby było ich jak najmniej, wtedy są mniejszym problemem. A wydaje się, że sport jest dla ludzi...
— Co mamy zrobić? — pyta bezradnie Jerzy Szafraniec, prezes koszykarskiego Zagłębia. — Wojewoda wymaga, aby w hali podczas meczów był monitoring i ochrona. Urządzenia do monitoringu nie są własnością MOSiR-u. Za ich wynajęcie i obsługą trzeba zapłacić prywatnej firmie. Nie mamy na to środków, klub ma duże kłopoty.
Winni posłowie
Problem polega na tym, że zgodnie z ustawą o imprezach masowych o ich zabezpieczeniu nie decyduje ilość widzów na trybunach, tylko pojemność obiektu. Hala w Sosnowcu ma 1.200 miejsc (a może być zwiększone do 1.500).
— I niezależnie do tego ilu przyjdzie kibiców, ochroniarzy musi być tylu, jakby były pełne trybuny — przyznaje Zbigniew Drążkiewicz, dyrektor MOSiR-u. — Nie ja to wymyśliłem, tylko nasi posłowie! Takie są wymogi ustawy, do której zresztą ciągle wprowadzane są jakieś poprawki, często jest zmieniania. Niestety, nikt nie pomyślał o klubach z niższych lig, które mają mniejszą ilość widzów podczas swoich spotkań. Na mecze koszykarzy Zagłębia przychodzą najwierniejsi kibice. Klubowi działacze puszczają widzów bocznym wejściem, bo przecież imprezy sportowe są dla ludzi. Z drugiej strony, może być niezły kłopot, jeśli w tej garstce znajdzie się pięciu chuliganów.
Tajemne wejście
W minioną sobotę Zagłębie rozgrywało derby z CKS Czeladź. Do Sosnowca przyjechała grupa kibiców gości. Chcieli wejść do hali głównym wejściem. Byli bardzo zaskoczeni, gdy zobaczyli, że na kilkanaście minut przed meczem drzwi są zamknięte, nikt nie sprzedaje biletów. W końcu ktoś pokazał im drogę do „tajemnego” wejścia...
— W sprawie meczów koszykarzy Zagłębia trwa prawdziwy pat — kontynuuje dyrektor Drążkiewicz. — Paradoks polega na tym, że na zawody juniorów do lat 20 może przyjść nawet 1.500 widzów i nie będzie to impreza masowa. Nie ma wtedy takich wymogów związanych z ochroną. A tu, może z wyjątkiem takich meczów jak z Czeladzią, przychodzi garstka. Klub teoretycznie nie powinien ich wpuszczać...
Polak jednak potrafi. Kibice CKS Czeladź i Zagłębia, darzący się sympatią, zgodnie dopingowali swoje zespoły. Konspiracyjne derby odbyły się bez kłopotów. Może kiedyś sosnowiczanie znów występować będą w ekstraklasie, a bogaty sponsor bez zmrużenia oka zapłaci z drobnych za ochronę i monitoring?
Tomasz Kuczyński - Dziennik Zachodni