Strona 1 z 2

Mój niezapomniany mecz to...

: 16 lipca 2004, 23:28
autor: Mikey
Tak troszkę z nudow zeby poderwać w tym ogórkowym sezonie nieco towarzystwo proponuję chwilkę wspomnień. Zarówno Ci którzy chodzą na kosza od dawien dawna jak i Ci którzy interesują sie damskim koszem w miare krótko mają już na pewno w swoim "dorobku" kibicowskim jakieś mecze które z takich czy innych powodów utkwiły im szczególnie w pamięci. Więc moze mały powrót do przeszłości? :)
Moje typy:
1. Bezapelacyjnie -zeszłoroczny mecz nr 5 play-off z Łącznością: minus 21 pkt w plecy w tzreciej kwarcie i zwycięstwo, które otworzyło anm drogę do medalu -niektórzy nie wytzrymali ciśnienia :)
2. Ostatni mecz finałowy z Gdynią w 97r. i zwycięstwo po zajebistym pojedynku, gdzie Elena Agafonnikowa rzuciła decydującą trójkę w ostatniej minucie meczu - i równocześnie ostatni tytuł jaki nie przypadł Gdyni.
3. Słynny mecz z dogrywaniem dwóch sekund-czyli mecz nr 2 finału z 98 roku. Najpierw radość gdy Elka Trześniewska równo z syreną trafiła trójkę, a już tylko potem szok po decyzji o dograniu 2 sekund i rozpacz po zwycięstwie gdynianek, znów radość po zmianie wyniku przez PZkosz i smutek po prażce w spotkaniu powtórzonym
4. Zwycięstwo w meczu nr 7 w finale z Olimpią w 95r., kiedy po pięciu spotkaniach pzregrywaliśmy 2-3 i wygralismy w Poznaniu, gdzie już mrożono szampany, które koniec końcem myśmy otwierali w Łodzi
5. Mecz w Polkowicach w minionym sezonie. 17 pkt przewagi i niespodzianka wisiała w powietzru. Dziewczyny opadły z sił, a niektóre decyzje sędziów (faul na Magdzie, wyrzucenie Mileny)...

: 17 lipca 2004, 20:00
autor: mati
Ja tam nie mam za długiego stażu jak chodzi o koszykówkę żeńską. Najlepiej jednak wspominam wspaniały pod każdym względem nasz mecz, który był cudowny. Ostatnie sekundy meczu z Unią Swarzędz 65-65. Jak dobrze pamiętam Monika Siwczak-Dajksler zamieszała trochę się z piłką zdążyła ją opanować i podała do nadbiegającej cztery metry od kosza Ilonie Mądrej. Ilona jakimś dziwnym sposobem obraca się i równo z końcową syreną oddaje celny rzut do kosza. Ostrovia awansowała do Ekstraklasy (67-65) :wink: Kibice najpierw radość z wygranego meczu a dosłownie sekundę później uświadomienie, że jesteśmy w Ekstraklasie! Piękne przeżycie! Aż łezka się w oku zakręciła :D :D :wink:

PS. Ostrovia wygrywa ten mecz odrabiając jakoś tak 16 punktów, które już w pewnym momencie przegrywała :D

: 17 lipca 2004, 20:36
autor: majoneez
No myslę, że tego waszego meczu długo nic nie przebije :wink:
Jeśli chodzi o mnie, to na pierwszym miejscu jest chyba wygrany w 98 roku mecz z Osnabruck, po którym awansowaliśmy do półfinału pucharu Ronchetti, i zdobyliśmy miejsce w Eurolidze, potem okazało się że nie dla siebie tylko dla Gdyni ( słynne cztery sekundy- nie dwie mikey ) , po prostu tak być musiało, taki był układ i juz :?

: 17 lipca 2004, 20:55
autor: MARAS
Zdecydowanie mecz finałowy numer dwa finału AZS-Lotos!!!
Wygrany dwoma punktami, końcówka trwała wieczność!!! Bibrzycka w ostatnich sekundach nietrafia za 3 i wielka feta w Arenie po zwycięstwie na wicemistrzem Euroligi!! Wspaniałe przeżycie!

: 17 lipca 2004, 21:16
autor: majoneez
Aha, jakby kto, jakby co...

http://www.lkskosz.pl/lksosna.htm

: 17 lipca 2004, 22:30
autor: MARIO
Ja najmilej wspominam zwycięstwa Cukierków Odry Brzeg w Pabianicach (dwukrotnie) - jeden z tych meczów wygrany został w ostatniej sekundzie, gdy przy 1 pkt prowadzeniu Polfy, Agata Nowacka miała do wykonania dwa rzuty osobiste i...oba trafiła !!! To był świetny i nie zapomniany początek sezonu, miło również wspominam mecz w Polkowicach (mecz przegrany ale dwu-mecz do przodu dający 5 m-ce w lidze).

W minionym sezonie niezapomnianym meczem będzie AZS PWSZ Gorzów Wlkp. - SMS Warszawa, kiedy to gorzowianki dosłownie zmiażdżyły uczennice z Warszawy. Wszyscy spodziewali się wyrównanego meczu i walki obu drużyn do ostatniej sekundy, rzeczywistość okazała się zupełnie inna.

Niezapomnianymi (aczkolwiek niestety) meczami będą także porażki Cukierków trzy lata temy z ŁKS-em i Wisłą Kraków zaledwie 1 koszem...
To była przykra seria porażek Odry (z Wisłą, ŁKS-em i SMS-em).

Miło wspominam zwycięstwo Odry we Wrocławiu z Ślęzą Wrocław 74:71, gdzie walka o każdy metr boiska toczyła się na parkiecie a na trybunach walka na gardła zaprzyjaźnionych fanów Ślęzy i Odry.

Na koniec, piękne było zwycięstow koszykarzy Idei Śląska Wrocław nad Albą Berlin w Eurolidze - sezon 2003/04 oraz wygrana Grecji nad Portugalią oraz Manchesteru United nad Bayernem Monachium 2:1 w finale Ligi Mistrzów parę latek temu...

: 18 lipca 2004, 11:19
autor: Bury
Generalnie dwa mecze zapadly mi w pamieci. Pierwszy z nich to moj pierwszy mecz koszykowki kobiet na ktorym bylem Olimpia-Wisla, bylo to juz dosc dawno i niestety nie pamietam wyniku :(, a drugim meczem ktory pamietam jest mecz AZS-Lotos, druga potyczka o mistrzostwo Polski.

: 18 lipca 2004, 23:25
autor: Seba
mati pisze:(...) Jak dobrze pamiętam Monika Siwczak-Dajksler zamieszała trochę się z piłką zdążyła ją opanować i podała do nadbiegającej cztery metry od kosza Ilonie Mądrej. Ilona jakimś dziwnym sposobem obraca się i równo z końcową syreną oddaje celny rzut do kosza. Ostrovia awansowała do Ekstraklasy (67-65)(...)


Niestety nie dane mi było obejrzeć tego meczu na żywo, w ostrowskiej sali. Na moje szczęście, dzięki uprzejmości głównej bohaterki, mogłem podziwiać tę niezwykłą akcje pózniej na video. Po prostu coś NIESAMOWITEGO! Mati napisał wyżej, że "oddała rzut"... ale to nie był rzut, raczej coś w rodzaju pchnięcia piłki, tylko na takie zagranie był jeszcze czas. Pewnie żadna inna zawodniczka nie zdołała by zdążyć przed końcową syrena zrobić cokolwiek sensownego z taką piłką, trafiło jednak na kogoś niezwykłego ;) Uzupełniając relację Matiego jeszcze dość śmieszna historia, jaka przydarzyła się w tym meczu Dominice Górczak. Na kilkanaście sekund przed końcem, przy jednopunktowej stracie, trener Ostrovii wziął czas, by powiedzieć swoim zawodniczkom jak maja grać. Dominika jakoś dziwnie słuchała trenera, pewnie była aż tak bardzo skoncentrowana, że... przegapiła informację, że do końca meczu pozostało ledwie kilkanaście sekund ;) Widac na kasecie wyraznie jak spokojnie kozłuje sobie piłkę, mija linię środkową... i spogląda na zegar. Za chwilę z niedowierzaniem raz jeszcze - mały szok. Z miejsca ruszyła w swoim stylu, czyli z szybkością światła :D Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, można powiedzieć, że wykorzystała czas do ostatniej setnej sekundy... dzięki Dzidce.

PS. O moim meczu (pewnie meczach) postaram się coś ciekawego stworzyć pózniej - teraz się lekko rozpływam... PORNO na dworze ;)

: 22 lipca 2004, 07:34
autor: pietroc
1. 5. mecz z Łącznoscia. niezapomniane przezycie. jak narazie to chyba najlepszy mecz na jakim bylem wogole na ŁKSie. Wspominam to chyba nawet lepiej niz MP w pilce, ale moze dlatego ze to bylo rok temu a MP 6 lat wstecz.

2. Puchar Ronchetti - tu ciezko wyrozniac. zarowno wygrany mecz z niemkami jak i potem ... zremisowany z francuskami. 2 godziny przed meczem ZADNEGO wolnego miejsca na hali (lacznie ze stojacymi za lawkami)

3. Finaly z lotosem i slynne "4 sekundy", partactwo pzkosza i wywalenie nas ostatecznie z euroligi. Choc to akurat negatywne przezycia :(

4. Final w 97 roku, kiedy pierwszy raz doswiadczylem na wlasne oczy zdobycie Mistrzostwa Polski przez ŁKS (potem powtorzylo sie to tylko na pilce rok pozniej)

: 22 lipca 2004, 08:14
autor: mati
Seba pisze:
mati pisze:(...) Jak dobrze pamiętam Monika Siwczak-Dajksler zamieszała trochę się z piłką zdążyła ją opanować i podała do nadbiegającej cztery metry od kosza Ilonie Mądrej. Ilona jakimś dziwnym sposobem obraca się i równo z końcową syreną oddaje celny rzut do kosza. Ostrovia awansowała do Ekstraklasy (67-65)(...)


Niestety nie dane mi było obejrzeć tego meczu na żywo, w ostrowskiej sali. Na moje szczęście, dzięki uprzejmości głównej bohaterki, mogłem podziwiać tę niezwykłą akcje pózniej na video. Po prostu coś NIESAMOWITEGO! Mati napisał wyżej, że "oddała rzut"... ale to nie był rzut, raczej coś w rodzaju pchnięcia piłki, tylko na takie zagranie był jeszcze czas. Pewnie żadna inna zawodniczka nie zdołała by zdążyć przed końcową syrena zrobić cokolwiek sensownego z taką piłką, trafiło jednak na kogoś niezwykłego ;) Uzupełniając relację Matiego jeszcze dość śmieszna historia, jaka przydarzyła się w tym meczu Dominice Górczak. Na kilkanaście sekund przed końcem, przy jednopunktowej stracie, trener Ostrovii wziął czas, by powiedzieć swoim zawodniczkom jak maja grać. Dominika jakoś dziwnie słuchała trenera, pewnie była aż tak bardzo skoncentrowana, że... przegapiła informację, że do końca meczu pozostało ledwie kilkanaście sekund ;) Widac na kasecie wyraznie jak spokojnie kozłuje sobie piłkę, mija linię środkową... i spogląda na zegar. Za chwilę z niedowierzaniem raz jeszcze - mały szok. Z miejsca ruszyła w swoim stylu, czyli z szybkością światła :D Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, można powiedzieć, że wykorzystała czas do ostatniej setnej sekundy... dzięki Dzidce.

:D :D :D

: 22 lipca 2004, 11:35
autor: Szymon
Oj było tych meczy. Napewno nigdy niezapomnę finału w 1989 roku kiedy WŁOKNIARZ zdobywał pierwsze Mistrzostwo Polski! Coś fantastyczego. Na hali chyba ponad 1000 osób. Świetny mecz i zwycięstwo po którym wielka euforia. To właśnie wtedy uświadomiłem sobie że mam po co żyć!

Świetny był też mecz z Gdynią, bodajże w 1998 roku kiedy wygraliśmy z niepokonaną wtedy drużyną ponad 30-oma punktami!!! Najpierw wielki szok a później wielkie picie.

Coś z derbów? Wiele było ale powiedzmy że piąty decydujący mecz w pólfinale w 1994 roku. Mecz w Łodzi. Ciężki mecz ale na szczeście mamy w składzie Gosię Urbankowską-Storożyńską, która w decydującym momencie grając z kontuzją prowadzi drużynę w iście profesorskim stylu do zwycięstwa. Później kamionka naszego pociągu i w Pabianicach triumfalny przemarsz przez miasto. Jestesmy w finale gdzie czekała na nas wielka Olimpia!!!

Na ten moment to wszystko, ale napewno będzie ciąg dalszy.

: 24 lipca 2004, 20:59
autor: Kuba
moja przygoda z koszem kobiet zaczęła się w sezonie 2001/02, w którym to CCC Aquapark(wtedy jeszcze "Orzeł")Polkowice awansował do ekstraklasy. od tamtego czasu utkwiły mi w pamięci trzy mecze:

1) Mój pierwszy mecz, na którym byłem. Potyczka ze Ślęzą Wrocław wygrana 68:61

2) Histryczna, legendarna itd... ;) wygrana z Lotosem 76:68, po (jeśli mnie pamięć nie myli) 6 porażkach z rzędu w lidze i Pucharze Europy. Mecz, w którym Lotos, prócz stanów 0:0 i 42:42, cały czas przegrywał. do dziś pamiętam akcję byłej zawodniczki CCC - Ose-Hlebovickiej, która wejściem z lewej strony pod kosz doprowadziła do remisu po 42.

3) Mecz z ostatniego sezonu: CCC-Ślęza 125:51 najwyższa od dawien dawna wygrana w lidze. Jednostronne widowisko i wspaniała grupa kibiców z Wrocka, która cały czas dopingowała swoje zawodniczki. Debiut młodziutkiej Fijałkowskiej, oraz niewiele starszej Salskiej w barwach CCC i pierwsze punkty tych zawodniczek.

ode mnie to na tyle.

: 25 lipca 2004, 03:46
autor: Zagloba
Kuba pisze: Mecz, w którym Lotos, prócz stanów 0:0 i 42:42, cały czas przegrywał. do dziś pamiętam akcję byłej zawodniczki CCC - Ose-Hlebovickiej, która wejściem z lewej strony pod kosz doprowadziła do remisu po 42.


Cos sie tu nie zgadza jak doprowadzila do remisu to znaczy ze Lotos prowadzil 42-41 czyli to znaczy ze nie przegrywal caly czas jak podajesz. :wink:

: 25 lipca 2004, 09:26
autor: Kuba
Zagloba pisze:
Kuba pisze: Mecz, w którym Lotos, prócz stanów 0:0 i 42:42, cały czas przegrywał. do dziś pamiętam akcję byłej zawodniczki CCC - Ose-Hlebovickiej, która wejściem z lewej strony pod kosz doprowadziła do remisu po 42.


Cos sie tu nie zgadza jak doprowadzila do remisu to znaczy ze Lotos prowadzil 42-41 czyli to znaczy ze nie przegrywal caly czas jak podajesz. :wink:

Ale Hlebovicka była w tamtym meczu już zawodniczką Lotosu ;-) moze źle się wysłowiłem. było 42:40 dla nas, a Ilze doprowadziła do remisu po 42.
pozdrawiam

: 25 lipca 2004, 10:13
autor: kaz126
Jako kibic Olimpii trudno mi wybrać jakiś konkretny jeden super mecz.

Można by napisać o Final Four, wspaniałej atmosferze w Arenie i super wyniku, ale chyba ceniejsze są sukcesy niespodziewane np. ten osiągnięty w następnym sezonie 1994/95.
Olimpia pozbawiona chyba 7 zawodniczek z podstawowego składu sezonu 1993/94, w składzie Owczarek, Lewandowska, Portianko, Najmowicz, Kotowa, Ślotała, Mądra (wracająca do gry po kontuzji), Krupa (która opuściła zespół w trakcie sezonu).
Olimpia spotkała się w półfinałach MP z Wartą Gdynia. Walka była zacięta najpierw 2:0 dla Olimpii, potem 2:2 po meczach w Gdyni. Zespoły spotkały się ponownie na Chwiałce (wypełnionej jak zawsze w 150%).
Mecz pełen dramaturgii, walki, błędów, ale naprawdę zaje...sty. Dodam, czy przypomnę, mecz zakończył się remisem w regulaminowym czasie gry, a w dogrywce szala zwycięstwa przechyliła się na Poznanianki. Szał w sali bo przed sezonem mało kto wierzył w taki sukces. To w tym meczu sala nie wytrzymywała tumultu, także tynk z sufitu leciał. Były jakieś ekscesy z rzucanymi puszkami w zawodniczki, ale to przemilczę.
Krótko mówiąz super mecz zakończony pełnym sukcesem !!!

P.s. tytuły z gazet: "Poznań leży nad Wartą?" ; "Tylko dla ludzi o mocnych nerwach"