Jeżeli polską koszykówką będą rządzić ci sami ludzie, co obecnie, nie widzę przed nami przyszłości - mówi przed rozpoczęciem nowego sezonu ligowego lider kadry narodowej, zawodnik Anwilu Włocławek Michał Ignerski
Paweł Rzekanowski: Kilka scen z polskiej ligi: kluby, które nie płacą swoim graczom, zostają dopuszczane do rozgrywek, nie ma sponsora tytularnego, niewielkie szanse na transmisje telewizyjne. Kryzys?
Michał Ignerski: Są spore problemy. Najbardziej z zespołami, które nie są w stanie zamknąć budżetu. To wielkie nieporozumienie, a nawet więcej - sytuacja nienormalna. Ciągle akceptujemy grę klubów, które udowadniały, że nie potrafią być wypłacalne. Nie powinny być traktowane ulgowo. Ale są.
Polska liga ma sens, jeśli tylko kilka klubów jest w stanie funkcjonować bez obawy o przyszłość?
- To zaczyna zmierzać w kierunku pomyłki. My, zawodnicy, pracujemy w lidze. Jesteśmy zatrudniani i niedopuszczalne jest łamanie kontraktów. Nie może być sytuacji, w której człowiek pracuje miesiąc, dwa, a później dowiaduje się, że nie dostanie wypłaty.
Może rozwiązaniem byłoby wprowadzenie zamkniętej ligi - takiej, w której nie ma spadków, awansów, za to sprzedaje się ciekawy produkt tworzony przez tych, którzy mogą zainwestować pieniądze w ligę?
- Jak najbardziej! Dla mnie ważne jest, aby liga była wypłacalna, na wysokim poziomie. Aby była atrakcyjna dla nabywców - kibiców, którzy przyjdą do hali czy usiądą przez telewizorem.
Koszykówka to świetna dyscyplina - najbardziej popularna po piłce nożnej. Ale jeśli nie będzie jej w telewizji, to wszystko nie ma sensu. A telewizji nie będzie, jeśli liga nie będzie atrakcyjna. Atrakcyjna z kolei nie będzie, jeśli tylko kilka klubów jest profesjonalnych. Koło się zamyka. Wszystko zaczyna się od góry i właśnie na górze muszą zajść zmiany.
Ubolewam, ale koszykówka z roku na rok spada coraz niżej. Kilka lat temu panował boom - sprowadzano dziesiątki graczy z zagranicy, a każdy, kto miał czarny kolor skóry i był ze Stanów Zjednoczonych, już powodował ogromne zainteresowanie. Atrakcyjność rozgrywek była dużo większa, znacznie większa niż ligi siatkarzy. W telewizji były programy o naszej lidze, o NBA, transmisje meczów, programy szkoleniowe. Ludzie tym żyli. To napędzało koniunkturę. Zresztą chyba też poziom ligi był wyższy niż teraz.
Ale nigdy nie było w Polsce tylu gwiazd co teraz, dawno polska drużyna nie walczyła w Europie z takim powodzeniem jak Prokom-Trefl!
- Owszem. Ale reprezentacja? Patrzmy na całość. Wszystkie zasady, jakie wprowadzano w ciągu ostatniej dekady, doprowadziły do tego, że tak naprawdę nie ma komu grać w reprezentacji. Na szkolenie nie było pieniędzy, bo lepiej było je wkładać w kolejne kontrakty z graczami z zewnątrz, a teraz efekty są fatalne.
Kiedy wyjeżdżałeś z Polski na studia do USA, a później wracałeś, było inaczej. Nie żałujesz, że nie wybrałeś klubu z Europy Zachodniej?
- Wiem, na co mnie stać, i nie chciałem porywać się na jakieś wielkie kluby, w których grałbym niewiele. Wolę stawiać na to, by grać jak najwięcej i rozwijać się. W Śląsku spędziłem dwa lata i paradoksalnie, polska liga wiele mnie nauczyła.
Liga, w której od kilku lat panuje dominacja Prokomu-Trefl i Anwilu może być jeszcze interesująca?
- Dla mnie, jako zawodnika, jak najbardziej. W ubiegłym roku było ciekawie, było sporo zaskakujących rozwiązań. I w tym może być podobnie.
Ale nie ma klubów, które dorównywałyby Prokomowi budżetem.
- Zasad jest prosta: im więcej masz pieniędzy, tym teoretycznie możesz więcej osiągnąć. Ale już na parkiecie wszystko jest możliwe. Niedobre jest to, że różnica między kilkoma klubami z czołówki a resztą jest ogromna. A najlepsza liga to taka, w której każdy klub ma podobne możliwości finansowe.
Pieniędzy w klubach nie będzie, jeśli wyniki reprezentacji będą zniechęcały sponsorów. Po meczach kadry Veselina Maticia umowy z PZKosz nie przedłużyła Era.
- Kadra spadła na dno. Wszystko psuje się od góry - moim zdaniem od tych ludzi, którzy siedzą tam na samym szczycie i wszystkim kierują. Ludzie odpowiedzialni w PZKosz za kadrę doprowadzili do tego, że zawodnicy nie chcą grać w reprezentacji.
Za cztery lata Polska zorganizuje mistrzostwa Europy koszykarzy. I?
- Trudno o optymizm. Jeszcze rok temu wydawało mi się, że wszystko będzie szło w dobrym kierunku. Teraz trudno o pozytywne wizje. Jeżeli naszą koszykówką będą nadal zajmowali się ci sami ludzie, nie widzę przed nami przyszłości.
gazeta.pl
Ignerski: nie widzę przyszłości
Moderator: Moderatorzy
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości