No cóż. Jesteśmy w potężnym dołku formy. Co teraz zrobić wie najlepiej nasz sztab trenerski (czytaj: Dariusz Maciejewski). Ten człowiek potrafił już wychodzić z opresji meczowych w postaci wygrania meczu mimo minus 15 pkt przed czwartą kwartą na parkiecie Mistrza Polski pozostawiając swoje dwie najlepsze zawodniczki przez całą 4 kwartę na ławce

Dlatego dla mnie wciąż jest najlepszym polskim trenerem - tutaj nie mam wątpliwości. Pytanie tylko jest takie: czy Maciejewski ma wsparcie "pozameczowe", takie na codzień? Jeżeli chodzi o kryzys mentalny, szkoda, że nie ma z nami Janusza Wierzbickiego, który potrafił w takich momentach, za plecami headcoacha, łagodzić sytuację kryzysową z pozytywną motywacją u zawodniczek. Takie przynajmniej dochodziły kiedyś do mnie sygnały od dziewczyn.
Choć trenerem nie jestem, to osobiście już po meczu w Rybniku urządziłbym dziewczynom za ten występ "jesień średniowiecza". Treningi o 6 rano na boisku przed halą byłby by wstępem do pracowitego dnia przez cały tydzień, a w momentach krótkiego odpoczynku fizycznego oglądanie nagrań z własnymi błędami. I tak w kółko. U trenerskiego guru kobiecej koszykówki -
Pat Summit, takie metody to chleb powszedni. W końcu ma ona w swojej historii najlepszy bilans W-L na świecie. I choć Darek na pewno do łagodnych trenerów nie należy, u nas skorzystano z innej opcji - zaufania do zawodniczek, aby same się odbudowały. Jak się okazało - to nie zadziałało. Dlaczego?
Główny powód chyba znają wszyscy. Obecnie nie wszystkie zawodniczki grają do tego samego kosza i to jest bardzo demotywujące. Uważam, że jak najszybciej trzeba przeciąć ten wrzód i odesłać Paris Johnson do domu. Nie jest to łatwe, bo ta zawodniczka pokazała się z bardzo dobrej strony w pierwszym meczu w Pruszkowie. A więc drzemią w niej możliwości. Jednak potem było już tylko gorzej, a dodatkowo fochy i obsmarowywanie klubu w internecie. Gdy jedna zawodniczka zagraniczna obrabia klub i odlicza dni jak w więzieniu, to i inne członkinie "klanu" ściąga mentalnie w dół. A że "klan" w tym roku liczny - mamy efekty w postaci 2 ostatnich wyników.
Drugi "klan" - polski, wydaje się zdemotywowany postawą tego pierwszego i jakoś zbyt łatwo rezygnuje z czegoś, co najlepiej brzmi w języku angielskim: "team spirit". Nie wiem, nie bywam w ich szatni, ani w pałacyku PWSZ, ale wydaje mi się, że brakuje nam teraz rasowego przywódcy na boisku i poza nim. Żurowska była silna, czasem może zbyt silna (sprawa Zalesiak), ale była idealnym łącznikiem szatni z trenerami. Idealnie to działało przez długie lata, a więc zapewne nie jest łatwo teraz następczyni. Miejmy tylko nadzieję, że ma ona do tego predyspozycje.
Ponieważ teraz nadchodzi "nuda", czyli planowa porażka w Polkowicach i planowe zwycięstwo z AZS Poznań (z przerwą na ciekawy mecz z Lotosem), przychodzi czas na jakieś rozwiązanie sytuacji kryzysowej. Pieniędzy już zapewne nie ma (ostatnie poszły na sędziów w Toruniu

), a więc trzeba ugotować coś z tego co mamy. Bardzo ważne jest, aby się w czas ogarnąć i ostatecznie przed PO zająć miejsce w pierwszej 5.