Rozmowa z Magdaleną Kozdroń

Wszystko na temat Tauron Basket Ligi Kobiet

Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba

Awatar użytkownika
Wojteg
Junior
Posty: 2880
Rejestracja: 07 czerwca 2004, 07:30
Lokalizacja: Pabianice
Kontaktowanie:

Rozmowa z Magdaleną Kozdroń

Postautor: Wojteg » 11 lutego 2006, 15:16

Rozmowa z koszykarką AZS PWSZ Sowood Gorzów Magdaleną Kozdroń

- Spokojnie przygotowuję się do decydujących spotkań. Na pewno jeszcze zobaczycie Magdę Kozdroń w formie z początku sezonu - to misterny plan naszej 26-letniej skrzydłowej, która dziś w meczu z Brzegiem wraca po kontuzji na gorzowski parkiet.

To miał być dla Magdaleny Kozdroń sezon przełomowy. Zbierała dobre recenzje za grę w akademickich ME w Gorzowie, później stanowiła o sile uniwersjadowej kadry naszego kraju, a gdy wreszcie przyszedł czas na ligę, znacząco poprawiła swoje statystyki. 30 października to był dla Kozdroń koszmar. W poznańskiej Arenie jak zawsze ofiarnie walczyła o każdą piłkę. Zespół wygrał, ale Magda po jednym z starć w parterze doznała groźnej kontuzji obojczyka. Do gry wróciła dopiero przed tygodniem.

Kamil Siałkowski: Długo czekaliśmy, ale wreszcie się doczekaliśmy. Po trzech miesiącach przerwy zagrałaś w meczu w Jeleniej Górze. Czy to znaczy, że z kontuzjowaną ręką jest już wszystko w porządku?

Magdalena Kozdroń: Obojczyk pękł na pół, dlatego musiał być złączony 10 cm drutu. Kość w pełni zrosła się dopiero po trzech miesiącach. Wcześniej nie było dobrze i każdy kontakt z przeciwnikiem zakończyłby się katastrofą. W poniedziałek, na tydzień przed meczem w Jeleniej Górze, byłam na prześwietleniu. Po dobrych wieściach od lekarzy, tego samego dnia zdecydowałam się wejść w mocny trening. Drut jeszcze ogranicza moje ruchy, ale nie przeszkadza w rozpoczęciu zajęć z piłką. Właśnie teraz jest optymalny czas, by wrócić do koszykówki.

W ciągu 17 minut trafiłaś trzy z pięciu oddanych rzutów z gry, miałaś dwie ofensywne zbiórki i trzy asysty. Czy powrót na boisko w takim stylu można uznać za udany?

- Bardzo się cieszę, że mogę już hasać po parkiecie. Z występu w Jeleniej Górze jestem zadowolona. Nie czułam żadnej presji, wyszłam na boisko na luzie. Przyłożyłam się do obrony, atak miał przyjść sam. Widzę jednak że muszę spędzić jeszcze sporo czasu z piłką, brakuje mi typowego koszykarskiego treningu.

Jak przepracowałaś ten okres? To był czas na odpoczynek i regenerację, czy może na ciężki trening?

- Nawet nie pomyślałam o tym, aby się obijać. Cały czas mocno pracowałam na siłowni z naszym trenerem Jerzym Chmielnickim. Udało mi się utrzymać dobrą dyspozycję fizyczną. Dużo ćwiczyłam mięśnie brzucha, grzbietu i nóg. Jestem pewna, że gdybym tego nie robiła, to teraz tak łatwo nie weszłabym do gry.

Od początku sezonu byłaś w życiowej formie. Kontuzja w momencie, gdy byłaś na wysokiej fali, musiała boleć podwójnie.

- Los jest nieprzewidywalny. Nigdy nie wiadomo, co może się jutro zdarzyć. Trzeba było przyjąć wszystko na spokojnie. To było traumatyczne przeżycie, ale takie wyciszenie było mi potrzebne. Miałam czas, żeby się zatrzymać i pomyśleć o tym, co naprawdę jest w życiu ważne, ułożyć sprawy osobiste.

Musiałaś mocno tęsknić za koszykówką. Pojechałaś z naszym zespołem nawet na mecz wyjazdowy do Polkowic.

- To było niezwykle ważne spotkanie dla obu ekip. Wtedy byłyśmy jeszcze w grze o czwórkę przed play-off. Tam jest mój rodzinny dom i nie wyobrażam sobie, abym mogła opuścić taki mecz.

A nie myślałaś o tym, żeby wrócić do Polkowic? W formie z początku sezonu z powodzeniem mogłabyś powalczyć o miejsce w składzie CCC.

- Udowodniłam sobie, że mogę grać w kosza na wysokim poziomie. W Gorzowie jest mi dobrze, tu mam szkołę, w kwietniu bronię pracy magisterskiej z turystyki na Uniwersytecie Szczecińskim, zostało mi także 1,5 roku studiów na pedagogice na PWSZ. Nasza długoletnia współpraca była zbudowana na fajnych i przejrzystych relacjach, a podczas ponad czterech lat gry w Gorzowie mocno się rozwinęłam. Mam okazję trenować pod okiem świetnego szkoleniowca i myśli o zmianach są na razie poza mną.

Sobotni mecz ma duże znaczenie dla obu drużyn. Gdy wygramy, to będziemy niemal pewni piątego miejsca w tabeli po sezonie zasadniczym. Zespół Cukierków tydzień temu pokonał mistrzynie z Gdyni. Jak trzeba zagrać, aby wygrać z ekipą z Brzegu?

- Lotos po prostu zlekceważył Brzeg. Nie można im dać się rozpędzić. Podstawą będzie zatrzymanie graczy obwodowych. Nie możemy pozwolić na oddawanie rzutów z łatwych pozycji. Musimy wyjść agresywną obroną i od początku narzucić swoje warunki gry. To będzie klucz to zwycięstwa. Chcemy też zrewanżować się Cukierkom za dwie porażki na swoim boisku w poprzednim sezonie.

Gdy zabrakło liderki, inne zawodniczki musiały wziąć na siebie ciężar gry. Czy zespół się zmienił i poradzi sobie z nową sytuacją? Co możemy ugrać na koniec sezonu bez Agnieszki Szott?

- W pełni zadowoli mnie piąte miejsce. Po kontuzji Agnieszki musimy grać inaczej. Wiele rozwiązań było przygotowanych właśnie pod naszą liderkę. Nie możemy się już na nią oglądać. Każda z nas doskonale wie, że musi wziąć na swoje barki większy ciężar. Gramy teraz szybszą koszykówkę i wybieramy łatwiejsze rozwiązania. Chcę się odbudować i mocno wesprzeć koleżanki w play-off. Zrobię wszystko, aby na decydujące mecze być w takiej dyspozycji jak na Uniwersjadzie, czy w lidze w październiku tuż przed kontuzją.

Rozmawiał Kamil Siałkowski (Gazeta Wyborcza)

Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości