Dariusz Maciejewski trenerem reprezentacji
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
Re: Dariusz Maciejewski trenerem reprezentacji
Feri a może to jakiś kibic Orła ,albo nie daj boże Falubaz 
Brąz ///Srebro///Srebro///Złoty-brąz!!!
Re: Dariusz Maciejewski trenerem reprezentacji
hermes46 pisze:a co podejrzewasz ze sobie załozyłem drugie, trzecie lub trzydziesete konto??? Nie mam czasu na dziecinade!
Feri akurat Ciebie traktuje jako ta czesc kibiców gorzowskich tych normalniejszych.
Nie miałem na myśli akurat Ciebie. Raczej kogoś, kto chce pod swoim normalnym nickiem pozostać "czysty", a spuszcza się pod nickiem "Lorenzo". Na innym forum, gdzie kiedyś bawiłem się w moderowanie był taki przypadek i łatwo to było sprawdzić (też phpBB). Oczywiście ktoś może działać sprytniej poprzez np. shella lub proxy mieć różne IP, ale tego osobnika po jego wpisach o taką wstępną inteligencję nie podejrzewam...a istnienie tutaj przez rok tylko po to, aby komuś dołożyć - to było by zbyt chore.
Friel, mimo wszystko nie wkładam falubazów do jednego worka z kibicami Orła. Bo z Orzełkiem jest co prawda koszykarska napinka, ale falubaz to jest już kryminał i patologia o czym wiemy...
-
reaktywacja
- Junior
- Posty: 2236
- Rejestracja: 26 kwietnia 2009, 22:38
- Lokalizacja: kiedyś koszykarska stolica Polski
Re: Dariusz Maciejewski trenerem reprezentacji
Chciałbym zwrócić uage, że niejaki Lorenzo zawsze pisze o Gorzowie "gorzówek".
To chyba na ostrzeżenie się nadaje nie? (i to za każdy taki kolejny post, bo w regulaminie forum jest na to paragraf...)
To chyba na ostrzeżenie się nadaje nie? (i to za każdy taki kolejny post, bo w regulaminie forum jest na to paragraf...)
14 koron:
1996, 1998, 1999, 2000, 2001, 2002, 2003, 2004, 2005, 2009, 2010, 2020, 2021, 2025...
- To jest mój zespół, moje koleżanki, moje miasto, moi kibice. Moje miejsce jest na boisku i zagrałabym nawet bez oka - Tamika Catchings.
1996, 1998, 1999, 2000, 2001, 2002, 2003, 2004, 2005, 2009, 2010, 2020, 2021, 2025...
- To jest mój zespół, moje koleżanki, moje miasto, moi kibice. Moje miejsce jest na boisku i zagrałabym nawet bez oka - Tamika Catchings.
Re: Dariusz Maciejewski trenerem reprezentacji
a moze on z "miłości" do tego miasta tak pisze?Chyba nie zabronicie Mu tak "miłować" miasto Gorzów.
kwassek pisze:...Chyba że naprawde jesteście tak krótkowzroczni jeżdżac na te wyjazdy gdzie biją Wam brawo (jak dla mnie to troche wiocha cieszyć się że biją mi brawo bo gdzieś przyjechałem... no ale chuj nie moja sprawa jakie kto w życiu ma kibicowskie priorytety)
Re: Dariusz Maciejewski trenerem reprezentacji
hermes46 pisze:a moze on z "miłości" do tego miasta tak pisze?Chyba nie zabronicie Mu tak "miłować" miasto Gorzów.
Daruj sobie już te swoje chore wywody!
A tak w ogóle to chyba jest temat o Dariuszu Maciejewskim a nie o Gorzowie i gorzowskich kibicach
Kozak w necie - pizda w świecie!


Re: Dariusz Maciejewski trenerem reprezentacji
"zdrowa" kobieto przeczytaj kto zaczał pisac o Was i w jakim kontekście a póóźniej komentuj wypowiedzi innych!!!
kwassek pisze:...Chyba że naprawde jesteście tak krótkowzroczni jeżdżac na te wyjazdy gdzie biją Wam brawo (jak dla mnie to troche wiocha cieszyć się że biją mi brawo bo gdzieś przyjechałem... no ale chuj nie moja sprawa jakie kto w życiu ma kibicowskie priorytety)
Re: Dariusz Maciejewski trenerem reprezentacji
hermes46 pisze:"zdrowa" kobieto przeczytaj kto zaczał pisac o Was i w jakim kontekście a póóźniej komentuj wypowiedzi innych!!!
No ale przecież ja nie napisałam, że ty hermesiku zacząłeś tylko ogólnie napisałam o tym jaki jest temat... więc z czym ty mi tu wyjeżdżasz?
Kozak w necie - pizda w świecie!


Re: Dariusz Maciejewski trenerem reprezentacji
Dariusz Maciejewski: Kto nie będzie grał w lidze, ten zmniejszy swoje szanse na grę w kadrze
autor: Krzysztof Kaczmarczyk
Dariusz Maciejewski w grudniu otrzymał nominację na trenera żeńskiej kadry koszykarek. Na swój oficjalny debiut szkoleniowiec czekał do 9 stycznia, kiedy to prowadzona przez niego kadra zmierzyła się w Meczu Gwiazd PLKK z najlepszymi koszykarkami Ford Germaz Ekstraklasy. Debiut nie był zbyt okazały, gdyż Polki przegrały spotkanie różnicą aż 20 punktów. Trener Maciejewski był jednak bardzo zadowolony z tej dwudniowej konsultacji w Pruszkowie, po której ma już swoje pierwsze przemyślenia względem prowadzonej przez niego reprezentacji.
W piątek i sobotę odbyła się dwudniowa konsultacja, na której trener Dariusz Maciejewski miał do swojej dyspozycji 20 koszykarek. Z pierwotnie powołanych koszykarek zabrakło jedynie kontuzjowanych Magdaleny Leciejewskiej i Agnieszki Kaczmarczyk, a Agnieszka Bibrzycka w tym czasie musiała zameldować się już w swoim klubie w Jekaterynburgu. Po dwóch treningach Polki w sobotnie popołudnie zmierzyły się w Meczu Gwiazd z największymi gwiazdami występującymi na parkietach Ford Germaz Ekstraklasy.
- Nikt nie mówił, że będzie łatwo i ta świadomość musi nam przyświecać od samego początku - mówił po spotkaniu Maciejewski. - Mamy bardzo ambitne plany i cele. Żeby wygrywać z zespołami złożonymi ze znakomitych indywidualności musimy być bardzo dobrym zespołem. Musimy być przygotowani perfekcyjnie motorycznie, taktycznie i technicznie. Wtedy według mnie możemy pokonać każdego.
Z gwiazdami lekko nie było, a wynik końcowy mówi sam za siebie. Najlepsze koszykarki FGE wygrały 95:75, a nie do zatrzymania okazały się podkoszowe Ivana Matovic i Janell Burse. Nowy szkoleniowiec biało-czerwonych był jednak bardzo zadowolony z tego meczu.
- Gratuluję drużynie gwiazd zwycięstwa i cieszę się bardzo, że ta gra przypominała koszykówkę, że gwiazdy podeszły bardzo poważnie do tematu. Spotkaliśmy się tutaj, żeby zagrać i mieć jakieś pierwsze przemyślenia, a nie po to, by się spotkać i pogadać o różnych kwestiach - ocenił nowy szkoleniowiec reprezentacji. - Cieszę się również, że realizujemy jedno z moich założeń, żeby grać z najlepszymi od początku do samego końca. To właśnie jeden z tych punktów, które prześwietlają mi budowanie reprezentacji. Myślę, że ten mecz to dobry początek, żeby zakontraktować dobre gry w tym czasie, kiedy mamy tyle przerwy w 2010 roku.
Nowy szkoleniowiec bardzo poważnie zaangażował się w swoją rolę i od początku wszystko chce mieć pod kontrolą. Swoje plany i pomysły na kadrę przedstawił włodarzom Polskiego Związku Koszykówki z prezesem Romanem Ludwiczukiem na czele. - Liczę na dużą pomoc ze strony klubów, żeby skrócić ligę w sezonie 2010/2011, żeby mieć jak najwięcej czasu na przygotowania do głównej imprezy w tym roku. Ten pomysł dostał już akceptację - ocenia Maciejewski. - To mnie bardzo cieszy, że współpraca od samego początku będzie wyglądała bardzo dobrze pomiędzy klubami, PLKK, prezesami klubów i trenerami. Będzie to duża szansa, na zrealizowanie zamierzonych celów.
Maciejewski ma również swój pomysł na reprezentację, a wszystkie koszykarki są traktowane równo. Jak sam zaznacza, każda jest aktualnie w tym samym miejscu i każda sama będzie pracowała na miejsce w reprezentacyjnej drużynie. - Każdy startuje dzisiaj z takiego samego miejsca. Nie mam w głowie w tej chwili piątki, która by wychodziła i rozpoczynała spotkanie. Ja powiem inaczej, dla mnie nie jest ważne, kto zaczyna, ale kto kończy spotkanie - taka jest moja filozofia grania. To są kwestie i niuanse taktyczne. Często wszystko zależy jaki jest pomysł na granie, dlatego dzisiaj nie ma czego szukać, jeśli chodzi o to, kto będzie wychodził w pierwszej piątce - ocenia Maciejewski, który na co dzień prowadzi ligową drużynę KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wielkopolski, czyli aktualnego Wicemistrza Polski.
Czy ktoś już teraz zwrócił na siebie uwagę nowego szkoleniowca kadry? - Na pewno jest kilka dziewczyn bardzo interesujących, które mają szansę dużego rozwoju, bo i grają dużą ilość czasu w lidze, i mają konfrontacje pucharowe. Myślę, że one będą cały czas szły do przodu - stwierdza. - Najważniejsze jednak jest zdrowie. Od tego zaczynałem wszystkie rozmowy z zawodniczkami. O te zdrowie trzeba dbać i wyleczyć wszystkie urazy, jakie są. Zdrowie jest bardzo potrzebne, bo będziemy trenowali bardzo ciężko. Oczywiście będą to treningi przemyślane i z głową, ale będą ciężkie. Kto nie będzie zdrowy, tego w reprezentacji nie będzie.
Maciejewski jasno daje również do zrozumienia, że lista powołanych na pruszkowski Mecz Gwiazd, to nie jest pierwsza i ostateczna lista powołanych zawodniczek. Każdy ma szansę znaleźć się na tej liście. Warunkiem będzie dobra dyspozycja w drugiej części sezonu. - Lista koszykarek, które zostały powołane do Pruszkowa, to nie jest hermetycznie zamknięta lista. Jeżeli ktoś będzie grał dobrze i się pokaże w drugiej części sezonu ma szansę na powołanie. Swoje szanse mają też koszykarki, które wracają po kontuzji. Mam tutaj na myśli m.in. Anię Wielebnowską. Będziemy bardzo mocno śledzić poczynania wszystkich zawodniczek w drugiej części sezonu. Przed nami najważniejsze spotkania, w których zawodniczki będą miały szansę się pokazać z dobrej strony - mówi jasno Maciejewski.
Opiekun kadry jasno również stwierdza, jaki czynnik będzie najważniejszy przy wysyłaniu kolejnych powołań. - Jest też taka przestroga dla dziewczyn, że kto nie będzie grał nie będzie poważnie brany pod uwagę przy powołaniach. Liga ma być jednym z bardzo ważnych czynników przygotowawczych do Mistrzostw Europy czy dalszych gier. Jeżeli ktoś będzie miał zawirowania w klubie, jeżeli podejmie złe decyzje i pójdzie do drużyny, w której będzie siedział na ławce, to nic z takiego zawodnika nie będzie. Zawodnik musi być świadomy swoich decyzji - kończy Maciejewski.
Kolejne konsultacje kadry odbędą się w maju. Wtedy to reprezentacja Polski uda się do USA, gdzie rozegra serię spotkań sparingowych z drużynami występującymi w lidze WNBA.
www.sportowefakty.pl/
autor: Krzysztof Kaczmarczyk
Dariusz Maciejewski w grudniu otrzymał nominację na trenera żeńskiej kadry koszykarek. Na swój oficjalny debiut szkoleniowiec czekał do 9 stycznia, kiedy to prowadzona przez niego kadra zmierzyła się w Meczu Gwiazd PLKK z najlepszymi koszykarkami Ford Germaz Ekstraklasy. Debiut nie był zbyt okazały, gdyż Polki przegrały spotkanie różnicą aż 20 punktów. Trener Maciejewski był jednak bardzo zadowolony z tej dwudniowej konsultacji w Pruszkowie, po której ma już swoje pierwsze przemyślenia względem prowadzonej przez niego reprezentacji.
W piątek i sobotę odbyła się dwudniowa konsultacja, na której trener Dariusz Maciejewski miał do swojej dyspozycji 20 koszykarek. Z pierwotnie powołanych koszykarek zabrakło jedynie kontuzjowanych Magdaleny Leciejewskiej i Agnieszki Kaczmarczyk, a Agnieszka Bibrzycka w tym czasie musiała zameldować się już w swoim klubie w Jekaterynburgu. Po dwóch treningach Polki w sobotnie popołudnie zmierzyły się w Meczu Gwiazd z największymi gwiazdami występującymi na parkietach Ford Germaz Ekstraklasy.
- Nikt nie mówił, że będzie łatwo i ta świadomość musi nam przyświecać od samego początku - mówił po spotkaniu Maciejewski. - Mamy bardzo ambitne plany i cele. Żeby wygrywać z zespołami złożonymi ze znakomitych indywidualności musimy być bardzo dobrym zespołem. Musimy być przygotowani perfekcyjnie motorycznie, taktycznie i technicznie. Wtedy według mnie możemy pokonać każdego.
Z gwiazdami lekko nie było, a wynik końcowy mówi sam za siebie. Najlepsze koszykarki FGE wygrały 95:75, a nie do zatrzymania okazały się podkoszowe Ivana Matovic i Janell Burse. Nowy szkoleniowiec biało-czerwonych był jednak bardzo zadowolony z tego meczu.
- Gratuluję drużynie gwiazd zwycięstwa i cieszę się bardzo, że ta gra przypominała koszykówkę, że gwiazdy podeszły bardzo poważnie do tematu. Spotkaliśmy się tutaj, żeby zagrać i mieć jakieś pierwsze przemyślenia, a nie po to, by się spotkać i pogadać o różnych kwestiach - ocenił nowy szkoleniowiec reprezentacji. - Cieszę się również, że realizujemy jedno z moich założeń, żeby grać z najlepszymi od początku do samego końca. To właśnie jeden z tych punktów, które prześwietlają mi budowanie reprezentacji. Myślę, że ten mecz to dobry początek, żeby zakontraktować dobre gry w tym czasie, kiedy mamy tyle przerwy w 2010 roku.
Nowy szkoleniowiec bardzo poważnie zaangażował się w swoją rolę i od początku wszystko chce mieć pod kontrolą. Swoje plany i pomysły na kadrę przedstawił włodarzom Polskiego Związku Koszykówki z prezesem Romanem Ludwiczukiem na czele. - Liczę na dużą pomoc ze strony klubów, żeby skrócić ligę w sezonie 2010/2011, żeby mieć jak najwięcej czasu na przygotowania do głównej imprezy w tym roku. Ten pomysł dostał już akceptację - ocenia Maciejewski. - To mnie bardzo cieszy, że współpraca od samego początku będzie wyglądała bardzo dobrze pomiędzy klubami, PLKK, prezesami klubów i trenerami. Będzie to duża szansa, na zrealizowanie zamierzonych celów.
Maciejewski ma również swój pomysł na reprezentację, a wszystkie koszykarki są traktowane równo. Jak sam zaznacza, każda jest aktualnie w tym samym miejscu i każda sama będzie pracowała na miejsce w reprezentacyjnej drużynie. - Każdy startuje dzisiaj z takiego samego miejsca. Nie mam w głowie w tej chwili piątki, która by wychodziła i rozpoczynała spotkanie. Ja powiem inaczej, dla mnie nie jest ważne, kto zaczyna, ale kto kończy spotkanie - taka jest moja filozofia grania. To są kwestie i niuanse taktyczne. Często wszystko zależy jaki jest pomysł na granie, dlatego dzisiaj nie ma czego szukać, jeśli chodzi o to, kto będzie wychodził w pierwszej piątce - ocenia Maciejewski, który na co dzień prowadzi ligową drużynę KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wielkopolski, czyli aktualnego Wicemistrza Polski.
Czy ktoś już teraz zwrócił na siebie uwagę nowego szkoleniowca kadry? - Na pewno jest kilka dziewczyn bardzo interesujących, które mają szansę dużego rozwoju, bo i grają dużą ilość czasu w lidze, i mają konfrontacje pucharowe. Myślę, że one będą cały czas szły do przodu - stwierdza. - Najważniejsze jednak jest zdrowie. Od tego zaczynałem wszystkie rozmowy z zawodniczkami. O te zdrowie trzeba dbać i wyleczyć wszystkie urazy, jakie są. Zdrowie jest bardzo potrzebne, bo będziemy trenowali bardzo ciężko. Oczywiście będą to treningi przemyślane i z głową, ale będą ciężkie. Kto nie będzie zdrowy, tego w reprezentacji nie będzie.
Maciejewski jasno daje również do zrozumienia, że lista powołanych na pruszkowski Mecz Gwiazd, to nie jest pierwsza i ostateczna lista powołanych zawodniczek. Każdy ma szansę znaleźć się na tej liście. Warunkiem będzie dobra dyspozycja w drugiej części sezonu. - Lista koszykarek, które zostały powołane do Pruszkowa, to nie jest hermetycznie zamknięta lista. Jeżeli ktoś będzie grał dobrze i się pokaże w drugiej części sezonu ma szansę na powołanie. Swoje szanse mają też koszykarki, które wracają po kontuzji. Mam tutaj na myśli m.in. Anię Wielebnowską. Będziemy bardzo mocno śledzić poczynania wszystkich zawodniczek w drugiej części sezonu. Przed nami najważniejsze spotkania, w których zawodniczki będą miały szansę się pokazać z dobrej strony - mówi jasno Maciejewski.
Opiekun kadry jasno również stwierdza, jaki czynnik będzie najważniejszy przy wysyłaniu kolejnych powołań. - Jest też taka przestroga dla dziewczyn, że kto nie będzie grał nie będzie poważnie brany pod uwagę przy powołaniach. Liga ma być jednym z bardzo ważnych czynników przygotowawczych do Mistrzostw Europy czy dalszych gier. Jeżeli ktoś będzie miał zawirowania w klubie, jeżeli podejmie złe decyzje i pójdzie do drużyny, w której będzie siedział na ławce, to nic z takiego zawodnika nie będzie. Zawodnik musi być świadomy swoich decyzji - kończy Maciejewski.
Kolejne konsultacje kadry odbędą się w maju. Wtedy to reprezentacja Polski uda się do USA, gdzie rozegra serię spotkań sparingowych z drużynami występującymi w lidze WNBA.
www.sportowefakty.pl/
-
koszykarz
Re: Dariusz Maciejewski trenerem reprezentacji
Opiekun kadry jasno również stwierdza, jaki czynnik będzie najważniejszy przy wysyłaniu kolejnych powołań. - Jest też taka przestroga dla dziewczyn, że kto nie będzie grał nie będzie poważnie brany pod uwagę przy powołaniach. Liga ma być jednym z bardzo ważnych czynników przygotowawczych do Mistrzostw Europy czy dalszych gier. Jeżeli ktoś będzie miał zawirowania w klubie, jeżeli podejmie złe decyzje i pójdzie do drużyny, w której będzie siedział na ławce, to nic z takiego zawodnika nie będzie. Zawodnik musi być świadomy swoich decyzji - kończy Maciejewski.
Generalnie ten pomysł bardzo mi się podoba
Ciągle mam wrażenie że DAREK lekko pije do Pawlak
No ale tak być nie musi . To że Pawlak nie wygra rywalizacji z Cohen , jest na takiej samej zasadzie jak rywalizacja Czubak z Richards
Generalnie ten pomysł bardzo mi się podoba
Ciągle mam wrażenie że DAREK lekko pije do Pawlak
- hellraiser
- Junior
- Posty: 2479
- Rejestracja: 17 listopada 2004, 12:04
Re: Dariusz Maciejewski trenerem reprezentacji
koszykarz pisze:
Generalnie ten pomysł bardzo mi się podoba![]()
Ciągle mam wrażenie że DAREK lekko pije do Pawlak![]()
![]()
No ale tak być nie musi . To że Pawlak nie wygra rywalizacji z Cohen , jest na takiej samej zasadzie jak rywalizacja Czubak z Richards
Nie chodzi o Pawlak której sytuacja niewiele się zmienia..
Nie chodzi nawet o Piekarską po przyjściu Anosike
Tu chodzi o zawodniczki których kariera znalazła się na zakręcie np Skorek czy Gala.

Re: Dariusz Maciejewski trenerem reprezentacji
No czytając to drugi raz w kontekście całego wywiadu odnosze to samo wrażenie co hellraiser
Brąz ///Srebro///Srebro///Złoty-brąz!!!
Re: Dariusz Maciejewski trenerem reprezentacji
Jeżeli ktoś będzie miał zawirowania w klubie, jeżeli podejmie złe decyzje i pójdzie do drużyny, w której będzie siedział na ławce, to nic z takiego zawodnika nie będzie. Zawodnik musi być świadomy swoich decyzji - kończy Maciejewski.
No właśnie,że by to człowiek-vide koszykarka była alfą i omegą wiedząc o konsekwencjach swoich decyzji
,które moim zdaniem w niektórych przypadkach podejmuje się zbyt pochopnie....Tok myślenia trenera kadry całkowicie popieram!!!
No właśnie,że by to człowiek-vide koszykarka była alfą i omegą wiedząc o konsekwencjach swoich decyzji
Re: Dariusz Maciejewski trenerem reprezentacji
ja mam tylko nadzieje ze p. Maciejewski bedzie w 100% konsekwentny przy nastepnych meczach
kwassek pisze:...Chyba że naprawde jesteście tak krótkowzroczni jeżdżac na te wyjazdy gdzie biją Wam brawo (jak dla mnie to troche wiocha cieszyć się że biją mi brawo bo gdzieś przyjechałem... no ale chuj nie moja sprawa jakie kto w życiu ma kibicowskie priorytety)
Re: Dariusz Maciejewski trenerem reprezentacji
Myślę że jest to bardzo ciekawy artykuł zapraszam do lektury :
Przebijanie muru
Z klubem z Gorzowa od dziesięciu lat stale pnie się pan w górę. Do tego doszła nominacja na trenera reprezentacji seniorek. Czy uważa się pan za człowieka sukcesu?
Dariusz Maciejewski, trener reprezentacji Polski koszykarek: Dla mnie wykładnikiem sukcesu jest to, że już 20. rok poświęcam koszykówce wielką część mojego życia i – poza rodziną – wciąż jest ona dla mnie najważniejsza. Mam nadzieję, że potrafię przełożyć swoje zafascynowanie tą dyscypliną na wyniki z reprezentacją. Z własnego doświadczenia wiem, że marzenia, które wydają się mało realne z punktu widzenia „dzisiaj”, spełniają się szybciej niż można było oczekiwać. Trzeba tylko maksymalnie poświęcić się temu, co się robi. A kobiety są bardzo wdzięcznym partnerem do takiej pracy.
Startując w konkursie na trenera reprezentacji wierzył pan w wygraną?
Miałem swoje spojrzenie na polską koszykówkę ukształtowane przez lata pracy w klubie. Miałem też doświadczenia pracy z kadrą na trzech Uniwersjadach i w reprezentacji U-20. Wiele dzisiejszych reprezentantek przeszło ze mną kilka ważnych imprez. Pomyślałem, że nawet jeśli nie wygram konkursu, warto napisać pracę, która będzie moją podpowiedzią, przyczynkiem do rozwoju tej dyscypliny. Zaznaczyłem w niej, że jeżeli nie zostanę selekcjonerem, będzie mi bardzo miło, gdy ktoś skorzysta z koncepcji w niej zawartych. Nie nastawiałem się na wygraną w konkursie, bo jestem człowiekiem z Gorzowa, a nie z dużej aglomeracji i wiem, że w życiu nic mi łatwo nie przyszło. Dom, samochód – do wszystkiego dochodziłem ciężką pracą. Żeby ktoś cię dostrzegł, musisz się potwierdzać przez wiele lat. Cieszę się, że zostałem zauważony.
Przed reprezentacją wyjątkowe wyzwania, bo to Polska organizuje za rok mistrzostwa Europy, do których pan ma przygotować drużynę. Nie boi się pan presji oczekiwań?
Stres jest nieodłączną cechą pracy trenera. Myślę, że trema mnie nie zje. Od 19 lat pracuję pod presją oczekiwań. Także dlatego, że sam stawiam sobie wysokie cele i bardzo bolą mnie porażki. Zawsze chcę wygrać i dlatego bardzo często sam ten stres u siebie wyzwalam.
Czy reprezentację stać będzie na lepszy wynik niż awans do drugiej rundy Eurobasketu, jak w ubiegłym roku na Łotwie?
Cel jest jasno określony: minimum piąte miejsce, które daje szanse uczestnictwa w kwalifikacjach do Igrzysk Olimpijskich w Londynie. Zadanie bardzo ambitne, ale realne. Trzy zespoły: Francja, Rosja i Hiszpania, są dziś poza zasięgiem. Ale już Białoruś czy Grecja, które dziś się cieszą, że zagrają na mistrzostwa świata w Czechach, mogłyby przegrać z każdym zespołem z finałowej szesnastki.
Na mistrzostwa Europy na Łotwę pojechał pan na własny koszt.
Wiele rzeczy robię na własny koszt, bo mocno w siebie inwestuję. Wcześniej były Chiny, teraz wybieram się na staż do USA. Nie boję się inwestować w to, co daje mi radość i satysfakcję, bo dla mnie taki wyjazd to nie obowiązek, lecz przyjemność. Jeśli mogę się wypowiadać o poziomie europejskich reprezentacji, to nie dlatego, że zobaczyłem kilka meczów Eurobasketu w telewizji. Widziałem na Łotwie bezpośrednio kilkadziesiąt spotkań, bo byłem na mistrzostwach przez dziewięć dni i od rana do wieczora siedziałem w hali.
Co pan robił w Chinach?
Przebijaliśmy chiński mur. Jako pierwszym udało nam się namówić do gry w Europie reprezentantkę tego kraju. W klubie z Gorzowa Wielkopolskiego. To było wspaniałe doświadczenie. Pojechałem tam pouczyć się azjatyckiej koszykówki, uczestniczyłem w klinice trenerskiej w chińskim ośrodku olimpijskim. Teraz mam ciekawą propozycję stażu w zespole WNBA. Jeżeli tylko zdrowie mi dopisze, a czas pozwoli, wybiorę się do Stanów.
Według jakich kryteriów będzie Pan wybierał zawodniczki do kadry.
Jednym z ważniejszych jest zdrowie. Trzeba dobrze zdiagnozować kandydatki do reprezentacji, żeby nie pomylić się na samym starcie. Należy unikać sytuacji, że ktoś wypadnie z cyklu treningowego przez niewyleczone kontuzje i urazy, które nawarstwiały się latami. Drugim ważnym kryterium są minuty gry zawodniczek w zespole klubowym. Trzecia sprawa to przygotowanie fizyczne. Kadrowiczki muszą mieć świadomość, że jeżeli w klubach nie stoi ono na wysokim poziomie, to trzeba znaleźć sobie dodatkowego trenera, zadbać o zajęcia na siłowni, trening lekkoatletyczny. Dzisiejsza koszykówka kobieca opiera się na sile, dynamice, agresji. Bez dobrego przygotowania motorycznego nie ma szans, by zaistnieć w Europie. Jest jeszcze kwestia motywacji. Będę rozmawiał z dziewczynami. Chcę znać ich gotowość podporządkowania się kalendarzowi przygotowań i ustalonym regułom, które chcemy sobie wspólnie wypracować. Nie narzucam wszystkiego. Lubię słuchać i rozmawiać. Jeżeli nie dotrzesz do zawodniczek, nic nie osiągniesz.
Jak Pan trafił do koszykówki?
Jestem człowiekiem podwórka: klucz na szyję i jazda. Rodzice pracowali od rana do wieczora. Podwórko było moim drugim domem. Najpierw lekcje, a potem zabawa w sport, różne dyscypliny. Składałem też modele latające. Kiedyś zdobyłem nawet mistrzostwo Polski w modelarstwie. Wszystkiego próbowałem po trochu. Grałem oczywiście w piłkę nożną. Na studiach w Rosji bardzo mi się spodobał hokej. To powinna być moja dyscyplina, gdyby w Polsce były takie tradycje jak tam. Różne sporty sprawiały mi satysfakcję. W pewnym momencie ktoś w szkole zrobił testy motoryczne i trafiłem do koszykówki. Nie żałuję. Trenerowi przydatne są praktyczne umiejętności, bo wiele elementów może sam pokazać. Nigdy nie byłem wybitnym graczem, ale myślę, że prezentowałem poziom dzisiejszej pierwszej ligi. Pięć lat grałem w koszykówkę w Rosji.
Skąd Rosja w pana życiorysie?
Od samego początku wiedziałem, co chcę robić w życiu: być trenerem. Studiowałem w Gorzowie, ale nie było tam specjalizacji trenerskiej. Pojawiła się możliwość wyjazdu do Moskwy na studia trenerskie w Instytucie Kultury Fizycznej, było tylko jedno miejsce. Złożyłem papiery i... ruszyłem w świat. A że rosyjski był mi od dziecka bliski, bo moja rodzina pochodzi ze stron wschodnich, było mi łatwiej. Tata wywodzi się z Grodna, mama z okolic Solecznik i Lidy na Litwie.
Pisał pan pracę u słynnego Aleksandra Gomelskiego. Na jaki temat?
Dotyczyła rzutu. Trzy rodzaje rzutu z wyskoku. Ostatnio wpadła mi ręce, z ciekawością do niej zajrzałem. To była praca z biomechaniki. Myślę, że bardzo twórcza, jak na tamte czasy. Stanowiła potem część profesury jednego z moich wykładowców, ale nie trenera Gomelskiego. Ze słynnym szkoleniowcem mieliśmy dużo zajęć. Był moim opiekunem grupy. On pomagał mnie, a ja jemu. Bardzo często demonstrowałem koszykarskie zachowania podczas zajęć, które prowadził. Nieżyjący już Aleksander Gomelski prowadził kursy w Afryce, w krajach arabskich. Tam zarabiał pieniądze. Byłem na każde jego zawołanie, grałem rolę i rozgrywającego, i centra, jak było trzeba. Mogłem się obudzić o 2 w nocy i wiedziałem, co do mnie należy, bo tych kursów odbyliśmy razem mnóstwo. Byłem chyba jego ulubionym studentem, bo mi się wspaniale odwdzięczył: pozwolił mi być blisko reprezentacji Związku Radzieckiego i CSKA Moskwa. Byłem z nimi na dwóch obozach, poznałem znakomitych zawodników, takich jak Heino Enden, Arvydas Sabonis, Rimas Kurtinaitis, Valdemaras Chomicius. Gdy kończyłem studia, byłem tak napakowany wiedzą, że gdyby ktoś dał mi wtedy do prowadzenia zespół ligowy, wszystkich trenerów przewyższałbym o klasę. Terminowałem przecież bezpośrednio u mistrzów olimpijskich.
Ale schował się pan w Gorzowie.
Tak się życie potoczyło. Nie miałem w Polsce żadnych układów i dlatego trzeba było długo czekać, żeby się pokazać. Na początku było zabawnie, gdy z trzecioligową drużyną pracowałem w systemie mistrzów olimpijskich. Co prawda wygraliśmy tę ligę, ale w pierwszej rundzie ponieśliśmy chyba sześć porażek. Byliśmy doskonale przygotowani taktycznie, metodycznie, ale, niestety, ci chłopcy, zbyt surowi technicznie, przy dużej szybkości akcji gubili piłkę. To było dla mnie cenne doświadczenie. Dzisiaj, gdy sam wykładam na AWF i studiach trenerskich, mówię słuchaczom, żeby nie powielali moich błędów: najpierw nauczcie graczy techniki, wykształćcie sprawność, a potem dokładajcie do tego elementy taktyczne.
Spotykał się pan potem ze słynnymi koszykarzami. Na przykład z Kurtinaitisem, gdy ten pracował w Polsce?
Dwa razy spotkałem się z Sabonisem. Raz byliśmy na wspólnym weselu w Solecznikach na Litwie, w rodzinnych stronach mojej mamy. Miałem też niespodziewane spotkanie z Chomiciusem. We Francji, gdzie pojechałem z młodzieżą na turniej. Nawet nie wiedziałem, że on gra w Chalon. Gdzieś tam mnie odnalazł, sympatycznie pogadaliśmy. W tamtej ekipie było wielu fajnych ludzi. Na przykład Tiit Sokk, trochę niedoceniany łotewski rozgrywający. Ale kontaktów z nimi w tej chwili nie mam. Ot, czasem spotykam któregoś na lotnisku.
Klub z Gorzowa, z którym zdobył pan wicemistrzostwo Polski kobiet, nazywa się KSSSE AZS PWSZ. Nie za dużo liter?
To wymóg czasu. Liter jest dużo, ale ten sponsor na to zasługuje. Sam wolę wymieniać nazwę klubu w pełnym brzmieniu: Kostrzyńsko-Słubicka Specjalna Strefa Ekonomiczna AZS Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Gorzowie. Skrót jest nieco skomplikowany, ale bardzo ważny, znając finansowe wymogi sportowej rzeczywistości.
Jesteście absolutną rewelacją rozgrywek ekstraklasy. 15 spotkań bez porażki. Skąd te sukcesy?
Z właściwej oceny zawodniczek i odpowiedniego ich traktowania. Opracowałem metodę bardziej wszechstronnie oceniającą gracza niż tradycyjnie stosowany ranking, tzw. evaluation, który uwzględnia tylko siedem elementów technicznych bez odnoszenia się do czasu gry. Ja rozpatruję aż 27 elementów gry w obronie i w ataku, w korelacji z minutami spędzanymi przez koszykarkę na parkiecie. Mam obraz poziomu jej gry w całym sezonie. Orientuję się, kto jaką wartość prezentuje i ile powinien zarabiać. O kogo muszę walczyć i komu jakie pieniądze mogę zapłacić. Wielu ludzi w naszej koszykówce działa na nosa. Ja, dzięki tej metodzie, po prostu wiem, na kogo mam postawić, nie mylę się przy selekcji. Drugi czynnik sukcesów to wymaganie od zawodniczek bezwzględnego podporządkowania się koszykówce. I jeszcze trzeci – dbanie o Polki pełniące ważne role w zespole. Płacenie im na początku, a później zawodniczkom zagranicznym, jeżeli cokolwiek zabraknie. Akurat w Gorzowie do tej pory nie zabrakło.
Wiceprezesem klubu był początkowo Kazimierz Marcinkiewicz.
Aż do momentu, gdy został premierem. Do dzisiaj mam bardzo dobre relacje z Kazikiem, który wciąż bardzo nam kibicuje. Gdyby nie jego pomoc w początkowym okresie, nie byłoby koszykówki w Gorzowie. Gdy tu wróciłem z Wrocławia, spotkałem trzech wspaniałych ludzi – Irka Madeja, wiceprezesa klubu, kanclerza szkoły Romana Gawroniaka, który wtedy budował Państwową Wyższą Szkołę Zawodową. Wszystko było na niej oparte. Twórcą szkoły był m.in. Kazimierz Marcinkiewicz. Nasze wspólne spotkanie zaowocowało tym, że postawiliśmy na koszykówkę. To oni przekonali mnie, żeby z poziomu trenera ekstraklasy zejść na poziom trenera od zera. Był rok 2000. Dziś bardzo mi brakuje bliskiej współpracy z Kazimierzem. Cenię ludzi, którzy nie są raptusami, a to człowiek bardzo wyważony. Mogą być różne zdania na jego temat, ale ja mam jedno: to osoba, która nigdy nie podejmuje pochopnych decyzji. Budowanie z nim zespołu z długoletnią perspektywą układało się po prostu idealnie.
Metody selekcji i pracy w klubie przydadzą się w prowadzeniu kadry?
Będę się starał powielać w reprezentacji to, co jest dobre i sprawdzone. Na przykład nigdy zaraz po meczu nie rozmawiam z zawodniczką o jej grze. Dopiero po przeanalizowaniu spotkania, a taka analiza pochłania 3,5–4 godziny. Każdą akcję trzeba obejrzeć na wideo, cofnąć, przewinąć, obserwować zachowania i w obronie, i w ataku. Po takim seansie dokładniej wiem, nad czym pracować na treningu, bo widzę, jakie są błędy. Nieważne, czy wygraliśmy mecz 40 punktami, czy przegraliśmy 30 – każde spotkanie trzeba zanalizować. Ludzie tego nie doceniają, ale oglądając swój mecz, patrzysz też na drużynę przeciwnika. Analizując kilkakrotnie spotkania Euroligi i mając po przeciwnej stronie prowadzącego drużynę Bourges trenera mistrzyń Europy Francuzek, czy szkoleniowców reprezentacji Węgier i Czech w Sopronie i USK Praga, zawsze można zauważyć coś ciekawego.
Rozmawiał Marek Cegliński
rp.pl
Przebijanie muru
Z klubem z Gorzowa od dziesięciu lat stale pnie się pan w górę. Do tego doszła nominacja na trenera reprezentacji seniorek. Czy uważa się pan za człowieka sukcesu?
Dariusz Maciejewski, trener reprezentacji Polski koszykarek: Dla mnie wykładnikiem sukcesu jest to, że już 20. rok poświęcam koszykówce wielką część mojego życia i – poza rodziną – wciąż jest ona dla mnie najważniejsza. Mam nadzieję, że potrafię przełożyć swoje zafascynowanie tą dyscypliną na wyniki z reprezentacją. Z własnego doświadczenia wiem, że marzenia, które wydają się mało realne z punktu widzenia „dzisiaj”, spełniają się szybciej niż można było oczekiwać. Trzeba tylko maksymalnie poświęcić się temu, co się robi. A kobiety są bardzo wdzięcznym partnerem do takiej pracy.
Startując w konkursie na trenera reprezentacji wierzył pan w wygraną?
Miałem swoje spojrzenie na polską koszykówkę ukształtowane przez lata pracy w klubie. Miałem też doświadczenia pracy z kadrą na trzech Uniwersjadach i w reprezentacji U-20. Wiele dzisiejszych reprezentantek przeszło ze mną kilka ważnych imprez. Pomyślałem, że nawet jeśli nie wygram konkursu, warto napisać pracę, która będzie moją podpowiedzią, przyczynkiem do rozwoju tej dyscypliny. Zaznaczyłem w niej, że jeżeli nie zostanę selekcjonerem, będzie mi bardzo miło, gdy ktoś skorzysta z koncepcji w niej zawartych. Nie nastawiałem się na wygraną w konkursie, bo jestem człowiekiem z Gorzowa, a nie z dużej aglomeracji i wiem, że w życiu nic mi łatwo nie przyszło. Dom, samochód – do wszystkiego dochodziłem ciężką pracą. Żeby ktoś cię dostrzegł, musisz się potwierdzać przez wiele lat. Cieszę się, że zostałem zauważony.
Przed reprezentacją wyjątkowe wyzwania, bo to Polska organizuje za rok mistrzostwa Europy, do których pan ma przygotować drużynę. Nie boi się pan presji oczekiwań?
Stres jest nieodłączną cechą pracy trenera. Myślę, że trema mnie nie zje. Od 19 lat pracuję pod presją oczekiwań. Także dlatego, że sam stawiam sobie wysokie cele i bardzo bolą mnie porażki. Zawsze chcę wygrać i dlatego bardzo często sam ten stres u siebie wyzwalam.
Czy reprezentację stać będzie na lepszy wynik niż awans do drugiej rundy Eurobasketu, jak w ubiegłym roku na Łotwie?
Cel jest jasno określony: minimum piąte miejsce, które daje szanse uczestnictwa w kwalifikacjach do Igrzysk Olimpijskich w Londynie. Zadanie bardzo ambitne, ale realne. Trzy zespoły: Francja, Rosja i Hiszpania, są dziś poza zasięgiem. Ale już Białoruś czy Grecja, które dziś się cieszą, że zagrają na mistrzostwa świata w Czechach, mogłyby przegrać z każdym zespołem z finałowej szesnastki.
Na mistrzostwa Europy na Łotwę pojechał pan na własny koszt.
Wiele rzeczy robię na własny koszt, bo mocno w siebie inwestuję. Wcześniej były Chiny, teraz wybieram się na staż do USA. Nie boję się inwestować w to, co daje mi radość i satysfakcję, bo dla mnie taki wyjazd to nie obowiązek, lecz przyjemność. Jeśli mogę się wypowiadać o poziomie europejskich reprezentacji, to nie dlatego, że zobaczyłem kilka meczów Eurobasketu w telewizji. Widziałem na Łotwie bezpośrednio kilkadziesiąt spotkań, bo byłem na mistrzostwach przez dziewięć dni i od rana do wieczora siedziałem w hali.
Co pan robił w Chinach?
Przebijaliśmy chiński mur. Jako pierwszym udało nam się namówić do gry w Europie reprezentantkę tego kraju. W klubie z Gorzowa Wielkopolskiego. To było wspaniałe doświadczenie. Pojechałem tam pouczyć się azjatyckiej koszykówki, uczestniczyłem w klinice trenerskiej w chińskim ośrodku olimpijskim. Teraz mam ciekawą propozycję stażu w zespole WNBA. Jeżeli tylko zdrowie mi dopisze, a czas pozwoli, wybiorę się do Stanów.
Według jakich kryteriów będzie Pan wybierał zawodniczki do kadry.
Jednym z ważniejszych jest zdrowie. Trzeba dobrze zdiagnozować kandydatki do reprezentacji, żeby nie pomylić się na samym starcie. Należy unikać sytuacji, że ktoś wypadnie z cyklu treningowego przez niewyleczone kontuzje i urazy, które nawarstwiały się latami. Drugim ważnym kryterium są minuty gry zawodniczek w zespole klubowym. Trzecia sprawa to przygotowanie fizyczne. Kadrowiczki muszą mieć świadomość, że jeżeli w klubach nie stoi ono na wysokim poziomie, to trzeba znaleźć sobie dodatkowego trenera, zadbać o zajęcia na siłowni, trening lekkoatletyczny. Dzisiejsza koszykówka kobieca opiera się na sile, dynamice, agresji. Bez dobrego przygotowania motorycznego nie ma szans, by zaistnieć w Europie. Jest jeszcze kwestia motywacji. Będę rozmawiał z dziewczynami. Chcę znać ich gotowość podporządkowania się kalendarzowi przygotowań i ustalonym regułom, które chcemy sobie wspólnie wypracować. Nie narzucam wszystkiego. Lubię słuchać i rozmawiać. Jeżeli nie dotrzesz do zawodniczek, nic nie osiągniesz.
Jak Pan trafił do koszykówki?
Jestem człowiekiem podwórka: klucz na szyję i jazda. Rodzice pracowali od rana do wieczora. Podwórko było moim drugim domem. Najpierw lekcje, a potem zabawa w sport, różne dyscypliny. Składałem też modele latające. Kiedyś zdobyłem nawet mistrzostwo Polski w modelarstwie. Wszystkiego próbowałem po trochu. Grałem oczywiście w piłkę nożną. Na studiach w Rosji bardzo mi się spodobał hokej. To powinna być moja dyscyplina, gdyby w Polsce były takie tradycje jak tam. Różne sporty sprawiały mi satysfakcję. W pewnym momencie ktoś w szkole zrobił testy motoryczne i trafiłem do koszykówki. Nie żałuję. Trenerowi przydatne są praktyczne umiejętności, bo wiele elementów może sam pokazać. Nigdy nie byłem wybitnym graczem, ale myślę, że prezentowałem poziom dzisiejszej pierwszej ligi. Pięć lat grałem w koszykówkę w Rosji.
Skąd Rosja w pana życiorysie?
Od samego początku wiedziałem, co chcę robić w życiu: być trenerem. Studiowałem w Gorzowie, ale nie było tam specjalizacji trenerskiej. Pojawiła się możliwość wyjazdu do Moskwy na studia trenerskie w Instytucie Kultury Fizycznej, było tylko jedno miejsce. Złożyłem papiery i... ruszyłem w świat. A że rosyjski był mi od dziecka bliski, bo moja rodzina pochodzi ze stron wschodnich, było mi łatwiej. Tata wywodzi się z Grodna, mama z okolic Solecznik i Lidy na Litwie.
Pisał pan pracę u słynnego Aleksandra Gomelskiego. Na jaki temat?
Dotyczyła rzutu. Trzy rodzaje rzutu z wyskoku. Ostatnio wpadła mi ręce, z ciekawością do niej zajrzałem. To była praca z biomechaniki. Myślę, że bardzo twórcza, jak na tamte czasy. Stanowiła potem część profesury jednego z moich wykładowców, ale nie trenera Gomelskiego. Ze słynnym szkoleniowcem mieliśmy dużo zajęć. Był moim opiekunem grupy. On pomagał mnie, a ja jemu. Bardzo często demonstrowałem koszykarskie zachowania podczas zajęć, które prowadził. Nieżyjący już Aleksander Gomelski prowadził kursy w Afryce, w krajach arabskich. Tam zarabiał pieniądze. Byłem na każde jego zawołanie, grałem rolę i rozgrywającego, i centra, jak było trzeba. Mogłem się obudzić o 2 w nocy i wiedziałem, co do mnie należy, bo tych kursów odbyliśmy razem mnóstwo. Byłem chyba jego ulubionym studentem, bo mi się wspaniale odwdzięczył: pozwolił mi być blisko reprezentacji Związku Radzieckiego i CSKA Moskwa. Byłem z nimi na dwóch obozach, poznałem znakomitych zawodników, takich jak Heino Enden, Arvydas Sabonis, Rimas Kurtinaitis, Valdemaras Chomicius. Gdy kończyłem studia, byłem tak napakowany wiedzą, że gdyby ktoś dał mi wtedy do prowadzenia zespół ligowy, wszystkich trenerów przewyższałbym o klasę. Terminowałem przecież bezpośrednio u mistrzów olimpijskich.
Ale schował się pan w Gorzowie.
Tak się życie potoczyło. Nie miałem w Polsce żadnych układów i dlatego trzeba było długo czekać, żeby się pokazać. Na początku było zabawnie, gdy z trzecioligową drużyną pracowałem w systemie mistrzów olimpijskich. Co prawda wygraliśmy tę ligę, ale w pierwszej rundzie ponieśliśmy chyba sześć porażek. Byliśmy doskonale przygotowani taktycznie, metodycznie, ale, niestety, ci chłopcy, zbyt surowi technicznie, przy dużej szybkości akcji gubili piłkę. To było dla mnie cenne doświadczenie. Dzisiaj, gdy sam wykładam na AWF i studiach trenerskich, mówię słuchaczom, żeby nie powielali moich błędów: najpierw nauczcie graczy techniki, wykształćcie sprawność, a potem dokładajcie do tego elementy taktyczne.
Spotykał się pan potem ze słynnymi koszykarzami. Na przykład z Kurtinaitisem, gdy ten pracował w Polsce?
Dwa razy spotkałem się z Sabonisem. Raz byliśmy na wspólnym weselu w Solecznikach na Litwie, w rodzinnych stronach mojej mamy. Miałem też niespodziewane spotkanie z Chomiciusem. We Francji, gdzie pojechałem z młodzieżą na turniej. Nawet nie wiedziałem, że on gra w Chalon. Gdzieś tam mnie odnalazł, sympatycznie pogadaliśmy. W tamtej ekipie było wielu fajnych ludzi. Na przykład Tiit Sokk, trochę niedoceniany łotewski rozgrywający. Ale kontaktów z nimi w tej chwili nie mam. Ot, czasem spotykam któregoś na lotnisku.
Klub z Gorzowa, z którym zdobył pan wicemistrzostwo Polski kobiet, nazywa się KSSSE AZS PWSZ. Nie za dużo liter?
To wymóg czasu. Liter jest dużo, ale ten sponsor na to zasługuje. Sam wolę wymieniać nazwę klubu w pełnym brzmieniu: Kostrzyńsko-Słubicka Specjalna Strefa Ekonomiczna AZS Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Gorzowie. Skrót jest nieco skomplikowany, ale bardzo ważny, znając finansowe wymogi sportowej rzeczywistości.
Jesteście absolutną rewelacją rozgrywek ekstraklasy. 15 spotkań bez porażki. Skąd te sukcesy?
Z właściwej oceny zawodniczek i odpowiedniego ich traktowania. Opracowałem metodę bardziej wszechstronnie oceniającą gracza niż tradycyjnie stosowany ranking, tzw. evaluation, który uwzględnia tylko siedem elementów technicznych bez odnoszenia się do czasu gry. Ja rozpatruję aż 27 elementów gry w obronie i w ataku, w korelacji z minutami spędzanymi przez koszykarkę na parkiecie. Mam obraz poziomu jej gry w całym sezonie. Orientuję się, kto jaką wartość prezentuje i ile powinien zarabiać. O kogo muszę walczyć i komu jakie pieniądze mogę zapłacić. Wielu ludzi w naszej koszykówce działa na nosa. Ja, dzięki tej metodzie, po prostu wiem, na kogo mam postawić, nie mylę się przy selekcji. Drugi czynnik sukcesów to wymaganie od zawodniczek bezwzględnego podporządkowania się koszykówce. I jeszcze trzeci – dbanie o Polki pełniące ważne role w zespole. Płacenie im na początku, a później zawodniczkom zagranicznym, jeżeli cokolwiek zabraknie. Akurat w Gorzowie do tej pory nie zabrakło.
Wiceprezesem klubu był początkowo Kazimierz Marcinkiewicz.
Aż do momentu, gdy został premierem. Do dzisiaj mam bardzo dobre relacje z Kazikiem, który wciąż bardzo nam kibicuje. Gdyby nie jego pomoc w początkowym okresie, nie byłoby koszykówki w Gorzowie. Gdy tu wróciłem z Wrocławia, spotkałem trzech wspaniałych ludzi – Irka Madeja, wiceprezesa klubu, kanclerza szkoły Romana Gawroniaka, który wtedy budował Państwową Wyższą Szkołę Zawodową. Wszystko było na niej oparte. Twórcą szkoły był m.in. Kazimierz Marcinkiewicz. Nasze wspólne spotkanie zaowocowało tym, że postawiliśmy na koszykówkę. To oni przekonali mnie, żeby z poziomu trenera ekstraklasy zejść na poziom trenera od zera. Był rok 2000. Dziś bardzo mi brakuje bliskiej współpracy z Kazimierzem. Cenię ludzi, którzy nie są raptusami, a to człowiek bardzo wyważony. Mogą być różne zdania na jego temat, ale ja mam jedno: to osoba, która nigdy nie podejmuje pochopnych decyzji. Budowanie z nim zespołu z długoletnią perspektywą układało się po prostu idealnie.
Metody selekcji i pracy w klubie przydadzą się w prowadzeniu kadry?
Będę się starał powielać w reprezentacji to, co jest dobre i sprawdzone. Na przykład nigdy zaraz po meczu nie rozmawiam z zawodniczką o jej grze. Dopiero po przeanalizowaniu spotkania, a taka analiza pochłania 3,5–4 godziny. Każdą akcję trzeba obejrzeć na wideo, cofnąć, przewinąć, obserwować zachowania i w obronie, i w ataku. Po takim seansie dokładniej wiem, nad czym pracować na treningu, bo widzę, jakie są błędy. Nieważne, czy wygraliśmy mecz 40 punktami, czy przegraliśmy 30 – każde spotkanie trzeba zanalizować. Ludzie tego nie doceniają, ale oglądając swój mecz, patrzysz też na drużynę przeciwnika. Analizując kilkakrotnie spotkania Euroligi i mając po przeciwnej stronie prowadzącego drużynę Bourges trenera mistrzyń Europy Francuzek, czy szkoleniowców reprezentacji Węgier i Czech w Sopronie i USK Praga, zawsze można zauważyć coś ciekawego.
Rozmawiał Marek Cegliński
rp.pl
Brąz ///Srebro///Srebro///Złoty-brąz!!!
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 110 gości

