Micaela Cocks odchodzi z Energi ToruńJOACHIM PRZYBYŁ
Z pewnością nie tak kibice wyobrażali sobie początek rozgrywek. Brązowy medalista sprzed roku ma bardzo korzystny terminarz pierwszej rundy. Wydawało się, że "Katarzynki” będą kroczyć od zwycięstwa do zwycięstwa. Tymczasem minęły cztery kolejki, a toruński zespół ma już na koncie dwie porażki. Plaga kontuzji w zespole to z pewnością istotny kłopot, ale nawet mimo braków kadrowych Energę z pewnością stać na dużo lepszą grę.
Torunianki przede wszystkim zdecydowanie za dużo tracą piłek w ataku (78 strat w czterech meczach). Brakuje wciąż głównego organizatora gry w ofensywie. Agata Gajda w poprzednich sezonach była czołową podającą ligi, teraz ma średnio zaledwie 2 asysty na mecz. Jeszcze gorsze pod tym względem są Micaela Cocks i Natalia Małaszewska, obie zresztą lepiej czują się na pozycji numer dwa. Energa teraz najbardziej potrzebuje rozgrywającej. Wcale nie koszykarki, która potrafi celnie rzucać, ale klasycznej "jedynki”, która sprawnie przeprowadzi piłkę przez całe boisko, będzie potrafiła ustawić koleżanki i jednym podaniem uruchomić skuteczną akcję.
reklama
Inni też z kłpotamiNiewielkim pocieszeniem dla "Katarzynek” są problemy innych faworytów. Po efektownym zwycięstwie z CCC Polkowice w Pruszkowie przegrały wicemistrzynie Polski z Gorzowa. Jeszcze gorzej wiedzie się mistrzowi z Gdyni, Lotos uległ już dwukrotnie, w Łodzi i Bydgoszczy. Regularnie wygrywa jedynie Wisła.
Pierwsze miesiące rozgrywek są najtrudniejsze dla faworytów, bo to zwykle w tych zespołach jest najwięcej zmian. W niedzielnym meczu w Bydgoszczy w składzie Lotosu było osiem nowych koszykarek, na parkiet wybiegła zupełnie nowa pierwsza piątka. W Enerdze mamy siedem nowych zawodniczek. Im więcej nowych twarzy w drużynie, tym trudniej zgrać je z drużyną. Zwłaszcza, gdy są to reprezentantki swoich krajów lub Amerykanki, które zwykle przyjeżdżają do Polski słabo przygotowane do rozgrywek.
Słabsze starty w rozgrywkach to zresztą pewna cecha charakterystyczna drużyn prowadzonych Elmedina Omanicia. Przed rokiem Energa także prezentowała się przeciętnie w pierwszych meczach, na własnym parkiecie przegrała wówczas z Odrą Brzeg. Potem jednak z tygodnia na tydzień forma była coraz lepsza, a w styczniu torunianki rozpoczęły wspaniałą serię zwycięstw, która skończyła się na podium PLKK. W tym sezonie trzeba jednak uważać. Liga jest znacznie bardziej wyrównana, tabela będzie zapewne spłaszczona i kandydatów do ósemki jest więcej niż przed rokiem. Zbyt wiele straconych punktów może oznaczać spore nerwy na finiszu rundy zasadniczej. Kluczowe może być także rozstawienie w play off, choć to akurat absolutna loteria. Dwa lata temu "Katarzynki” goniły czołówkę, zajęły dobre piąte miejsce, by od razu wpaść na bardzo mocną Wisłę.
Szybkie decyzjeCocks wyjechała z Torunia już po ostatnim meczu z Tęczą Leszno. Negocjacje na temat rozwiązania kontraktu z jej agentem były szybkie, konkretne i skuteczne. Mocno ułatwił je zapewne fakt, że koszykarka błyskawicznie znalazła sobie nowy klub we Francji i nie będzie narzekać na bezrobocie.
Cocks miała w tym sezonie być podstawową rozgrywającą toruńskiej drużyny. Trener Elmedin Omanić szukał latem zawodniczki, która będzie potrafiła poukładać grę ofensywną zespołu i stworzy mocną konkurencję dla dynamicznej, ale czasami grającej zbyt indywidualnie Agaty Gajdy. Referencje Cocks były całkiem obiecujące, ale rzeczywistość ich nie potwierdziła. Nowozelandka zdążyła zagrać w czterech ligowych meczach "Katarzynek”, w których nie zaprezentowała jednak nic szczególnego. W pojedynkach z Liderem Pruszków i Widzewem Łódź należała do najlepszych strzelców zespołu, w dwóch ostatnich meczach z Artego Bydgoszcz i Tęczą Leszno zdobyła już jednak zaledwie łącznie sześć punktów. Miała przy tym bardzo przeciętną skuteczność rzutów z gry (33 procent). Co gorsza, marnie wychodziło jej kierowanie zespołem. Cocks za bardzo zwalniała grę drużyny, miała zaledwie 1,5 asysty na mecz, ponad dwa razy mniej niż strat. Na pozycji numer jeden nie czuła się najlepiej.
- Nasze oczekiwania wobec niej były dużo większe, a na pewno zupełnie inne - przyznaje prezes Maciej Krystek. - Zatrudniliśmy Cocks, bo szukaliśmy rozgrywającej, a dostaliśmy kolejnego obrońcę. Na tej pozycji mamy aż nadmiar zawodniczek, choćby Alicię Gladden czy Moniką Krawiec, która niedługo wróci do drużyny. Wtedy dla Nowozelandki nie byłoby specjalnie miejsca na parkiecie - dodaje.
Teraz Energa szuka nowej koszykarki, która niekoniecznie ma zdobywać wiele punktów, ale musi wykazać się odpowiednią liczbą asyst. Kandydatka już jest.
Propozycja kontraktu została wysłana już w środę. Jeśli koszykarka zaakceptuje warunki to dziś lub jutro pojawi się w Toruniu. Byłaby także szansa, że nowa rozgrywająca wystąpi już w weekend w trudnym wyjazdowym meczu z Odrą Brzeg.http://www.pomorska.pl- Nasze oczekiwania wobec niej były dużo większe, a na pewno zupełnie inne - zakończył Krystek.
Jak przyznają włodarze trzeciej drużyny poprzedniego sezonu, negocjacje dotyczące rozwiązania umowy przebiegały bardzo szybko, a duży wpływ na to miał fakt, że zainteresowanie Cocks wyraziła jedna z francuskich drużyn. Zawodniczka z Nowej Zelandii zatem nie był długo bezrobotna.
Teraz w Grodzie Kopernika trwają poszukiwania typowej "jedynki", która ma dołączyć do Katarzynek. Najprawdopodobniej wybór padnie na koszykarkę z USA.www.sportowefakty.pl