W fatalnym stylu Wisła przegrała tytuł
Koszykarki Wisły Can-Pack, mimo wsparcia Anny DeForge, straciły mistrzostwo kraju po kompromitującej grze w półfinałach z Lotosem Gdynia. W ostatnim meczu zdobyły zaledwie 42 punkty
- Oglądaliśmy porażki na wideo. Nie zaczniemy tak źle jak w dwóch spotkaniach w Gdyni - przekonywał przed starciem trener Wojciech Downar Zapolski.
Seanse nie pomogły, bo Wisła rozpoczęła spotkanie fatalnie. Przez osiem minut krakowianki zdobyły tylko trzy punkty.
Gospodynie oddawały piłkę rywalkom lub wyrzucały ją na aut, potykały się o własne nogi, nie potrafiły rozegrać akcji i rzucały zupełnie nieprzygotowane. Nawet kibice, którzy przed pierwszą syreną śpiewali "Laseczki, więcej ambicji" i zeszli z trybuny w ramach bojkotu, szybko na nią wrócili, by wesprzeć Wisłę.
Rywalki nie były tak tolerancyjne i na sekundy przed końcem pierwszej kwarty prowadziły już 22:6. W drugiej Wisła grała nieco lepiej i nieznaczne odrobiła straty. Wiele jednak zawdzięczała słabości Lotosu w ofensywie, bo wciąż nie grzeszyła skutecznością. - Więcej nam się udawało, niż wychodziło - przyznała Ewelina Kobryn.
W przerwie powróciły wspomnienia, bo do kibiców przemówiła DeForge, za sprawą której przed rokiem Wisła wywalczyła mistrzostwo kraju. - Kibicujmy wszyscy razem - zachęcała do dopingu Amerykanka. Fani posłuchali, ale na parkiecie wciąż nie było widać następczyni DeForge.
- Brak charyzmatycznej postaci? Przecież są dziewczyny, które grają w WNBA. To nie jest nasz problem. Po prostu jesteśmy gorszą drużyną - mówiła szczera do bólu Marta Fernandez.
Po zmianie stron DeForge wierciła się niecierpliwie, a jej koleżanki w niczym nie przypominały drużyny, która trzy ostatnie sezony zdobywała mistrzostwo kraju.
Zresztą przed tegoroczną obroną czempionatu przy Reymonta działacze przyjęli dziwne kryterium transferowe i podpisali kontrakty z trzema koszykarkami Lotosu: Dominque Canty, Slobodanką Maksimović i kontuzjowaną Chamique Holdslaw, czyli przegranymi ubiegłorocznego finału.
Sprawdziła się tylko Canty, która w ostatnim meczu półfinałowym była najjaśniejszą postacią Wisły. Na cztery minuty przed ostatnią syreną gospodynie, głównie dzięki jej kreatywności, traciły do Lotosu tylko trzy punkty . Wystarczył jeden zły rzut i rozpędzająca się maszyna stanęła. Przyjezdne przystąpiły do kontrofensywy: rzuciły 15 punktów, a dorobek Wisły zatrzymał się na liczbie 42.
- Sposób na zwycięstwo? Byłyśmy zjednoczoną drużyną - stwierdziła Tamika Catchings. Inaczej niż zdeklasowane już mistrzynie kraju, które przypominały zbieraninę różnych nazwisk: Maksimović przez 18 minut gry oddała trzy rzuty, Candice Dupree znów przeszła obok meczu, atakująca chaotycznie Fernandez przypominała jeźdźca bez głowy, a apatyczna Skerović chyba już wyczerpała pomysły na akcje.
- Jesteśmy załamane - podsumowała Kobryn. Wiśle pozostaje walka o brązowy medal z CCC Polkowice. - Brąz? Nie takie były nasze ambicje - dodaje Fernandez.
Wisła nie zagra w wielkim finale pierwszy raz od czterech sezonów. W klubie czekają na krok sponsora, z którym niebawem wygasa umowa. Przed spotkaniem uhonorowano Jerzego Sarnę, przedstawiciela firmy Can-Pack, za "zasługi dla sportu". Czy nikt już nie wierzył, że można zrobić to w trakcie meczów o mistrzostwo?
Wisła Can-Pack - Lotos Gdynia 42:60
Kwarty: 7:22, 13:9, 13:8, 9:21
Wisła: Canty 10, Fernandez 7, Dupree, Kobryn po 6, Pałka 5, Skerović, Gburczyk po 3, Maksimović 2.
Lotos: Beard 18, Catchings 16, Matović 12, Pawlak 8, Jujka 4, Leciejewska 2, Snystnina, Currrie, Podrug, Tomiałowicz.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków
------------------------------------
autorem tekstu jest Szymon Opryszek
to ja sobie skomentuje:]
no zesz kur... i kto to mówi

nagle zatęsknil
a w zeszłym roku jak Wisła przegrywała z Lotosem to pierwszy płakał, że źle Wisła zrobiła oddając wędrowniczki do Lotosu!
żałośnie Panie Opryszczek
