kto przyleci ten przyleci

a tymczasem święta idą

;
Gwiazdy w blasku
Koszykarki Wisły Can-Pack opowiadają o atmosferze w drużynie, planach podboju Europy i świątecznych tradycjach
Znalezienie się wśród najlepszych czterech drużyn Europy jest marzeniem koszykarek krakowskiej Wisły Can-Pack. Tego życzono im podczas klubowego spotkania opłatkowego. Dla niektórych z nich było ono nowym przeżyciem. Zespół mistrzyń Polski jest bowiem nie tylko mozaiką charakterów, ale również narodowości, kultur, języków i religii.
W Wiśle występuje sześć Polek, dwie Amerykanki, Białorusinka, Bośniaczka, Czarnogórka i Izraelka. Zespół trenuje Bośniak Elmedin Omanić, a pomaga mu Polka Marta Starowicz, była znakomita koszykarka Wisły.
- Nie ma u nas podziału na zawodniczki z Polski i zagranicy. Jesteśmy za sobą zżyte na boisku oraz poza nim - zapewnia Dorota Gburczyk, kapitan drużyny. Zaznacza, że wcześniej różnie z tym bywało.
Teraz zespół tworzy zgrany kolektyw i w komplecie stawił się na opłatkowym spotkaniu. Koszykarki zazwyczaj widziane przez kibiców w koszulkach z "Białą Gwiazdą" można było zobaczyć w makijażu, intrygujących fryzurach, eleganckich strojach. Podkreślano ich sukcesy, których blask najmocniej oświetlił tegoroczne obchody 100-lecia Wisły.
Dla Liad Suez-Karni, pierwszej zawodniczki z Izraela grającej w polskiej ekstraklasie, nasze świąteczne tradycje były nowością: - U nas w czasie Bożego Narodzenia obchodzimy święto Chanuka. Jego najważniejszym rytuałem jest zapalanie świateł albo świec.
Do "Święta Światła" używany jest specjalny ośmioramienny świecznik, na którym każdego dnia zapala się po jednej świecy. Dla niereligijnych Żydów Chanuka stała się też świeckim świętem, podczas którego dzieciom daje się prezenty lub gotówkę.
O tym, że podobnie jak w Polsce wygląda bożonarodzeniowy okres w Stanach Zjednoczonych, przekonują Amerykanki. W ich kraju wymieszały się wszelkie świąteczne zwyczaje, na stołach pojawiają się różne potrawy, ale tradycyjny jest pieczony indyk.
- W naszym kraju również panuje rodzinna atmosfera, wszyscy spotykają się w Boże Narodzenie przy świątecznym stole. W moim rodzinnym domu w ten dzień mama przygotuje cztery, pięć dań. Charakterystyczne dla naszego kraju jest też szaleństwo związane ze świątecznymi zakupami - opowiada Dominique Canty. - Przed świętami miasta są pięknie oświetlone i udekorowane. Szczególną uwagę zwraca się na świąteczne dekoracje przed domami i budynkami - dodaje Anna DeForge, dla której koszykarskim idolem jest Michael Jordan: - To koszykarz wszech czasów, nikt nie zrobił tak wiele dla tej dyscypliny jak on.
O tym, jaką klasę prezentuje DeForge, można było się przekonać m.in. podczas niedawnego meczu Euroligi ze Spartakiem w Moskwie. Amerykanka była w nim najskuteczniejszą zawodniczką i miała bardzo duży wkład w sensacyjne zwycięstwo wiślaczek. Pokonanie Spartaka ma tę samą wymowę, co zwycięstwo nad piłkarzami Chelsea Londyn albo Realu Madryt.
- Rosyjską drużynę pokonaliśmy 13 grudnia, w 25. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. Takie sukcesy dodają siły i motywacji - podkreśla Marta Starowicz, II trener Wisły.
Przedwczoraj świąteczny prezent wiślaczki sprawiły kolejnym zwycięstwem w Eurolidze z francuskim Mondeville. Mecz życia rozegrała Jelena Skerović. Pochodząca z czarnogórskiej Podgoricy zawodniczka zdobyła w nim 34 punkty, a większość z nich dzięki siedmiu trafieniom za trzy "oczka". Na święta i Nowy Rok "Skera" jedzie w rodzinne strony.
- Będę odpoczywać, a także bawić się u siostry na weselu. Świąt nie spędzę jednak w domu, ponieważ w obrzędzie prawosławnym obchodzi się je 7 stycznia, a wtedy będziemy już grać kolejne mecze - mówi Skerović.
Fenomen wiślackiej rozgrywającej polega na tym, że jako jedna z niewielu potrafi grać przez cały mecz na pełnych obrotach. Okazuje się też, że jednym z ulubionych zajęć "Skery" jest oglądanie meczów piłkarskich: - Kibicuję Wiśle oraz Realowi Madryt, Machesterowi United i AC Milan. Moim ulubionym piłkarzem jest David Beckham. Tylko raz byłam na meczu na stadionie Wisły. Chodziłabym tam częściej, ale zazwyczaj w tym samym czasie gramy swoje mecze.
Prawosławna wigilia ominie też pochodzącą z Bośni i Hercegowiny Daliborkę Vilipić oraz Białorusinkę Natalię Trafimawą.
- Katolikiem jest mąż siostry mojej mamy. Będziemy więc z nim świętować. Nasze świąteczne dania niczym się nie różnią, w czasie Wigilii też jemy rybę - opowiada Vilipić.
- Święta w Polsce spędzam prawie od dziesięciu lat - wyznaje Trafimawa, która od półtora roku czeka na przyznanie polskiego obywatelstwa. Przypomina sobie jedną świąteczną różnicę: - Na Białorusi prezenty pod choinką kładzie się na Nowy Rok.
W zupełnie innym terminie swoje święta obchodzi natomiast trener Omanić, który jest muzułmaninem: - W Bośni jest wiele religii. W naszym centrum miasta obok siebie jest katolicka katedra, kościół prawosławny, meczet i synagoga. Mam przyjaciela katolika i wszystko wiem o świętach Bożego Narodzenia. W moim kraju wyglądają one podobnie jak w Polsce i bardzo mi się podobają. W nadchodzącym okresie w mojej religii obchodzi się święto początku roku - pierwszy Muharram.
Wiślacki zespół prowadzi drugi sezon. Pod jego okiem, w ubiegłym sezonie, Wisła pierwszy raz od 18 lat i 18. raz w historii zdobyła mistrzostwo Polski, wygrywając finał z Lotosem Gdynia. Po tym sukcesie nie brakowało jednak złośliwych komentarzy, że tytuł wywalczyły głównie zawodniczki zagraniczne. Taki pomysł na zbudowanie mocnego zespołu okazał się jednak kluczem do sukcesu.
Pierwsze zagraniczne wzmocnienia, możliwe dzięki sponsoringowi firmy Can-Pack, przeprowadzono jesienią 2004 r. Do Krakowa przyjechała mistrzyni olimpijska, występująca w WNBA, Shannon Johnson. Zespół wzmocniły też wtedy m.in.: Skerović, Serbka Iva Perovanović i Białorusinka Maryna Kress. Drużyna prowadzona przez trenera Wojciecha Downara-Zapolskiego przegrała jednak walkę o mistrzostwo z Lotosem.
- W zespole grały same Polki, a tu nagle dołączyło tak dużo zawodniczek zagranicznych. Na początku Polki wolały spędzać czas w swoim gronie. Ubiegły sezon był już inny, a w tym mamy wspaniały kolektyw - przekonuje Gburczyk, grająca w Wiśle od 7 lat. - W drużynie nie ma teraz dziewczyn, które się separują. W poprzednim sezonie było trochę inaczej - dodaje Edyta Błaszczak.
W zeszłym roku na miejsce Johnson zatrudniono DeForge (w WNBA gra w Indiana Fever), przyszła też inna Amerykanka z WNBA Kara Braxton. Błysnęła talentem, ale za często była zbyt rozkojarzona. Klub nie proponował jej więc już gry w tym sezonie. Nie przedłużono też umowy z Perovanović, a z przyczyn osobistych z gry w Wiśle zrezygnowała bardzo lubiana w Krakowie Kress. Przed tym sezonem rozpoczęto kompletowanie składu, który nie tylko obroni mistrzowski tytuł, ale będzie również odnosił sukcesy w Eurolidze. Głośno mówi się o ćwierćfinale, ale zawodniczki podkreślają, że chciałyby sprawić większą niespodziankę.
- Wiedziałam, że Wisła ma szanse na zdobycie kolejnego mistrzostwa Polski, którego dotąd nie zaznałam. Postanowiłam wrócić do Krakowa i tego nie żałuję. Tworzymy zgrany zespół, który może wygrać z każdym - mówi Anna Wielebnowska, która do Wisły wróciła po 3 latach gry w belgijskiej Dexii Namur.
Do Krakowa zdecydowała się też przyjechać bardzo doświadczona Elżbieta Trześniewska. Jej mąż jest trenerem ŁKS-u Łódź. Święta będą więc jedną z niewielu okazji do spędzenia dłuższego czasu w rodzinnym gronie w Jeleniej Górze. - O koszykówce nie będziemy za wiele rozmawiać. Nie będzie na to czasu. Oprócz świąt z mężem spotykam się jeszcze co niedzielę i we wakacje. Tak jest już drugi rok - mówi Trześniewska.
Od wakacji do zespołu dołączyły jeszcze: Vilipić, Canty (w WNBA występuje w Houston Comets), Suez-Karni oraz 19-letnia Agnieszka Fikiel, córka byłego koszykarza Wisły Krzysztofa oraz siatkarki Barbary Ratajczyk. Tak zbudowany zespół w lidze wygrał wszystkie 12 dotychczasowe spotkania, gromiąc zazwyczaj rywalki różnicą ponad 30 punktów. Gorzej wypadły pierwsze występy w Eurolidze. Po porażkach przyszło jednak pasmo zwycięstw. - Potrzebowałyśmy czasu, żeby się zgrać - wyjaśnia Skerović.
Wszystkie zawodniczki podkreślają, że nie mają kłopotów ze wzajemnym porozumiewaniem się, ponieważ na boisku obowiązuje uniwersalny język koszykówki, a poza nim dogadują się przy pomocy języka angielskiego. Jedynym problemem w drużynie jest to, że zespół liczy 12 zawodniczek, a na parkiecie grać może tylko 5.
- Czuję, że mogłabym zagrać tyle minut, co zawodniczki zagraniczne. Gdyby w klubach występowały maksymalnie trzy zawodniczki z innych krajów, to odbiłoby się to korzystnie dla polskiej koszykówki - uważa Gburczyk, która w ostatnim meczu z Mondeville zagrała 11 minut. Obecnie lecząca kontuzję Magdalena Radwan dodaje: - Składy najlepszych zespołów Euroligi przekonują, że na tym poziomie rozgrywek nie można się obejść bez zagranicznych wzmocnień. W naszej lidze można by jednak więcej grać Polkami.
Na miejsce w pierwszej piątce nie może też liczyć Monika Krawiec, która występuje w Wiśle od 8 lat, a w meczu ze Spartakiem, przebywając na boisku przez 5 minut, rzuciła 7 ważnych punktów. - Na pewno mam ambicję, żeby grać więcej, ale trzeba się pogodzić z koncepcją trenera i robić swoje - ocenia Krawiec. Więcej gry w przyszłym roku życzyłyby sobie też najmłodsze w zespole: Edyta Błaszczak (ma już za sobą występy w reprezentacji) i Fikiel, która święta spędzi u rodziców w Niemczech: - Stęskniłam się za domem. W Krakowie jestem sama. Koleżanki z drużyny są starsze, może nie wszędzie mnie zapraszają, a sama nie będę się narzucać.
Nową zawodniczką w zespole jest Agata Gajda (z domu Nowacka), która zastąpiła w składzie odchodzącą z Wisły Suez-Karni. Po pierwszych treningach zauważa: - Amerykanki i zawodniczki z innych krajów są bardzo wesołe i przekazują to reszcie zespołu. Kiedy trzeba mocno trenować to się trenuje, ale jest też czas na uśmiechy.
Przyglądając się treningom wiślaczek od razu można zauważyć, że gra w koszykówkę sprawia im wielką radość, a największymi specjalistkami od żartów są DeForge i Skerović. Amerykankom niestraszna jest nawet polska pogoda. DeForge pochodzi z Wisconsin, gdzie warunki klimatyczne są podobne, a Canty grała już w przeszłości w Spartaku Moskwa, jest więc przyzwyczajona do mroźnych zim.
Po środowym meczu z Mondeville wiślaczki rozjechały się do domów i spotkają się po Nowym Roku. W planach mają kolejne zwycięstwa. Jaka jest na nie recepta? Najkrótszą podała kiedyś Trafimawa: - Rzucać celnie, bronić szczelnie.
PIOTR TYMCZAK
źródło: Dziennik Polski