Co słychać w Wiśle?
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
-
Liquidor
- Młodzik
- Posty: 958
- Rejestracja: 04 maja 2005, 01:59
- Lokalizacja: Wisła Kraków
- Kontaktowanie:
Re: Co słychać w Wiśle?
Tak czysto teoretycznie, co w przypadku odejścia can-packu, stało by się z długoterminowymi kontraktami ? Bo przecież chociażby Maja ma kontrakt na 3 lata, a i trener podpisał już na przyszły rok.. Zostali by zmuszeni do rozwiązania umowy czy co ?
TO MY KINOLE PAPIESKIEGO MIASTA
Re: Co słychać w Wiśle?
Liquidor pisze:Tak czysto teoretycznie, co w przypadku odejścia can-packu, stało by się z długoterminowymi kontraktami ? Bo przecież chociażby Maja ma kontrakt na 3 lata, a i trener podpisał już na przyszły rok.. Zostali by zmuszeni do rozwiązania umowy czy co ?
I po co pytasz, jak sam potrafisz sobie odpowiedzieć




- Marco
- Junior
- Posty: 2575
- Rejestracja: 22 października 2004, 17:01
- Lokalizacja: Królewskie Miasto Kraków
- Kontaktowanie:
Re: Co słychać w Wiśle?
Tedan chodzi o to czy w grę w chodzi samo rozwiązanie umowy i do widzenia czy rozwiązanie umowy+odszkodowanie?


WislaLive.pl
Re: Co słychać w Wiśle?
Marco pisze:Tedan chodzi o to czy w grę w chodzi samo rozwiązanie umowy i do widzenia czy rozwiązanie umowy+odszkodowanie?
zależy pewnie od kontraktu i od osoby. Jakby się trener czy zawodniczka uparł i oddał sprawę do sądu to klub musiałby płacić odszkodowanie, ale wtedy raczej do czasu werdyktu nie mógłby nigdzie podjąć pracy. Wiec pewnie doszłoby do obustronnego polubownego rozwiązania kontraktu.
A co do materiału firmowego to uwielbiam stwierdzenia "coraz głośniej mówi sie".. tzn kto mówi? Czemu nie można było o to spytać Mietty czy Dunina, skoro i tak były z nimi robione wywiady? Juz nawet odmowa odpiwedzi byłaby jakąś wskazóką ze coś jest na rzeczy. Do tego informacja ta raczej średnio współgra zarówno z tym co mowil w wywiadzie z tamtego tygodnia Sarna (raczej trudno było odniść wrażenie że sie gdzieś wybiera wraz z can-packiem z R22) jak i z dotychczasowymi ruchami (przedłużenie umowy z Hernandezem.. z ciekawymi warunkami ponoć, 2-letni kontrakt dla Pauli, raczej mocne ruchy w kierunku znalezienie hali do gry na przyszły sezon itd) a także choćby z wypowiedzią Mietty z dziennika Poslkiego, ze nie wie w którym pucharze zagramy - jak odjedzie Can-Pack to zagrac możemy co najwyżej w PP.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
-
reaktywacja
- Junior
- Posty: 2236
- Rejestracja: 26 kwietnia 2009, 22:38
- Lokalizacja: kiedyś koszykarska stolica Polski
Re: Co słychać w Wiśle?
Sezon formalnie się jeszcze nie skończył a tu takie czarnowidztwo.
Wydaje mi się, że znacznie wyprzedzone, bo pewnie Can-Pack co najwyżej przykręci nieco kurek z pieniędzmi (przynajmniej do lipca, gdy wiadomo będzie w jakim pucharze zagra Wisła). Zresztą myślę, że kluczowe dla losów drużyny w takim kształcie, w jakim jest obecnie będą właśnie decyzje władz Euroligi. Brak dzikiej karty dla Wisły może znacznie utrudnić podpisanie nowego kontraktu z Castro Marques i Burse. Jak zostanie Hernandez to Fernandez też pewnie zostanie, bo gdzie miałaby lepiej???
Kwestia Polek - ale gdzie mogłaby pójść taka Ewka? Do Lotosu??? Chyba prędzej do Gorzowa, bo zagranicę samemu to ona pojechać się boi. A taka Gburczyk gdzie by się podziała?
Paula ma jeszcze roczny kontrakt i znając życie nigdzie się nie wybierze (chyba, że cyferki na koncie przestaną się zgadzać, ale przecież znacznie spuściła z tonu podpisując ten kontrakt). Aga Pałka pewnie też nie spieszy się do zmiany pracodawcy. Inaczej rzecz może wyglądać Cohen, bo jej postawa wyraźnie określa priorytety i tu brak Euro może być nie do przełknięcia dla tej zawodniczki. Maja pewnie zarabia ćwierć tego co np. Liron, albo i jeszcze mniej, więc w przypadku finansowego skurczu to ona obok Fernandez powinna zostać w ekipie z R22 (gdziekolwiek miałaby nie grać).
Oczywiście, gdyby kibice klubu, który finansuję, przebili mi opony w podzięce, pewnie zastanowiłbym się, czy to ma w ogóle sens, ale to moja refleksja, a nie pana Sarny.
Wydaje mi się, że znacznie wyprzedzone, bo pewnie Can-Pack co najwyżej przykręci nieco kurek z pieniędzmi (przynajmniej do lipca, gdy wiadomo będzie w jakim pucharze zagra Wisła). Zresztą myślę, że kluczowe dla losów drużyny w takim kształcie, w jakim jest obecnie będą właśnie decyzje władz Euroligi. Brak dzikiej karty dla Wisły może znacznie utrudnić podpisanie nowego kontraktu z Castro Marques i Burse. Jak zostanie Hernandez to Fernandez też pewnie zostanie, bo gdzie miałaby lepiej???
Kwestia Polek - ale gdzie mogłaby pójść taka Ewka? Do Lotosu??? Chyba prędzej do Gorzowa, bo zagranicę samemu to ona pojechać się boi. A taka Gburczyk gdzie by się podziała?
Paula ma jeszcze roczny kontrakt i znając życie nigdzie się nie wybierze (chyba, że cyferki na koncie przestaną się zgadzać, ale przecież znacznie spuściła z tonu podpisując ten kontrakt). Aga Pałka pewnie też nie spieszy się do zmiany pracodawcy. Inaczej rzecz może wyglądać Cohen, bo jej postawa wyraźnie określa priorytety i tu brak Euro może być nie do przełknięcia dla tej zawodniczki. Maja pewnie zarabia ćwierć tego co np. Liron, albo i jeszcze mniej, więc w przypadku finansowego skurczu to ona obok Fernandez powinna zostać w ekipie z R22 (gdziekolwiek miałaby nie grać).
Oczywiście, gdyby kibice klubu, który finansuję, przebili mi opony w podzięce, pewnie zastanowiłbym się, czy to ma w ogóle sens, ale to moja refleksja, a nie pana Sarny.
14 koron:
1996, 1998, 1999, 2000, 2001, 2002, 2003, 2004, 2005, 2009, 2010, 2020, 2021, 2025...
- To jest mój zespół, moje koleżanki, moje miasto, moi kibice. Moje miejsce jest na boisku i zagrałabym nawet bez oka - Tamika Catchings.
1996, 1998, 1999, 2000, 2001, 2002, 2003, 2004, 2005, 2009, 2010, 2020, 2021, 2025...
- To jest mój zespół, moje koleżanki, moje miasto, moi kibice. Moje miejsce jest na boisku i zagrałabym nawet bez oka - Tamika Catchings.
Re: Co słychać w Wiśle?
reaktywacja pisze:Sezon formalnie się jeszcze nie skończył a tu takie czarnowidztwo.
Wydaje mi się, że znacznie wyprzedzone, bo pewnie Can-Pack co najwyżej przykręci nieco kurek z pieniędzmi (przynajmniej do lipca, gdy wiadomo będzie w jakim pucharze zagra Wisła). .
To raczej powinno brzmieć: odkręci kurek jeśli jednak zagramy w euro, bo tegoroczny budżet był anstawiona na FIBA-cup
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
Re: Co słychać w Wiśle?
Castro i Burse już w Fiba cup grały.
Cohen gdy w lipcu okazało się że euroligii nie będzie, mogła szybko klub zmienić, pewnie ktoś z euroligi by ją przygarnął...jakoś została.
Euroliga na pewno jest kusząca, ale pewnie bardziej kusi dobry kontrakt w znanym z wypłacalności klubie, wtedy to i fiba cup można przeżyć i sporo koszykarek już tę teorię udowodniło.
Cohen gdy w lipcu okazało się że euroligii nie będzie, mogła szybko klub zmienić, pewnie ktoś z euroligi by ją przygarnął...jakoś została.
Euroliga na pewno jest kusząca, ale pewnie bardziej kusi dobry kontrakt w znanym z wypłacalności klubie, wtedy to i fiba cup można przeżyć i sporo koszykarek już tę teorię udowodniło.
"Powiem Ci, to zapomnisz. Pokażę- zapamiętasz. Zainteresuję cię- wtedy zrozumiesz."
-
Liquidor
- Młodzik
- Posty: 958
- Rejestracja: 04 maja 2005, 01:59
- Lokalizacja: Wisła Kraków
- Kontaktowanie:
Re: Co słychać w Wiśle?
Tedan, gdybym wiedział to bym chyba nie pytał nie ? Chodziło mi o prawne spojrzenie na sprawę, bo np, ktoś może nie chcieć odchodzić, kontrakt jest ważny, a przecież odejście can packu nie oznaczałoby końca sekcji koszykówki kobiet..
Reaktywacja, przebity to Ty masz mózg, jak Cię proszę, nie wypowiadaj się o tematach o których GÓWNO wiesz ok ?
Reaktywacja, przebity to Ty masz mózg, jak Cię proszę, nie wypowiadaj się o tematach o których GÓWNO wiesz ok ?
TO MY KINOLE PAPIESKIEGO MIASTA
Re: Co słychać w Wiśle?
I raz na wierzchu raz na dnie
Tak w życiu jest to każdy wie..
Słowa tej piosenki z bajki z dzieciństwa idealnie opisują mijający sezon, oczywiście oglądany z punktu widzenia kibica Wisły. Zawodniczki niemal od początku fundowały nam niesamowitą sinusoidę emocji: po ligowych porażkach przychodziły zwycięstwa w eurolidze, bo pięknych meczach euroligowych – wpadki ligowe. I tak wólko, i tak aż do końca..
W eurolidze były niesamowite. Wygrały 13 z 16 spotkań wielokrotnie wychodząc obronna ręką z ogromnych kłopotów. Efekt? Największy sukces od wielu, wielu lat – awans do finałowej rozgrywki w tym najbardziej prestiżowym pucharze i szansa na zmierzenie się z 3 europejskich gigantów… czy będziemy wstanie coś tam ugrać? Pewnie nie, choć irracjonalna wiara kibica w sprawienie megasensacji pewnie nie zniknie aż do momentu ostatecznych rozstrzygnięć. Ale nawet dwie wysokie porażki nie przekreślą tego co osiągnęliśmy w tych rozgrywkach.
Tak samo jednak nawet cztery 50 punktowe wygrane w ostatnich meczach sezonu PLKK nie zmażą wielkiej plamy, za jaką należy uznać brak awansu choćby tylko do półfinału krajowych rozgrywek.. Skoro 3 miejsce poprzednim sezonie uznawane było za ogromną porażkę, to do opisu obecnej pozycji automatycznie nasuwa się jedno określenie – kompromitacja. Zespół z takim budżetem i z takim składem teoretycznie nie miał prawa upaść tak nisko.. A jednak..
No i jeszcze Puchar Polski.. Jego należy umieścić gdzieś w połowie drogi pomiędzy ligowym piekłem a euroligowym niebem. Z jednej strony porażka nigdy nie jest powodem do dumy, z drugiej okoliczności w jakich została poniesiona powodują że i o wstydzie mowy być nie może
Zanim się wystawi jakieś ostateczne cenzurki dla wszystkich bohaterów tego wiślackiego sezonu wypada poszukać przyczyn tej dysproporcji pomiędzy wynikami osiągniętym w rozgrywkach ligowych a tymi euroliwymi.
Na początek parę zdań o przyczynach irracjonalne, czyli o szczęściu lub jego braku. W eurolidze udawało się nam niemal wszystko. Dostaliśmy się do niej w ostatniej chwili, z powodu bankructwa moskiewskiego CSKA. Spowodowało to, że znaleźliśmy się w jednej z dwóch zdecydowanie łatwiejszych grup, omijając wszystkich europejskich potentatów. Na dodatek już na dzień dobry przywieźliśmy jak się potem okazało kluczowe zwycięstwo z Salamanki, które otwierało nam drogę do dobrego rozstawienia w fazie PO. I tą szanse krok po kroku przekuwaliśmy w rzeczywistość, choć w większości spotkań nie było o to łatwo. Ostatecznie wygraliśmy aż 9 z 10 spotkań co dało nam 3 lokatę przed PO. Bardzo korzystnie dla nas ułożyły się też wyniki w innych grupach: nie dość że potencjalni rywale do F4 byli z gatunku tych do przejścia, to jeszcze odpadło ryzyko wpadnięcia na któryś z klubów rosyjskich w wyniku „przesunięcia” drabinki. I po raz kolejny skorzystaliśmy z tego uśmiechu od losu: najpierw Pecs a potem Brno musiały uznać nasza wyższość. Ogólnie rzecz biorąc można wiec powiedzieć że mieliśmy kupę szczęścia. Wypada jednak od razu dodać że na to szczęście zapracowaliśmy,.. gdybyśmy olali puchar FIBA to zapewne o zajęciu miejsca CSKA w euorlidze moglibyśmy tylko pomarzyć.. gdybyśmy nie zbudowali silnego zespołu to grupowy bilans 9-1 byłby czysta utopia.. a gdybyśmy przegrali choć jeden mecz więcej to i drogą do F4 byłaby dla nas zdecydowanie bardziej wyboista.
W PLKK było na odwrót. Łatwo zauważyć, że kluczowe znaczenie w batalii z CCC miała przewaga parkietu. A przegraliśmy ją głownie meczami w pierwszej rundzie RS. Graliśmy wtedy na własnym parkiecie z całą czołówką ligi. Wygrać udało się tylko Toruniem, na dodatek zaliczyliśmy klasyczną „wpadkę” w Brzegu. Zapłaciliśmy wtedy cenę za brak zgania zespołu, niepełny skład a także trenerską nieznajomość ligi. Potem nasza gra ulegała stopniowej poprawie, ale i terminarz był dużo trudniejszy, nie dość że mieliśmy wyjazdy do głównych rywali to 2 z nich (Polkowice, Gdynia) wypadały bezpośrednio po kluczowych dla nas meczach w eurolidze (2 razy Pecs). Pewnie gdyby terminarz był ustawiony odwrotnie to byśmy mieli te 2-3 wygrane więcej.. a że do tego źle się dla nas ułożyły wyniki innych spotkań wiec z rozstawieniem w PO mogliśmy się pożegnać. W nim zresztą też regulamin nie był naszym sprzymierzeńcem: granie serii tylko do 2 wygranych znacznie wzmacniało szanse Polkowic. Pomarańczowe zawodniczki w dwóch meczach u siebie rzucały na szalę wszystkie swoje siły by zrównoważyć nasza fizyczną przewagę. Gdyby ta faza rozgrywek byłą grana do 3 wygranych spotkań, to dzień po takim wysiłku musiałyby walczyć ponownie. I raczej zapłaciłyby za swój wysiłek srogą cenę. Tak wiec możemy narzekać na pech, zły pzkosz czy nie dokończa czyste zagrywki rywali. Ale podobnie jak i w wypadku „szczęścia” tak i tu należy od razu dodać że na ten pech sami zapracowaliśmy. Trzeba było jednak się ciut bardziej zmobilzowac i wygrać to 1 czy 2 spotkania więcej. Na nic wtedy zdałyby się kombinacje rywali, a system PO stałby się od razu naszym sprzymierzeńcem.. Tak więc zamiast zwalać winę na wszystko wokół lepiej się jednak uderzyć w pierś bo szczęście z reguły uśmiecha się do tych którzy sami sobie pomagają (podobna zresztą wygląda sytuacja w wypadku choćby AZS-u.. w lidze wszystko się układa po ich myśli bo i dużo w tym kierunku robią. W eurolidze na odwrót- nie rzucili na nią wszystkich sił i możliwości to i mogą mówić o pechu, że mając tyle zwycięstw nie awansowali dalej)
Kolejną sprawą są cechy wolicjonalne. Ambicja, wola walki, zaangażowanie.. w eurolidze cechy te były na stałe przyczepione do naszego zespołu. Może poza spotkaniem z Gospicem u siebie walczyliśmy od 1 do 40 minut na pełnych obrotach, wykorzystując absolutnie wszystkie pokłady energii. I ta nasza walka dawała efekty: z reguły tak gdzieś od połowy 3 kwarty rywal zaczynał tracić parę w płucach a my coraz bardziej podkręcaliśmy tempo gry. W lidze było odwrotnie: po meczach z naszym zespołem zarówno w Gdyni jaki i w Toruniu czy Polkowicach miejscowe gazety rozpisywały się o nadzwyczajnej ambicji miejscowych zawodniczek. To one gryzły parkiet łamiąc w pewnym momencie nasz opór. Czy to oznaczą, że my ligę olaliśmy? Jak dla mnie absolutnie nie. Widziałem 6 z 9 przegranych spotkań i ani raz nie odniosłem takiego wrażenia jak po przegranych meczach półfinałowych w Gdyni rok temu.. Tam na twarzach zawodniczek (poza Marta która wtedy kipiała) nie widać było ani cienia rozczarowania czy zażenowania tym ze po 10 minutach rywal odjeżdża damy tylko się przypatrujemy. Tu było inaczej,- nawet teraz, w Polkowicach. Twarze zawodniczek na przerwach wyrażały zdziwienie połączone z przerażeniem ze rywal ciągle ma tyle sił i tak walczy. Tak samo jak u Bonner czy Wilingham gdy te zjeżdżały do Krakowa. Zresztą.. gdyby naszym paniom zupełnie nie zależało na rozgrywkach krajowych, to nie walczyłyby tak w PP z Gdynia (mogły odpuścić mecz tak jak Gorzów czy Toruń) zwłaszcza że miały doskonałe alibi, nie walczyłyby do upadłego w meczu o honor w Gorzowie, pozwoliłyby Liderowi zwiększyć szanse na utrzymanie w lidze.. zaryzykuje wręcz tezę że jesteśmy jedynym zespołem z czołówki PLKK który w absolutnie każdym meczu we wszystkich rozgrywkach walczył o zwycięstwo nie wchodząc w żadne układy czy kalkulacje.. a że w kilku meczach to rywal był bardziej zdeterminowany? Cóż, to też element sportu. Tak jak my broniliśmy za wszelka cenę własnego parkietu w eurolidze, tak Gdynia, Toruń czy Polkowice robiły to w lidze. A nasza koncentracja długi czas była skupiona na rozgrywkach eurpejskich, to o tych rozgrywkach się ciągle mówiło, to one ciągle przewijały się rozważaniach. I trudno się dziwić: MP zdobywaliśmy już wiele razy, w tym 3 –krotne ostatnimi czasy, natomiast w eurolidze regularnie 1 runda PO okazywała się naszą ostatnią. A działacze – zwłaszcza z can-packu – nie raz podkreślali, że dobry występ właśnie w tych rozgrywkach jest dla nich szczególnie istotny. Nie inaczej miała się rzecz jeśli chodzi o kibiców.. zarówno tych w młynie jak i „pikników”. Wystarczy porównać wypełnioną po brzegi halę 1,5 godz przed meczem z Brnem, ze sporą liczbą wolnych miejsc na niedawnym meczu z Polkowicami.. Wystarczy porównywać dwie setki osob na wyjazdowym meczu w Czechach z ligowym wyjazdowym rekordem frekwencji (20 nie dobiliśmy).. Oczywiście jest spora różnica miedzy zawodniczkami a kibicami: one występując na parkiecie zarabiają dość spore pieniądze, więc ich świętym obowiązkiem jest grac na tyle ambitnie w każdym meczu by wystarczyło do osiągnięcia założonych celów, bez względu na to czy na trybunach widzów jest 2000 czy 20, Nie może być więc mowy o ich całkowitym usprawiedliwieniu, ale jednak trudno posądzać większość z naszych obecnych zawodniczek o brak ambicji czy zaangażowania, zwłaszcza jak ma się „za płotem” piłkarzy potrafiących przechodzić ¾ meczu derbowego czy dwumecz, którego stawką był awans do kolejnej rundy eliminacji ligi mistrzów.
Nadepną sprawą są kwestia związane z taktyką i regulaminem PLKK. Polkowice, Gorzów w PLKK oraz Gospic w eurolidze. Wszystkie te zespoły grały bądź przez cały mecz, bądź tez długimi okresami w decydujących momentach spotkania stylem, który wyjątkowo nam nie leży: strefą w obronie oraz bardzo szybką, często mocno chaotyczną grą po obwodzie w ataku. Strefa była wyjątkowo skuteczną bronią na nas, ale głównie w PLKK. W eurolidze rywale co prawda kilkakrotnie tez próbowali tej taktyki, ale z reguły zostawali szybko skarceni i wracali do krycia każdy swego. Już to nasuwa przypuszczenia, że problem leży głownie w naszych Polkach.. i tak tez było w rzeczywistości. Gdy się gra przeciwko rywalowi broniącemu każdy swego liczą się głownie indywidualne wyszkolenie techniczne zawodniczek. I tu Liron, Marta czy Izi radziły sobie bez większych problemów. Inaczej jest ze strefa – by ją skutecznie rozbijać niezbędne jest zgranie całej 5-tki przebywającej na parkiecie oraz brak w niej „słabych ogniw”. I w eurolidze te warunki spełnialiśmy bez zarzutu. W PLKK niestety dla nas obowiązywał przepis o dwóch Polkach na parkiecie, i tu zaczynał się problem, bo o ile Ewka a później także Paula były wstanie nie zwalniać płynności gry, (Aga Pałka też sobie dawała rade, choć bez rewelacji) to pojawianie się na parkiecie Doris czy Niuni od razu przekładało się na olbrzymie problemy. Obie te Panie mają fatalny zwyczaj zwalniania gry, po otrzymaniu piłki musza się zatrzymać, rozglądnąć i dopiero próbują wykonać podanie lub rzut. Co gorsza, ich podania często są niechlujne, robione bez wyczucia – partnerki często muszą się po nie cofać, a to wszystko powoduje ze rywalki zdarzają wrócić na właściwe pozycje, nawet jeśli były już trochę „rozrzucone”.
O ile najlepszą bronia na nas w obronie była strefa, to w ataku najłatwiej nas było ukąsić mało wyszukiwanymi sposobami: szybkim przeprowadzaniem piłki do ataku, rozprowadzaniem jej po obwodzie i rzucaniem z dystansu gdy tylko nadarzy się taka okazja. Problem mieliśmy zwłaszcza z małymi szybkimi rozgrywającymi, potrafiącymi dobrze grąc jeden na jeden ale i trafić z dystansu. Wykorzystywały one co najwyżej przeciętną grę obronna Liron ogrywając ją bez większych problemów i albo rzucały, albo - gdy następowało zejścia do pomocy którejś z pań obwodowych - odgrywały do zawodniczek stojących za linia rzutów za 3pkt. Dużo lepiej broniliśmy za to przeciwko zespołom preferującym bardziej ułożoną taktycznie grę, zwłaszcza takim , które grały dużo pod kosz. Jest to jakaś iskierka nadziei przed meczem z Walencja..
W Walencji nie będzie ograniczał nas też obowiązek trzymania na parkiecie dwóch Polek, który mocno dawał się nam we znaki w lidze. I nie chodzi o indywidualne umiejętności naszych pań, bo trójka: Ewka, Aga, Paula raczej nie zawodziła w końcówce sezonu, ale o konieczność robienia wymuszonych zmian. Przykładowo: konieczność posadzenia na ławce Pauli (bo np. złapała 2 faul) wymuszała bądź wprowadzenie na „trójke” (w miejsce Izi) Niuni luv Doris, bądź tez granie na 2 krajowe wysokie pod koszem (czyli Janell na ławkę). W tym miejscu, (podobnie zresztą jak przy strefie rywalek) minus ode mnie należy się trenerowi, za to, że chyba zbyt szybko zdecydował się zrezygnować z Magdy Skorek. Faktem jest że początek sezonu miała fatalny, a na dodatek brakuje jej centymetrów do gdy na 3, ale jednak chyba można było w drugiej części sezonu jeszcze raz spróbować włączyć ja do obiegu kosztem kogoś z dwójki: Niunia – Doris, a może nawet i Katki.
A skoro już pojawiły się niemal wszystkie nazwiska to jako ostatni powód naszych problemów ligowych dorzucę jeszcze krótka- w praktyce – ławkę zespołu. Tak, wiem, pewnie połowa klubów w lidze chętnie widziałaby taką Madzie Skorek u siebie w kadrze, podczas gdy u nas miała ona nr, 11. Ale pewnie tez w większości zespołów miałaby ona zdecydowanie inna role, przez co czułaby się pewniej – a to przekładałoby się i na lepsza gre. U nas była jedna z wielu i chcąc grać musiała wykorzystywać szanse które dostawała (na początku sezonu wcale nie tak mało) a tego nie robiła. To samo można powiedzie o Niuni, Doris a także – końcówce rozgrywek – Katce. Wszystki te panie były praktycznie bezużyteczne, a ich pojawienie się na placu w meczu z silnym rywalem powodowało więcej szkód niż pożytku. Zostaliśmy wiec w praktyce ze bardzo mocna S5 oraz dwójka sporo wnoszących (głównie w obronie) rezerwowych. Taki układ wystarczał by wygrywać grane raz na tydzień mecze w euorlidze, ale już nie dawał rady z łączeniem tych występów z ligą. Nieco upraszczając można powiedzieć, że w eurolidze nasza gra wglądała bez zarzutu tak długo jak na parkiecie były min 4panie z S5 i jedna z dwóch rezerwowych, a w lidze min 3 panie z S5 i jedna z duetu Pałka-Pawlak. Pogorszenie tych proporcji od razu odbijało się na jakości naszej gry, a niestety kilkakrotnie byliśmy do tego zmuszeni: na początku sezonu graliśmy bez Burse i Marques, tej drugiej zabrakło także w drugiej połowie meczu w Gdyni, a potem – razem z Agą Majewską – także w Toruniu. Okres PO to z kolei problemy zdrowotne Marty. To wszystko miało niestety duży negatywny wpływ na nasze wyniki uwidoczniając przy okazji braki w naszej kadrze.
Pora na indywidualne cenzurki:
S5
Janell Burse – najlepszy center jakiego mieliśmy w Wiśle odkąd pamiętam. Co prawda potencjalne możliwości Kary Braxton był większe, ale procent ich wykorzystania drastycznie mniejszy. Janell zapewniła nam stabilizację w strefie podkoszowej zarówno w PLKK jak i w eurolidze notując zwłaszcza w tych drugich rozgrywkach imponujące statystyki. Dodatkowo (przynajmniej na tyle ile się orientuje) nie prezentowała częstego dla czarnoskórych amerykańskich zawodniczek olewania wszystkiego i wszystkich. Mam nadzieję że zostanie na przyszły sezon bo raczej nie znajdziemy równie wartościowej zawodniczki na tej pozycje.
Ewelina Kobryn – po udanym poprzednim sezonie zrobiła kolejny kroczek do przodu, i obecnie zalicza się do ścisłej czołówki europejskich zawodniczek grających na pozycji 4/5. W stosunku do poprzedniego roku poprawiła grę na tablic, rzut z dystansu (zostawienie jej niekrytej na obwodzie do grzech ciężki, przekonał się o tym Bobrowski..) a także psychikę. W tym ostatnim aspekcie nie jest ciągle potentatem, ale nie ma już obawy że jak jej nie wyjda 2-3 akcje pod rząd to będzie spalona do końca meczu jak to bywało dawniej. Duża w tym zasługa Hernandeza który w przeciwieństwie do poprzednika nie obwinia jej o wszystko, tylko po nieudanych akcjach stara się dodać otuchy. Minus za wypowiedzi pomeczowe.. nie powinna dawać wywiadów będąc pod wpływem emocji, gdyż często zdarza jej się palnąć coś bardzo nieprzemyślanego. Bezwzględnie powinna zostać na kolejny sezon.
Iziane Castro Marques – Izi to Izi. Można ją kochać lub nienawidzić. Potrafi wygrywać mecze będąc nie do zatrzymania przez rywalki, potrafi też pudłować z idealnych pozycji przyprawiając kibiców o irytację. Co więcej: często te wahania dotyczą jednego meczu, czego najlepszym przykładem było 1 spotkanie z Brnem. Po tragicznej pierwszej połowie, w której nic jej nie wychodziło zagrała kapitalną 3 kwartę, w której niemal w pojedynkę zniwelowała 15-punktową przewagę rywalek. Dużym plusem tej zawodniczki jest to, ze nie posiada gwiazdorskich manier, mimo statusu gwiazdy. Nie obraża się gdy zaczyna mecz na ławce, nie robi fochów gdy trener ściąga ja po nieudanych akcjach. Czy warto ją zatrzymać? Jak dla mnie tak, chyba że będziemy mieli na jej miejsce kogoś z najwyższej światowej lub europejskiej półki. Potrzebny nam jest taki trochę szalony snajper, który potrafi sam wygrywać przegrane mecze.
Marta Fernandez – Eva Viteckova.. ta pani będzie się chyba śniła Marcie po nocach, bo była jedyna zawodniczką której udało się (kryjąc 1 na 1) niemal wyłączyć naszego „one trick pony” z gry. Wystarczyło jednak ze w meczu nr 3 do krycia Marty została odesłana Skera, a siostra Rudiego znów grała to co wcześniej: przechwytywała, asystowała no i punktowała. W większości spotkań euroligowych to ona dawał sygnał do ataku, to jej akcje tak w obronie jak i w ataku rozpoczynały nasz zryw i oznaczały początek końca rywala.
Do niej tez można wnosić najmniej pretensji jeśli chodzi o występy w PLKK. Nie grała w nich może aż tak dobrze jak w pucharze (choć pewnie w Gorzowie zapamiętają ja na długo) ale poniżej poziomu przyzwoitości nie schodziła. Szkoda że uraz spowodował ze w ćwierćfinałowej batalii z Polkowicami zagrała praktycznie tylko w 3 meczu a i wtedy nie była w pełnie dyspozycji. Jeśli tylko będzie chciała zostać w Wisle to pewnie tak się stanie, bo trudno sobie obecnie wyobrazić nasz klub bez niej. Podobnie zresztą uważa zapewne i Hernendez, u którego akcje Marty stoją bardzo wysoko.
Liron Cohen: jak dla mnie zawodniczka klucz do zagadki pod tytułem: czemu w lidze tak źle skoro w euolidze tak dobrze. Ze wszystkich zawodniczek to u niej najwyraźniej było widać różnice w podejściu do obu rozgrywek. W eurolidze – zwłaszcza w meczach z silnymi rywalami – była prawdziwym mózgiem i liderem zespołu. Ustawiała każda akcje, kreowała akcje za akcją, skupiała się głównie na kreowaniu gry, ale kiedy byłą taka potrzeba to i potrafiła ukąsić czy to rzutami z dystansu czy wejściami pod kosz. Nawet jak była padnięta w końcówce meczu nr 3 z Brnem, i gdy grała wtedy bardzo słabo potrafiła kontrolować takie „drobiazgi” jak ilość naszych fauli (mówiła koleżankom że mogą faulować rywalki bez ryzyka osobistych). W lidze była inną, gorszą Liron. Grała bez większych emocji, bez 100% zaangażowania. Póki rywal nie cisnął jakoś bardzo to potrafiła grać ładnie, ale przy mocnym nacisku odpuszczała. Nie starała się też brać odpowiedzialności na siebie.. zawiodła zwłaszcza w meczu nr 3 w Polkowicach (w dwóch pierwszych tez nie błyszczała, ale jednak uzbierała w nich po 9 asyst i parę punkcików), gdy była niemal nieobecna.. I to sprawia ze pojawia się przy niej duży znak zapytania jeśli chodzi o dalszą grę w Wiśle. Nie może być tak by zawodniczka grała tylko w europie, a ligę odpuszczała.. trzeba wiec albo się z nią pożegnać albo do trafić do jej psychiki (tu rola zarówno dla sztabu szkoleniowego, jak i dla dział czy – w ej wypadku kontrakt musi być bardzo „mobilzujący” do aktywności) osobiście zdecydowanie skłaniałbym się do rozwiązania nr 2, bo jednak w europie jest cholernie mało klasowych rozgrywajek, i w mojej opinii żadna nie zagwarantuje nam niczego więcej niż Cohen a na dodatek będzie potrzebowała ileś tam czasu na zgranie się z reszta drużyny.
Przydatna rezerwa:
Agnieszka Majewska: dobry sezon byłej gwiazdy Pabianic. Nie stanowiła o sile Wisły, ale wchodząc na parkiet nie zawodziła, dając zwłaszcza w obronie bardzo dobre zmiany tak Ewce jak i Janell. W tym sezonie wyglądała dużo lepiej pod względem kondycyjnym, nie padła już po 5 minutach gry na parkiecie, zaczęła też wreszcie chwytać piłkę po zbiórce, a nie tylko ją zbijać do partnerek (choć ciągle za częsta zdarza się, ze rywalki są w stanie jej ta piłkę wyrwać z rąk). Szkoda, że ciągle niepewnie czuje się w ataku, po każdym celnym rzucie widać u niej ogromny oddech ulgi. Jeśli w przyszłym sezonie zacznie zdobywać te pare punktów więcej na mecz (a potrafi to robić, czego dowodem mecz nr 2 z Polkowicami) to powinna się mocno liczyć w walce o nominacje do kadry na ME. Bo miejsce w kadrze Wisly ma pewne.
Paulina Pawlak - jakoś w listopadzie twierdziła ze chciałby w PO euroligi wystąpić na Reymonta..nie rozumiałem tego wówczas w sposób tak dosłowny.. a jednak. Nie byłem i nie jestem orędownikiem tego transferu ze względu na sprawy pozasportowe. Paula dalej ma dla mnie kolor żółto-niebieski ale muszę jej przyznać że starała się robić co może na boisku by zasłużyć na dobrą opinię kibiców. Oczywiście nie wszystko jej wychodziło, bo wybitną zawodniczką nie jest, ale ze swojego zadania wywiązywała się co najmniej poprawnie: walczyła o każdą piłkę, nie zwalniała gry w ataku, miała stosunkowo mało irytujących strat (choć dwie z nich w meczu z Pecsem mogły nas drogo kosztować) potrafiła dobrze dograć do Ewki czy Janell a i parę punkcików z reguły dorzucała. Mówiąc krótko: dawała dobre zmiany Liron. Była też chyba jedyną zawodniczką do której nie można mieć żadnych pretensji za przegrany mecz nr 3 z Polkowicami.. Kontrakt ma podpisany także na przyszły sezon, więc pewnie dalej będziemy ją oglądać w koszulce z Białą gwiazdą na piersi.
Katka Zohnova
Przez dłuższy czas nie zawodziła, bedąc nasza najwartościowsza zmienniczką. Grała równo we wszystkich rozgrywkach, dodając w kilku meczach bardzo ważne punkty. Coż Se popsuło po pierwszym meczu z Brnem. W pierwszej połowie dała bardzo dobra zmianie Izi, ale potem już wiele nie pograła. Po części było to spowodowane przebudzeniem tej ostatniej, po części dojściem do zespołu Pawlak która „zabrała” jej pare minut, a po części także tym delikatni mówiąc niezbyt szczęśliwym wywiadem którego udzieliła przed spotkaniem wyjazdowym w Brnie. Od tego momentu się zacięła jedynie sporadycznie trafiając do kosza, mimo że czystych pozycji naprawdę trochę miała. A skoro przestała zdobywac punkty to niestety jej przydatność dla drużyny była znikoma, bo broni słabiej nawet od Liron, asystować też niezbyt umie a i na tablicy za bardzo nie powalczy. W jej wypadku można przyjąć za pewnik, iż jej przygoda z Wisła dobiega końca: ona jest zmęczona klubem, klub jest zmęczony nią więc należy podziękować sobie za współpraca i rozstać się dla obopólnego dobra.
Pozostałe seniorki..
Anna Wielebnowska:. Ma swoje miejsce na kartach historii naszego klubu, ale nie powinna dużej mieć miejsca w jego kadrze. Niunia jest kolejną po Katce zawodniczką, która ma na ten moment zbyt wysokie mniemanie o sobie. W tym sezonie nie rozegrała tak naprawdę ani jednego przyzwoitego meczu z klasowym rywalem, ani raz nie zbliżyła się do poziomu jaki prezentowała jeszcze 2 lata temu. Na dodatek swoje niezadowolenie z roli w zespole okazywała w sposób, który powinien ja dyskwalifikować. Czas na zmianę klubu, bądź na zmiane profesji..
Dorota Gburczyk: przed każdym okienkiem pojawia się pytanie co powoduje ze pani Kapitan ma prawo złożyć podpis pod nowym kontraktem. W eurolidze jest całkowicie nieprzydatna (grała w niej epizodycznie) w lidze gra tylko dzięki przepisowi nakazującemu grę 2 Polkami (chyba żadna inna koszykarka nie ma z ego przepisu tyle pożytku). Na dodatek podobnie jak Niunia uważą ze jest niedoceniana.. coż, droga Pani Kapitan, z tak imponującym CV (4 tytuły MP, udział/uczestnictwo w F4, tytuł Asa Małopolski) i z tak.. hmm ..niebanalnymi umiejętnościami niewątpliwie bez problemu znajdzie Pani miejsce w każdym klubie z europejskimi aspiracje, i będzie Pani tam mogła udowodnić swoją wartość. Dlatego proszę wyświadczyć nam ta przysługę i poszukać ciepłej przystani gdzie indziej.
Magdalena Skorek: jeśli któraś zawodniczka może narzekać na brak szans u Hernandeza to chyba właśnie ona, przy czym dotyczy to głównie drugiej części sezonu. Na początku rozgrywek grała sporo, kilkakrotnie wychodziła nawet w pierwszej piątce, jednak do gry wnosiła nie wiele. Osobiście mam wrażenie że działo się tak dlatego ze za bardzo chciało, przez co brakowało jej luzu i pewności siebie w akcjach ofensywnych. Efektem tego był rwane rzuty, czy też skutkujące startami zmiany decyzji w decydującym momencie akcji. Pewnie dlatego po przyjściu Pawlak została w praktyce przesunięta do rezerwy. I troche szkoda, bo gdyby się przełamała to pewnie wnosiłaby do gry więcej niż Doris, Niunia a może i Katka. Przyszłym sezonie pewnie się odblokuje, ale już raczej w jakimś słabszym klubie.
Młoda Wisła
Maja Vucurovic – z naszych młodych ma najwięcej koszykarskiego talentu ale jest on całkwoicie nieoszlifowany. Potrafi sporo: nieźle panuje nad piłka, jest skoczna, przebojowa, dysponuje niezłym rzutem. Nie umie natomiast chyba podawać, bo takiegoz agrnaia praktycznie w ogóle nie używa. Jeśli wejdzie przepis o max 5 zagranicznych zawodniczkach w PLKK to nie ma co jej trzymacz klubie – ona powinna grać jak najwięcej, a wtedy nie miałby na to szans. Najlepiej byłoby ją wypożyczyć do jakiegoś klubu mającego w mai®e przyzwoitego trenera.
Agnieszka Kułaga – jest odwrotnością Ewki: dużo lepiej wychodzi jej udzielanie wywiadów niż gra w koszykówkę. Niestety nie była w stanie przebić się do podstawowego składu Wisły, bo brakuje jej nie tylko centymetrów, ale i umiejętności. Zaskakująco słabo panuje nad piłka, jest tez niezbyt szybka jak na zawodniczkę o takich parametrach a i rzutu nie ma specjalnego. Przyzwoicie kreuje grę, potrafi popisać się ciekawym podaniem otwierającym koleżankom drogę do kosza, ale to trochę za mało..
Aneta Kotnis, Paulina Gajdosz – ten sezon nie okazał się dla nich przełomem.
No i na koniec trener..
Jose Hernandez – trenera ocenia się przez pryzmat wyników osiągniętych przez zespół. A skoro tak, to ocena pracy Hernandeza nie może być jednoznaczna, podobnie jak i ocena całego sezonu. Mówiąc pół żartem – pół serio należałoby go zwolnić z roboty za wyniki PLKK wysyłając równocześnie jego kandydaturę na trenera roku w europie. W tych drugich rozgrywkach trudno mu cokolwiek zarzucić poczynając od rozpracowywania rywali, przygotowywania taktycznego zespoły poprzez reagowanie na zmieniającą się sytuacje na parkiecie, przeprowadzania zmian, rotacje meczową a kończąc na ostatecznym wyniku zespołu. Czemu zatem w lidze nie było tak samo? Przerosła go? Rzekłbym że raczej zaskoczyła w kilku kwestiach (dysproporcje w poziomie pomiędzy zespołami z czołówki a tymi z dołu ligi, koncentracja – nawet euroligowych zespołów – głownie na lidze kosztem europejskich pucharów, obowiązek posiadania 2 Polek na parkiecie..) , przez co popełnił kilka sporych błędów które udało się później częściowo skorygować, ale poniesione straty okazały się nie do nadrobienia. Poniżej zestawianie największych w moje opinie błędów popełnionych przez Hernandeza, a także lista tych rzeczy które oceniam na +,, uwzględniając wszystkie rozgrywki
Minusy
- nie docenienie poziomu prezentowanego przez czołówkę naszej ligi. Poza Lotosem wszystkie inne kluby były dla niego pewnie anonimowe, i w sumie trudno się dziwić skoro w poprzednim sezonie tylko Gorzów grał w pucharze FIBA a na dodatek robił to z bardzo marnym skutkiem
- słabsze niż w eurolidze rozpracowywanie rywali – pochodna punktu powyżej. W 1 rundzie spotkań rywalkom kilkakrotnie udawało się nas zaskoczyć, kilka razy też zbyt usypiająco podziałały na nas wyniki osiągnięte z dołem tabeli, lub łatwo uzyskiwane przewagi w meczach czołówka.
- problemy ze zmotywowaniem zawodniczek w lidze. To chyba tez pochodna pierwszego minusa – Hernandez długo sam zbyt luźno podchodził do rozgrywek w PLKK, wiec ciezko było mu było tez zmotywować zawodniczki. W szczególności Liron.. W mojej opini popełnił on zresztą bardzo duży błąd nie wystawiając jej w S5 w meczu nr 3. Owszem, w lidze takie sytuacje się zdarzały ze zaczynała mecz na ławce rezerwowych, i nie miało to wpływu na jej grę. Tu jednak zrobiła się specyficzna sytuacja: trener postawił na Marte która nie była jeszcze pełnej dyspozycji po urazie. Liron chyba odebrała to jako mocny policzek i możliwe, że dlatego zagrała tak a nie inaczej (nie twierdzę że ją to usprawiedliwa, bo mogła nawet jełsi poczuła brak zaufania to mogła wykazać się sportową złością a nie zniechęceniem). Nie wiem czy ten drobiazg nie zadecydował o tym, że to zespół z Dolnego Śląska pozostaje dalej w walce o medale..
- kłopoty z rotacją w lidze związane z koniecznością przebywania na parkiecie 2 Polek.
- słaba gra strefą. Długo nie graliśmy nia wcale, potem tylko momentami i to z marnym skutkiem – zawodniczki poruszały się zbyt wolno, by mogła ona wyrządzić rywalkom jakieś wielkie szkody. Osobiście nie mogę tez zrozumieć podwajania (a raczej takowej próby) każdej rywalki w meczach z Polkowicami. Doskakiwanie drugiej zawodniczki do rywalki podczas krycia strefą ma dla mnie sens albo wtedy gdy tamta jest w niekorzystnej sytuacji jeśli chodzi o ustawienie boiskowe (np. stoi w rogu i ma ograniczoną możliwości zagrań) albo gdy rywalki posiadają duże umiejętności gry 1 na 1 , a do tego są bardzo szybkie i zwrotne. W CCC taką osobą jest tylko Bobbit. Efekt był taki że rywalki grając piłka szybko wyrabiały sobie pozycje rzutowe, nasze panie starały się dobiec do nich w sposób mało skoordynowany (raz się chyba nawet zderzyły w połowie drogi)
- problemy z zastawianiem własnej tablicy. Ogólnie trzeba stwierdzić ze nasza gra na desce bardzo się poprawiła. Mieliśmy dużo więcej zbiorek niż w latach wcześniejszych, także tych ofensywnych. Brakowało jedynie zastawienia – kilkakrotnie zdarzyły się mecze w których dużo nizsze rywalki seryjnie zbierały piłkę po swoich nieudanych akcjach. Tak było choćby w rywalizacji z Pecsem czy Polkowicami. Straciliśmy w ten sposób zdecydowanie za dużo łatwych punktów.
- brak dania „drugiej szansy” Magdzie Skorek.
- niektóre wypowiedzi. Ja rozumiem, że jest on przyzwyczajony do nieco innych standardów jakie panują w Hiszpanii,. Nie dziwię się też że trudno mu zrozumieć czemu PZKosz robi wszystko by utrudnić życie drużynom występującym w pucharach (możliwość zatrudniania dowolnej liczby zawodniczek spoza europy, konieczność gry 2 Polkami, ustalanie spotkań 2 dni po meczach euroligowych i to w imię tzw promocji koszykówki itd..) Ale jednak zamiast skupiać się na tym co jest nie tak lepiej zacisnąć zęby i robić swoje. I nie przyjmuje do wiadomości stwierdzenia, że za rok też trzeba się będzie skupić tylko na jedynych rozgrywkach..
- no i na koniec minus największy – efekt końcowy, czyli najniższa lokata Wisły w lidze od kilku lat.
Plusy
- treningi – były, i nie był to czas zmarnowany. Zespół miał wytrenowanych kilka zagrywek, także tych „specjalnych” jak np. rozgrywanie akcji w końcówkach kwart, czy w sytuacjach gdy trzeba wprowadzać piłkę do gry spoza boiska a do końca akcji zostaje mało sekund.
Rozpracowywanie rywala: w eurolidze perfekcyjne, w PLKK na początku takie sobie, z czasem coraz lepsze. Efektem tego była poprawa naszej gry także i w lidze w drugiej części sezonu, czego dowodem są choćby mecze w Gorzowie czy w PP w Gdyni. Ba, nawet w rywalizacji z Polkowicami trudno powiedzieć by zespól był źle przygotowany taktycznie – problem był raczej w realizacji założeń w poszczególnych meczach.
- co najmniej dobra w mojej opinii rotacja. W większości spotkań korzystaliśmy ze sporej grupy zawodniczek i to nie tylko wtedy gdy mecz był rozstrzygnięty. Tutaj dodam że nie rozumiem pretensji takich zawodniczek jak Katka czy Niunia na temat nie dostawania szans. Obie grały w lidze średnio po ok. 18 min na mecz, czyli mniej więcej tyle ile K.Dźwigalska w Gorzowie.. a nie słyszę jakoś że czuje się on niedoceniana przez Maciejewskiego.
- dobre (w eurolidze bardzo dobre) reagowanie na wydarzenia na parkiecie. byliśmy w stanie korygować swoje ustawienia taktyczne na bieżąco (u Downara proces ten trwał kilka dni – do następnego spotkania, o ile oczywiście mu ktoś odpowiedni pomysł podsunął), zmiany przeprowadzane były we właściwych momentach, a kibice nie musieli mu przypominać że istnieje coś takiego jak czas dla trenera.
- umiejętne korzystanie z atutów podstawowych zawodniczek. Mieliśmy akcje przygotowane tak pod Marte jak i pod nasze wysokie, a w końcówce sezonu także pod Izi i potrafiliśmy je w odpowiednich momentach wykorzystywać: mieliśmy przewagę na obwodzie to wykorzystywaliśmy Martę i Izi, gdy rywal słabiej bronił pod koszem to podania szły głównie do Janell i Ewki
- znaczenie poprawienie gry obronnej zespołu, w systemie „każdy swego”. Na początku wyglądało to fatalnie a pod koniec rozgrywek to defensywą wygrywaliśmy kluczowe spotkania.
- odblokowanie psychiczne Ewki. Hernandez nie darł się na nią po każdej nieudanej akcji dzięki temu nawet po kilku nieudanych zagraniach była w stanie się podnieść i np. dobić Brno..
- najlepszy sezon w karierze Ewki a także Marty I Janell to w znacznym stopniu zasługa właśnie trenera
- no i na koniec plus największy – F4 euroligi
Podsumowując: nie uważam by ten sezon był stracony, w pórwnaniu do przedniego zrobiliśmy spory krok na przód, sumarycznie wracając mneij wiecej do stanu sprzed 2 lat. Oczywiście spory niedosyt pozostaje, bo pozostać musi. W mojej opinii była, bowiem realna nawet na potrójną koroną na krajowych parkietach i do tego (a nie zamiast tego!) awans do F4. Niestety zawaliliśmy początek rozgrywek ligowych, a potem nie byliśmy w stanie zmobilizować się na tyle by to nadrobić wygrywając kluczowe spotkania na wyjazdach. Szkoda, ale życie toczy się dalej, a osłoda w postaci zbliżającego się turniej w Walencji jest spora. Na coś takiego czekaliśmy od dawna, a kolejna okazja na udział w spotkaniu koszykarskich elit kontynentu może się prędko nie powtórzyć.
Co nie znaczy ze nie należy próbować. Następna szansa mam nadzieje ze już w przyszłym sezonie – o ile dostaniemy dziką kartę. A jeśli nie to cóż – cel będzie taki jak we wrześniu tego roku – wygarnie pucharu FIBA. To jeśli chodzi o europie. A w Polsce? Wisła na tronie, Wisła w podwójnej koronie. Bez względu na terminarz, bez względu na sędziów, bez względu na kombinacje rywali. Nasza hala (wszystko jedno czy na R22, czy tymczasowa w Hucie bądź Jaworznie) powinna się stać twierdzą taka jak była w tym roku w eurolidze. Rywal przyjeżdżając do Krakowa musi czuć ze nawet jak się wzbije na swój najwyższy poziom to i tak nie zagwarantuje mu to niczego.. To po pierwsze. Po drugie 0 nie mogą też się powtórzyć problemy z koncentracją czy mobilizacją. Trenerzy mają już jasność w kwestii naszej ligi, wiedza co potrafią poszczególne zawodniczki, powinni prawidłowo oceniać kiedy można zagrać ciut luźniej, a kiedy i w PLLK trzeba grać na 100%. Tak jak Gorzów w tym roku – nie zawsze miał rewelacyjne występy, ale potrafił wygrywać kluczowe spotkania: w Krakowie, Toruniu czy Polkowicach. Motywacja na ligę nie powinna być zresztą większym problemem.. jeśli zawodniczki mają trochę ambicji (a mysle że jednak tak jest) to do gry na 100% także i wildze powinno wystarczyć przyczepienie na drzwiach szatni karteczki z końcową tabelą obecnego sezonu, z podkreślonym miejscem które ostatecznie zajmiemy. Na czerwono i z kilkoma wykrzyknikami. Jeśli chodzi o kwestie taktyczno-regulaminowe to powinno nam być łatwiej: o ile wejdzie w życie przepis o tylko 1 obowiązkowej Polce na parkiecie to będziemy mogli grać niemal w jednakowy sposób we wszystkich rozgrywkach. A to duże ułatwienie dla nas. Fanie by było gdyby PLKK zrównała z FIBA przepis o dopuszczalnej ilości zawodniczek spoza europu.. Ale to pewnie marzenie ściętej głowy. Na nasza korzyść za to zdziałać powinny zmiany w przepisach FIBA, zwłaszcza te dotyczące przesunięcia linii rzutów 3 punktowych. Dzięki niemu przewagę otrzymają zespoły preferujące ofensywny styl gry, posiadające lepiej wyszkolone technicznie zawodniczki. Trudniej natomiast będzie grać strefą, a i skuteczność rzutów zza łuku pewnie spadnie o kilka procent. Woda na młyn dla nas
No i na koniec kwestia składu (oczywiście zakładam ze can-pack zostaje i budżet będzie nie mniejszy a raczej nawet i większy niż obecnie). Jak już pisałem przy ocenie zawodniczek w zespole zostawiłbym 5-tkę: Burse, Kobryn, Majewska, Fernandez i Pawlak, pożegnałbym się z: Wielbnowską, Gburczyk, Zohnova i Skorek, wypożyczył Maje. Jeśli chodzi o Marques i Cohen to przy obydwu zostawiłbym znak zapytania, przy czym pozostanie tej pierwszej uzależniłbym od tego kogo możemy pozyskać w jej miejsce natomiast w przypadku Liron niezbędna byłaby długa rozmowa z nią i trenerem na temat jej zaangażowania w meczach ligowych a także dodatkowe obostrzenia w kontrakcie. Gdyby działacze i trener uznali że jednak są duże szanse na jej poprawę w wiadomym względzie to bym zatrzymał ja na kolejny sezon dwóch powodów: po pierwsze klasowych rozgrywających jest jak na lekarstwo, zwłaszcza tych z europejskim paszportem a po drugie dlatego że zespół (a konkretnie 7 pań) pokazał w eurolidze że drzemią w nim naprawdę spore możliwości. Problemem w lidze było nie to że byliśmy słabsi od rywali, tylko że nie udało sie z różnych powód tego potencjału wydobyć. Dlatego chętnie widziałbym jak najmniej zmian w tym podstawowym składzie, a jedynie uzupełniłbym go 2-3 zawodniczkami, tak aby w miejsce obecnego układu 5 + 2 zrobi się 6 lub jeszcze lepiej 7 + 3. (tzn 6-7 zawodniczek na mniej więcej równym poziomie, + 3 „zadaniowe”). Gdyby została obecna 7-ka, to wśród tych nowo pozyskanych zawodniczek nie mogłoby być ani jednej spoza naszego kontynentu, a tylko jedna mogłaby mięć niepolskie papiery). Jesli chodzi o pozycje na boisku to uważam ze najbardziej potrzebna jest nam wysoka trójak, posiadająca dobry rzut z dystansu, (Izi grałaby wtedy częściej na 2-ce), a drugiej kolejności zawodniczki typowej 4-ki, albo bardzo sprawnej i skocznej, albo lubiącej fizyczną walkę). Bo co prawda w tym sezonie nasza deska wyglądała o niebo lepiej niż ostatnio to jednak całej trójce naszych podkoszowych brakuje nieco sprawności i zamiłowania do walki wręcz. Jeśli chodzi o zawodniczkę zadaniową , to potrzebny nam jest strzelec w miejsce Katki.
I tu się zaczyna problem, bo tzn znaleźć panie spełniającej kryteria nie jest łatwo. Jeśli chodzi o zastępstwo dla Katki to widzę tylko jedną sensowną opcję (zakładam że to musi być Polka) – Kasię Krężel. Nie jest az tak dobrą snajperską jak Czeszka, ale przewyższa ją grą w obronie, a do tego jest jednak parę centymetrów wyższa, wiec mogłaby też grac na trójce. Również ciężko jest dobrać postała dwójke, bo ile jest Polek mogących być realnym wzmocnieniem w euroldize? Ja widzę tylko 4 panie, przy czym dwie są IMO dla nas nieosiągalne: Bibna bo na nią jesteśmy za biedni, i Zurowska bo jest mocno związana zarówno z trenerem Maciejewskim jak i całym Gorzowem (w jej przypadku zresztą mam duuuże wątpliwości czy sprawdziłaby się w Wisle, bo jak dla mnie to zawodniczka jak Ewka – by grac dobrze musi mieć ogromne wsparcie trenera. W Gorzowie niewątpliwe je ma, a u ans nikt by jej tego nie zagwarantował . Zostają wiec Mieloch i Lecia, przy czym zapewne większe szanse sa na pozyskanie tej drugiej (choćby dlatego ze grają już u nas jej 2 psiapsiółki). Zresztą o obie te panie staraliśmy sie rok temu. Wtedy nie udało się ich namówić na przyjście pod Wawel.. zobaczymy co będzie teraz. Od pozyskania jednej z nich należałoby uzależnić szukanie zawodniczki w europie, bo tam wybór jest nieco większy. Jeśli chodzi o panie na pozycje nr 4, to może chętna do zmiany klimaty będzie Milovanovic, można spróbować kontaktować sie z Veremeenką (choc Nadezda pewnie grac będzie w euro w przyszłym sezonie) a wręcz rewelacyjną opcją byłaby Lyttle w wypadku otrzymania Hiszpańskiego obywatelstwa.(co prawda ma ponoć przedłużyć kontrakt w Salamance, ale tam ją ściągnął Hernandez, może wiec teraz namówiłby ją na Kraków
) Jeśli chodzi o trójkę to nr 1 byłaby dla mnie Viteckova, choć to też pewnie dla nas za wysokie progi,. jeśli nie ona to może udałoby sie ściągnąć pod Wawel np Sonje Petrovic ze Spartaka.. no właśnie, Spartak.. trudno teraz przewidzieć jak będzie wyglądał ten klub w przyszłym sezonie, może utrzyma apozycje współhegemona europejskich parkietów a moze jednak brak Von K. spowoduje ze podąży tropem CSKA.. wtedy pare pan musiałoby poszukać nowego miejsca pracy.
Oczywiście więcej opcji należy rozważyć w przypadku odejście Liron (osobiście w ciemno wziąłbym za nią tylko 1 europejską rozgrywająca – Dumerc, ale to nierealne, inne opcje – jak np Dominguez, czy Bermejo mnie nie przekonują, choć mogą być bliskie Hernandezowi), Marty (tu w jej miejsce najchętniej widziałbym Cruz z Madrytu) czy Janell (Snow? McCerville? Langhorne? ewentualnie Europejki typu Leuchanka czy Petronyte a wtedy na 4 np Young, Jones czy Lyttle – nawet bez europejskich papierów). No a teoretycznie najwięcej możliwości otwiera rezygnacja z usług Marques..(tu znów się rozmaże –nr 1 P.Taylor.. ale pewnie realniejszą opcją byłaby Willingham, zwłaszcza ze bardzo ceni ją nasz trener. Obie te panie mogą grac na pozycjach ¾, więc niejako załatwiałby 2 problemy na raz. wtedy należałoby szukać klasowego strzelca z europy na pozycje 2-3) Po obecnym sezonie w ciekaw byłbym tez bardzo jak radziłaby sobie pod okiem Hernandeza Dupree, zwłaszcza gdyby miała podkoszowe wsparcie w postaci Janell.. Reasumując opcji jest sporo, dużo więcej niż wymieniłem. A o tym kto przywdzieje Wiślacka koszulkę pewien i tak głownie będą decydować środki finansowe, jakimi będzie dysponował klub. Liczę że bez względną na ich wysokość zostaną wykorzystane optymalnie.
To by było na tyle, dziękuje za uwagę, znikam do Rybnika
Tak w życiu jest to każdy wie..
Słowa tej piosenki z bajki z dzieciństwa idealnie opisują mijający sezon, oczywiście oglądany z punktu widzenia kibica Wisły. Zawodniczki niemal od początku fundowały nam niesamowitą sinusoidę emocji: po ligowych porażkach przychodziły zwycięstwa w eurolidze, bo pięknych meczach euroligowych – wpadki ligowe. I tak wólko, i tak aż do końca..
W eurolidze były niesamowite. Wygrały 13 z 16 spotkań wielokrotnie wychodząc obronna ręką z ogromnych kłopotów. Efekt? Największy sukces od wielu, wielu lat – awans do finałowej rozgrywki w tym najbardziej prestiżowym pucharze i szansa na zmierzenie się z 3 europejskich gigantów… czy będziemy wstanie coś tam ugrać? Pewnie nie, choć irracjonalna wiara kibica w sprawienie megasensacji pewnie nie zniknie aż do momentu ostatecznych rozstrzygnięć. Ale nawet dwie wysokie porażki nie przekreślą tego co osiągnęliśmy w tych rozgrywkach.
Tak samo jednak nawet cztery 50 punktowe wygrane w ostatnich meczach sezonu PLKK nie zmażą wielkiej plamy, za jaką należy uznać brak awansu choćby tylko do półfinału krajowych rozgrywek.. Skoro 3 miejsce poprzednim sezonie uznawane było za ogromną porażkę, to do opisu obecnej pozycji automatycznie nasuwa się jedno określenie – kompromitacja. Zespół z takim budżetem i z takim składem teoretycznie nie miał prawa upaść tak nisko.. A jednak..
No i jeszcze Puchar Polski.. Jego należy umieścić gdzieś w połowie drogi pomiędzy ligowym piekłem a euroligowym niebem. Z jednej strony porażka nigdy nie jest powodem do dumy, z drugiej okoliczności w jakich została poniesiona powodują że i o wstydzie mowy być nie może
Zanim się wystawi jakieś ostateczne cenzurki dla wszystkich bohaterów tego wiślackiego sezonu wypada poszukać przyczyn tej dysproporcji pomiędzy wynikami osiągniętym w rozgrywkach ligowych a tymi euroliwymi.
Na początek parę zdań o przyczynach irracjonalne, czyli o szczęściu lub jego braku. W eurolidze udawało się nam niemal wszystko. Dostaliśmy się do niej w ostatniej chwili, z powodu bankructwa moskiewskiego CSKA. Spowodowało to, że znaleźliśmy się w jednej z dwóch zdecydowanie łatwiejszych grup, omijając wszystkich europejskich potentatów. Na dodatek już na dzień dobry przywieźliśmy jak się potem okazało kluczowe zwycięstwo z Salamanki, które otwierało nam drogę do dobrego rozstawienia w fazie PO. I tą szanse krok po kroku przekuwaliśmy w rzeczywistość, choć w większości spotkań nie było o to łatwo. Ostatecznie wygraliśmy aż 9 z 10 spotkań co dało nam 3 lokatę przed PO. Bardzo korzystnie dla nas ułożyły się też wyniki w innych grupach: nie dość że potencjalni rywale do F4 byli z gatunku tych do przejścia, to jeszcze odpadło ryzyko wpadnięcia na któryś z klubów rosyjskich w wyniku „przesunięcia” drabinki. I po raz kolejny skorzystaliśmy z tego uśmiechu od losu: najpierw Pecs a potem Brno musiały uznać nasza wyższość. Ogólnie rzecz biorąc można wiec powiedzieć że mieliśmy kupę szczęścia. Wypada jednak od razu dodać że na to szczęście zapracowaliśmy,.. gdybyśmy olali puchar FIBA to zapewne o zajęciu miejsca CSKA w euorlidze moglibyśmy tylko pomarzyć.. gdybyśmy nie zbudowali silnego zespołu to grupowy bilans 9-1 byłby czysta utopia.. a gdybyśmy przegrali choć jeden mecz więcej to i drogą do F4 byłaby dla nas zdecydowanie bardziej wyboista.
W PLKK było na odwrót. Łatwo zauważyć, że kluczowe znaczenie w batalii z CCC miała przewaga parkietu. A przegraliśmy ją głownie meczami w pierwszej rundzie RS. Graliśmy wtedy na własnym parkiecie z całą czołówką ligi. Wygrać udało się tylko Toruniem, na dodatek zaliczyliśmy klasyczną „wpadkę” w Brzegu. Zapłaciliśmy wtedy cenę za brak zgania zespołu, niepełny skład a także trenerską nieznajomość ligi. Potem nasza gra ulegała stopniowej poprawie, ale i terminarz był dużo trudniejszy, nie dość że mieliśmy wyjazdy do głównych rywali to 2 z nich (Polkowice, Gdynia) wypadały bezpośrednio po kluczowych dla nas meczach w eurolidze (2 razy Pecs). Pewnie gdyby terminarz był ustawiony odwrotnie to byśmy mieli te 2-3 wygrane więcej.. a że do tego źle się dla nas ułożyły wyniki innych spotkań wiec z rozstawieniem w PO mogliśmy się pożegnać. W nim zresztą też regulamin nie był naszym sprzymierzeńcem: granie serii tylko do 2 wygranych znacznie wzmacniało szanse Polkowic. Pomarańczowe zawodniczki w dwóch meczach u siebie rzucały na szalę wszystkie swoje siły by zrównoważyć nasza fizyczną przewagę. Gdyby ta faza rozgrywek byłą grana do 3 wygranych spotkań, to dzień po takim wysiłku musiałyby walczyć ponownie. I raczej zapłaciłyby za swój wysiłek srogą cenę. Tak wiec możemy narzekać na pech, zły pzkosz czy nie dokończa czyste zagrywki rywali. Ale podobnie jak i w wypadku „szczęścia” tak i tu należy od razu dodać że na ten pech sami zapracowaliśmy. Trzeba było jednak się ciut bardziej zmobilzowac i wygrać to 1 czy 2 spotkania więcej. Na nic wtedy zdałyby się kombinacje rywali, a system PO stałby się od razu naszym sprzymierzeńcem.. Tak więc zamiast zwalać winę na wszystko wokół lepiej się jednak uderzyć w pierś bo szczęście z reguły uśmiecha się do tych którzy sami sobie pomagają (podobna zresztą wygląda sytuacja w wypadku choćby AZS-u.. w lidze wszystko się układa po ich myśli bo i dużo w tym kierunku robią. W eurolidze na odwrót- nie rzucili na nią wszystkich sił i możliwości to i mogą mówić o pechu, że mając tyle zwycięstw nie awansowali dalej)
Kolejną sprawą są cechy wolicjonalne. Ambicja, wola walki, zaangażowanie.. w eurolidze cechy te były na stałe przyczepione do naszego zespołu. Może poza spotkaniem z Gospicem u siebie walczyliśmy od 1 do 40 minut na pełnych obrotach, wykorzystując absolutnie wszystkie pokłady energii. I ta nasza walka dawała efekty: z reguły tak gdzieś od połowy 3 kwarty rywal zaczynał tracić parę w płucach a my coraz bardziej podkręcaliśmy tempo gry. W lidze było odwrotnie: po meczach z naszym zespołem zarówno w Gdyni jaki i w Toruniu czy Polkowicach miejscowe gazety rozpisywały się o nadzwyczajnej ambicji miejscowych zawodniczek. To one gryzły parkiet łamiąc w pewnym momencie nasz opór. Czy to oznaczą, że my ligę olaliśmy? Jak dla mnie absolutnie nie. Widziałem 6 z 9 przegranych spotkań i ani raz nie odniosłem takiego wrażenia jak po przegranych meczach półfinałowych w Gdyni rok temu.. Tam na twarzach zawodniczek (poza Marta która wtedy kipiała) nie widać było ani cienia rozczarowania czy zażenowania tym ze po 10 minutach rywal odjeżdża damy tylko się przypatrujemy. Tu było inaczej,- nawet teraz, w Polkowicach. Twarze zawodniczek na przerwach wyrażały zdziwienie połączone z przerażeniem ze rywal ciągle ma tyle sił i tak walczy. Tak samo jak u Bonner czy Wilingham gdy te zjeżdżały do Krakowa. Zresztą.. gdyby naszym paniom zupełnie nie zależało na rozgrywkach krajowych, to nie walczyłyby tak w PP z Gdynia (mogły odpuścić mecz tak jak Gorzów czy Toruń) zwłaszcza że miały doskonałe alibi, nie walczyłyby do upadłego w meczu o honor w Gorzowie, pozwoliłyby Liderowi zwiększyć szanse na utrzymanie w lidze.. zaryzykuje wręcz tezę że jesteśmy jedynym zespołem z czołówki PLKK który w absolutnie każdym meczu we wszystkich rozgrywkach walczył o zwycięstwo nie wchodząc w żadne układy czy kalkulacje.. a że w kilku meczach to rywal był bardziej zdeterminowany? Cóż, to też element sportu. Tak jak my broniliśmy za wszelka cenę własnego parkietu w eurolidze, tak Gdynia, Toruń czy Polkowice robiły to w lidze. A nasza koncentracja długi czas była skupiona na rozgrywkach eurpejskich, to o tych rozgrywkach się ciągle mówiło, to one ciągle przewijały się rozważaniach. I trudno się dziwić: MP zdobywaliśmy już wiele razy, w tym 3 –krotne ostatnimi czasy, natomiast w eurolidze regularnie 1 runda PO okazywała się naszą ostatnią. A działacze – zwłaszcza z can-packu – nie raz podkreślali, że dobry występ właśnie w tych rozgrywkach jest dla nich szczególnie istotny. Nie inaczej miała się rzecz jeśli chodzi o kibiców.. zarówno tych w młynie jak i „pikników”. Wystarczy porównać wypełnioną po brzegi halę 1,5 godz przed meczem z Brnem, ze sporą liczbą wolnych miejsc na niedawnym meczu z Polkowicami.. Wystarczy porównywać dwie setki osob na wyjazdowym meczu w Czechach z ligowym wyjazdowym rekordem frekwencji (20 nie dobiliśmy).. Oczywiście jest spora różnica miedzy zawodniczkami a kibicami: one występując na parkiecie zarabiają dość spore pieniądze, więc ich świętym obowiązkiem jest grac na tyle ambitnie w każdym meczu by wystarczyło do osiągnięcia założonych celów, bez względu na to czy na trybunach widzów jest 2000 czy 20, Nie może być więc mowy o ich całkowitym usprawiedliwieniu, ale jednak trudno posądzać większość z naszych obecnych zawodniczek o brak ambicji czy zaangażowania, zwłaszcza jak ma się „za płotem” piłkarzy potrafiących przechodzić ¾ meczu derbowego czy dwumecz, którego stawką był awans do kolejnej rundy eliminacji ligi mistrzów.
Nadepną sprawą są kwestia związane z taktyką i regulaminem PLKK. Polkowice, Gorzów w PLKK oraz Gospic w eurolidze. Wszystkie te zespoły grały bądź przez cały mecz, bądź tez długimi okresami w decydujących momentach spotkania stylem, który wyjątkowo nam nie leży: strefą w obronie oraz bardzo szybką, często mocno chaotyczną grą po obwodzie w ataku. Strefa była wyjątkowo skuteczną bronią na nas, ale głównie w PLKK. W eurolidze rywale co prawda kilkakrotnie tez próbowali tej taktyki, ale z reguły zostawali szybko skarceni i wracali do krycia każdy swego. Już to nasuwa przypuszczenia, że problem leży głownie w naszych Polkach.. i tak tez było w rzeczywistości. Gdy się gra przeciwko rywalowi broniącemu każdy swego liczą się głownie indywidualne wyszkolenie techniczne zawodniczek. I tu Liron, Marta czy Izi radziły sobie bez większych problemów. Inaczej jest ze strefa – by ją skutecznie rozbijać niezbędne jest zgranie całej 5-tki przebywającej na parkiecie oraz brak w niej „słabych ogniw”. I w eurolidze te warunki spełnialiśmy bez zarzutu. W PLKK niestety dla nas obowiązywał przepis o dwóch Polkach na parkiecie, i tu zaczynał się problem, bo o ile Ewka a później także Paula były wstanie nie zwalniać płynności gry, (Aga Pałka też sobie dawała rade, choć bez rewelacji) to pojawianie się na parkiecie Doris czy Niuni od razu przekładało się na olbrzymie problemy. Obie te Panie mają fatalny zwyczaj zwalniania gry, po otrzymaniu piłki musza się zatrzymać, rozglądnąć i dopiero próbują wykonać podanie lub rzut. Co gorsza, ich podania często są niechlujne, robione bez wyczucia – partnerki często muszą się po nie cofać, a to wszystko powoduje ze rywalki zdarzają wrócić na właściwe pozycje, nawet jeśli były już trochę „rozrzucone”.
O ile najlepszą bronia na nas w obronie była strefa, to w ataku najłatwiej nas było ukąsić mało wyszukiwanymi sposobami: szybkim przeprowadzaniem piłki do ataku, rozprowadzaniem jej po obwodzie i rzucaniem z dystansu gdy tylko nadarzy się taka okazja. Problem mieliśmy zwłaszcza z małymi szybkimi rozgrywającymi, potrafiącymi dobrze grąc jeden na jeden ale i trafić z dystansu. Wykorzystywały one co najwyżej przeciętną grę obronna Liron ogrywając ją bez większych problemów i albo rzucały, albo - gdy następowało zejścia do pomocy którejś z pań obwodowych - odgrywały do zawodniczek stojących za linia rzutów za 3pkt. Dużo lepiej broniliśmy za to przeciwko zespołom preferującym bardziej ułożoną taktycznie grę, zwłaszcza takim , które grały dużo pod kosz. Jest to jakaś iskierka nadziei przed meczem z Walencja..
W Walencji nie będzie ograniczał nas też obowiązek trzymania na parkiecie dwóch Polek, który mocno dawał się nam we znaki w lidze. I nie chodzi o indywidualne umiejętności naszych pań, bo trójka: Ewka, Aga, Paula raczej nie zawodziła w końcówce sezonu, ale o konieczność robienia wymuszonych zmian. Przykładowo: konieczność posadzenia na ławce Pauli (bo np. złapała 2 faul) wymuszała bądź wprowadzenie na „trójke” (w miejsce Izi) Niuni luv Doris, bądź tez granie na 2 krajowe wysokie pod koszem (czyli Janell na ławkę). W tym miejscu, (podobnie zresztą jak przy strefie rywalek) minus ode mnie należy się trenerowi, za to, że chyba zbyt szybko zdecydował się zrezygnować z Magdy Skorek. Faktem jest że początek sezonu miała fatalny, a na dodatek brakuje jej centymetrów do gdy na 3, ale jednak chyba można było w drugiej części sezonu jeszcze raz spróbować włączyć ja do obiegu kosztem kogoś z dwójki: Niunia – Doris, a może nawet i Katki.
A skoro już pojawiły się niemal wszystkie nazwiska to jako ostatni powód naszych problemów ligowych dorzucę jeszcze krótka- w praktyce – ławkę zespołu. Tak, wiem, pewnie połowa klubów w lidze chętnie widziałaby taką Madzie Skorek u siebie w kadrze, podczas gdy u nas miała ona nr, 11. Ale pewnie tez w większości zespołów miałaby ona zdecydowanie inna role, przez co czułaby się pewniej – a to przekładałoby się i na lepsza gre. U nas była jedna z wielu i chcąc grać musiała wykorzystywać szanse które dostawała (na początku sezonu wcale nie tak mało) a tego nie robiła. To samo można powiedzie o Niuni, Doris a także – końcówce rozgrywek – Katce. Wszystki te panie były praktycznie bezużyteczne, a ich pojawienie się na placu w meczu z silnym rywalem powodowało więcej szkód niż pożytku. Zostaliśmy wiec w praktyce ze bardzo mocna S5 oraz dwójka sporo wnoszących (głównie w obronie) rezerwowych. Taki układ wystarczał by wygrywać grane raz na tydzień mecze w euorlidze, ale już nie dawał rady z łączeniem tych występów z ligą. Nieco upraszczając można powiedzieć, że w eurolidze nasza gra wglądała bez zarzutu tak długo jak na parkiecie były min 4panie z S5 i jedna z dwóch rezerwowych, a w lidze min 3 panie z S5 i jedna z duetu Pałka-Pawlak. Pogorszenie tych proporcji od razu odbijało się na jakości naszej gry, a niestety kilkakrotnie byliśmy do tego zmuszeni: na początku sezonu graliśmy bez Burse i Marques, tej drugiej zabrakło także w drugiej połowie meczu w Gdyni, a potem – razem z Agą Majewską – także w Toruniu. Okres PO to z kolei problemy zdrowotne Marty. To wszystko miało niestety duży negatywny wpływ na nasze wyniki uwidoczniając przy okazji braki w naszej kadrze.
Pora na indywidualne cenzurki:
S5
Janell Burse – najlepszy center jakiego mieliśmy w Wiśle odkąd pamiętam. Co prawda potencjalne możliwości Kary Braxton był większe, ale procent ich wykorzystania drastycznie mniejszy. Janell zapewniła nam stabilizację w strefie podkoszowej zarówno w PLKK jak i w eurolidze notując zwłaszcza w tych drugich rozgrywkach imponujące statystyki. Dodatkowo (przynajmniej na tyle ile się orientuje) nie prezentowała częstego dla czarnoskórych amerykańskich zawodniczek olewania wszystkiego i wszystkich. Mam nadzieję że zostanie na przyszły sezon bo raczej nie znajdziemy równie wartościowej zawodniczki na tej pozycje.
Ewelina Kobryn – po udanym poprzednim sezonie zrobiła kolejny kroczek do przodu, i obecnie zalicza się do ścisłej czołówki europejskich zawodniczek grających na pozycji 4/5. W stosunku do poprzedniego roku poprawiła grę na tablic, rzut z dystansu (zostawienie jej niekrytej na obwodzie do grzech ciężki, przekonał się o tym Bobrowski..) a także psychikę. W tym ostatnim aspekcie nie jest ciągle potentatem, ale nie ma już obawy że jak jej nie wyjda 2-3 akcje pod rząd to będzie spalona do końca meczu jak to bywało dawniej. Duża w tym zasługa Hernandeza który w przeciwieństwie do poprzednika nie obwinia jej o wszystko, tylko po nieudanych akcjach stara się dodać otuchy. Minus za wypowiedzi pomeczowe.. nie powinna dawać wywiadów będąc pod wpływem emocji, gdyż często zdarza jej się palnąć coś bardzo nieprzemyślanego. Bezwzględnie powinna zostać na kolejny sezon.
Iziane Castro Marques – Izi to Izi. Można ją kochać lub nienawidzić. Potrafi wygrywać mecze będąc nie do zatrzymania przez rywalki, potrafi też pudłować z idealnych pozycji przyprawiając kibiców o irytację. Co więcej: często te wahania dotyczą jednego meczu, czego najlepszym przykładem było 1 spotkanie z Brnem. Po tragicznej pierwszej połowie, w której nic jej nie wychodziło zagrała kapitalną 3 kwartę, w której niemal w pojedynkę zniwelowała 15-punktową przewagę rywalek. Dużym plusem tej zawodniczki jest to, ze nie posiada gwiazdorskich manier, mimo statusu gwiazdy. Nie obraża się gdy zaczyna mecz na ławce, nie robi fochów gdy trener ściąga ja po nieudanych akcjach. Czy warto ją zatrzymać? Jak dla mnie tak, chyba że będziemy mieli na jej miejsce kogoś z najwyższej światowej lub europejskiej półki. Potrzebny nam jest taki trochę szalony snajper, który potrafi sam wygrywać przegrane mecze.
Marta Fernandez – Eva Viteckova.. ta pani będzie się chyba śniła Marcie po nocach, bo była jedyna zawodniczką której udało się (kryjąc 1 na 1) niemal wyłączyć naszego „one trick pony” z gry. Wystarczyło jednak ze w meczu nr 3 do krycia Marty została odesłana Skera, a siostra Rudiego znów grała to co wcześniej: przechwytywała, asystowała no i punktowała. W większości spotkań euroligowych to ona dawał sygnał do ataku, to jej akcje tak w obronie jak i w ataku rozpoczynały nasz zryw i oznaczały początek końca rywala.
Do niej tez można wnosić najmniej pretensji jeśli chodzi o występy w PLKK. Nie grała w nich może aż tak dobrze jak w pucharze (choć pewnie w Gorzowie zapamiętają ja na długo) ale poniżej poziomu przyzwoitości nie schodziła. Szkoda że uraz spowodował ze w ćwierćfinałowej batalii z Polkowicami zagrała praktycznie tylko w 3 meczu a i wtedy nie była w pełnie dyspozycji. Jeśli tylko będzie chciała zostać w Wisle to pewnie tak się stanie, bo trudno sobie obecnie wyobrazić nasz klub bez niej. Podobnie zresztą uważa zapewne i Hernendez, u którego akcje Marty stoją bardzo wysoko.
Liron Cohen: jak dla mnie zawodniczka klucz do zagadki pod tytułem: czemu w lidze tak źle skoro w euolidze tak dobrze. Ze wszystkich zawodniczek to u niej najwyraźniej było widać różnice w podejściu do obu rozgrywek. W eurolidze – zwłaszcza w meczach z silnymi rywalami – była prawdziwym mózgiem i liderem zespołu. Ustawiała każda akcje, kreowała akcje za akcją, skupiała się głównie na kreowaniu gry, ale kiedy byłą taka potrzeba to i potrafiła ukąsić czy to rzutami z dystansu czy wejściami pod kosz. Nawet jak była padnięta w końcówce meczu nr 3 z Brnem, i gdy grała wtedy bardzo słabo potrafiła kontrolować takie „drobiazgi” jak ilość naszych fauli (mówiła koleżankom że mogą faulować rywalki bez ryzyka osobistych). W lidze była inną, gorszą Liron. Grała bez większych emocji, bez 100% zaangażowania. Póki rywal nie cisnął jakoś bardzo to potrafiła grać ładnie, ale przy mocnym nacisku odpuszczała. Nie starała się też brać odpowiedzialności na siebie.. zawiodła zwłaszcza w meczu nr 3 w Polkowicach (w dwóch pierwszych tez nie błyszczała, ale jednak uzbierała w nich po 9 asyst i parę punkcików), gdy była niemal nieobecna.. I to sprawia ze pojawia się przy niej duży znak zapytania jeśli chodzi o dalszą grę w Wiśle. Nie może być tak by zawodniczka grała tylko w europie, a ligę odpuszczała.. trzeba wiec albo się z nią pożegnać albo do trafić do jej psychiki (tu rola zarówno dla sztabu szkoleniowego, jak i dla dział czy – w ej wypadku kontrakt musi być bardzo „mobilzujący” do aktywności) osobiście zdecydowanie skłaniałbym się do rozwiązania nr 2, bo jednak w europie jest cholernie mało klasowych rozgrywajek, i w mojej opinii żadna nie zagwarantuje nam niczego więcej niż Cohen a na dodatek będzie potrzebowała ileś tam czasu na zgranie się z reszta drużyny.
Przydatna rezerwa:
Agnieszka Majewska: dobry sezon byłej gwiazdy Pabianic. Nie stanowiła o sile Wisły, ale wchodząc na parkiet nie zawodziła, dając zwłaszcza w obronie bardzo dobre zmiany tak Ewce jak i Janell. W tym sezonie wyglądała dużo lepiej pod względem kondycyjnym, nie padła już po 5 minutach gry na parkiecie, zaczęła też wreszcie chwytać piłkę po zbiórce, a nie tylko ją zbijać do partnerek (choć ciągle za częsta zdarza się, ze rywalki są w stanie jej ta piłkę wyrwać z rąk). Szkoda, że ciągle niepewnie czuje się w ataku, po każdym celnym rzucie widać u niej ogromny oddech ulgi. Jeśli w przyszłym sezonie zacznie zdobywać te pare punktów więcej na mecz (a potrafi to robić, czego dowodem mecz nr 2 z Polkowicami) to powinna się mocno liczyć w walce o nominacje do kadry na ME. Bo miejsce w kadrze Wisly ma pewne.
Paulina Pawlak - jakoś w listopadzie twierdziła ze chciałby w PO euroligi wystąpić na Reymonta..nie rozumiałem tego wówczas w sposób tak dosłowny.. a jednak. Nie byłem i nie jestem orędownikiem tego transferu ze względu na sprawy pozasportowe. Paula dalej ma dla mnie kolor żółto-niebieski ale muszę jej przyznać że starała się robić co może na boisku by zasłużyć na dobrą opinię kibiców. Oczywiście nie wszystko jej wychodziło, bo wybitną zawodniczką nie jest, ale ze swojego zadania wywiązywała się co najmniej poprawnie: walczyła o każdą piłkę, nie zwalniała gry w ataku, miała stosunkowo mało irytujących strat (choć dwie z nich w meczu z Pecsem mogły nas drogo kosztować) potrafiła dobrze dograć do Ewki czy Janell a i parę punkcików z reguły dorzucała. Mówiąc krótko: dawała dobre zmiany Liron. Była też chyba jedyną zawodniczką do której nie można mieć żadnych pretensji za przegrany mecz nr 3 z Polkowicami.. Kontrakt ma podpisany także na przyszły sezon, więc pewnie dalej będziemy ją oglądać w koszulce z Białą gwiazdą na piersi.
Katka Zohnova
Przez dłuższy czas nie zawodziła, bedąc nasza najwartościowsza zmienniczką. Grała równo we wszystkich rozgrywkach, dodając w kilku meczach bardzo ważne punkty. Coż Se popsuło po pierwszym meczu z Brnem. W pierwszej połowie dała bardzo dobra zmianie Izi, ale potem już wiele nie pograła. Po części było to spowodowane przebudzeniem tej ostatniej, po części dojściem do zespołu Pawlak która „zabrała” jej pare minut, a po części także tym delikatni mówiąc niezbyt szczęśliwym wywiadem którego udzieliła przed spotkaniem wyjazdowym w Brnie. Od tego momentu się zacięła jedynie sporadycznie trafiając do kosza, mimo że czystych pozycji naprawdę trochę miała. A skoro przestała zdobywac punkty to niestety jej przydatność dla drużyny była znikoma, bo broni słabiej nawet od Liron, asystować też niezbyt umie a i na tablicy za bardzo nie powalczy. W jej wypadku można przyjąć za pewnik, iż jej przygoda z Wisła dobiega końca: ona jest zmęczona klubem, klub jest zmęczony nią więc należy podziękować sobie za współpraca i rozstać się dla obopólnego dobra.
Pozostałe seniorki..
Anna Wielebnowska:. Ma swoje miejsce na kartach historii naszego klubu, ale nie powinna dużej mieć miejsca w jego kadrze. Niunia jest kolejną po Katce zawodniczką, która ma na ten moment zbyt wysokie mniemanie o sobie. W tym sezonie nie rozegrała tak naprawdę ani jednego przyzwoitego meczu z klasowym rywalem, ani raz nie zbliżyła się do poziomu jaki prezentowała jeszcze 2 lata temu. Na dodatek swoje niezadowolenie z roli w zespole okazywała w sposób, który powinien ja dyskwalifikować. Czas na zmianę klubu, bądź na zmiane profesji..
Dorota Gburczyk: przed każdym okienkiem pojawia się pytanie co powoduje ze pani Kapitan ma prawo złożyć podpis pod nowym kontraktem. W eurolidze jest całkowicie nieprzydatna (grała w niej epizodycznie) w lidze gra tylko dzięki przepisowi nakazującemu grę 2 Polkami (chyba żadna inna koszykarka nie ma z ego przepisu tyle pożytku). Na dodatek podobnie jak Niunia uważą ze jest niedoceniana.. coż, droga Pani Kapitan, z tak imponującym CV (4 tytuły MP, udział/uczestnictwo w F4, tytuł Asa Małopolski) i z tak.. hmm ..niebanalnymi umiejętnościami niewątpliwie bez problemu znajdzie Pani miejsce w każdym klubie z europejskimi aspiracje, i będzie Pani tam mogła udowodnić swoją wartość. Dlatego proszę wyświadczyć nam ta przysługę i poszukać ciepłej przystani gdzie indziej.
Magdalena Skorek: jeśli któraś zawodniczka może narzekać na brak szans u Hernandeza to chyba właśnie ona, przy czym dotyczy to głównie drugiej części sezonu. Na początku rozgrywek grała sporo, kilkakrotnie wychodziła nawet w pierwszej piątce, jednak do gry wnosiła nie wiele. Osobiście mam wrażenie że działo się tak dlatego ze za bardzo chciało, przez co brakowało jej luzu i pewności siebie w akcjach ofensywnych. Efektem tego był rwane rzuty, czy też skutkujące startami zmiany decyzji w decydującym momencie akcji. Pewnie dlatego po przyjściu Pawlak została w praktyce przesunięta do rezerwy. I troche szkoda, bo gdyby się przełamała to pewnie wnosiłaby do gry więcej niż Doris, Niunia a może i Katka. Przyszłym sezonie pewnie się odblokuje, ale już raczej w jakimś słabszym klubie.
Młoda Wisła
Maja Vucurovic – z naszych młodych ma najwięcej koszykarskiego talentu ale jest on całkwoicie nieoszlifowany. Potrafi sporo: nieźle panuje nad piłka, jest skoczna, przebojowa, dysponuje niezłym rzutem. Nie umie natomiast chyba podawać, bo takiegoz agrnaia praktycznie w ogóle nie używa. Jeśli wejdzie przepis o max 5 zagranicznych zawodniczkach w PLKK to nie ma co jej trzymacz klubie – ona powinna grać jak najwięcej, a wtedy nie miałby na to szans. Najlepiej byłoby ją wypożyczyć do jakiegoś klubu mającego w mai®e przyzwoitego trenera.
Agnieszka Kułaga – jest odwrotnością Ewki: dużo lepiej wychodzi jej udzielanie wywiadów niż gra w koszykówkę. Niestety nie była w stanie przebić się do podstawowego składu Wisły, bo brakuje jej nie tylko centymetrów, ale i umiejętności. Zaskakująco słabo panuje nad piłka, jest tez niezbyt szybka jak na zawodniczkę o takich parametrach a i rzutu nie ma specjalnego. Przyzwoicie kreuje grę, potrafi popisać się ciekawym podaniem otwierającym koleżankom drogę do kosza, ale to trochę za mało..
Aneta Kotnis, Paulina Gajdosz – ten sezon nie okazał się dla nich przełomem.
No i na koniec trener..
Jose Hernandez – trenera ocenia się przez pryzmat wyników osiągniętych przez zespół. A skoro tak, to ocena pracy Hernandeza nie może być jednoznaczna, podobnie jak i ocena całego sezonu. Mówiąc pół żartem – pół serio należałoby go zwolnić z roboty za wyniki PLKK wysyłając równocześnie jego kandydaturę na trenera roku w europie. W tych drugich rozgrywkach trudno mu cokolwiek zarzucić poczynając od rozpracowywania rywali, przygotowywania taktycznego zespoły poprzez reagowanie na zmieniającą się sytuacje na parkiecie, przeprowadzania zmian, rotacje meczową a kończąc na ostatecznym wyniku zespołu. Czemu zatem w lidze nie było tak samo? Przerosła go? Rzekłbym że raczej zaskoczyła w kilku kwestiach (dysproporcje w poziomie pomiędzy zespołami z czołówki a tymi z dołu ligi, koncentracja – nawet euroligowych zespołów – głownie na lidze kosztem europejskich pucharów, obowiązek posiadania 2 Polek na parkiecie..) , przez co popełnił kilka sporych błędów które udało się później częściowo skorygować, ale poniesione straty okazały się nie do nadrobienia. Poniżej zestawianie największych w moje opinie błędów popełnionych przez Hernandeza, a także lista tych rzeczy które oceniam na +,, uwzględniając wszystkie rozgrywki
Minusy
- nie docenienie poziomu prezentowanego przez czołówkę naszej ligi. Poza Lotosem wszystkie inne kluby były dla niego pewnie anonimowe, i w sumie trudno się dziwić skoro w poprzednim sezonie tylko Gorzów grał w pucharze FIBA a na dodatek robił to z bardzo marnym skutkiem
- słabsze niż w eurolidze rozpracowywanie rywali – pochodna punktu powyżej. W 1 rundzie spotkań rywalkom kilkakrotnie udawało się nas zaskoczyć, kilka razy też zbyt usypiająco podziałały na nas wyniki osiągnięte z dołem tabeli, lub łatwo uzyskiwane przewagi w meczach czołówka.
- problemy ze zmotywowaniem zawodniczek w lidze. To chyba tez pochodna pierwszego minusa – Hernandez długo sam zbyt luźno podchodził do rozgrywek w PLKK, wiec ciezko było mu było tez zmotywować zawodniczki. W szczególności Liron.. W mojej opini popełnił on zresztą bardzo duży błąd nie wystawiając jej w S5 w meczu nr 3. Owszem, w lidze takie sytuacje się zdarzały ze zaczynała mecz na ławce rezerwowych, i nie miało to wpływu na jej grę. Tu jednak zrobiła się specyficzna sytuacja: trener postawił na Marte która nie była jeszcze pełnej dyspozycji po urazie. Liron chyba odebrała to jako mocny policzek i możliwe, że dlatego zagrała tak a nie inaczej (nie twierdzę że ją to usprawiedliwa, bo mogła nawet jełsi poczuła brak zaufania to mogła wykazać się sportową złością a nie zniechęceniem). Nie wiem czy ten drobiazg nie zadecydował o tym, że to zespół z Dolnego Śląska pozostaje dalej w walce o medale..
- kłopoty z rotacją w lidze związane z koniecznością przebywania na parkiecie 2 Polek.
- słaba gra strefą. Długo nie graliśmy nia wcale, potem tylko momentami i to z marnym skutkiem – zawodniczki poruszały się zbyt wolno, by mogła ona wyrządzić rywalkom jakieś wielkie szkody. Osobiście nie mogę tez zrozumieć podwajania (a raczej takowej próby) każdej rywalki w meczach z Polkowicami. Doskakiwanie drugiej zawodniczki do rywalki podczas krycia strefą ma dla mnie sens albo wtedy gdy tamta jest w niekorzystnej sytuacji jeśli chodzi o ustawienie boiskowe (np. stoi w rogu i ma ograniczoną możliwości zagrań) albo gdy rywalki posiadają duże umiejętności gry 1 na 1 , a do tego są bardzo szybkie i zwrotne. W CCC taką osobą jest tylko Bobbit. Efekt był taki że rywalki grając piłka szybko wyrabiały sobie pozycje rzutowe, nasze panie starały się dobiec do nich w sposób mało skoordynowany (raz się chyba nawet zderzyły w połowie drogi)
- problemy z zastawianiem własnej tablicy. Ogólnie trzeba stwierdzić ze nasza gra na desce bardzo się poprawiła. Mieliśmy dużo więcej zbiorek niż w latach wcześniejszych, także tych ofensywnych. Brakowało jedynie zastawienia – kilkakrotnie zdarzyły się mecze w których dużo nizsze rywalki seryjnie zbierały piłkę po swoich nieudanych akcjach. Tak było choćby w rywalizacji z Pecsem czy Polkowicami. Straciliśmy w ten sposób zdecydowanie za dużo łatwych punktów.
- brak dania „drugiej szansy” Magdzie Skorek.
- niektóre wypowiedzi. Ja rozumiem, że jest on przyzwyczajony do nieco innych standardów jakie panują w Hiszpanii,. Nie dziwię się też że trudno mu zrozumieć czemu PZKosz robi wszystko by utrudnić życie drużynom występującym w pucharach (możliwość zatrudniania dowolnej liczby zawodniczek spoza europy, konieczność gry 2 Polkami, ustalanie spotkań 2 dni po meczach euroligowych i to w imię tzw promocji koszykówki itd..) Ale jednak zamiast skupiać się na tym co jest nie tak lepiej zacisnąć zęby i robić swoje. I nie przyjmuje do wiadomości stwierdzenia, że za rok też trzeba się będzie skupić tylko na jedynych rozgrywkach..
- no i na koniec minus największy – efekt końcowy, czyli najniższa lokata Wisły w lidze od kilku lat.
Plusy
- treningi – były, i nie był to czas zmarnowany. Zespół miał wytrenowanych kilka zagrywek, także tych „specjalnych” jak np. rozgrywanie akcji w końcówkach kwart, czy w sytuacjach gdy trzeba wprowadzać piłkę do gry spoza boiska a do końca akcji zostaje mało sekund.
Rozpracowywanie rywala: w eurolidze perfekcyjne, w PLKK na początku takie sobie, z czasem coraz lepsze. Efektem tego była poprawa naszej gry także i w lidze w drugiej części sezonu, czego dowodem są choćby mecze w Gorzowie czy w PP w Gdyni. Ba, nawet w rywalizacji z Polkowicami trudno powiedzieć by zespól był źle przygotowany taktycznie – problem był raczej w realizacji założeń w poszczególnych meczach.
- co najmniej dobra w mojej opinii rotacja. W większości spotkań korzystaliśmy ze sporej grupy zawodniczek i to nie tylko wtedy gdy mecz był rozstrzygnięty. Tutaj dodam że nie rozumiem pretensji takich zawodniczek jak Katka czy Niunia na temat nie dostawania szans. Obie grały w lidze średnio po ok. 18 min na mecz, czyli mniej więcej tyle ile K.Dźwigalska w Gorzowie.. a nie słyszę jakoś że czuje się on niedoceniana przez Maciejewskiego.
- dobre (w eurolidze bardzo dobre) reagowanie na wydarzenia na parkiecie. byliśmy w stanie korygować swoje ustawienia taktyczne na bieżąco (u Downara proces ten trwał kilka dni – do następnego spotkania, o ile oczywiście mu ktoś odpowiedni pomysł podsunął), zmiany przeprowadzane były we właściwych momentach, a kibice nie musieli mu przypominać że istnieje coś takiego jak czas dla trenera.
- umiejętne korzystanie z atutów podstawowych zawodniczek. Mieliśmy akcje przygotowane tak pod Marte jak i pod nasze wysokie, a w końcówce sezonu także pod Izi i potrafiliśmy je w odpowiednich momentach wykorzystywać: mieliśmy przewagę na obwodzie to wykorzystywaliśmy Martę i Izi, gdy rywal słabiej bronił pod koszem to podania szły głównie do Janell i Ewki
- znaczenie poprawienie gry obronnej zespołu, w systemie „każdy swego”. Na początku wyglądało to fatalnie a pod koniec rozgrywek to defensywą wygrywaliśmy kluczowe spotkania.
- odblokowanie psychiczne Ewki. Hernandez nie darł się na nią po każdej nieudanej akcji dzięki temu nawet po kilku nieudanych zagraniach była w stanie się podnieść i np. dobić Brno..
- najlepszy sezon w karierze Ewki a także Marty I Janell to w znacznym stopniu zasługa właśnie trenera
- no i na koniec plus największy – F4 euroligi
Podsumowując: nie uważam by ten sezon był stracony, w pórwnaniu do przedniego zrobiliśmy spory krok na przód, sumarycznie wracając mneij wiecej do stanu sprzed 2 lat. Oczywiście spory niedosyt pozostaje, bo pozostać musi. W mojej opinii była, bowiem realna nawet na potrójną koroną na krajowych parkietach i do tego (a nie zamiast tego!) awans do F4. Niestety zawaliliśmy początek rozgrywek ligowych, a potem nie byliśmy w stanie zmobilizować się na tyle by to nadrobić wygrywając kluczowe spotkania na wyjazdach. Szkoda, ale życie toczy się dalej, a osłoda w postaci zbliżającego się turniej w Walencji jest spora. Na coś takiego czekaliśmy od dawna, a kolejna okazja na udział w spotkaniu koszykarskich elit kontynentu może się prędko nie powtórzyć.
Co nie znaczy ze nie należy próbować. Następna szansa mam nadzieje ze już w przyszłym sezonie – o ile dostaniemy dziką kartę. A jeśli nie to cóż – cel będzie taki jak we wrześniu tego roku – wygarnie pucharu FIBA. To jeśli chodzi o europie. A w Polsce? Wisła na tronie, Wisła w podwójnej koronie. Bez względu na terminarz, bez względu na sędziów, bez względu na kombinacje rywali. Nasza hala (wszystko jedno czy na R22, czy tymczasowa w Hucie bądź Jaworznie) powinna się stać twierdzą taka jak była w tym roku w eurolidze. Rywal przyjeżdżając do Krakowa musi czuć ze nawet jak się wzbije na swój najwyższy poziom to i tak nie zagwarantuje mu to niczego.. To po pierwsze. Po drugie 0 nie mogą też się powtórzyć problemy z koncentracją czy mobilizacją. Trenerzy mają już jasność w kwestii naszej ligi, wiedza co potrafią poszczególne zawodniczki, powinni prawidłowo oceniać kiedy można zagrać ciut luźniej, a kiedy i w PLLK trzeba grać na 100%. Tak jak Gorzów w tym roku – nie zawsze miał rewelacyjne występy, ale potrafił wygrywać kluczowe spotkania: w Krakowie, Toruniu czy Polkowicach. Motywacja na ligę nie powinna być zresztą większym problemem.. jeśli zawodniczki mają trochę ambicji (a mysle że jednak tak jest) to do gry na 100% także i wildze powinno wystarczyć przyczepienie na drzwiach szatni karteczki z końcową tabelą obecnego sezonu, z podkreślonym miejscem które ostatecznie zajmiemy. Na czerwono i z kilkoma wykrzyknikami. Jeśli chodzi o kwestie taktyczno-regulaminowe to powinno nam być łatwiej: o ile wejdzie w życie przepis o tylko 1 obowiązkowej Polce na parkiecie to będziemy mogli grać niemal w jednakowy sposób we wszystkich rozgrywkach. A to duże ułatwienie dla nas. Fanie by było gdyby PLKK zrównała z FIBA przepis o dopuszczalnej ilości zawodniczek spoza europu.. Ale to pewnie marzenie ściętej głowy. Na nasza korzyść za to zdziałać powinny zmiany w przepisach FIBA, zwłaszcza te dotyczące przesunięcia linii rzutów 3 punktowych. Dzięki niemu przewagę otrzymają zespoły preferujące ofensywny styl gry, posiadające lepiej wyszkolone technicznie zawodniczki. Trudniej natomiast będzie grać strefą, a i skuteczność rzutów zza łuku pewnie spadnie o kilka procent. Woda na młyn dla nas
No i na koniec kwestia składu (oczywiście zakładam ze can-pack zostaje i budżet będzie nie mniejszy a raczej nawet i większy niż obecnie). Jak już pisałem przy ocenie zawodniczek w zespole zostawiłbym 5-tkę: Burse, Kobryn, Majewska, Fernandez i Pawlak, pożegnałbym się z: Wielbnowską, Gburczyk, Zohnova i Skorek, wypożyczył Maje. Jeśli chodzi o Marques i Cohen to przy obydwu zostawiłbym znak zapytania, przy czym pozostanie tej pierwszej uzależniłbym od tego kogo możemy pozyskać w jej miejsce natomiast w przypadku Liron niezbędna byłaby długa rozmowa z nią i trenerem na temat jej zaangażowania w meczach ligowych a także dodatkowe obostrzenia w kontrakcie. Gdyby działacze i trener uznali że jednak są duże szanse na jej poprawę w wiadomym względzie to bym zatrzymał ja na kolejny sezon dwóch powodów: po pierwsze klasowych rozgrywających jest jak na lekarstwo, zwłaszcza tych z europejskim paszportem a po drugie dlatego że zespół (a konkretnie 7 pań) pokazał w eurolidze że drzemią w nim naprawdę spore możliwości. Problemem w lidze było nie to że byliśmy słabsi od rywali, tylko że nie udało sie z różnych powód tego potencjału wydobyć. Dlatego chętnie widziałbym jak najmniej zmian w tym podstawowym składzie, a jedynie uzupełniłbym go 2-3 zawodniczkami, tak aby w miejsce obecnego układu 5 + 2 zrobi się 6 lub jeszcze lepiej 7 + 3. (tzn 6-7 zawodniczek na mniej więcej równym poziomie, + 3 „zadaniowe”). Gdyby została obecna 7-ka, to wśród tych nowo pozyskanych zawodniczek nie mogłoby być ani jednej spoza naszego kontynentu, a tylko jedna mogłaby mięć niepolskie papiery). Jesli chodzi o pozycje na boisku to uważam ze najbardziej potrzebna jest nam wysoka trójak, posiadająca dobry rzut z dystansu, (Izi grałaby wtedy częściej na 2-ce), a drugiej kolejności zawodniczki typowej 4-ki, albo bardzo sprawnej i skocznej, albo lubiącej fizyczną walkę). Bo co prawda w tym sezonie nasza deska wyglądała o niebo lepiej niż ostatnio to jednak całej trójce naszych podkoszowych brakuje nieco sprawności i zamiłowania do walki wręcz. Jeśli chodzi o zawodniczkę zadaniową , to potrzebny nam jest strzelec w miejsce Katki.
I tu się zaczyna problem, bo tzn znaleźć panie spełniającej kryteria nie jest łatwo. Jeśli chodzi o zastępstwo dla Katki to widzę tylko jedną sensowną opcję (zakładam że to musi być Polka) – Kasię Krężel. Nie jest az tak dobrą snajperską jak Czeszka, ale przewyższa ją grą w obronie, a do tego jest jednak parę centymetrów wyższa, wiec mogłaby też grac na trójce. Również ciężko jest dobrać postała dwójke, bo ile jest Polek mogących być realnym wzmocnieniem w euroldize? Ja widzę tylko 4 panie, przy czym dwie są IMO dla nas nieosiągalne: Bibna bo na nią jesteśmy za biedni, i Zurowska bo jest mocno związana zarówno z trenerem Maciejewskim jak i całym Gorzowem (w jej przypadku zresztą mam duuuże wątpliwości czy sprawdziłaby się w Wisle, bo jak dla mnie to zawodniczka jak Ewka – by grac dobrze musi mieć ogromne wsparcie trenera. W Gorzowie niewątpliwe je ma, a u ans nikt by jej tego nie zagwarantował . Zostają wiec Mieloch i Lecia, przy czym zapewne większe szanse sa na pozyskanie tej drugiej (choćby dlatego ze grają już u nas jej 2 psiapsiółki). Zresztą o obie te panie staraliśmy sie rok temu. Wtedy nie udało się ich namówić na przyjście pod Wawel.. zobaczymy co będzie teraz. Od pozyskania jednej z nich należałoby uzależnić szukanie zawodniczki w europie, bo tam wybór jest nieco większy. Jeśli chodzi o panie na pozycje nr 4, to może chętna do zmiany klimaty będzie Milovanovic, można spróbować kontaktować sie z Veremeenką (choc Nadezda pewnie grac będzie w euro w przyszłym sezonie) a wręcz rewelacyjną opcją byłaby Lyttle w wypadku otrzymania Hiszpańskiego obywatelstwa.(co prawda ma ponoć przedłużyć kontrakt w Salamance, ale tam ją ściągnął Hernandez, może wiec teraz namówiłby ją na Kraków
Oczywiście więcej opcji należy rozważyć w przypadku odejście Liron (osobiście w ciemno wziąłbym za nią tylko 1 europejską rozgrywająca – Dumerc, ale to nierealne, inne opcje – jak np Dominguez, czy Bermejo mnie nie przekonują, choć mogą być bliskie Hernandezowi), Marty (tu w jej miejsce najchętniej widziałbym Cruz z Madrytu) czy Janell (Snow? McCerville? Langhorne? ewentualnie Europejki typu Leuchanka czy Petronyte a wtedy na 4 np Young, Jones czy Lyttle – nawet bez europejskich papierów). No a teoretycznie najwięcej możliwości otwiera rezygnacja z usług Marques..(tu znów się rozmaże –nr 1 P.Taylor.. ale pewnie realniejszą opcją byłaby Willingham, zwłaszcza ze bardzo ceni ją nasz trener. Obie te panie mogą grac na pozycjach ¾, więc niejako załatwiałby 2 problemy na raz. wtedy należałoby szukać klasowego strzelca z europy na pozycje 2-3) Po obecnym sezonie w ciekaw byłbym tez bardzo jak radziłaby sobie pod okiem Hernandeza Dupree, zwłaszcza gdyby miała podkoszowe wsparcie w postaci Janell.. Reasumując opcji jest sporo, dużo więcej niż wymieniłem. A o tym kto przywdzieje Wiślacka koszulkę pewien i tak głownie będą decydować środki finansowe, jakimi będzie dysponował klub. Liczę że bez względną na ich wysokość zostaną wykorzystane optymalnie.
To by było na tyle, dziękuje za uwagę, znikam do Rybnika
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
- bart_81
- Senior
- Posty: 3091
- Rejestracja: 21 grudnia 2008, 20:44
- Lokalizacja: Gorzów Wlkp.
- Kontaktowanie:
Re: Co słychać w Wiśle?
Z uwagą przeczytałem Twoj dłuuugi post Greebo
Nie powiem..całkiem ciekawy i rzeczowy. Jedna tylko sprawa mi "uwiera".
Chodzi mi mianowicie o Maję Vucurović. Napisałeś, że to spory talent, tylko nieoszlifowany i że najlepiej byłoby Ją wypożyczyć do jakiegoś klubu, co by tam "przyzwoity" trener wyszkolił Ją. Potem rozumiem że wróciłaby do Was jako już ukształtowana i gotowa do gry zawodniczka..no super
To tzw przywilej bogatych klubów, które nie maja czasu na szkolenie młodych zdolnych koszykarek..tylko najchętniej brałyby od razu pełnowartościowy "towar". Ale rozumiem, że Wisła nie ma czasu na takie drobiazgi bo tu trzeba wygrywać i zdobywać szybko kolejne trofea. Mniemam, że jakbyście kilka lat poczekali i podszkolili trochę swoich zawodniczek to byłby to dla Was niesamowity kapitał na przyszłość.
Życzę Wam żeby nigdy nie dosięgnął Waszego klubu jakiś kryzys finansowy..ale jeśliby to miało miejsce to wtedy ten zgromadzony kapitał w postaci swoich zawodniczek na pewno by się Wam odwdzięczył...Pozdrawiam
Chodzi mi mianowicie o Maję Vucurović. Napisałeś, że to spory talent, tylko nieoszlifowany i że najlepiej byłoby Ją wypożyczyć do jakiegoś klubu, co by tam "przyzwoity" trener wyszkolił Ją. Potem rozumiem że wróciłaby do Was jako już ukształtowana i gotowa do gry zawodniczka..no super
Życzę Wam żeby nigdy nie dosięgnął Waszego klubu jakiś kryzys finansowy..ale jeśliby to miało miejsce to wtedy ten zgromadzony kapitał w postaci swoich zawodniczek na pewno by się Wam odwdzięczył...Pozdrawiam
Re: Co słychać w Wiśle?
bart_81 pisze:Z uwagą przeczytałem Twoj dłuuugi post GreeboNie powiem..całkiem ciekawy i rzeczowy. Jedna tylko sprawa mi "uwiera".
Chodzi mi mianowicie o Maję Vucurović. Napisałeś, że to spory talent, tylko nieoszlifowany i że najlepiej byłoby Ją wypożyczyć do jakiegoś klubu, co by tam "przyzwoity" trener wyszkolił Ją. Potem rozumiem że wróciłaby do Was jako już ukształtowana i gotowa do gry zawodniczka..no superTo tzw przywilej bogatych klubów, które nie maja czasu na szkolenie młodych zdolnych koszykarek..tylko najchętniej brałyby od razu pełnowartościowy "towar". Ale rozumiem, że Wisła nie ma czasu na takie drobiazgi bo tu trzeba wygrywać i zdobywać szybko kolejne trofea. Mniemam, że jakbyście kilka lat poczekali i podszkolili trochę swoich zawodniczek to byłby to dla Was niesamowity kapitał na przyszłość.
Życzę Wam żeby nigdy nie dosięgnął Waszego klubu jakiś kryzys finansowy..ale jeśliby to miało miejsce to wtedy ten zgromadzony kapitał w postaci swoich zawodniczek na pewno by się Wam odwdzięczył...Pozdrawiam
Już widzę te tabuny sponsorów którzy pchają się do klubów, a na dzień dobry słyszą śpiewke:
- " Zainwestujemy państwa pieniądze w młodzież, budowe klubu zaczniemy od kategorii dzięwcząt, albo lepiej minikosza i przy zatrudnieniu najlepszych trenerów, nie gwarantujemy że za 10 lat te zawodniczki będą grały pierwsze skrzypce w tym zespole, a i ewentualne wzmocnienia będziemy robić wyróżniającymi zawodniczkami z regionu, oczywiście przy pełenej aprobacie macierzystego klubu "
Proponuje zejść z obłoków, porzucić utopijne wizje, a patrzeć bardziej realnie. Sorry, ale poza Lelek nikt więcej szans nie dostał u zawodniczek urodzonych w 90 lub po, a pozatym i tak ona grała w Łomiankach. I przygadał tu kocioł garnkowi. Majka grała co grała dzięki wspaniałemu przepisowi o dwóch polkach, który niby miał udzdrawiać naszą reprezentacji, dzięki większej ilości minut polek na parkiecie. Nie widzę żadnej zmiany na +, żadnych nowych twarzy do reprezentacji, a w Orle polke gra Toffi.
Twoim tokiem rozumowania, mam nadzieje że w przyszłym sezonie Gorzów w 50% będzie oparty na zespole który zdobył vice na MPJS.
Gdyby taka Tomiałowicz, Sosnowska, Jujka czy wasza Trębicka, nie przeszły do silnych zespołów, to w obecnej chwili były by na tym samym miejscu co Skobel czyli dwa kroki w tył.
Majka cierpi na tym że w lidze centralnej nie mogą występować zawodniczki spoza naszego kraju
Co do wypowiedzi Greebo - to się z praktycznie wszystkim zgadzam
Jednak odniosę się trochę do Cohen, gdzie Jose sam stwierdził w niedawnym wywiadzie że pozycja nr 1 musi zostać wzmocniona po sezonie. Przypuszczam że ku tej refleksji skierował go napewno mecz z Brnem, gdzie mógł sobie porównać na tej pozycji Skere, a Liron + całoroczne osiągnięcia naszego playmakera w PLKK.




Re: Co słychać w Wiśle?
bart_81 pisze:Z uwagą przeczytałem Twoj dłuuugi post GreeboNie powiem..całkiem ciekawy i rzeczowy. Jedna tylko sprawa mi "uwiera".
Chodzi mi mianowicie o Maję Vucurović. Napisałeś, że to spory talent, tylko nieoszlifowany i że najlepiej byłoby Ją wypożyczyć do jakiegoś klubu, co by tam "przyzwoity" trener wyszkolił Ją. Potem rozumiem że wróciłaby do Was jako już ukształtowana i gotowa do gry zawodniczka..no superTo tzw przywilej bogatych klubów, które nie maja czasu na szkolenie młodych zdolnych koszykarek..tylko najchętniej brałyby od razu pełnowartościowy "towar". Ale rozumiem, że Wisła nie ma czasu na takie drobiazgi bo tu trzeba wygrywać i zdobywać szybko kolejne trofea. Mniemam, że jakbyście kilka lat poczekali i podszkolili trochę swoich zawodniczek to byłby to dla Was niesamowity kapitał na przyszłość.
Nie. Wisła nie ma miejsca w składzie (zwłaszcza jesli wejdzie przepis o max 5 zagranicznych paniach) by trzymać młodą zdolną Serbkę. Co innego gdyby Maja miała obywatelstwo Polskie - wtedy jak najbardziej byłbym za zostawieniem jej w kadrze i ogrywaniem.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
Re: Co słychać w Wiśle?
Tedan pisze:Jednak odniosę się trochę do Cohen, gdzie Jose sam stwierdził w niedawnym wywiadzie że pozycja nr 1 musi zostać wzmocniona po sezonie. Przypuszczam że ku tej refleksji skierował go napewno mecz z Brnem, gdzie mógł sobie porównać na tej pozycji Skere, a Liron + całoroczne osiągnięcia naszego playmakera w PLKK.
A mnie się wydaje, że do tej wypowiedzi skłoniło go bardziej to, że z różnych powodów w decydujących meczach z Polkowicami zostaliśmy praktycznie z trzeba zawodniczkami na pozycji 1-2 : Liron, Paula i Marta. A jak ta ostatnia nabawiła się kontuzji to trzeba było przesuwać Izi na 2ke i częściej korzystać z Pani Kapitan.
Wracając do meczu z Brnem to dla mnie to porównanie wypada na + Skery, ale ta różnica wielka nie była: 1 spotkanie: Skera szalała cały mecz, Liron rządziła w decydujących momentach. 2 spotkanie: dobra 1 połowa Liron, potem show Brna i Skery. 3 spotkanie: bardzo dobry mecz Skery w ataku (bo w obronie to Marta show;-)), dobry mecz Liron (poza początkiem 4kw gdzie zupełnie sił nie miała).
Inna rzecz, że w Brnie sporo klepała też Machova i to, że Skera najlepsze mecze w tym sezonie grała z nami.
Gorzej, że rzeczywiście porównania Liron do innych rozgrywających z czołówki plkk w konkretnych meczach wypadają na korzyść tych drugich...
Czy Liron ma zostać czy nie to może być jedna z trudniejszych kwestii w budowaniu składu na przyszły rok.
Jakbym mogła decydować o tym kto z tego składu powinien w Wiśle zostać, to nie wahałabym się przy 5 osobach: Ewka, Marta, Janell, Aga no i Paula. Trzy pierwsze zagrały swoje najlepsze sezony w karierze, trudno do którejś z nich wysnuwać jakieś "ale", Aga regularnie także w eurolidze dawała dobre zmiany.
Co do 2 Liron i Izi..zależy od innych możliwości, pozyskanych Polek itd., itp. generalnie tu akurat cieszę się, że nie ja decyduję;-)
No i jeśli zostajemy przy przepisie o 6 zagranicznych to na etapie budowania składu można stworzyć miejsce w meczowej 12tce dla Mai.
"Powiem Ci, to zapomnisz. Pokażę- zapamiętasz. Zainteresuję cię- wtedy zrozumiesz."
- Jack Napier
- Amator
- Posty: 195
- Rejestracja: 14 listopada 2009, 20:18
- Lokalizacja: Gorzów Wlkp.
Re: Co słychać w Wiśle?
Greebo pisze:I raz na wierzchu raz na dnie
Tak w życiu jest to każdy wie..
[cut]
Nie bede cytowal calosci bo podniose znaczaco koszty utrzymania forum na serwerze
Kasia Krezel w Krakowie? Byc moze ... ale nie ukrywam, ze widze ja tez w Gorzowie i nie jestem odosobniony w tej opinii... ponoc cos jest na rzeczy. Nie bylo nam dane (obu klubom) powalczyc w playoff ale moze tak byc, ze odbijemy to sobie w okresie transferowym
Jezeli chodzi o trenera Hernandeza to jako kibic neutralnego Gorzowa napisze tak: cenie goscia i to bardzo. Dlaczego?
Po pierwsze ... dlatego, ze po wielu latach w Salamance zdecydowal sie podjac nowe wyzwanie. W Hiszpanii osiagal sukcesy ... mogl zostac i zestarzec sie bedac poklepywanym w klubie po plecach przez roznych przydupasow. Zdecydowal sie jednak podjac wyzwanie gdzie indziej, sprobowac czegos nowego. To cecha ludzi, ktorzy chca sie rozwijac... pomijam kwestie finansowe. Oferta pewnie byla taka, ze obliczenia sie zgadzaly ... jednak niejeden i tak zostalby bo po co narazac na szwank swoje dobre imie? Moze sie nie udac i nie bedzie powrotu.
Po drugie ... potrafi wyciagac wnioski. Na przykladzie dwumeczu z Gorzowem bylo to widac. Musial z Aragonesem obejrzec 4 kwarte z Krakowa wiecej razy niz ja (co nie bylo latwym zadaniem
Warto wspomniec jeszcze, ze to jedyny trener, ktory ma tlumacza ... nie narzeka jednak z tego powodu. Wiadomo, ze na treningi mozna zatrudnic setke tlumaczow (z brazylijskim portugalskim i serbskim wlacznie) i wbijac dziewczynom do glow co maja grac i jak. W warunkach meczowych takiej mozliwosci juz nie ma. Oczywiscie ludzie w Krakowie wiedzieli na co sie pisza ... to sie wszystko zgadza. Chce tylko zauwazyc, ze w drugim sezonie komunikacja powinna sie poprawic co zaowocuje (przynajmniej w teorii) lepszym wzajemnym zrozumieniem ... to ostatnie powinno zas (znow w teorii) sie przelozyc na lepsze wyniki. Brak znajomosci angielskiego to jego wada... ale nauczyc sie jezyka w jego wieku tez nie jest tak lekko.
Jestem ciekawy co facet wymysli tego lata. Koziorowicz czy Maciejewski buduja swoje zespoly od kilku sezonow i maja w tym aspekcie duza przewage. Zobaczymy jak to sie dalej potoczy ... powinno byc ciekawie. Osobiscie zycze mu powodzenia bo lubie i cenie ludzi, ktorzy nie boja sie nowych wyzwan. Na szczyt mozna dojsc tylko idac pod gore. Na koniec jeszcze jedno refleksyjne pytanie: Jak my zareagowalibysmy na naszego trenera, ktory zaryzykowalby sezon za granica majac ciepla posadke w kraju? Ilu w ogole mamy potencjalnych kandydatow?
Ostatnio zmieniony 01 kwietnia 2010, 23:38 przez Jack Napier, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Endrju
- Senior
- Posty: 3346
- Rejestracja: 16 stycznia 2007, 17:53
- Lokalizacja: Gorzów Wlkp.
- Kontaktowanie:
Re: Co słychać w Wiśle?
Kasia Krezel w Krakowie? Byc moze ... ale nie ukrywam, ze widze ja tez w Gorzowie i nie jestem odosobniony w tej opinii... ponoc cos jest na rzeczy. Nie bylo nam dane (obu klubom) powalczyc w playoff ale moze tak byc, ze odbijemy to sobie w okresie transferowym
Raczej nie masz co sobie nadzieji robic na Krezel w Gorzowie
NIGDY NIE ZGINIE AZS !! NIGDY NIE ZGINIE !!
"Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów."- Stanisław Lem
"Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów."- Stanisław Lem
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 101 gości

