Postautor: Wojteg » 08 stycznia 2006, 21:00
Wisła Can-Pack Kraków - AZS Poznań 78:56
Krakowianki wygrały dwunaste spotkanie z rzędu i wciąż są niepokonane w ekstraklasie. Ale Wisła swoją grą nie zachwyciła. Na dodatek nie wiadomo, czy do Krakowa wróci Kara Braxton.
Braxton była jedną z najważniejszych zawodniczek krakowskiej drużyny w dotychczasowej części sezonu. Ale wciąż docierały sygnały, że ma kłopoty z przystosowaniem się do gry i życia w Europie. Czy zatem klub jest pewny powrotu koszykarki z USA?
- Nie jesteśmy biurem śledczym, by ustalać, czy zawodniczka ma zarezerwowany bilet do Polski. Menedżer gwarantuje, że do nas wróci - wyjaśnia kierownik Wisły Piotr Duni-Suligostowski. - Jak nie wróci, to będziemy się nad tym zastanawiać - ucina dyskusję.
Trener Wisły Elmedin Omanić nie robi z tego jak na razie wielkiego problemu. - Przecież mamy 14 zawodniczek - uspokaja żartobliwie. A poważnie dodaje: - Mój syn był przez trzy tygodnie w szpitalu, a mimo to jestem w Krakowie i prowadzę zespół - porównuje sytuacje Omanić.
Nawet bez Braxton Wisła nie miała większych kłopotów z odniesieniem zwycięstwa nad AZS-em. Po kilku minutach było 14:1 dla Wisły, a trener AZS-u Grzegorz Szajek pieklił się podczas przerwy: - Nie możemy tak grać, że każdy rzut Wisły to są punkty dla nich.
Ale kobieta zmienną jest i za moment to wiślaczki straciły osiem punktów w dwie minuty. A najskuteczniejszej w Wiśle Annie DeForge zdarzało się nie trafić do pustego kosza. Dobrze, że w nowym roku Maryna Kress nie zapomniała, jak skutecznie walczy się na tablicach i dwunastokrotnie zebrała piłki w ataku i w obronie. Przy stanie 38:22 trener Omanić pozwolił pograć Magdalenie Skorek, a potem systematycznie pozostałym rezerwowym. Ale wnioski płynące z obserwacji ich gry nie są budujące. Liliana Latinović przez 11 minut nie trafiła do kosza, miała dwie straty, jedną asystę, jeden przechwyt i zupełnienie udaną próbę rzutu za trzy punkty. Przez pięć minut Natalia Trafimava była prawie nieobecna na parkiecie. Starały się, choć niewiele z tego wynikało, Skorek i Edyta Błaszczak. A przecież AZS Poznań nie jest ligowym potentatem. Więcej chęci do gry przejawiała Dorota Gburczyk i kapitan zespołu Patrycja Czepiec, która obok punktów miała dwie zbiórki i dwa przechwyty. Pocieszeniem jest dobra forma Jeleny Skerović (dwie trójki z rzędu w drugiej połowie) i gra pod koszem Ivy Perovanović.
Swoją cegiełkę do XIV Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy dorzuciła Czepiec, która - w imieniu całej drużyny- harcerzom przekazała swoją wicemistrzowską koszulkę z autografami koleżanek.
Wisła Can-Pack Kraków 78
AZS Poznań 56
Kwarty: 25:18, 20:9, 17:23, 16:6.
Wisła: DeForge 21 (2x3), Skerović 18 (2), Perovanović 14, Czepiec i Kress po 8 oraz Gburczyk i Radwan po 3, Krawiec 2, Trafimava 1, Błaszczak, Latinović i Skorek po 0.
AZS: Ciecierska 19 (1), Mrozińska 16 , Waligórska 6 (1), Pamuła 3 (1), Jankovska 0 oraz Jarkowska 6, Lorek 4, Idczak 2, Górczak i Urban po 0.
Sędziowali Marek Ćmikiewicz i Roman Putyra. Widzów 700.
Waldemar Kordyl (Gazeta Wyborcza)
Powiedzieli po meczu Wisły Can-Pack
Elmedin Omanić, trener Wisły: AZS Poznań grał bardzo agresywnie i za to należą mu się słowa pochwały. Dałem szansę wszystkim zawodniczek i mogłem zobaczyć, na co je stać. Mecz nie był zbyt ciekawy dla widzów, ale to pierwsze spotkanie po dłuższej przerwie. Musimy wprowadzić pewne korekty i będziemy grać lepiej.
Grzegorz Szajek, trener AZS: Przyjechaliśmy do Krakowa, by zespół uwierzył w siebie, bo obie drużyny mają trochę inne cele. Wisła będzie się biła o złoto, a my - by zająć siódme lub ósme miejsce. Chcieliśmy zagrać przyzwoicie i udało się to tylko w części. Porażka nie jest astronomiczna, ale za dużo jest jeszcze przestojów w naszej grze. Szkoda, że Reda Jankovska gra w tym sezonie skandalicznie.
Natalia Waligórska, koszykarka AZS Poznań: Było to bardzo ciężkie spotkanie, bo wiadomo, jak się gra z liderem. Zagraliśmy z wielkim zaangażowaniem i ambicją, ale momentami zabrakło nam sił. A ponadto zabrakło punktów, dużo faulowałyśmy i popełniłyśmy za dużo głupich strat.
Patrycja Czepiec, kapitan Wisły: Cieszę się, że nie było to dwu- lub trzypunktowe, tylko dwudziestopunktowe zwycięstwo. Nie ustrzegłyśmy się błędów. Teraz czeka nas ważny mecz w Wilnie [z Telekomasem, w ramach Euroligi - red.] i tam musimy zagrać dużo lepiej, przede wszystkim w obronie. Publiczność nam pomogła, bo trochę się o to obawiałam w mroźny, sobotni wieczór. Mam nadzieję, że kibiców będzie coraz więcej, bo warto przychodzić na mecze lidera. Jestem jedyną krakowianką i nie chcę się wstydzić za własne miasto. Wierzę, że nie będziemy przegrywać z kinami i teatrami.
wak