gratulacje, wszyscy jesteśmy Ci wdzięczni, pamiątkowy medal i paterę otrzymasz pocztą
Co słychać w Wiśle?
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
-
Liquidor
- Młodzik
- Posty: 958
- Rejestracja: 04 maja 2005, 01:59
- Lokalizacja: Wisła Kraków
- Kontaktowanie:
Re: Co słychać w Wiśle?
TO MY KINOLE PAPIESKIEGO MIASTA
Re: Co słychać w Wiśle?
Patere se wsadź, medal przyślij.
Ja się cieszę, że mnie nic nie ominie, tak to bym meczu nie oglądnął.
Ja się cieszę, że mnie nic nie ominie, tak to bym meczu nie oglądnął.
Re: Co słychać w Wiśle?
Nie ufały mi tak jak wcześniej
ROZMOWA z JOSE HERNANDEZEM. Hiszpański trener po prawie 4 latach rozstał się z Wisłą Can-Pack.
Żal Panu wyjeżdżać? Marta Fernandez, była wiślaczka, napisała Panu: "zachowaj w pamięci dobre momenty".
- Zabiorę ze sobą do Hiszpanii wspomnienia wielu wielkich chwil. Jestem wdzięczny Wiśle za to, że zaufała mi cztery lata temu. Miałem tu dużą swobodę pracy, dziękuję za to działaczom. Jestem też wdzięczny kibicom za wsparcie. W sobotę dostałem ponad sto wiadomości od różnych osób z Polski, często nie znanych mi osobiście. Bardzo mnie to wzruszyło i uświadomiło mi, że zrobiłem dla tego klubu więcej, niż mi się wydaje.
- Można powiedzieć, że jest Pan ofiarą własnych sukcesów. Jeszcze 5 lat temu przegrana w play-offach Euroligi nie byłaby dla Wisły dramatem. Teraz oczekiwania klubu są poważniejsze, bo i osiągnięcia były coraz większe.
- Jestem z tego dumny. Klub, który jeszcze kilka lat temu odpadał w I rundzie play-off, teraz ma znacznie większe ambicje w Eurolidze. Uważam, że pomogłem uczynić Wisłę drużyną liczącą się w Europie. Dzięki temu oczekiwania władz klubu wzrosły, pojawiły się nawet marzenia o medalu. Teraz Wisła nie zadowala się jedynie wizją awansu do Final Eight, ale marzy o miejscu w czołowej czwórce kontynentu. Mam nadzieję, że niebawem klub osiągnie swoje cele i przebije nawet nasze osiągniecie z 2010 roku, jakim był awans do Final Four.
- Gdy latem ogłoszono kadrę na ten sezon, wydawało się, że będzie to prawdziwy dream-team. Co poszło nie tak?
- Jak przyznał kiedyś sam prezes, pomyliliśmy się co do niektórych transferów. Poza tym, wizja dream-teamu obejmowała zatrudnienie Katie Douglas, która ostatecznie nie mogła zagrać u nas z powodu kontuzji. Alana Beard nie była w stanie zastąpić jej w pewnych aspektach. Ostatecznie nie mieliśmy w składzie zbyt wielu postaci, które w ostatnich latach osiągnęły coś ważnego w Eurolidze, Oczywiście, sam popełniłem pewne błędy. Ale nie więcej niż w poprzednich sezonach. Tyle, że w tym sezonie nie miałem takiego zaufania do drużyny, a drużyna do mnie, jak w latach poprzednich. Nie było takiej "chemii" w zespole. A przecież ja się nie zmieniłem. Należałoby więc przeanalizować, dlaczego coś nie wyszło.
- Niektórzy zarzucali Panu, że nie wykorzystał potencjału Polek. Z kolei Daria Mieloszyńska stwierdziła, że części zawodniczek brakowało pewności siebie, bo wszystko opierało się na Tinie Charles.
- Akurat Daria miała okazję pokazania się w Eurolidze w zeszłym sezonie w Tarbes. Tam zdaje się nie było Charles... A proszę spojrzeć na jej ówczesne statystyki! Kiedy zawodniczka nie gra tak jak powinna, zaczyna się dużo mówić o stronie psychologicznej. Trzeba popatrzeć na dokonania takiej koszykarki w przeszłości. Niektóre nie funkcjonowały odpowiednio nie tylko przy jednym trenerze, ale i w innych drużynach. Nie sądzę, abym musiał motywować do pracy zawodowe koszykarki, zarabiające dużo pieniędzy. Takich zawodniczek nie należy rozpieszczać, głaskać, tylko od nich wymagać. I powinny one przemawiać na boisku, a nie poza nim.
- Zawodniczki pożegnały Pana jakoś specjalnie? W końcu z Pauliną Pawlak czy Katarzyną Krężel pracowaliście wspólnie trzeci rok.
- Nie, idziemy każdy w swoją stronę. To świat zawodowego sportu. Są zawodniczki, którym jest przykro, że się rozstajemy, ale inne będą z tego zadowolone. Bo przy innym trenerze będą więcej grać.
- Jakie ma Pan teraz plany?
- Chciałbym teraz na jakiś czas zawiesić karierę zawodowego trenera i poświęcić się innym projektom, m. in. sportowi młodzieżowemu. Przez wiele lat żyłem poza domem, zaniedbałem życie rodzinne i chcę się teraz na tym skoncentrować. Miałem to szczęście, że podczas pracy w Wiśle zarobiłem dość istotne pieniądze i teraz mogę to wykorzystać. Zostawiam sobie jednak furtkę, na wypadek gdyby w przyszłym sezonie pojawiła się jakaś bardzo interesująca oferta z któregoś z europejskich klubów.
Rozmawiała Justyna Krupa
www.dziennikpolski24.pl
Jeśli ktoś w Krakowie zapyta się za 20 lat: kim była DeForge? Odpowiedź będzie tylko jedna: wielką zawodniczką!
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
Re: Co słychać w Wiśle?
W sumie tak sobie policzyłem minuty Polek w Eurolidze, u nas i w Polkowicach. Sumaryczna ilość minut na boisku bardzo zbliżona (939-944). Jak chodzi o zdobycz punktową na mecz, to wychodzi jakieś 17 do 14 dla polkowiczanek, co ciekawe ilość rzutów z pola w obu zespołach niemal identyczna (210-212), a skuteczność różna (83-93). Jak miałem okazję oglądać polkowiczanki to odnosiło się wrażenie, że Polki wiedzą po co są na boisku i robią po prostu swoje, i rola "zadaniowców" im nie przeszkadza. A tylko u nas ciągle słyszę o jakichś pretensjach, podczas gdy może należałoby siąść na d... i zastanowić się nad sobą.
Re: Co słychać w Wiśle?
W tym szaleństwie jest metoda? Trener-żółtodziób walczy o sukces
Artur Golański, dotychczas zaledwie drugi asystent trenera Jose Hernandeza, w sobotę sam dostał w ręce stery drużyny Wisły. I od razu musi dokonać niemal cudu. Jak sprawić, by zespół, który kilka dni temu zagrał najgorszy mecz w sezonie, przeszedł totalną metamorfozę?
Wiślaczki czeka dziś trzecie starcie z mistrzyniami Francji w ramach fazy play-off Euroligi. Tydzień temu krakowiankom niespodziewanie udało się pokonać Bourges na wyjeździe. We własnej hali poniosły jednak dotkliwą porażkę w kompromitującym stylu. Dzień później z pracą pożegnał się hiszpański szkoleniowiec.
- To, co się wydarzyło w piątek, było trudne do wytłumaczenia. Dlatego w niedzielę mieliśmy w klubie spotkanie, potem jeszcze wraz z Jose rozmawialiśmy o przyczynach takiej postawy drużyny - przyznał Golański.
W poniedziałek zespół odbył pierwszy trening pod okiem nowego trenera. Nie wzięła w nim udziału Alana Beard, która od ponad dwóch tygodni narzeka na uraz kolana. A to oznacza, że Golański najpewniej nie będzie mógł liczyć na niespodziewane "ozdrowienie" Amerykanki i na jej udział w środowym meczu. Wisła będzie musiała zagrać z Francuzkami tak samo przetrzebionym składem jak w zeszłym tygodniu. O występie Cristiny Ouviny w ogóle nie ma mowy, bo Hiszpanka cały czas porusza się o kuli i w bucie ortopedycznym.
Jak nowy szkoleniowiec może poprawić grę drużyny w kilka dni? Nie nauczy przecież koszykarek celnie rzucać, co w ostatnim meczu było ich podstawowym problemem. W klubie liczą, że zawodniczki przede wszystkim "zresetują" się mentalnie.
- Cudów nikt tutaj nie będzie sprawiał - stwierdza Golański. - Już raz, przed tygodniem, zwyciężyliśmy w Bourges i rozegraliśmy tam dobre spotkanie. Jednak w rewanżu we własnej hali zagraliśmy najsłabszy mecz w sezonie. A nawet chyba najsłabszy za kadencji trenera Hernandeza w Wiśle. W końcu na 38 punktów zdobytych przez nasz zespół, aż 28 rzuciła jedna Tina Charles, a reszta zawodniczek - zaledwie 10.
39-letni Golański miał do tej pory niezbyt imponujące doświadczenia w trenerskim fachu.
- Przez jakiś czas byłem w Górniku Wieliczka, gdzie walczyliśmy o awans do ekstraklasy. Ponadto, przez dwa lata wraz z Aldoną Patycką trenowaliśmy drugi zespół Wisły - wspomina. Trudno oczekiwać, że teraz zrewolucjonizuje taktykę Wisły. - Ciężko jest coś zmienić w stylu gry zespołu w ciągu dwóch dni. Później, po meczu z Bourges, pewnie będziemy starali się coś pozmieniać. Prawda jest jednak taka, że ja takiej prawdziwej koszykówki - jako trener - nauczyłem się przy Hernandezie. Hiszpan wygrał dla nas dwa mistrzostwa Polski, co roku zespół w był w najlepszej ósemce Europy, a raz w Final Four. Cała praca, którą wykonywał - moim zdaniem - była wykonana dobrze. Mówienie, że coś było robione źle, byłoby nieuczciwe. Jednak czasami zdarza się tak, że coś się w takiej współpracy "wypala". I to nie jest niczyja wina. Nawet w Realu Madryt takie rzeczy się zdarzają, choć mają najlepszego szkoleniowca na świecie - porównuje.
Czy klub nie ryzykuje zbyt mocno, powierzając rolę trenera w kluczowym momencie sezonu osobie z tak małym doświadczeniem?
- Doświadczenie się zdobywa. Trudno, żeby ktoś się z nim urodził. A Artur był przez wiele lat dobrym zawodnikiem ekstraligowym, rozwijał się pod skrzydłami dobrych trenerów - przypomina prezes TS Wisła Ludwik Miętta-Mikołajewicz.
Golański niegdyś występował w zespole Unii/Wisły. Ma też na koncie wicemistrzostwo Polski zdobyte z Bobrami Bytom, których barwy reprezentował w początkach kariery. Później grał jeszcze w ekipie Czarnych Słupsk i w Pruszkowie, gdzie miał okazję występować m.in. z Cezarym Trybańskim. Jest mężem byłej reprezentantki Polski Patrycji Czepiec-Golańskiej, która obecnie pełni funkcję menedżerki wielu polskich koszykarek, w tym wiślaczek.
Czy zawodniczki będą umiały przestać traktować Golańskiego jak kolegę? Do tej pory "bossem" był Hernandez, a z jego asystentami koszykarki mogły pośmiać się i pożartować.
- Artur ma silną osobowość i jestem przekonany, że potrafi nad drużyną zapanować - twierdzi prezes Miętta-Mikołajewicz. - Przez trzy lata współpracował z Hernandezem. Dobrze zna więc drużynę, a zawodniczki znają jego. Osobiście lubię stawiać na młodych, dawać im szansę. Mam do Artura duże zaufanie - do jego wiedzy i umiejętności. Powiedziałem drużynie: od tego momentu on jest waszym szefem.
www.dziennikpolski24.pl
Jeśli ktoś w Krakowie zapyta się za 20 lat: kim była DeForge? Odpowiedź będzie tylko jedna: wielką zawodniczką!
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
Re: Co słychać w Wiśle?
Nie jest przyjemnie pisać podsumowania wówczas, gdy zespół zawodzi .Ale skoro robiłem to po sukcesach, to wypada tez cos skrobnąć po porażce.
Zacznę od tez trzeba jasno napisać, ze nigdy nie należeliśmy do grona faworytów tych rozgrywek. Owszem, skład w mojej opinii był dość mocny, dający pełne prawo do myślenia o awansie do F8 i to nie w roli kopciuszka a zespołu mogącego pokusić się jakąś niespodziankę (bo uważam nasz obecny skład miał większy potencjał by w pojedynczym meczu zagrozić potentatom niż ten ubiegłoroczny) ale też trudno nas było stawiać w jednym szeregu z Jekami, Fenerbahce czy Galatasaray. Mówiąc inaczej: byliśmy personalnie – obok Pragi i Orenburga - takim mocnym średniakiem, zespołem który jest mały kroczek przed Bourges, Schio czy drużynami Hiszpańskimi ale jednak sporo za wymieniona wyżej trójką. Brak naszego awansu do decydującego turnieju nie jest więc żadną sensacją. Tak samo trudno uznać osiągnięte przez nas wyniki czy to w RS (choć tu wpadek było za dużo) czy tym bardziej w PO za jakąś kompromitacje czy powód do wstydu.
Sensacja nie, kompromitacja nie, wstyd nie.. ale już porażka, rozczarowanie, zawód – jak najbardziej tak. Nie takie były nasze przedsezonowe plany i aspiracje. Nie po to kontraktowano w maju Charles i Douglas by zaliczyć najgorszy występ w tych rozgrywkach od 3 lat. Udział w kolejnym F8 był celem podstawowym, i to jak najbardziej realnym do zrealizowania. Oczywiście w tym sezonie nie mogliśmy narzekać na nadmiar szczęścia, ale tez często tak jest ze szczęście pomaga tym, którzy sobie sami pomagają. A mnie trudno oprzeć się wrażeniu że nie zrobiliśmy wszystkiego by móc liczyć ze i w tym roku ono się do nas uśmiechnie. (bo w ostatnich sezonach nie mogliśmy narzekać.. bardzo często to rywale w PO mieli większe problemy z kontuzjami niż my.. Vajda w Pecsu, Zirkova w Brnie, Milton w Pradze)
Pierwsza „zawałka” nastąpiła już niemal równo rok temu, na turnieju finałowym w Stambule, gdy w meczu o 7 pozycje przegraliśmy w Schio. Po meczu słyszałem tłumaczenia ze to było i tak spotkanie „pocieszenia” bez żadnej stawki i ze trudno było się na nie zmobilizować.. i patrząc tylko przez pryzmat poprzedniego sezonu rzeczywiście była to prawda. Ale ta porażka miała tez skutek uboczny: spadliśmy przez nią do 3 koszyka podczas losowanie grup przed tymi rozgrywkami. Nie wiem jak zagralibyśmy będąc zamiast Familii w grupie B, ale wydaje się ze szanse na wywalczenie w niej rozstawienia byłby jednak większe.
To był taki niuans, kolejne błędy okazały się bardziej kosztowne – ale ich temat był już wielokrotnie wałkowany. Brak reakcji na późniejszy przylot obu amerykanek, brak zastępstwa dla zwolnionej Stampaliji czy na koniec brak podmiany Alany na Erin. – to wszystko mocno zredukowało nasze szanse. Oczywiście rozwiązania „tymczasowe” taki jak krótkoterminowe kontrakty często okazują się niewypałami ale jednak zwiększają szanse na sukces, czego najlepszym przykładem jest Bourges. Trudno powiedzieć żeby Leedham czy Coleman zabłysły w meczach przeciwko nam, ale jednak swoją cegiełkę do awansu dołożyły i to nie tylko patrząc przez pryzmat punktów czy zbiorek (zwłaszcza te ofensywne Coleman były dla ans bardzo bolesne) Bez nich zespół z centralnej Francji miałby w rotacji na trzech pozycjach obwodowych 4 panie, w tym Krawczyk i Barnes, wiec dużo ciężej byłoby mu grac tak agresywnie w obronie. A nawet gdyby w ostatecznym rachunku te wzmocnienia okazały się niewystarczające, to przynajmniej w klubie mogliby twierdzić ze zrobili wszystko by mimo kontuzji swój cel zrealizować. My tego o sobie powiedzieć nie możemy.
Te zaniedbania to spory grzech, ale rzecz jasna nie tylko one miały wpływ na to ze ten sezon został przegrany. Nawet dysponując takim składem jaki posiadaliśmy w poszczególnych okresach można się było postarać o lepszy bilans. Żal zwłaszcza pierwszych 3 spotkań, i porażek po dogrywkach z Brnem i Gyorem., przynajmniej jedno z tych spotkań należało wygrać, i by wyżej w rankingu po fazie PO. Trudno co prawda stwierdzić ze mając nawet trochę słabszego rywala i przewagę własnego parkietu na starcie, bylibyśmy w stanie awansować do F8, bo patrząc na nasz skład z 2 pierwszych spotkań w PO to pewnie faworytem moglibyśmy być tylko w rywalizacji z drużynami z Węgier i Rumunii (a na to szans nie było) ale jednak inny byłby odbiór całego sezonu, a możliwe tez ze i atmosfera wokół zespoły nie stałaby się tak napięta.
Jako że wczorajsza porażką zakończyliśmy pierwszy duży etap w tym sezonie, pokuszę się o ocenę poszczególnych pań, i od razu wyrażę swoja opinie na temat ich przydatności na kolejny sezon.
Na plus
Tina Charles – najlepsza w eurolidze w punktach, najlepsza w zbiorkach.. bez dwóch zdań zawodniczka ze ścisłego światowego topu. Początek w naszych barwach miała wręcz wybitny, potem nie było już AŻ tak dobrze, zwłaszcza w styczniu gdy ewidentnie miała jakieś problemy z mobilizacją, ale tym niemniej trudno się o cos przyczepić. W fazie PO znów grała z pełnym zaangażowaniem, i znów dominowała na parkiecie. Pewnie do klubowej historii zapisze się zwłaszcza mecz nr 2, gdy zdobyła 74% punktów i niemal 50% zbiorek całego zespołu. Do tego imponował jej spokój i inteligencja w grze obronnej – grała bardzo skutecznie a mimo to nie łapała głupich fauli.
W tym pięknym obrazie jest jednak jedna, ale bardzo istotna rysa. Jej indywidualne osiągnięcia nie przełożyły się na końcowy sukces drużyny. I można by to zwalić tylko i wyłącznie na brak wsparcia ze strony reszty drużyny gdyby nie fakt, że sytuacja powtarza się 3 rok z rzędu w 3 kolejnym klubie. W swoim debiutanckim sezonie grając w Orenburgu miała u boku choćby Veremeenke, Hammon czy Sapova, a bilans drużyny niemal identyczny jak nasz obecnie (w RS 5-5, brak rozstawienia, i 0-2 w PO z nami). Rok później w F8 była obecna (Galatasaray grało tam z urzędu), ale ani bilans w sezonie zasadniczym (11-3) ani tym bardziej 5 miejsce w turnieju finałowych rozgrywanym we własnej hali trudno uznać za specjalne osiągniecie, skoro u boku miała Taurasi czy Prince . Dodatkowo ta drużyna, wzmocniona jeszcze przez Fowles nie zdołała wywalczyć tez mistrzostwa Turcji.. Dlatego też kwestie jej pozostawienia w Wiśle należy zacząć nie od pytania: „czy ona ma na to ochotę?” i „czy nas na nią stać?” ale od tego „czy my ją chcemy wiedząc ile kosztuje?” Ja osobiście jestem za jej zostaniem tylko wówczas, jeśli będziemy w stanie równocześnie zakontraktować druga nie-europejke na poziomie przynajmniej Erin, przynajmniej jedna z pań z duetu Ewka – Biba i do tego 3 solidne europejki. W innym przypadku wole byśmy zeszli „półkę” niżej i rozglądnęli się za jakas Young (wypocznie sobie w tym roku bo przez kontuzje nie zagra w WNBA) czy Langhorne.
Alana Beard – przyszła w trakcie sezonu jako zastępstwo za K.Douglas, i od razu odmieniła grę i wyniki naszego zespołu. Z nią w składzie nasz bilans w eurolidze wyniósł 6-3, bez niej 1-5, a jeszcze mocniej wygląda zestawianie meczów rozgrywanych na R22: z Alana 5-0, bez niej 0-2. I właściwie nic więcej nie trzeba by zobrazować jak istotna role pełniła w naszej drużynie. Trudno powiedzieć by w pełni zastąpiła Douglas – do tego brakuje jej niestety dobrego rzutu z dystansu, ale nasza gra z nią i nasza gra bez niej to dwa rożne światy. Te 15 pkt które średnio zdobywała miały dla nas kluczowe znaczenie, o czym najlepiej świadczą dwa mecze z Bourges grane w naszej hali. W obu szalała Tina, w obu reszta zespołu zdobyła dokładnie 10 pkt, a różnica polegała na tym ze w sezonie zasadniczym swoje dorzuciła Alana a w PO jej zabrakło.
Jeśli chodzi o kolejny sezon to w jej wypadku kluczowe znacznie ma jej zdrowie. W tym sezonie mniejsze lub większe problemy pojawiają się niemal od początku jej pobytu w Krakowie. A ze trudno założyć by po kolejnym sezonie w WNBA cos w tej kwestii się poprawiło, to raczej nie sadze byśmy próbowali przedłużać z nią umowę na kolejne rozgrywki. Podobnie zresztą ma się sytuacja z Douglas – ma już swoje latka, a obecna kontuzja też nie rokuje najlepiej
Cristina Ouvinia – trzecia, a zarazem ostatnia zawodniczka, do której nie można mieć pretensji patrząc z perspektywy całego sezonu euroligowego, mimo że w jej wypadku można było mieć obawy czy przeskok z hiszpańskiego średniaka do zespołu mającego euroligowe aspiracje nie okaże się zbyt trudny. Nie okazał. Kryśka nie jest zawodniczką tej klasy co kiedyś Skera, nie gra tez w tym samym stylu, brakuje jej umiejętności panowania nad tempem gry (to powinno przyjść z doświadczeniem) a także dobrego rzutu z dystansu (porównując do „dawnej” Skery a nie „obecnej”) ale już teraz wnosiła do naszej gry dużo dobrego. W statystykach figuruje na 5 miejscu zarówno wśród najlepiej asystujących, jak i najlepiej przechwytujących, a za to nie bryluje w startach (jest 23). A warto zaznaczyć ze jest najmłodszą rozgrywającą z czołówki rankingu. W porównywalnym wieku (ale jednak 2-3 lata starsze a to na tej pozycji dużo) sa jedynie Bojovic, Dominguez i Sottana. To wszystko – a także ogromna ambicja - sprawia ze jak dla mnie to właśnie z nia powinno się przedłużyć kontrakt w pierwszej kolejności (zwłaszcza ze zapewne ciągle nie powinna mieć jakiś specjalnie wygórowanych wymagań finansowych), przy czym trzeba wówczas pamiętać o tym, by pozostałe panie „obwodowe” posiadały dobry rzut z dystansu.
Zagrały „swoje”
Justyna Żurowska – w mojej opinii mimo wszystkich wad, najlepsza w tym sezonie spośród naszych Polek. Jako jedyna wnosiła jakieś pozytywne aspekty do gry w miarę regularnie a w ostatnim okresie zdecydowanie zdystansowała Dore Horti w walce o miejsce na parkiecie u boku Tiny. Jej statystyki nie sa powalające, (7 pkt, 4 zbiorki) ale tez nie jakieś tragiczne – praktycznie identyczne do tych jakie w Polkowicach osiąga Lecia, a na dodatek jej ostatnie mecze daja nadzieje ze jeszcze ma możliwości rozwoju. Największym jej mankamentem jest problem z podejmowaniem właściwych decyzji oraz brak panowania nad sytuacja na parkiecie: będąc sama pod koszem rywalek po zbiórce w ataku potrafi się wycofać na obwód, by po chwili z trudniejszej pozycji rzucać przez ręce rywalek, mając szanse gry 1 na 1 z rywalka – odgrywa piłkę do partnerki, by po chwili samej wbiegać z piłkę prosto w największy tłok, często tez w złych momentach decyduje się pomoc koleżankom w obronie zostawiając „swoja” rywalkę na czystej pozycji Czasem mam wrażenie ze tak jest skupiona na wykonywanym zadaniu cząstkowym (np. stawianie zasłony) ze całkowicie przestaje kontrolować co się dzieje z piłką.. No i regularnie podnosi mi ciśnienie gdy z głowa spuszczona na dół wyprowadza piłkę z naszej połowy.. Tak czy siak z Polek to ona dla mnie jest nr 1, i widziałbym dla niej miejsce w składzie na przyszły sezon (choc nie za wszelka cenę i w roli – euroligowej zmienniczki, a nie zawodniczki z S5). Nie widzę sensu np. ściągania z powrotem w jej miejsce Leci. – chyba ze byłaby sporo tańsza.
Paulina Pawlak. – do grupy „zrobiły swoje” nominowana tak trochę na siłę, głownie dzięki temu jednemu przebłyskowi w Bourges. Gdyby nie ten występ to jej gra i statystyki wyglądałby tak jak porównanie z Ouvina – smutno. Gdybym miał znaleźć aspekty w których przewyższa hiszpankę to mógłbym wymienić – i to tez trochę na siłę – dwa. Pierwszym jest rzut z dystansu – czasem Pauli zdarza się mecz w którym trafi na swoja klepkę oraz umiejętność podania pod kosz do centrów (przy czym te podania sa często bardzo ryzowane, obawiam się takich zagrań do Tiny gdy ta będzie kryta przez bardzo sprawna Nneke) Wszystko inne przemawia już na korzyść Kryśki: lepsze penetracja, lepsze panowanie nad piłką (zarówno kozioł jak i podanie), lepsze czytanie gry, dużo większy przegląd pola, duzo większa sprawność fizyczne, a także lepsza gra w obronie. Tutaj chciałbym obalić mit funkcjonujący w „środowisku” koszykarskim od lat, głoszący ze Paula dobrze broni. Paula NIE broni dobrze. Paula broni ambitnie, goni po parkiecie ile ma sił i energii, ale to nie jest równoznaczne z dobra obrona (i nigdy nie było). Tak jak niegdyś większych problemów z ogrywaniem jej nie miała Skera, tak obecnie nie ma praktycznie żadna przyzwoicie wyszkolona rozgrywającą. Miniecie Pauli w pierwszym kroku obserwujemy niemal co mecz. Co dalej z Paula? Pewnie zostanie, zwłaszcza jak wejdzie chory przepis o dwóch Polkach na parkiecie. Tragedia to nie będzie (lepsza ona niż Suknarowska czy Czarnecka a nawet Kaśka), ale wielki powód do radości tez nie.
Na minus
Anke de Mondt – dla mnie chyba największe rozczarowanie sezonu. Po świetnym ubiegłym sezonie cieszyłem się ze działaczom udało się ja przekonać do pozostania jeszcze rok w Krakowie. Niestety, mimo niezłego początku sezonu Anke nie spełnia pokładanych w niej nadziei, i gra o klasę albo i dwie gorzej niż w rok temu. Jest to dla nas o tyle bolesne, ze w tak a nie inaczej zbudowanym zespole jej rola miała być większa niż poprzednio gdy z założenia była na obwodzie ta „trzecia”. Jej fatalna skuteczność z gry (ok. 30% w całym sezonie, a ledwie 10% - 2/20 – w dwóch ostatnich meczach z Bourges) była takim naszym gwoździem do trumny w PO. Do tego dochodzi sporo naprawdę podłych start, a także gorsza niż rok temu gra w obronie.. W jej wypadku nie ma większych wątpliwości – w przyszłym sezonie w naszych barwach jej nie zobaczymy – chciała odejść już rok temu, a teraz tez nie będzie z naszej strony większej chęci do przedłużania umowy.
Dora Horti – kolejny duzy zawód. Nie ukrywam że dość mocno liczyłem na tą „młodą ale już z dużym euroligowym doświadczeniem” (ależ piękny banał;!
) zawodniczkę. I się rozczarowałem. Początek – do przyjazdu Tiny, był jeszcze ok. Grała nierówno, ale zdarzały się jej mecze na wysokim poziomie. Od przyjazdu Amerykanki tak jakby znikła. Co prawda patrząc tylko na statystki zdarzały się jej mecze przyzwoite czy nawet dobre, ale jak się oglądało mecz to długimi fragmentami była praktycznie niewidoczna a jak już się „pojawiała” to irytowała jakby była Polką. No właśnie.. długa nie mogłem dojść do tego co z nią jest nie tak. Jak na wysoką podkoszowa Europejkę jest zawodniczka dość sprawna a także nieźle wyszkoloną techniczną, zarówno w Sopronie jak i na początku pokazywała ze grac w kosza potrafi.. a tu zawodziła strasznie. Ale wreszcie zrozumiałem, bo przypomniałem sobie jaka zawsze miałem opinie o Węgierkach – dobre w swoich klubach, gasnące po wyjeździe zagranice.. Beres, Bujdoso, Cserny, Vajda, Honti.. teraz już wiem dlaczego tak się działo. Wszystkie te panie, sa ulepione z tej samej gliny co większość naszych zawodniczek. Jak się czuja pewnie w jakimś otoczeniu to graja swojego maxa. Ale gdy już nie maja takiego komfortu (bo traca status gwiazdy) to gasną błyskawicznie – mam wrażenie ze zaczynają myśleć nie o tym co potrafią a o tym jakie maja niedostatki. Brakuje im tej mentalności która posiadają z reguły zawodniczki z Bałkanów. Taka Bjelica czy inna Perovanovic jak wychodzi na parkiet to nie klęka na kolana przed nikim. Może grac fatalnie, może nie mieć dnia – ale się nie załamuje. Nie ma przed sobą bogów – we własnym mniemaniu sama jest bogiem. Albo przynajmniej bóstwem. To pierwsza analogia. Druga jest to o czym pisałem w wypadku Zurowskiej – brak kontroli nad całością gry. Dora robi dokładnie to samo, kiedy trzeba podąć – rzuca, kiedy rzucić – podaje, na dodatek przy duzej presji „urywa rzuty” i posiada jeszcze „syndrom Leci” – dziurawe ręce a . To fatalny zestaw.
Co dalej z ta panią? Mam mieszane uczucie. W składzie podobnie zbudowanym jak obecny (czyli np. z Tina) miejsca dla niej nie ma. Ale w zespole bardziej wyrównanym, z zawodniczkami nie przerastającymi ja o głowę w mojej opinii mogłaby się odrodzić. Ale nie sadze by na to odrodzenie dostała szanse na R22
Katarzyna Kręzel. Kolejna koszykarka z tego samego miotu, co Żurowska, przy czym u niej te negatywne cechy wypływają jeszcze częściej. Zupełnie nie panuje nad sytuacja na parkiecie, a jest to o tyle fatalne że jako zawodniczka grająca na pozycjach 2-3 częściej ma kontakt z piłką, częściej tez „wchodzi” w kozioł. A gdy dodamy do tego słabe panowanie nad piłką wychodzi nam po drugiej stornie równania strata. Fajnie ze wczoraj się przełamała, fajnie ze trafiła pare razy do kosza. Ale trzeba jasno postawić sprawę: rzut to jej największy atut. Słabo asystuje, nie jest przydatna w walce na tablicach, a jeśli chodzi o gre obronna to jest naszym zdecydowanie najsłabszym ogniwem. Rywalki często robią z nia to co Di Maria z Puyolem przy bramce nr 2 w ostatnim meczu z Barceloną. Wiec skoro to co może dac drużynie zamyka się liczba ok. 3 pkt zdobywanych w meczu (w tym sezonie ma 3,5 i to jest jej rekord) to chyba czas już się z nia pożegnać, lub tez sprowadzić do roli Czarneckiej (ale „zamiast” niej, a nie „obok”) czyli zawodniczki nr 10-11 w drużynie.
Daria Mieloszyńska – o ironio, jedyna nasza Polka która wg mnie ma dobry charakter do gry. Trudno tak do końca ocenić jej grę, ze względu na długa kontuzję, ale faktem jest ze do formy po niej powraca już długo a szczęśliwego końca nie widać. Jej atutem jest niewątpliwie wzrost, i całkiem przyzwoita gra w obronie. Ale jednak oczekiwania był od niej sporo większe –zwłaszcza że zabiegaliśmy o nią kilka ładnych lat. W jej wypadku z ocena przydatności wstrzymam się do końca sezonu, zobaczę co pokaże w PO, zwłaszcza ze istnieje szansa ze przy nowym trenerze „odżyje” bo z tego co dało się wczytać z wypowiedzi Hernandeza to chyba z nią miał najgorsze relacje.
Petra Stampalija – z jednej strony fatalna forma i fatalna gra – w pamięci pozataja zwłaszcza problemy z odrywaniem się od ziemi , z drugiej strony coraz trudniej mi pozbyć się wrażenia ze została ofiara wojny na górze, tak dla otarcia nosa Hernandezowi. Jej odejścia było zrozumiałe w sytuacji gdybyśmy kogos ściągnęli w zamian, ale skoro nie przyszedł nikt, to taka zagrywka dobrze o nas nie świadczy (zwłaszcza jeśli rzeczywiście kokosów tu nie zarabiała) i może być dla nas jeszcze dużym problemem. W PO eurolgii mięliśmy problem na obwodzi mimo posiadania w teorii 7 pan grających na pozycje 1-3. Z lidze raczej będziemy tam zabezpieczeni, ale za to pod koszem trzeba się będzie modlić by kontuzji nie złapała nie tylko Tina, ale nawet Zurowska czy Horti. Bo bez którejkolwiek z nich zostajemy z 2 paniami + opcjami rozpaczliwo-awaryjnymi (Czarnecka, Mieloch na 4-ce)
Czarnecka – brak oceny, występ epizodyczny, udany.
Trener – O Hernendezie napisze kiedyś oddzielnie, teraz to i tak nie ma większego sensu, bo ani nie bedzie nas prowadził w kocówce rozgrywek ani tez w kolejnych sezonach. Napisze za to parę słow o Golańskim – został rzucony na głęboką wodę, mimo ze sa duże wątpliwości czy potrafi pływać choćby i pieskiem. Nie będę oceniał jego wczorajszego występu (i tak już zebrał pewnie tyle krytycznych uwag tu co Jozek średnio w całym sezonie) napisze tylko ze to spotkanie było i tak dla niego najłatwiejsze. Nie musiał rozpracowywać rywala, nie musiał przygotowywać formy na odpowiedni moment.. tego luksusu nie będzie miał już nigdy więcej. Z Gorzowem sobie pewnie i tak damy rade, bo różnica potencjałów jest zbyt duża, ale potem przyjdą mecze z Bydgoszczą i – miejmy nadzieję – z Polkowicami. Tydzień temu spotkania z teamem Herkta specjalnie się nie obawiałem, a Polkowice choć traktowałem jako rywala bardzo groźnego ale jednak trochę od nas słabszego (inaczej mówiąc – uważałem ze to głownie od naszej dyspozycji zależeć będą losy MP) teraz to się zmieniło. Bo o ile Józek był gwarancja na to, ze w kluczowych meczach nasza obrona będzie w stanie w bardzo dużym stopniu zneutralizować największe atuty rywali, to teraz mam co do tego wątpliwości. Golanski ma tydzień na to by wymyślić sposób na zatrzymanie McBride i społki i 1 dzień więcej na to by utrudnić życie Nnece, Palau i Snell.. Jakoś ciężko to widzę, a całkiem realna wydaje mi się wizja taka jaka zasugerował zibiz – ze to zawodniczki będą same ustalały jak grac. Przy czym porównując obecną sytuacje do tej sprzed 5 sezonów trzeba pamiętać, ze przedtem po drugiej stronie nie stał Winnicki.
Zacznę od tez trzeba jasno napisać, ze nigdy nie należeliśmy do grona faworytów tych rozgrywek. Owszem, skład w mojej opinii był dość mocny, dający pełne prawo do myślenia o awansie do F8 i to nie w roli kopciuszka a zespołu mogącego pokusić się jakąś niespodziankę (bo uważam nasz obecny skład miał większy potencjał by w pojedynczym meczu zagrozić potentatom niż ten ubiegłoroczny) ale też trudno nas było stawiać w jednym szeregu z Jekami, Fenerbahce czy Galatasaray. Mówiąc inaczej: byliśmy personalnie – obok Pragi i Orenburga - takim mocnym średniakiem, zespołem który jest mały kroczek przed Bourges, Schio czy drużynami Hiszpańskimi ale jednak sporo za wymieniona wyżej trójką. Brak naszego awansu do decydującego turnieju nie jest więc żadną sensacją. Tak samo trudno uznać osiągnięte przez nas wyniki czy to w RS (choć tu wpadek było za dużo) czy tym bardziej w PO za jakąś kompromitacje czy powód do wstydu.
Sensacja nie, kompromitacja nie, wstyd nie.. ale już porażka, rozczarowanie, zawód – jak najbardziej tak. Nie takie były nasze przedsezonowe plany i aspiracje. Nie po to kontraktowano w maju Charles i Douglas by zaliczyć najgorszy występ w tych rozgrywkach od 3 lat. Udział w kolejnym F8 był celem podstawowym, i to jak najbardziej realnym do zrealizowania. Oczywiście w tym sezonie nie mogliśmy narzekać na nadmiar szczęścia, ale tez często tak jest ze szczęście pomaga tym, którzy sobie sami pomagają. A mnie trudno oprzeć się wrażeniu że nie zrobiliśmy wszystkiego by móc liczyć ze i w tym roku ono się do nas uśmiechnie. (bo w ostatnich sezonach nie mogliśmy narzekać.. bardzo często to rywale w PO mieli większe problemy z kontuzjami niż my.. Vajda w Pecsu, Zirkova w Brnie, Milton w Pradze)
Pierwsza „zawałka” nastąpiła już niemal równo rok temu, na turnieju finałowym w Stambule, gdy w meczu o 7 pozycje przegraliśmy w Schio. Po meczu słyszałem tłumaczenia ze to było i tak spotkanie „pocieszenia” bez żadnej stawki i ze trudno było się na nie zmobilizować.. i patrząc tylko przez pryzmat poprzedniego sezonu rzeczywiście była to prawda. Ale ta porażka miała tez skutek uboczny: spadliśmy przez nią do 3 koszyka podczas losowanie grup przed tymi rozgrywkami. Nie wiem jak zagralibyśmy będąc zamiast Familii w grupie B, ale wydaje się ze szanse na wywalczenie w niej rozstawienia byłby jednak większe.
To był taki niuans, kolejne błędy okazały się bardziej kosztowne – ale ich temat był już wielokrotnie wałkowany. Brak reakcji na późniejszy przylot obu amerykanek, brak zastępstwa dla zwolnionej Stampaliji czy na koniec brak podmiany Alany na Erin. – to wszystko mocno zredukowało nasze szanse. Oczywiście rozwiązania „tymczasowe” taki jak krótkoterminowe kontrakty często okazują się niewypałami ale jednak zwiększają szanse na sukces, czego najlepszym przykładem jest Bourges. Trudno powiedzieć żeby Leedham czy Coleman zabłysły w meczach przeciwko nam, ale jednak swoją cegiełkę do awansu dołożyły i to nie tylko patrząc przez pryzmat punktów czy zbiorek (zwłaszcza te ofensywne Coleman były dla ans bardzo bolesne) Bez nich zespół z centralnej Francji miałby w rotacji na trzech pozycjach obwodowych 4 panie, w tym Krawczyk i Barnes, wiec dużo ciężej byłoby mu grac tak agresywnie w obronie. A nawet gdyby w ostatecznym rachunku te wzmocnienia okazały się niewystarczające, to przynajmniej w klubie mogliby twierdzić ze zrobili wszystko by mimo kontuzji swój cel zrealizować. My tego o sobie powiedzieć nie możemy.
Te zaniedbania to spory grzech, ale rzecz jasna nie tylko one miały wpływ na to ze ten sezon został przegrany. Nawet dysponując takim składem jaki posiadaliśmy w poszczególnych okresach można się było postarać o lepszy bilans. Żal zwłaszcza pierwszych 3 spotkań, i porażek po dogrywkach z Brnem i Gyorem., przynajmniej jedno z tych spotkań należało wygrać, i by wyżej w rankingu po fazie PO. Trudno co prawda stwierdzić ze mając nawet trochę słabszego rywala i przewagę własnego parkietu na starcie, bylibyśmy w stanie awansować do F8, bo patrząc na nasz skład z 2 pierwszych spotkań w PO to pewnie faworytem moglibyśmy być tylko w rywalizacji z drużynami z Węgier i Rumunii (a na to szans nie było) ale jednak inny byłby odbiór całego sezonu, a możliwe tez ze i atmosfera wokół zespoły nie stałaby się tak napięta.
Jako że wczorajsza porażką zakończyliśmy pierwszy duży etap w tym sezonie, pokuszę się o ocenę poszczególnych pań, i od razu wyrażę swoja opinie na temat ich przydatności na kolejny sezon.
Na plus
Tina Charles – najlepsza w eurolidze w punktach, najlepsza w zbiorkach.. bez dwóch zdań zawodniczka ze ścisłego światowego topu. Początek w naszych barwach miała wręcz wybitny, potem nie było już AŻ tak dobrze, zwłaszcza w styczniu gdy ewidentnie miała jakieś problemy z mobilizacją, ale tym niemniej trudno się o cos przyczepić. W fazie PO znów grała z pełnym zaangażowaniem, i znów dominowała na parkiecie. Pewnie do klubowej historii zapisze się zwłaszcza mecz nr 2, gdy zdobyła 74% punktów i niemal 50% zbiorek całego zespołu. Do tego imponował jej spokój i inteligencja w grze obronnej – grała bardzo skutecznie a mimo to nie łapała głupich fauli.
W tym pięknym obrazie jest jednak jedna, ale bardzo istotna rysa. Jej indywidualne osiągnięcia nie przełożyły się na końcowy sukces drużyny. I można by to zwalić tylko i wyłącznie na brak wsparcia ze strony reszty drużyny gdyby nie fakt, że sytuacja powtarza się 3 rok z rzędu w 3 kolejnym klubie. W swoim debiutanckim sezonie grając w Orenburgu miała u boku choćby Veremeenke, Hammon czy Sapova, a bilans drużyny niemal identyczny jak nasz obecnie (w RS 5-5, brak rozstawienia, i 0-2 w PO z nami). Rok później w F8 była obecna (Galatasaray grało tam z urzędu), ale ani bilans w sezonie zasadniczym (11-3) ani tym bardziej 5 miejsce w turnieju finałowych rozgrywanym we własnej hali trudno uznać za specjalne osiągniecie, skoro u boku miała Taurasi czy Prince . Dodatkowo ta drużyna, wzmocniona jeszcze przez Fowles nie zdołała wywalczyć tez mistrzostwa Turcji.. Dlatego też kwestie jej pozostawienia w Wiśle należy zacząć nie od pytania: „czy ona ma na to ochotę?” i „czy nas na nią stać?” ale od tego „czy my ją chcemy wiedząc ile kosztuje?” Ja osobiście jestem za jej zostaniem tylko wówczas, jeśli będziemy w stanie równocześnie zakontraktować druga nie-europejke na poziomie przynajmniej Erin, przynajmniej jedna z pań z duetu Ewka – Biba i do tego 3 solidne europejki. W innym przypadku wole byśmy zeszli „półkę” niżej i rozglądnęli się za jakas Young (wypocznie sobie w tym roku bo przez kontuzje nie zagra w WNBA) czy Langhorne.
Alana Beard – przyszła w trakcie sezonu jako zastępstwo za K.Douglas, i od razu odmieniła grę i wyniki naszego zespołu. Z nią w składzie nasz bilans w eurolidze wyniósł 6-3, bez niej 1-5, a jeszcze mocniej wygląda zestawianie meczów rozgrywanych na R22: z Alana 5-0, bez niej 0-2. I właściwie nic więcej nie trzeba by zobrazować jak istotna role pełniła w naszej drużynie. Trudno powiedzieć by w pełni zastąpiła Douglas – do tego brakuje jej niestety dobrego rzutu z dystansu, ale nasza gra z nią i nasza gra bez niej to dwa rożne światy. Te 15 pkt które średnio zdobywała miały dla nas kluczowe znaczenie, o czym najlepiej świadczą dwa mecze z Bourges grane w naszej hali. W obu szalała Tina, w obu reszta zespołu zdobyła dokładnie 10 pkt, a różnica polegała na tym ze w sezonie zasadniczym swoje dorzuciła Alana a w PO jej zabrakło.
Jeśli chodzi o kolejny sezon to w jej wypadku kluczowe znacznie ma jej zdrowie. W tym sezonie mniejsze lub większe problemy pojawiają się niemal od początku jej pobytu w Krakowie. A ze trudno założyć by po kolejnym sezonie w WNBA cos w tej kwestii się poprawiło, to raczej nie sadze byśmy próbowali przedłużać z nią umowę na kolejne rozgrywki. Podobnie zresztą ma się sytuacja z Douglas – ma już swoje latka, a obecna kontuzja też nie rokuje najlepiej
Cristina Ouvinia – trzecia, a zarazem ostatnia zawodniczka, do której nie można mieć pretensji patrząc z perspektywy całego sezonu euroligowego, mimo że w jej wypadku można było mieć obawy czy przeskok z hiszpańskiego średniaka do zespołu mającego euroligowe aspiracje nie okaże się zbyt trudny. Nie okazał. Kryśka nie jest zawodniczką tej klasy co kiedyś Skera, nie gra tez w tym samym stylu, brakuje jej umiejętności panowania nad tempem gry (to powinno przyjść z doświadczeniem) a także dobrego rzutu z dystansu (porównując do „dawnej” Skery a nie „obecnej”) ale już teraz wnosiła do naszej gry dużo dobrego. W statystykach figuruje na 5 miejscu zarówno wśród najlepiej asystujących, jak i najlepiej przechwytujących, a za to nie bryluje w startach (jest 23). A warto zaznaczyć ze jest najmłodszą rozgrywającą z czołówki rankingu. W porównywalnym wieku (ale jednak 2-3 lata starsze a to na tej pozycji dużo) sa jedynie Bojovic, Dominguez i Sottana. To wszystko – a także ogromna ambicja - sprawia ze jak dla mnie to właśnie z nia powinno się przedłużyć kontrakt w pierwszej kolejności (zwłaszcza ze zapewne ciągle nie powinna mieć jakiś specjalnie wygórowanych wymagań finansowych), przy czym trzeba wówczas pamiętać o tym, by pozostałe panie „obwodowe” posiadały dobry rzut z dystansu.
Zagrały „swoje”
Justyna Żurowska – w mojej opinii mimo wszystkich wad, najlepsza w tym sezonie spośród naszych Polek. Jako jedyna wnosiła jakieś pozytywne aspekty do gry w miarę regularnie a w ostatnim okresie zdecydowanie zdystansowała Dore Horti w walce o miejsce na parkiecie u boku Tiny. Jej statystyki nie sa powalające, (7 pkt, 4 zbiorki) ale tez nie jakieś tragiczne – praktycznie identyczne do tych jakie w Polkowicach osiąga Lecia, a na dodatek jej ostatnie mecze daja nadzieje ze jeszcze ma możliwości rozwoju. Największym jej mankamentem jest problem z podejmowaniem właściwych decyzji oraz brak panowania nad sytuacja na parkiecie: będąc sama pod koszem rywalek po zbiórce w ataku potrafi się wycofać na obwód, by po chwili z trudniejszej pozycji rzucać przez ręce rywalek, mając szanse gry 1 na 1 z rywalka – odgrywa piłkę do partnerki, by po chwili samej wbiegać z piłkę prosto w największy tłok, często tez w złych momentach decyduje się pomoc koleżankom w obronie zostawiając „swoja” rywalkę na czystej pozycji Czasem mam wrażenie ze tak jest skupiona na wykonywanym zadaniu cząstkowym (np. stawianie zasłony) ze całkowicie przestaje kontrolować co się dzieje z piłką.. No i regularnie podnosi mi ciśnienie gdy z głowa spuszczona na dół wyprowadza piłkę z naszej połowy.. Tak czy siak z Polek to ona dla mnie jest nr 1, i widziałbym dla niej miejsce w składzie na przyszły sezon (choc nie za wszelka cenę i w roli – euroligowej zmienniczki, a nie zawodniczki z S5). Nie widzę sensu np. ściągania z powrotem w jej miejsce Leci. – chyba ze byłaby sporo tańsza.
Paulina Pawlak. – do grupy „zrobiły swoje” nominowana tak trochę na siłę, głownie dzięki temu jednemu przebłyskowi w Bourges. Gdyby nie ten występ to jej gra i statystyki wyglądałby tak jak porównanie z Ouvina – smutno. Gdybym miał znaleźć aspekty w których przewyższa hiszpankę to mógłbym wymienić – i to tez trochę na siłę – dwa. Pierwszym jest rzut z dystansu – czasem Pauli zdarza się mecz w którym trafi na swoja klepkę oraz umiejętność podania pod kosz do centrów (przy czym te podania sa często bardzo ryzowane, obawiam się takich zagrań do Tiny gdy ta będzie kryta przez bardzo sprawna Nneke) Wszystko inne przemawia już na korzyść Kryśki: lepsze penetracja, lepsze panowanie nad piłką (zarówno kozioł jak i podanie), lepsze czytanie gry, dużo większy przegląd pola, duzo większa sprawność fizyczne, a także lepsza gra w obronie. Tutaj chciałbym obalić mit funkcjonujący w „środowisku” koszykarskim od lat, głoszący ze Paula dobrze broni. Paula NIE broni dobrze. Paula broni ambitnie, goni po parkiecie ile ma sił i energii, ale to nie jest równoznaczne z dobra obrona (i nigdy nie było). Tak jak niegdyś większych problemów z ogrywaniem jej nie miała Skera, tak obecnie nie ma praktycznie żadna przyzwoicie wyszkolona rozgrywającą. Miniecie Pauli w pierwszym kroku obserwujemy niemal co mecz. Co dalej z Paula? Pewnie zostanie, zwłaszcza jak wejdzie chory przepis o dwóch Polkach na parkiecie. Tragedia to nie będzie (lepsza ona niż Suknarowska czy Czarnecka a nawet Kaśka), ale wielki powód do radości tez nie.
Na minus
Anke de Mondt – dla mnie chyba największe rozczarowanie sezonu. Po świetnym ubiegłym sezonie cieszyłem się ze działaczom udało się ja przekonać do pozostania jeszcze rok w Krakowie. Niestety, mimo niezłego początku sezonu Anke nie spełnia pokładanych w niej nadziei, i gra o klasę albo i dwie gorzej niż w rok temu. Jest to dla nas o tyle bolesne, ze w tak a nie inaczej zbudowanym zespole jej rola miała być większa niż poprzednio gdy z założenia była na obwodzie ta „trzecia”. Jej fatalna skuteczność z gry (ok. 30% w całym sezonie, a ledwie 10% - 2/20 – w dwóch ostatnich meczach z Bourges) była takim naszym gwoździem do trumny w PO. Do tego dochodzi sporo naprawdę podłych start, a także gorsza niż rok temu gra w obronie.. W jej wypadku nie ma większych wątpliwości – w przyszłym sezonie w naszych barwach jej nie zobaczymy – chciała odejść już rok temu, a teraz tez nie będzie z naszej strony większej chęci do przedłużania umowy.
Dora Horti – kolejny duzy zawód. Nie ukrywam że dość mocno liczyłem na tą „młodą ale już z dużym euroligowym doświadczeniem” (ależ piękny banał;!
Co dalej z ta panią? Mam mieszane uczucie. W składzie podobnie zbudowanym jak obecny (czyli np. z Tina) miejsca dla niej nie ma. Ale w zespole bardziej wyrównanym, z zawodniczkami nie przerastającymi ja o głowę w mojej opinii mogłaby się odrodzić. Ale nie sadze by na to odrodzenie dostała szanse na R22
Katarzyna Kręzel. Kolejna koszykarka z tego samego miotu, co Żurowska, przy czym u niej te negatywne cechy wypływają jeszcze częściej. Zupełnie nie panuje nad sytuacja na parkiecie, a jest to o tyle fatalne że jako zawodniczka grająca na pozycjach 2-3 częściej ma kontakt z piłką, częściej tez „wchodzi” w kozioł. A gdy dodamy do tego słabe panowanie nad piłką wychodzi nam po drugiej stornie równania strata. Fajnie ze wczoraj się przełamała, fajnie ze trafiła pare razy do kosza. Ale trzeba jasno postawić sprawę: rzut to jej największy atut. Słabo asystuje, nie jest przydatna w walce na tablicach, a jeśli chodzi o gre obronna to jest naszym zdecydowanie najsłabszym ogniwem. Rywalki często robią z nia to co Di Maria z Puyolem przy bramce nr 2 w ostatnim meczu z Barceloną. Wiec skoro to co może dac drużynie zamyka się liczba ok. 3 pkt zdobywanych w meczu (w tym sezonie ma 3,5 i to jest jej rekord) to chyba czas już się z nia pożegnać, lub tez sprowadzić do roli Czarneckiej (ale „zamiast” niej, a nie „obok”) czyli zawodniczki nr 10-11 w drużynie.
Daria Mieloszyńska – o ironio, jedyna nasza Polka która wg mnie ma dobry charakter do gry. Trudno tak do końca ocenić jej grę, ze względu na długa kontuzję, ale faktem jest ze do formy po niej powraca już długo a szczęśliwego końca nie widać. Jej atutem jest niewątpliwie wzrost, i całkiem przyzwoita gra w obronie. Ale jednak oczekiwania był od niej sporo większe –zwłaszcza że zabiegaliśmy o nią kilka ładnych lat. W jej wypadku z ocena przydatności wstrzymam się do końca sezonu, zobaczę co pokaże w PO, zwłaszcza ze istnieje szansa ze przy nowym trenerze „odżyje” bo z tego co dało się wczytać z wypowiedzi Hernandeza to chyba z nią miał najgorsze relacje.
Petra Stampalija – z jednej strony fatalna forma i fatalna gra – w pamięci pozataja zwłaszcza problemy z odrywaniem się od ziemi , z drugiej strony coraz trudniej mi pozbyć się wrażenia ze została ofiara wojny na górze, tak dla otarcia nosa Hernandezowi. Jej odejścia było zrozumiałe w sytuacji gdybyśmy kogos ściągnęli w zamian, ale skoro nie przyszedł nikt, to taka zagrywka dobrze o nas nie świadczy (zwłaszcza jeśli rzeczywiście kokosów tu nie zarabiała) i może być dla nas jeszcze dużym problemem. W PO eurolgii mięliśmy problem na obwodzi mimo posiadania w teorii 7 pan grających na pozycje 1-3. Z lidze raczej będziemy tam zabezpieczeni, ale za to pod koszem trzeba się będzie modlić by kontuzji nie złapała nie tylko Tina, ale nawet Zurowska czy Horti. Bo bez którejkolwiek z nich zostajemy z 2 paniami + opcjami rozpaczliwo-awaryjnymi (Czarnecka, Mieloch na 4-ce)
Czarnecka – brak oceny, występ epizodyczny, udany.
Trener – O Hernendezie napisze kiedyś oddzielnie, teraz to i tak nie ma większego sensu, bo ani nie bedzie nas prowadził w kocówce rozgrywek ani tez w kolejnych sezonach. Napisze za to parę słow o Golańskim – został rzucony na głęboką wodę, mimo ze sa duże wątpliwości czy potrafi pływać choćby i pieskiem. Nie będę oceniał jego wczorajszego występu (i tak już zebrał pewnie tyle krytycznych uwag tu co Jozek średnio w całym sezonie) napisze tylko ze to spotkanie było i tak dla niego najłatwiejsze. Nie musiał rozpracowywać rywala, nie musiał przygotowywać formy na odpowiedni moment.. tego luksusu nie będzie miał już nigdy więcej. Z Gorzowem sobie pewnie i tak damy rade, bo różnica potencjałów jest zbyt duża, ale potem przyjdą mecze z Bydgoszczą i – miejmy nadzieję – z Polkowicami. Tydzień temu spotkania z teamem Herkta specjalnie się nie obawiałem, a Polkowice choć traktowałem jako rywala bardzo groźnego ale jednak trochę od nas słabszego (inaczej mówiąc – uważałem ze to głownie od naszej dyspozycji zależeć będą losy MP) teraz to się zmieniło. Bo o ile Józek był gwarancja na to, ze w kluczowych meczach nasza obrona będzie w stanie w bardzo dużym stopniu zneutralizować największe atuty rywali, to teraz mam co do tego wątpliwości. Golanski ma tydzień na to by wymyślić sposób na zatrzymanie McBride i społki i 1 dzień więcej na to by utrudnić życie Nnece, Palau i Snell.. Jakoś ciężko to widzę, a całkiem realna wydaje mi się wizja taka jaka zasugerował zibiz – ze to zawodniczki będą same ustalały jak grac. Przy czym porównując obecną sytuacje do tej sprzed 5 sezonów trzeba pamiętać, ze przedtem po drugiej stronie nie stał Winnicki.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
Re: Co słychać w Wiśle?
Super analiza Greebo. Jeśli miałbym dodać coś do niej to tyle, że też z niecierpliwością czekam na to, czy Daria przełamie się jak chodzi o skuteczność. Miałem okazję zobaczyć jej trening rzutowy i ułożenia ręki naprawdę zazdroszczę. Natomiast fatalna skuteczność w Eurolidze to dla mnie ewidentnie kwestia psychiki, generalnie za często zdarzają się Darii bardzo mocno przestrzelone rzuty z czystych pozycji.
A uwagi do co psychiki Horti - sam nie tak dawno zastanawiałem się nad tym czym (oczywiście w pewnym stopniu generalizując) różnią się np. Polki od pań z byłej Jugosławii, i doszedłem do podobnych wniosków. I generalnie taka "psychiczną nieprzemakalność" jest dla mnie cechą, którą należy uwzględniać przy konstruowaniu zespołu. Oczywiście nie zawsze jest możliwość (a może nawet konieczność) zapewnienia sobie kadry w 100% składającej się z takich graczy, pewna ich ilość jest jednak zawsze niezbędna. I oczywiście trzeba uważać na przesadę w druga stronę, czyli graczy, którzy mają się za "bogów", nie mając do tego zbyt solidnych podstaw. I jak dla mnie w składzie "euroligowym" w tym sezonie chyba jednak ta proporcja była u nas chyba trochę nie za bardzo taka, jaka być powinna. Oczywiście nie do końca dało się wszystko przewidzieć. Np. słabość Anke w tym względzie wyszła na jaw dopiero wtedy, gdy musiała w tym sezonie wziąć na siebie dużo większą odpowiedzialność niż w zeszłym. W składzie "ligowym", dzięki przyjściu Erin, powinno być już z tym lepiej (o ile Alana też wróci do gry i będzie we w miarę normalnej dyspozycji - trochę się boję tego, że wczorajszy jej występ może się okazać niepotrzebnym ryzykiem).
A uwagi do co psychiki Horti - sam nie tak dawno zastanawiałem się nad tym czym (oczywiście w pewnym stopniu generalizując) różnią się np. Polki od pań z byłej Jugosławii, i doszedłem do podobnych wniosków. I generalnie taka "psychiczną nieprzemakalność" jest dla mnie cechą, którą należy uwzględniać przy konstruowaniu zespołu. Oczywiście nie zawsze jest możliwość (a może nawet konieczność) zapewnienia sobie kadry w 100% składającej się z takich graczy, pewna ich ilość jest jednak zawsze niezbędna. I oczywiście trzeba uważać na przesadę w druga stronę, czyli graczy, którzy mają się za "bogów", nie mając do tego zbyt solidnych podstaw. I jak dla mnie w składzie "euroligowym" w tym sezonie chyba jednak ta proporcja była u nas chyba trochę nie za bardzo taka, jaka być powinna. Oczywiście nie do końca dało się wszystko przewidzieć. Np. słabość Anke w tym względzie wyszła na jaw dopiero wtedy, gdy musiała w tym sezonie wziąć na siebie dużo większą odpowiedzialność niż w zeszłym. W składzie "ligowym", dzięki przyjściu Erin, powinno być już z tym lepiej (o ile Alana też wróci do gry i będzie we w miarę normalnej dyspozycji - trochę się boję tego, że wczorajszy jej występ może się okazać niepotrzebnym ryzykiem).
Re: Co słychać w Wiśle?
Wypowiedź Maciejewskiego z dzisiejszego "Dziennika Polskiego" pokazująca, że bujnej wyobraźni to on nie ma..
- Dwa razy jako trener prowadziłem zespół w finałach i wiem, że to są prawdziwe taktyczne szachy - ostrzega Maciejewski. - Wisła musi się na nowo odnaleźć w tej sytuacji. To pole do popisu dla prezesa TS Wisła Ludwika Miętty-Mikołajewicza. Musi wykorzystać swe doświadczenie trenerskie i mocno pomóc młodemu szkoleniowcowi. Inaczej sobie tego nie wyobrażam. Sam jestem ciekaw, jak ta walka o medale się potoczy - zastanawia się szkoleniowiec.
"Powiem Ci, to zapomnisz. Pokażę- zapamiętasz. Zainteresuję cię- wtedy zrozumiesz."
- Marco
- Junior
- Posty: 2575
- Rejestracja: 22 października 2004, 17:01
- Lokalizacja: Królewskie Miasto Kraków
- Kontaktowanie:
Re: Co słychać w Wiśle?
Maciej Starowicz: Źle się stało, że Hernandez odszedł
Zwolnienie Jose Hernandeza z funkcji trenera koszykarek Wisły Can-Pack Kraków wywołuje kontrowersje i rodzi pytania, czy – nawet jeżeli było uzasadnione - powinno nastąpić w takim właśnie momencie.
Nasz serwis zwrócił się kilka dni temu do Generalnego Menagera teamu koszykarek, Piotra Dunin – Suligostowskiego, z prośbą o odniesienie się do tej sytuacji, jak również o odpowiedź, czy przejęcie zespołu do końca sezonu przez mało doświadczonego Artura Golańskiego, nie wygląda, jak poddanie bez walki tego sezonu. Dunin – Suligostowski odmówił jednak komentarza, powołując się na porozumienie, zawarte między klubem a zwolnionym Jose Hernandezem.
Całą sytuację ocenił natomiast Maciej Starowicz – znany dziennikarz TVP Kraków i trener. Poniżej zapis krótkiej rozmowy, jaką przeprowadził z nim nasz serwis.
Jak ocenia Pan sprawę zmiany trenera koszykarek Wisły Can-Pack? Pożegnanie się ze szkoleniowcem, który pracował w klubie 3,5 roku, do tego w trakcie rywalizacji play off Euroligi, to wydarzenie bez precedensu...
Zawsze będę po stronie trenera. W koszykówce takie rzeczy nigdy się nie działy, chyba, że zaistniała jakaś nagła sytuacja. Jestem przyzwyczajony do tego, że trener przez wiele lat prowadzi tą samą drużynę. Tak było dawniej w polskiej lidze koszykarek – można było mówić o swego rodzaju szkołach: Ludwika Miętty – Mikołajewicza w Wiśle, Henryka Langierowicza w Pabianicach, Józefa Żylińskiego w ŁKS Łódź, czy Tadeusza Hucińskiego w Gdańsku. Ci trenerzy wychowywali sobie następcę. Wiadomo, że czasy się zmieniły, jest dużo większa rotacja trenerów, to już zupełnie inny świat. Mam jednak duże wątpliwości, czy jest to prawidłowy trend. Druga sprawa to taka, że nie dowiemy się kto w tym sezonie odpowiadał za transfery w Wiśle. Ich jakość pozostawia wiele do życzenia. Nie tylko pozyskanie Petry Stampaliji, z którą pożegnano się w grudniu, ale i Dory Horti, można określić jako niewypał. Natomiast zespół CCC Polkowice awansował do Final Eight Euroligi, a grają tam trzy byłe zawodniczki Wisły – i to grają, a nie są tylko tłem. Magdalena Leciejewska i Agnieszka Majewska zagrały niedawno bardzo dobrze w spotkaniu przeciwko Wiśle, w Krakowie. Podsumowując - mam rozdarte serce, jeśli zwalnia się trenera w takim momencie. Działacze chcieli postąpić tutaj zgodnie z zasadą „tonący chwyta się brzytwy”, czyli – zmienimy trenera, wejdzie uśmiechnięty facet, drużyna może zagra dla niego. Nigdy tak naprawdę nie dowiemy się, co działo się w szatni, są jedynie domysły. Jednak wydaje mi się, że musiała być niezdrowa atmosfera od pewnego czasu. Źle się dzieje, jeśli trener nie ma przychylności tych osób, które również odpowiadają za to, jak drużyna wygląda.
Całość: http://wislalive.pl/opinia/okiem_eksper ... zedl-1466/
Zwolnienie Jose Hernandeza z funkcji trenera koszykarek Wisły Can-Pack Kraków wywołuje kontrowersje i rodzi pytania, czy – nawet jeżeli było uzasadnione - powinno nastąpić w takim właśnie momencie.
Nasz serwis zwrócił się kilka dni temu do Generalnego Menagera teamu koszykarek, Piotra Dunin – Suligostowskiego, z prośbą o odniesienie się do tej sytuacji, jak również o odpowiedź, czy przejęcie zespołu do końca sezonu przez mało doświadczonego Artura Golańskiego, nie wygląda, jak poddanie bez walki tego sezonu. Dunin – Suligostowski odmówił jednak komentarza, powołując się na porozumienie, zawarte między klubem a zwolnionym Jose Hernandezem.
Całą sytuację ocenił natomiast Maciej Starowicz – znany dziennikarz TVP Kraków i trener. Poniżej zapis krótkiej rozmowy, jaką przeprowadził z nim nasz serwis.
Jak ocenia Pan sprawę zmiany trenera koszykarek Wisły Can-Pack? Pożegnanie się ze szkoleniowcem, który pracował w klubie 3,5 roku, do tego w trakcie rywalizacji play off Euroligi, to wydarzenie bez precedensu...
Zawsze będę po stronie trenera. W koszykówce takie rzeczy nigdy się nie działy, chyba, że zaistniała jakaś nagła sytuacja. Jestem przyzwyczajony do tego, że trener przez wiele lat prowadzi tą samą drużynę. Tak było dawniej w polskiej lidze koszykarek – można było mówić o swego rodzaju szkołach: Ludwika Miętty – Mikołajewicza w Wiśle, Henryka Langierowicza w Pabianicach, Józefa Żylińskiego w ŁKS Łódź, czy Tadeusza Hucińskiego w Gdańsku. Ci trenerzy wychowywali sobie następcę. Wiadomo, że czasy się zmieniły, jest dużo większa rotacja trenerów, to już zupełnie inny świat. Mam jednak duże wątpliwości, czy jest to prawidłowy trend. Druga sprawa to taka, że nie dowiemy się kto w tym sezonie odpowiadał za transfery w Wiśle. Ich jakość pozostawia wiele do życzenia. Nie tylko pozyskanie Petry Stampaliji, z którą pożegnano się w grudniu, ale i Dory Horti, można określić jako niewypał. Natomiast zespół CCC Polkowice awansował do Final Eight Euroligi, a grają tam trzy byłe zawodniczki Wisły – i to grają, a nie są tylko tłem. Magdalena Leciejewska i Agnieszka Majewska zagrały niedawno bardzo dobrze w spotkaniu przeciwko Wiśle, w Krakowie. Podsumowując - mam rozdarte serce, jeśli zwalnia się trenera w takim momencie. Działacze chcieli postąpić tutaj zgodnie z zasadą „tonący chwyta się brzytwy”, czyli – zmienimy trenera, wejdzie uśmiechnięty facet, drużyna może zagra dla niego. Nigdy tak naprawdę nie dowiemy się, co działo się w szatni, są jedynie domysły. Jednak wydaje mi się, że musiała być niezdrowa atmosfera od pewnego czasu. Źle się dzieje, jeśli trener nie ma przychylności tych osób, które również odpowiadają za to, jak drużyna wygląda.
Całość: http://wislalive.pl/opinia/okiem_eksper ... zedl-1466/


WislaLive.pl
Re: Co słychać w Wiśle?
Dobra wiadomość jest taka, że Krystyna dziś w przerwie już trochę potrenowała indywidualnie i nie wyglądało, by coś jej specjalnie dolegało. Aczkolwiek z własnego doświadczenia wiem, że przy takim lekkim treningu można nic nie poczuć. Ból w nodze może się odezwać dopiero w czasie gry, po paru ostrych przebieżkach i podskokach.
Zła wiadomość jest taka, że Alana znowu nie gra. Jeszcze bardziej prawdopodobnie wygląda teza, że jej występ w Bourges był aktem desperacji.
Z innych ciekawostek: na trybunach była dziś Ewelina.
Zła wiadomość jest taka, że Alana znowu nie gra. Jeszcze bardziej prawdopodobnie wygląda teza, że jej występ w Bourges był aktem desperacji.
Z innych ciekawostek: na trybunach była dziś Ewelina.
Re: Co słychać w Wiśle?
O Alanie i Kryśce z Dziennika Polskiego:
Na występ Ouviny jutro na pewno ciężko liczyć. Przerażające są te problemy z mięśniem Beard, bo to już trwa niemal miesiąc i nasz sztab medyczny po tym miesiącu mądrzejszy w tym temacie nie jest...
Wciąż nie wiadomo, czy Golański będzie miał w Polkowicach do dyspozycji drugą amerykańską zawodniczkę, Alanę Beard. Od dawna narzeka ona na ból mięśnia nad kolanem, nie grała przez to w pierwszych dwóch meczach fazy pucharowej Euroligi z Bourges Basket. W ostatnim wprawdzie wystąpiła, ale - jak się okazuje - nie była wówczas w pełni sił.
- Zaryzykowała z bólem, bo było to dla nas bardzo ważne spotkanie. W ćwierćfinałach z Gorzowem mogliśmy sobie pozwolić na to, by dać dziewczynie odpocząć - wyjaśnia szkoleniowiec. - Być może będzie w stanie zagrać już w Final Four. Czekamy na decyzje naszego sztabu medycznego. Więcej będzie można powiedzieć po badaniach, które Alana ma przejść w środę lub czwartek.
Co więcej, nie jest wykluczone, że na turnieju w Polkowicach mogłaby wrócić na parkiet Cristina Ouvina, która już dawno odłożyła na bok kulę i but ortopedyczny. Hiszpanka skręciła kostkę trzy tygodnie temu, ale dochodzi już do siebie. Nie wiadomo jednak, czy sztab trenerski będzie chciał ryzykować jej grę po tak długiej przerwie w treningach.
Na występ Ouviny jutro na pewno ciężko liczyć. Przerażające są te problemy z mięśniem Beard, bo to już trwa niemal miesiąc i nasz sztab medyczny po tym miesiącu mądrzejszy w tym temacie nie jest...
"Powiem Ci, to zapomnisz. Pokażę- zapamiętasz. Zainteresuję cię- wtedy zrozumiesz."
Re: Co słychać w Wiśle?
Jeśli ktoras z nich nie jest w 100% gotowa do gry to nie ma co ryzykowac kontuzji w PP czy tydzien pozniej w Gorzowie. Teraz dla nas kluczowe znaczenia ma polfinał PLKK, ktory zacyzna sie dopiero tydzien po swietach Wielkanocnych - oby wtedy wszystkie ansze podstawowe zawodniczki były w pełni sprawne.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
-
wislakosz.pl
- Młodzik
- Posty: 595
- Rejestracja: 28 lipca 2010, 12:18
- Lokalizacja: Kraków
Re: Co słychać w Wiśle?
Przed chwilą koszykarki Wisły wyjechały z Krakowa do Polkowic. Decyzja o tym czy w piątek/ew. sobotę zagra Cristina Ouvina lub/i Alana Beard zapadnie jutro.
http://wislakosz.pl/index.php/newsy/ekstraklasa-kobiet/item/818
http://wislakosz.pl/index.php/newsy/ekstraklasa-kobiet/item/818
Re: Co słychać w Wiśle?
Greebo pisze:Jeśli ktoras z nich nie jest w 100% gotowa do gry to nie ma co ryzykowac kontuzji w PP czy tydzien pozniej w Gorzowie. Teraz dla nas kluczowe znaczenia ma polfinał PLKK, ktory zacyzna sie dopiero tydzien po swietach Wielkanocnych - oby wtedy wszystkie ansze podstawowe zawodniczki były w pełni sprawne.
Całkiem realne, że tydzień po Świętach może być po półfinale - no chyba, że terminarz umieszczony na stronie PLKK uległ zmianie, której tam nie wprowadzono.
Kilka słów o wyniku męskiej kadry na Eurobaskecie:
https://nowe-refleksje.blogspot.com/202 ... y.html?m=0
https://nowe-refleksje.blogspot.com/202 ... y.html?m=0
Re: Co słychać w Wiśle?
Fakt, półfinały zaczynają się przed świętami. W swoich "notatkach" miałem inaczej zapisane - nie wiem czy ja sie pomyliłem spisując, czy PLKK zmieniło terminarz od tego momentu (a dość dawno to było ,jeszcze zapewne w roku 2012
)
To zmienia sytuacje o tyle, ze jeszcze bardziej zmniejsza sens ryzykowania zdrowia tej dwójki w PP.
To zmienia sytuacje o tyle, ze jeszcze bardziej zmniejsza sens ryzykowania zdrowia tej dwójki w PP.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 93 gości
