Endrju pisze:Ja nie mowie o jednorazowych przypadkach ; )) Dlatego podkreslilem ze 3 razy (a to się przypadkiem nie zdaza)... wiecej pytan nie mam

(22 zwyciestwa z rzedu nie majac najsilniejszego na papierze skladu... rozumiem ze to tez przypadek

Medal na Uniwersjadzie tez przypadek

To ze AZS przez ostatnie 4 lata meldowal sie na podium przy roznych problemach (zawsze ugrywal wiecej niz by "eksperci" twierdzili)... tez przypadek : )
Nie sztuka jest ugrac cos z wielkimi nazwiskami... a sztuka jest zrobic ze srednimi (chodzi o nie najwyzsza półke) zawodniczkami zrobic dobry wynik... co wiele razy Jemu to sie udalo... / z reprezentacja niestety nie... ale to nie powód zeby nad nim sie pastwic. Przeciez to nie cudotwórca.
PS (Zycze kazdemu zespolowi w PLKK takiego trenera i tylu pozytywnych okolicznosci losu).
Dziekuje za uwage
No i cudownie. Tylko dlaczego po poprzednich ME nie przytaczałeś uprzednich osiągnięć Koziorowicza, które niewątpliwie są większe od Maciejewskiego (zaraz się dowiem, że Lotos miał samograj, więc to żadne sukcesy...), tylko - podobnie jak inni z Gorzowa - bezustannie go krytykowałeś, m. in. za to, że mało grała Żurowska? Nie neguję, że Maciejewski ma osiągnięcia (chociaż uniwersjadą bym się nie zachwycał). Jednak ktoś zupełnie nie orientujący się w realiach PLKK mógłby dojść do wniosku, że AZS przez 4 lata pod rząd stawał na podium, dysponując potencjałem na środek tabeli. Sezon 2007/08 był taki, że rządziły Wisła i Lotos, a potem wielka przepaść, typowane do podium Polkowice zawiodły. Kolejny rok to wzmocnienie składu AZS-u i w zasadzie w każdym z następnych sezonów był on personalnie jeszcze silniejszy - w ostatnim były zawirowania, ale Weaver i Nnamaka też nie są anonimowymi koszykarkami. Co roku w Gorzowie grało kilka Polek występujących w kadrze lub do niej aspirujących, ponadto występowały też (po 4-5 w każdym sezonie) takie panie jak Richards, Lewczenko, Sapowa, Zohnova, Breitreiner, Anosike, Taylor, Spencer, Dureika, Weaver, Leedham, Greene - zawodniczki grające w swoich reprezentacjach na największych imprezach (IO, MŚ, ME), kilka z nich miało wcześniejsze doświadczenia z Euroligi, a były i takie, które wystąpiły w WNBA. Mało? Owszem, zawodniczki Wisły i Lotosu z ostatnich sezonów miały jeszcze bardziej znane nazwiska i więcej osiągnięć, ale nie róbmy z AZS-u jakiegoś kopciuszka, który przebojem wdarł się na salony. W jakimś stopniu te wyniki zaskoczyły, tylko nie można też z tym tak bardzo przesadzać. Podobnie jak z umiejętnościami trenerskimi Maciejewskiego, któremu nie można odmówić wiedzy, ale także trzeba dostrzec wady. Zgadzam się, że dokonać czegoś trzy razy to nie przypadek, ale przypomnę, że Błajet tylko raz poprowadził Energę przeciwko Wiśle, podobnie jak Omanić Wisłę na wyjeździe ze Spartakiem, więc kto wie, czy nie wygraliby jeszcze więcej takich wyjazdów, gdyby było im dane zagrać.

Ale skoro mówimy o powtarzalności - w sezonie 2007/08 Lotos prowadzony przez Skrzecza pokonał Wisłę 6 razy w lidze i PP, z czego czterokrotnie w hali przy Reymonta. Kto został mistrzem? Żeby nie było - patrząc z obecnej perspektywy, dla mnie ekipa z Gdyni była silna, ale bez szału, oparta przede wszystkim na indywidualnej grze Holdsclaw i Canty, wspartych w mniejszym stopniu przez kilka innych zawodniczek, a wiślaczki miały (zwłaszcza po dojściu Kary BB) najsilniejszy skład spośród wszystkich sezonów ery Can Packu. W sezonie 2009/10 passa 22 wygranych pod rząd w PLKK nie dała nic AZS-owi, bo przecież w Gorzowie oczekiwano złota, a w finale lepszy był Lotos. W ostatnim sezonie Fenerbahce wygrało wszystkie mecze w grupie Euroligi, a potem poległo w pierwszej rundzie play off. Czy Ratgeber był noszony na rękach za tą passę, nawet pomimo późniejszej porażki w play off? Nie, zapłacił dymisją. W koszykówce nie jest ważne kto ile razy wygrał albo z kim, jeśli to o niczym konkretnym nie decyduje. Dla Wisły od trzech porażek na własnym parkiecie z Gorzowem w trzech kolejnych sezonach dużo większe znaczenie miała jedna porażka w Polkowicach w pierwszej rundzie play off 2009/10...