matrix pisze:bart_81 pisze:Lepiej już tego rekordu nie pobijać, a skupić się na tym żeby w FGE grały zawodniczki zagraniczne "lepszej jakości"

, za to w mniejszej liczbie. Zresztą matrix sam jesteś z tego co wiem zwolennikiem takiego rozwiązania..i przekonałeś sie na "własnego zespołu skórze"

co znaczy pójść na ilość.
oczywiście masz rację!!! wiesz siedzę już w żeńskiej koszykówce no powiedzmy "trochę"(nie chcąc być znowu o coś tam posądzonym) i naoglądałem się bynajmniej w Toruniu już tyle zagranicznych "bubli",że wreszcie zapragnąłem zawodniczek zupełnie innej jakości....Na trybuny przychodzą przecież kibice nierzadko dobrze znający się na baskecie i Nasi działacze chyba "nie mają serca"

sprowadzając często koszykarki przeciętne,przechodzące obok meczu i wprawiające swoją grą w stan lekkiej śpiączki publiczność zgromadzoną na sportowej hali...

Każdemu klubowi FGE życzę zawodniczek zagranicznych efektownych i efektywnych w swojej grze dla drużyny!!!
To ja może zamienię się na chwilę w
advocatus diaboli i zapytam - co macie do jakości z zeszłego sezonu? Owszem, były wpadki personalne, można czasem mówić, że w Polsce grały panie o znanych nazwiskach, aby odciąć kupony od swojej kariery (np. Walker w CCC, Maksimović, Byears), niektóre z zawodniczek były totalnym niewypałem. Wiadomo - im liczba większa, tym niższa jakość, ale nie oczekujmy cudów. Tym bardziej, że jak napisał tuż po ME jeden z toruńskich forumowiczów (matrix albo hermes - przepraszam, ale nie pamiętam) - jesteśmy jedenastą ligą w Europie.

Więc w takiej choćby piątej sile jak liga grecka aż roi się od trafnych wyborów rodem z WNBA - i to także w drużynach walczących o utrzymanie.

No i liga łotewska (siódma w Europie) pomimo wielkiego kryzysu ogarniającego ten kraj podobno też daje radę lepiej niż nasza, a amerykańskie i europejskie gwiazdy z najwyższej półki walą tam drzwiami i oknami.

A teraz poważnie - takie zawodniczki jak
Catchings, Beard, Matović, Snicyna, Marczanka, Currie, Podrug, Breitreiner, Zohnova, Taylor, Anosike, Richards, Skerović, Fernandez, Canty, Dupree, Holdsclaw, Maksimović, Robbins, Carter, Pierson, Perkins, Swanier, Terry, Atkinson, Shields, White, Sissoko, Rushing, Tulikihihifo, Petillon, Coleman, Page (takie panie jak Fleisher, Walker czy Byears pomijam w tej wyliczance, gdyż z różnych powodów zostały zwolnione przed czasem):
- są uznanymi w Europie czy wręcz na świecie i ich obecności w ekipach PLKK mógł zazdrościć niejeden klub z innych lig (nawet tych tak niesamowicie silnych greckiej czy łotewskiej

) lub
- w poprzednim sezonie były wybijającymi się zawodniczkami w lidze, względnie należały do zdecydowanie wyróżniających się w swoim zespole.Jasne, że spośród tego grona większość grała w zespołach pierwszej czwórki i tam tych niewypałów było znacznie mniej niż w pozostałych teamach, ale... czy to nie jest normalne? Najwyższe budżety czy lepsze rozeznanie na rynku sprawiają, że ryzyko pomyłki jest mniejsze. W tym układzie swoistym fenomenem może być piąte miejsce Energi, gdzie w zasadzie żadna z pięciu (strzelam z pamięci) zagranicznych specjalnie nie błyszczała - no może jedną dałoby się wstawić do tej listy, ale bardzo na kredyt. Więc nie dziwi zdanie wypowiedziane właśnie przez kibica z Torunia o ogólnej marności polskiej ligi pod względem zawodniczek zagranicznych. Punkt siedzenia itp.

Jeśli ktoś uważa, że takie choćby Marczanka, Maksimović, Canty czy Currie zawiodły, to - jak ktoś tu wcześniej napisał - niemal pewne, iż w każdym zespole spoza czołówki należałyby do najlepszych. Więc nie można mówić, że są przeciętne czy wręcz słabe! Na pewno też jestem za tym, aby tych pomyłek transferowych było jak najmniej, jednak ich wykluczenie jest niemożliwe. Co może zrobić zarząd klubu znajdującego się w połowie rozgrywek w dolnej połowie tabeli? Zwolnić trenera to proste, ale niejednokrotnie chodzi też o wzmocnienie siły drużyny i wtedy sięga się po nowe zagraniczne. Proste jak budowa cepa, ale przez to ta liczba jest tak astronomiczna.
Można powiedzieć - szklanka do połowy pełna.

Panie, które wymieniłem to niemal 50% zagranicznego zaciągu w ubiegłym sezonie, a dodając te trzy o znanych nazwiskach, z którymi się rozstano dość szybko - ponad 50%. Zatem skoro jest tak źle, to czemu jest tak dobrze, chciałoby się rzec?
PS. Proszę wybaczyć drobne złośliwości, ale tak mi się nasunęło.