Wciąż czekam
- Złapałaś chyba życiową formę! Wynika to choćby z komentarzy po dramatycznych meczach z Wisłą Kraków i CCC Polkowice, a w sobotę w Łodzi też zdobyłaś 19 ,,oczek''.
- Na życiową formę wciąż czekam. Trenujemy bardzo ciężko, także na siłowni oraz indywidualnie, więc uważam, że to jeszcze nie jest szczyt moich możliwości. Dopiero się rozkręcam!
- Znalazłaś się w drużynie gwiazd kolejki ekstraklasy, jak wcześniej kilkakrotnie twoja koleżanka Agnieszka Szott.
- Gdy ta informacja do mnie dotarła, sprawiła wielką radość. A do Agnieszki mi jeszcze sporo brakuje, więc nawet nie śmiem się z nią porównywać.
- Jak na ironię, oba te mecze jednak przegrałyście, bo niektóre partnerki z zespołu akurat straciły formę...
- Dlatego też moje szczęście zostało nieco przyćmione. A co do koleżanek, zastanawiamy się wspólnie nad przyczynami. Trenujemy tak ciężko, że nierzadko przychodzimy na zajęcia i każda mówi, że ma zakwasy. Później jedziemy na mecz, już niby świeże i wypoczęte, a tu coś nie gra. Nadal pracujemy jednak z przekonaniem, bo wierzymy, że te katusze na siłowni w przyszłości jednak zaprocentują.
- Wcześniej ty też grałaś chimerycznie. Z czego to wynikało?
- Myślę, że sporo można jeszcze poprawić w mojej psychice. Chyba jeszcze nie do końca czuję się przygotowana do gry w ekstraklasie, bo przecież to dopiero mój drugi sezon i każdy mecz jest dla mnie wyzwaniem, a także wielką odpowiedzialnością. Trener stawia na mnie i może nie zawsze radzę sobie z tą presją.
- Wręcz dramatycznie przedstawiała się ostatnio skuteczność waszych rzutów za trzy punkty. Nie ćwiczycie tego elementu?
- Ćwiczymy na każdym treningu, bardzo dużo, podobnie jak rzuty osobiste. Same też jesteśmy podłamane tak niską skutecznością.
- Reprezentowałaś nasz kraj na Uniwersjadzie w Turcji, a tylko kontuzja uniemożliwiła ci występ w młodzieżowych ME, gdzie Polska sięgnęła po srebrny medal. Pierwsza reprezentacja jest więc chyba trochę bliżej?
- Marzę o tym od chwili, gdy zaczęłam grać w koszykówkę. Jestem chyba coraz bliżej tego celu, dlatego tak bardzo się staram i liczę, że nowy trener kadry zauważy mnie i da szansę.
- Ostatnio głośno było o brutalności meczu w Polkowicach. Często spotykasz się z taką grą w ekstraklasie?
- Bardzo często, ale nie aż do takiego stopnia. Zwykle sędziowie nie dopuszczają do takiej brutalności, a w Polkowicach tego zaniechali, więc zawodniczki mogły robić co chcą!
- Sport wymaga wielu wyrzeczeń. Udaje ci się godzić obowiązki zawodniczki i studentki?
- Szczerze mówiąc, coraz trudniej podołać mi wszystkim obowiązkom na dwóch kierunkach studiów. Trenujemy coraz więcej, więc coraz częściej nie starcza mi czasu, a przede wszystkim sił na wielogodzinną naukę. Właśnie rozpoczęła się sesja egzaminacyjna.
- Pozostaje jeszcze sfera prywatności. Starcza czasu na nią?
- Tu już totalne minimum! Moja prywatność zamyka się rodzinnymi spotkaniami w święta, a także sporadycznymi kontaktami z przyjaciółmi. Wyjście do kina lub na dyskotekę nie wchodzi w grę. Lubię tańczyć, ale ze zmęczenia nie czuję nawet takiej potrzeby...
- Jakie cele stawiasz sobie na ten rok?
- Chcę iść wciąż w górę. Przede wszystkim poprawiać technikę, bo tego mi jeszcze brakuje, a także kontynuować pracę na siłowni. Turniej uniwersjadowy pokazał, jak wiele nam jeszcze w tym zakresie brakuje. Niektóre rywalki przepychały nas, jak chciały!
- Dziękuję.
JANUSZ DOBRZYŃSKI Gazeta Lubuska
JUSTYNA ŻUROWSKA Ma 21 lat, 188 cm wzrostu i 75 kg wagi. Panna. Studentka II roku gorzowskiej PWSZ na kierunkach: administracja europejska oraz informatyka i zarządzanie. Wychowanka UKS Broniewski Świdwin, od 2002 r. w AZS PWSZ Gorzów Wlkp. Największe sukcesy: złoty medal w MP juniorek 2003, złoto w Akademickich MP 2002 i 2003.
Rozmowa z Justyną Żurowską
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 4 gości