Co nowego u rywala - Nova Trading Toruń...
: 01 marca 2007, 08:03
Wszyscy się uczymy
Rozmowa z MACIEJEM BROCZKIEM, trenerem Nova Trading
- Po klęsce w Lesznie obawiasz się o swoją posadę?
- Szczerze mówiąc, to trudno mi się wypowiadać na ten temat, nikt mnie o takich ruchach nie informował, z prezesem rozmawiałem zaraz po meczu. Jeśli ktoś jest w stanie pokazać mi dokładnie, w jaki sposób moja praca szkodzi drużynie, to sam natychmiast złożę rezygnację. Razem z Grzegorzem Sowińskim na pewno także popełniamy błędy, w końcu wszyscy uczymy się ekstraklasy, ale nie w tym tkwi problem.
- Więc w czym? W ostatnich ośmiu kolejkach Nova Trading wygrała tylko raz i jest już mocno zagrożona spadkiem z ekstraklasy.
- Podstawowym problemem moim zdaniem jest psychika zawodniczek. To powtarzająca się prawidłowość występująca w meczach o wysoką stawkę. To nie jest przypadek, że najsłabsze występy zaliczyliśmy w meczach z Polfą Pabianice, AZS Jelenia Góra i teraz w Lesznie. Każde z tych trzech spotkań miało wyjątkowy ciężar, w dwóch pierwszych wypadkach walczyliśmy o ósemkę, w ostatnim o dobrą pozycję w drugiej rundzie rozgrywek. Zupełnie inaczej wyglądało to w meczach z teoretycznie mocniejszymi zespołami, jak CCC Polkowice czy AZS Poznań. Nasze koszykarki rozumowały: jak tu mi się nie uda i przegramy, to się nic nie stanie. I grając na większym luzie były bardzo blisko wygrania tych spotkań. Druga kwestia to brak doświadczenia, przecież Beata Predehl miała cztery lata przerwy w ekstraklasie, jeszcze dłużej czekała Jolanta Sowińska-Broczek. W pewnym momencie pojawiła się szansa na play off i ona najwyraźniej przytłoczyła zawodniczki. Zapomniały, że ich podstawowym celem było utrzymanie w ekstraklasie.
- Ale przed sezonem ówczesny prezes klubu Adam Banaszak głośno obiecywał miejsce w czołowej ósemce.
- To były słowa prezesa, a nie sztabu szkoleniowego. To nie znaczy, że my nie wierzyliśmy w możliwości drużyny, bo przecież szansa realna na to była. Przeszkodziło nam kilka pechowych zdarzeń, jak nieudany kontrakt z Gibbs czy kontuzja Kovalenko. Po części mogę wytłumaczyć takie słowa prezesa. W tym składzie przed rokiem spokojnie awansowalibyśmy do play off. Problem w tym, że liga zrobiła duży krok w górę, pojawiło się wiele świetnych Amerykanek i nikt nie spodziewał się tak równej i mocnej konkurencji.
- Gdzieś w tle Amerykanek znikają krajowe koszykarki. Co się dzieje z Dominiką Mieszkowską, która od kilku tygodni nie może odnaleźć się na parkiecie?
- Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Widzę, że nie radzi sobie z presją i odpowiedzialnością w zespole, który walczy o ligowy byt. Początek sezonu miała bardzo udany, do tego stopnia, że znalazła się w kręgu zainteresowań trenera kadry. Teraz ta forma gdzieś się ulotniła. Co ciekawe, na treningach prezentuje się tak dobrze jak dawniej. Przychodzi jednak mecz i jest zagubiona, nie trafi do kosza albo w ogóle boi się podjąć ryzyko.
- Trudno było spodziewać się takiego lania w Lesznie. Więcej punktów Nova Trading straciła jedynie w jednym meczu z dużo mocniejszym Lotosem Gdynia...
- Na to złożyło się kilka przyczyn. Zaczęliśmy mecz od stanu 2:17, co podłamało trochę drużynę. Mocno niedysponowana tego dnia była Ryan Coleman. Zwykle jest tak, że jak nie idzie zespołowi, to ona bierze piłkę i podrywa koleżanki do walki. W Lesznie słabo grała w obronie, w ataku była bardzo nieskuteczna. Z kolei leszczynianki trafiały na początku meczu praktycznie wszystko, rzadko zdarza się w ekstraklasie, żeby drużyna grała tak wysokim procencie skuteczności z gry. Myśmy rzucili 72 punkty, co jest niezłym wynikiem na wyjeździe i daje szanse na zwycięstwo. Niestety, do tego potrzebna jest jeszcze obrona, a w tym elemencie zagraliśmy chyba najsłabszy mecz w sezonie.
- Efektem tej porażki jest przedostatnie miejsce w lidze i widmo spadku z ekstraklasy.
- Na pewno zrobimy wszystko, żeby do tego nie dopuścić. Mam nadzieję, że klub da możliwość dokończyć mi to, co zacząłem.
www.gazetapomorska.pl
Rozmowa z MACIEJEM BROCZKIEM, trenerem Nova Trading
- Po klęsce w Lesznie obawiasz się o swoją posadę?
- Szczerze mówiąc, to trudno mi się wypowiadać na ten temat, nikt mnie o takich ruchach nie informował, z prezesem rozmawiałem zaraz po meczu. Jeśli ktoś jest w stanie pokazać mi dokładnie, w jaki sposób moja praca szkodzi drużynie, to sam natychmiast złożę rezygnację. Razem z Grzegorzem Sowińskim na pewno także popełniamy błędy, w końcu wszyscy uczymy się ekstraklasy, ale nie w tym tkwi problem.
- Więc w czym? W ostatnich ośmiu kolejkach Nova Trading wygrała tylko raz i jest już mocno zagrożona spadkiem z ekstraklasy.
- Podstawowym problemem moim zdaniem jest psychika zawodniczek. To powtarzająca się prawidłowość występująca w meczach o wysoką stawkę. To nie jest przypadek, że najsłabsze występy zaliczyliśmy w meczach z Polfą Pabianice, AZS Jelenia Góra i teraz w Lesznie. Każde z tych trzech spotkań miało wyjątkowy ciężar, w dwóch pierwszych wypadkach walczyliśmy o ósemkę, w ostatnim o dobrą pozycję w drugiej rundzie rozgrywek. Zupełnie inaczej wyglądało to w meczach z teoretycznie mocniejszymi zespołami, jak CCC Polkowice czy AZS Poznań. Nasze koszykarki rozumowały: jak tu mi się nie uda i przegramy, to się nic nie stanie. I grając na większym luzie były bardzo blisko wygrania tych spotkań. Druga kwestia to brak doświadczenia, przecież Beata Predehl miała cztery lata przerwy w ekstraklasie, jeszcze dłużej czekała Jolanta Sowińska-Broczek. W pewnym momencie pojawiła się szansa na play off i ona najwyraźniej przytłoczyła zawodniczki. Zapomniały, że ich podstawowym celem było utrzymanie w ekstraklasie.
- Ale przed sezonem ówczesny prezes klubu Adam Banaszak głośno obiecywał miejsce w czołowej ósemce.
- To były słowa prezesa, a nie sztabu szkoleniowego. To nie znaczy, że my nie wierzyliśmy w możliwości drużyny, bo przecież szansa realna na to była. Przeszkodziło nam kilka pechowych zdarzeń, jak nieudany kontrakt z Gibbs czy kontuzja Kovalenko. Po części mogę wytłumaczyć takie słowa prezesa. W tym składzie przed rokiem spokojnie awansowalibyśmy do play off. Problem w tym, że liga zrobiła duży krok w górę, pojawiło się wiele świetnych Amerykanek i nikt nie spodziewał się tak równej i mocnej konkurencji.
- Gdzieś w tle Amerykanek znikają krajowe koszykarki. Co się dzieje z Dominiką Mieszkowską, która od kilku tygodni nie może odnaleźć się na parkiecie?
- Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Widzę, że nie radzi sobie z presją i odpowiedzialnością w zespole, który walczy o ligowy byt. Początek sezonu miała bardzo udany, do tego stopnia, że znalazła się w kręgu zainteresowań trenera kadry. Teraz ta forma gdzieś się ulotniła. Co ciekawe, na treningach prezentuje się tak dobrze jak dawniej. Przychodzi jednak mecz i jest zagubiona, nie trafi do kosza albo w ogóle boi się podjąć ryzyko.
- Trudno było spodziewać się takiego lania w Lesznie. Więcej punktów Nova Trading straciła jedynie w jednym meczu z dużo mocniejszym Lotosem Gdynia...
- Na to złożyło się kilka przyczyn. Zaczęliśmy mecz od stanu 2:17, co podłamało trochę drużynę. Mocno niedysponowana tego dnia była Ryan Coleman. Zwykle jest tak, że jak nie idzie zespołowi, to ona bierze piłkę i podrywa koleżanki do walki. W Lesznie słabo grała w obronie, w ataku była bardzo nieskuteczna. Z kolei leszczynianki trafiały na początku meczu praktycznie wszystko, rzadko zdarza się w ekstraklasie, żeby drużyna grała tak wysokim procencie skuteczności z gry. Myśmy rzucili 72 punkty, co jest niezłym wynikiem na wyjeździe i daje szanse na zwycięstwo. Niestety, do tego potrzebna jest jeszcze obrona, a w tym elemencie zagraliśmy chyba najsłabszy mecz w sezonie.
- Efektem tej porażki jest przedostatnie miejsce w lidze i widmo spadku z ekstraklasy.
- Na pewno zrobimy wszystko, żeby do tego nie dopuścić. Mam nadzieję, że klub da możliwość dokończyć mi to, co zacząłem.
www.gazetapomorska.pl