Czas na FINAŁY MP - juniorki starsze (Gorzów 15-19.III)
Moderator: Moderatorzy
Rozmowa z trenerem juniorek starszych AZS PWSZ Robertem Pieczyrakiem
Gorzowskie koszykarki jako pierwsze przyćmiły potęgę Gdyni. Przegrały w finale mistrzostw Polski, ale i tak wszyscy są z nich dumni.
Podczas decydujących spotkań naszej drużyny, w hali PWSZ było równie gorąco jak na meczach ekstraklasy. W eliminacjach gorzowianki po doskonałym widowisku ograły VBW Gdynię 58:53. Mecz o złoto z Olimpią Poznań oglądało ok. 700 widzów. Kilka zawodniczek AZS PWSZ pokazało, że już za chwilę będą mocno naciskać starsze koleżanki z pierwszego zespołu. Gorzowianek nie zabraknie także w młodzieżowej kadrze naszego kraju.
Ireneusz Klimczak: Gdy koszykarki Olimpii na koniec dekoracji odbierały sztandar z napisem: mistrz Polski juniorek starszych 2006, była tylko radość, czy został też mały niedosyt?
Robert Pieczyrak: Na odprawie przed decydującym meczem mówiłem moim zawodniczkom, że jeszcze trzeba zrobić jeden krok, aby ta flaga na zawsze zawisła w naszej hali i nawet za kilkanaście lat będziemy mogli pokazać go znajomym i się pochwalić tym sukcesem. Nie udało się, ale i tak był to dla nas niezwykły turniej. Z tyloma zwrotami. Czterema dramatycznymi pojedynkami. I na koniec wielkim triumfem, bo mamy przecież cenne srebrne medale.
Czego zabrakło, aby być lepszym także od Olimpii?
- Chyba jeszcze umiejętności. Może także wkradło się zmęczenie, bo przecież wszystkie mecze graliśmy na styku, a to jest wielkie, także psychiczne obciążenie. Tym bardziej, że nasz zespół był głównie oparty na 18-letnich juniorkach, które wspomagały Małgorzata Cichocka i Judyta Banaszkiewicz. Nie zapominajmy także o kłopotach zdrowotnych. Z powodu kontuzji nie mogła zagrać ważna zawodniczka drużyny juniorek starszych Beata Wierzbicka. Cichocka, po kontuzji w półfinale, dzięki Robertowi Brałce, wznowiła treningi dzień przed imprezą. Bardzo jej zależało na tym występie w tym ostatnim w karierze młodzieżowym turnieju. Chwała jej, że mimo wciąż bolącej nogi, wyszła na boisko i bardzo pomogła nam zdobyć medal.
A może jednak lepiej było grać finał gdzieś poza Gorzowem?
- Nie. Super, że zagraliśmy w domu. Może i stres był większy, ale wrażenia pozostaną niesamowite. Nasi kibice przeszli samych siebie. On też mają duży udział w naszym sukcesie. Miłe były także pochwały od osób z Polskiego Związku Koszykówki. Kolejny raz potwierdziliśmy, że w Gorzowie jest wielkie zapotrzebowanie na koszykówkę. Organizując mistrzostwa u nas można było w ciemno postawić, że zespoły nie będą grały przy pustych trybunach. A sam finał miał oprawę i atmosferę jak ekstraklasa.
Kto w naszym zespole zagrał na medal, a kto zawiódł?
- Liczyłem na dwóch liderów. Wielkie możliwości pokazała Joanna Zalesiak. W trakcie tego turnieju, a także w sobotę w ekstraklasie. Poniżej oczekiwań wypadła Judyta Banaszkiewicz. Nie mam do niej pretensji za zaangażowanie, za pracę w obronie. Za to atak pozostawiał dużo do życzenia. Na pewno wykreowała się podczas tego turnieju Patrycja Mazurczak. Zagrała imprezę życia i nie zdziwię się jak wkrótce zobaczymy ją w reprezentacji Polski. Bez dwóch najstarszych zawodniczek Banaszkiewicz i Cichockiej nie byłoby tego medalu. Jednak główną siłą AZS PWSZ były nasze juniorki, które momentami zajmowały wszystkie miejsca w piątce walczącej na parkiecie. To dobrze rokuje na dalsze nasze młodzieżowe występy. Każda ze srebrnych medalistek ma także pełne prawo myśleć o dostaniu się do drużyny seniorek. Trzeba tylko ciężko pracować, bo jak widać po dużym wysiłku są fajne efekty. Przy okazji warto podziękować wszystkim trenerom, którzy wcześniej pracowali z tymi zawodniczkami. Oni także przyczynili się do tego medalu.
To było najważniejsze pięć dni w Twojej trenerskiej karierze?
- W 2003 r. razem z trenerem Zbigniewem Anderszem zdobywałem złoty medal w juniorkach. To jednak było coś innego. Tutaj sam prowadziłem zespół no i kategoria była inna. Przecież po juniorkach starszych są już tylko seniorki. Marzy mi się, aby teraz pójść dalej. Przed nami jeszcze finały MP juniorek, a nasz zespół był przecież oparty na zawodniczkach z tej kategorii. Mam nadzieję, że sukces bardzo podbuduje wszystkie dziewczyny. Świadome swojej wartości, jako srebrne medalistki, nie będą nikogo się bać. Jeśli dołożymy do tego dalszą ciężką pracę, porządne przygotowanie motoryczne, lekkoatletyczne i odpowiednie do wieku przygotowanie siłowe to Gorzów powinien zagrać w finałach. A tam wszystko może się zdarzyć.
Rozmawiał Ireneusz Klimczak (Gazeta Wyborcza)
Gorzowskie koszykarki jako pierwsze przyćmiły potęgę Gdyni. Przegrały w finale mistrzostw Polski, ale i tak wszyscy są z nich dumni.
Podczas decydujących spotkań naszej drużyny, w hali PWSZ było równie gorąco jak na meczach ekstraklasy. W eliminacjach gorzowianki po doskonałym widowisku ograły VBW Gdynię 58:53. Mecz o złoto z Olimpią Poznań oglądało ok. 700 widzów. Kilka zawodniczek AZS PWSZ pokazało, że już za chwilę będą mocno naciskać starsze koleżanki z pierwszego zespołu. Gorzowianek nie zabraknie także w młodzieżowej kadrze naszego kraju.
Ireneusz Klimczak: Gdy koszykarki Olimpii na koniec dekoracji odbierały sztandar z napisem: mistrz Polski juniorek starszych 2006, była tylko radość, czy został też mały niedosyt?
Robert Pieczyrak: Na odprawie przed decydującym meczem mówiłem moim zawodniczkom, że jeszcze trzeba zrobić jeden krok, aby ta flaga na zawsze zawisła w naszej hali i nawet za kilkanaście lat będziemy mogli pokazać go znajomym i się pochwalić tym sukcesem. Nie udało się, ale i tak był to dla nas niezwykły turniej. Z tyloma zwrotami. Czterema dramatycznymi pojedynkami. I na koniec wielkim triumfem, bo mamy przecież cenne srebrne medale.
Czego zabrakło, aby być lepszym także od Olimpii?
- Chyba jeszcze umiejętności. Może także wkradło się zmęczenie, bo przecież wszystkie mecze graliśmy na styku, a to jest wielkie, także psychiczne obciążenie. Tym bardziej, że nasz zespół był głównie oparty na 18-letnich juniorkach, które wspomagały Małgorzata Cichocka i Judyta Banaszkiewicz. Nie zapominajmy także o kłopotach zdrowotnych. Z powodu kontuzji nie mogła zagrać ważna zawodniczka drużyny juniorek starszych Beata Wierzbicka. Cichocka, po kontuzji w półfinale, dzięki Robertowi Brałce, wznowiła treningi dzień przed imprezą. Bardzo jej zależało na tym występie w tym ostatnim w karierze młodzieżowym turnieju. Chwała jej, że mimo wciąż bolącej nogi, wyszła na boisko i bardzo pomogła nam zdobyć medal.
A może jednak lepiej było grać finał gdzieś poza Gorzowem?
- Nie. Super, że zagraliśmy w domu. Może i stres był większy, ale wrażenia pozostaną niesamowite. Nasi kibice przeszli samych siebie. On też mają duży udział w naszym sukcesie. Miłe były także pochwały od osób z Polskiego Związku Koszykówki. Kolejny raz potwierdziliśmy, że w Gorzowie jest wielkie zapotrzebowanie na koszykówkę. Organizując mistrzostwa u nas można było w ciemno postawić, że zespoły nie będą grały przy pustych trybunach. A sam finał miał oprawę i atmosferę jak ekstraklasa.
Kto w naszym zespole zagrał na medal, a kto zawiódł?
- Liczyłem na dwóch liderów. Wielkie możliwości pokazała Joanna Zalesiak. W trakcie tego turnieju, a także w sobotę w ekstraklasie. Poniżej oczekiwań wypadła Judyta Banaszkiewicz. Nie mam do niej pretensji za zaangażowanie, za pracę w obronie. Za to atak pozostawiał dużo do życzenia. Na pewno wykreowała się podczas tego turnieju Patrycja Mazurczak. Zagrała imprezę życia i nie zdziwię się jak wkrótce zobaczymy ją w reprezentacji Polski. Bez dwóch najstarszych zawodniczek Banaszkiewicz i Cichockiej nie byłoby tego medalu. Jednak główną siłą AZS PWSZ były nasze juniorki, które momentami zajmowały wszystkie miejsca w piątce walczącej na parkiecie. To dobrze rokuje na dalsze nasze młodzieżowe występy. Każda ze srebrnych medalistek ma także pełne prawo myśleć o dostaniu się do drużyny seniorek. Trzeba tylko ciężko pracować, bo jak widać po dużym wysiłku są fajne efekty. Przy okazji warto podziękować wszystkim trenerom, którzy wcześniej pracowali z tymi zawodniczkami. Oni także przyczynili się do tego medalu.
To było najważniejsze pięć dni w Twojej trenerskiej karierze?
- W 2003 r. razem z trenerem Zbigniewem Anderszem zdobywałem złoty medal w juniorkach. To jednak było coś innego. Tutaj sam prowadziłem zespół no i kategoria była inna. Przecież po juniorkach starszych są już tylko seniorki. Marzy mi się, aby teraz pójść dalej. Przed nami jeszcze finały MP juniorek, a nasz zespół był przecież oparty na zawodniczkach z tej kategorii. Mam nadzieję, że sukces bardzo podbuduje wszystkie dziewczyny. Świadome swojej wartości, jako srebrne medalistki, nie będą nikogo się bać. Jeśli dołożymy do tego dalszą ciężką pracę, porządne przygotowanie motoryczne, lekkoatletyczne i odpowiednie do wieku przygotowanie siłowe to Gorzów powinien zagrać w finałach. A tam wszystko może się zdarzyć.
Rozmawiał Ireneusz Klimczak (Gazeta Wyborcza)
Rozmowa z Bartoszem Słomińskim, trenerem GTK VBW Gdynia
Całą winę biorę na siebie
Koszykarki GTK Gdynia zawiodły na mistrzostwach Polski juniorek starszych. Były faworytkami, a zajęły dopiero czwarte miejsce.
Michał Sielski: Chciałbym zapytać o mistrzostwa Polski juniorek...
Bartosz Słomiński: O jejku... Musimy o tym rozmawiać?
Musimy, bo czwarte miejsce z takim składem to porażka?
- Zdecydowanie! Nie tylko dla mnie, także dla dziewczyn, klubu. Przecież w składzie miałem siedem reprezentantek Polski, więc byliśmy zdecydowanym faworytem. Sam tak uważałem i przekonywałem prezesów, że mamy taką ekipę, że trzeba z nią jechać w Polskę i się pokazać!
Nie za bardzo się to udało...
- Nie udało? Przynieśliśmy wstyd miastu i klubowi. No i sobie.
Co zdecydowało o porażce? Przegrany półfinał z Olimpią Poznań?
- Nie, decydujący był trzeci mecz grupowy z AZS Gorzów. Dwa wcześniejsze wygraliśmy, a ja, całkiem bez sensu, zmieniłem nie tylko skład, ale nawet ustawienie pierwszej piątki. Wydawało się, że mamy solidną drużynę, a w tym momencie rozsypała się jak domek z kart. W meczu o trzecie miejsce zawodniczki były już zbyt zmęczone, aby wygrać. Tak czy inaczej, całą winę biorę na siebie. Dostałem taki zespół, że musiałem zdobyć złoto. Nie zdobyłem.
Gdzieś musi leżeć głębsza przyczyna.
- Cały czas się nad tym zastanawiam. Drużyna była podzielona na trzy grupy: gdyńską, która trenowała ze mną dwa razy dziennie, Martę Urbaniak i Magdę Leciejewską, które ćwiczyły i grały z pierwszą drużyną Lotosu oraz zawodniczki SMS: Marta Jujka, Agnieszka Modelska i Magda Bibrzycka, które dołączyły do nas dzień przed mistrzostwami. My mieliśmy 12 indywidualności, a inne kluby miały zespoły. I to też jest moja porażka.
Mówi Pan tak, jakby do tej pory nie pogodził się z porażką...
- Nigdy się nie pogodzę. Jestem zawiedziony, ale nie dziewczynami. Chociaż nie spodziewałem się, że zagrają tak słabo. Tylko Magda Leciejewska przez cały turniej grała na swoim poziomie. Jestem załamany. Jeszcze do mnie nie dotarło, że zespół z takimi osobowościami nie zdobył mistrzostwa. Oddaję się do dyspozycji prezesom, bo wiem, że zawiodłem.
Michał Sielski (Gazeta Wyborcza)
Całą winę biorę na siebie
Koszykarki GTK Gdynia zawiodły na mistrzostwach Polski juniorek starszych. Były faworytkami, a zajęły dopiero czwarte miejsce.
Michał Sielski: Chciałbym zapytać o mistrzostwa Polski juniorek...
Bartosz Słomiński: O jejku... Musimy o tym rozmawiać?
Musimy, bo czwarte miejsce z takim składem to porażka?
- Zdecydowanie! Nie tylko dla mnie, także dla dziewczyn, klubu. Przecież w składzie miałem siedem reprezentantek Polski, więc byliśmy zdecydowanym faworytem. Sam tak uważałem i przekonywałem prezesów, że mamy taką ekipę, że trzeba z nią jechać w Polskę i się pokazać!
Nie za bardzo się to udało...
- Nie udało? Przynieśliśmy wstyd miastu i klubowi. No i sobie.
Co zdecydowało o porażce? Przegrany półfinał z Olimpią Poznań?
- Nie, decydujący był trzeci mecz grupowy z AZS Gorzów. Dwa wcześniejsze wygraliśmy, a ja, całkiem bez sensu, zmieniłem nie tylko skład, ale nawet ustawienie pierwszej piątki. Wydawało się, że mamy solidną drużynę, a w tym momencie rozsypała się jak domek z kart. W meczu o trzecie miejsce zawodniczki były już zbyt zmęczone, aby wygrać. Tak czy inaczej, całą winę biorę na siebie. Dostałem taki zespół, że musiałem zdobyć złoto. Nie zdobyłem.
Gdzieś musi leżeć głębsza przyczyna.
- Cały czas się nad tym zastanawiam. Drużyna była podzielona na trzy grupy: gdyńską, która trenowała ze mną dwa razy dziennie, Martę Urbaniak i Magdę Leciejewską, które ćwiczyły i grały z pierwszą drużyną Lotosu oraz zawodniczki SMS: Marta Jujka, Agnieszka Modelska i Magda Bibrzycka, które dołączyły do nas dzień przed mistrzostwami. My mieliśmy 12 indywidualności, a inne kluby miały zespoły. I to też jest moja porażka.
Mówi Pan tak, jakby do tej pory nie pogodził się z porażką...
- Nigdy się nie pogodzę. Jestem zawiedziony, ale nie dziewczynami. Chociaż nie spodziewałem się, że zagrają tak słabo. Tylko Magda Leciejewska przez cały turniej grała na swoim poziomie. Jestem załamany. Jeszcze do mnie nie dotarło, że zespół z takimi osobowościami nie zdobył mistrzostwa. Oddaję się do dyspozycji prezesom, bo wiem, że zawiodłem.
Michał Sielski (Gazeta Wyborcza)
Wojteg pisze:(...)Mecz o złoto z Olimpią Poznań oglądało ok. 700 widzów. (...) A sam finał miał oprawę i atmosferę jak ekstraklasa.
(...)
-
Gość
- elen
- Kadet
- Posty: 1461
- Rejestracja: 23 stycznia 2006, 17:31
- Lokalizacja: Gorzów - Miasto cudów nad Wartą
- Kontaktowanie:
Brawo dla neszego trenera, świetny człowiek...A co do Gdyni to ja nadal uwazam ze należało im sie, za to co pokazały na początku turnieju. Były tak zarozumiałe ze az strach...a przewodził im w tym ich trener
"Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów." - Stanisław Lem
-
Bąbel
-
KAZIU M
- paździoch-osanka
- Kadet
- Posty: 1491
- Rejestracja: 04 czerwca 2005, 19:45
- Lokalizacja: Zgorzelec
- Kontaktowanie:
ppp pisze:myśle osanko że lepiej będzie jak pozostanie to tajemnicą kim jestem
Wporzadku...
Pozdrawiam nieznajomego
KAZIU M pisze:Seba gdzie jest Wilson,nie widziałem go w Gorzowie,czyżby podpora kibiców Olimpii zmienił zainteresowania i poszedł w długą.
Wlasnie... GDZIE JEST WILSON??!!??
Ajjj... na pewno nie zmienil zainteresowania...!!
________
bedziemy in touch
Gra miłosna jest z gier ruchowych stosunkowo najłatwiejsza.
bedziemy in touch
Gra miłosna jest z gier ruchowych stosunkowo najłatwiejsza.
- paździoch-osanka
- Kadet
- Posty: 1491
- Rejestracja: 04 czerwca 2005, 19:45
- Lokalizacja: Zgorzelec
- Kontaktowanie:
-
Żołniezr1
Szymon pisze:paździoch-osanka pisze:ppp pisze:myśle osanko że lepiej będzie jak pozostanie to tajemnicą kim jestem
Wporzadku...ale i tak bedzie mnie intrygowac... kim jestes...
moze kiedys sie dowiem
jak cos to na prv
Pozdrawiam nieznajomego
Tajemniczy wielbiciel![]()
![]()
![]()
![]()
Szykuje nam się tu romans. 700 osób? No no. I to na juniorkach? Jak miło. W ektraklasie to zapomnij o takich liczbach.
KAZIU M pisze:Seba gdzie jest Wilson,nie widziałem go w Gorzowie,czyżby podpora kibiców Olimpii zmienił zainteresowania i poszedł w długą.
Osanka - Ty to masz branie
- paździoch-osanka
- Kadet
- Posty: 1491
- Rejestracja: 04 czerwca 2005, 19:45
- Lokalizacja: Zgorzelec
- Kontaktowanie:
Wróć do „Koszykówka młodzieżowa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość



