Lotos PKO BP: trzy zwycięstwa do 10. mistrzostwa
Marcin Dajos
W finale Ford Germaz Ekstraklasy, w którym gra się do czterech zwycięstw, koszykarki Lotosu PKO BP Gdynia remisują z Wisłą Kraków 1:1. - Popełniliśmy mnóstwo błędów w obronie - analizuje przyczyny pierwszej porażki w tym sezonie trener Lotosu PKO BP Roman Skrzecz
Skończyła się seria meczów bez porażki Lotosu. Gdynianki przegrały w niedzielę po raz pierwszy w tym sezonie w FGE. W lidze wygrały 31 meczów z rzędu. Do tego należy dodać trzy spotkania Pucharu Polski i wygraną w Superpucharze.
Feralna porażka przyszła w drugim meczu finału z Wisłą. Mistrzynie Polski z Krakowa zagrały w nim na miarę tytułu, który wywalczyły w dwóch poprzednich sezonach. W niedzielę sześć z siedmiu grających koszykarek Wisły zdobyło więcej niż 10 pkt i dzięki temu - po pięciu z rzędu porażkach z Lotosem - drużyna z Krakowa wygrała. Trudno było oczekiwać, aby przy tak dobrej dyspozycji rywalek Lotos mógł znaleźć złoty środek w defensywie. Wisła była skuteczna pod koszem, jak i na obwodzie, i zespół Lotosu po raz pierwszy w tym sezonie FGE stracił więcej niż 85 pkt.
- Popełniliśmy mnóstwo błędów w obronie. Rozgrywająca Wisły Jelena Skerović miała za dużo swobody w wyprowadzaniu akcji, a przede wszystkim kontrataków. Do tego nałożyło się nerwowe rozbijanie strefy - analizuje trener Skrzecz.
Już na początku niedzielnego meczu boisko opuściła Dominique Canty. Rozgrywająca Lotosu nie miała siły. Dzień wcześniej grała ponad 39 min, najdłużej ze wszystkich zawodniczek. Jej wejścia pod kosz w ostatniej kwarcie zapewniły wtedy zwycięstwo gdyniankom, ale Canty odpokutowała to w niedzielę. Kiedy była już na parkiecie, stać ją było tylko na zrywy, choć mimo to zdobyła 20 pkt.
- Popełniłem błąd. Canty mogła odpocząć trochę więcej. Zastępująca ją Natalia Waligórska grała dobrze i zasłużyła na więcej minut. Miałem zamysł zmiany, ale go nie zrealizowałem - przyznaje Skrzecz.
Początkiem problemów i niedzielnej porażki była postawa Slobodanki Maksimović. Środkowa Lotosu zagrała jeden z najsłabszych meczów w barwach gdyńskiej drużyny. W pierwszej połowie popełniała błąd za błędem, ale trener trzymał ją na boisku. W drugiej połowie doszło nawet do tego, że gdy Maksimović dostawała piłkę, to żadna z koszykarek Wisły nie podchodziła do niej. Zagęszczała się obrona pod koszem i w ten sposób została zamknięta droga do wejść pod kosz dla Canty i Chamique Holdsclaw. W pewnym momencie Holdsclaw, aby zdobywać punkty, musiała się skupić na zbiórkach w ataku - dobijała niecelne rzuty koleżanek.
- Maksimović, jak i jej koleżanki zagrały słaby mecz i mam nadzieję, że już się to nie powtórzy. W końcówce była loteria. Gdyby udało nam się wykończyć trzy-cztery akcje więcej, to wygralibyśmy - kończy Skrzecz.
Kolejne dwa mecze odbędą się w Krakowie w sobotę i niedzielę. Co musi zrobić Lotos, aby wygrać? Przede wszystkim Holdsclaw musi zostać w takiej formie jak w Gdyni. Amerykanka zdobyła w sumie 59 pkt, miała 25 zbiórek i double-double w każdym meczu (dwucyfrowy wynik w dwóch statystykach). Jest najlepszą zawodniczką finałów, chociaż po piętach zaczyna jej deptać Candice Dupree z Wisły. Dupree w finałowej serii doznała przebudzenia i udowadnia, że zasługuje na status gwiazdy, jaki ma w WNBA.
Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto
-------------------------------------------------------------------------------------
a może to Wisła w końcu zagrała tak dobrze, a nie Lotos słabo?
szkoda, że Dajos nie pisze tak dobrze jak wygląda
a Dupree przebudzenia doznała dużo wcześniej, o czym wspominałam już po zapowiedzi finałów pana Dajosa.