ŁKS Siemens AGD Łódź - Wisła Can-Pack Kraków 69:76 (relacja)
Koszykarki Łódzkiego Klubu Sportowego nie przestraszyły się rywalek, które w obecnym sezonie nie przegrały jeszcze żadnego spotkania i przez całe spotkanie walczyły o zwycięstwo, które niewątpliwie byłoby sensacją. Zabrakło trochę sił i doświadczenia w końcówce, ale mimo porażki, łodziankom należą się za ten pojedynek ogromne brawa.
Fatalny obraz gry koszykarek Łódzkiego Klubu Sportowego zaczął się zmieniać od momentu, gdy ten zespół wzmocniła, niechciana w Wiśle Kraków,
Katarzyna Kenig. Dzisiejszy pojedynek był dla niej szansą pokazania gościom, a przede wszystkim trenerowi
Elmedinowi Omaniciowi, jak bardzo się mylił, nie dając jej szansy pokazania się w pierwszej drużynie. Ciężko jednak spodziewać się wyrównanej walki, gdy naprzeciw siebie staje lider tabeli, niepokonany zespół w tym sezonie i klub, który wygrał zaledwie 2 z 13 meczów.
Początek spotkania to jednak, ku zdziwieniu wszystkich obecnych w hali, przewaga i bardzo dobra gra podopiecznych
Witolda Baka (na meczu nieobecny z powodu choroby był I trener łodzianek
Mirosław Trześniewski). Rzutami z dystansu raziły rywalki
Birute Dominauskaite i
Katarzyna Kenig, a ta druga co rusz zdobywała punkty, jak nie rzutem za 3, to penetracją pod kosz i udanymi dwutaktami. Efektem tego, pierwsze 10 minut zakończyło się wynikiem 22:11 dla gospodyń. Drugą odsłonę łodzianki zaczęły jednak źle, a budzić zdawały się koszykarki z Krakowa, gdzie ciężar gry na swoje barki wzięła
Anna De Forge. 3 minuty tej kwarty i 10 punktów zdobytych przez zawodniczki gości, przy zerowym dorobku ze strony ŁKS-u. Taki jest jednak urok kobiecego sportu, że ciężko o równą postawę przez całe spotkanie. Łodzianki z czasem znów złapały wiatr w żagle i mozolnie zaczęły od nowa budować niewielką przewagę. Do szatni na przerwę schodziły ostatecznie z 5-punktowym prowadzeniem.
Mimo, że po przerwie gra Wisły nadal nie zachwycała, to wynik zaczął "wracać do normy". W 26. minucie gry zdecydowane faworytki do zwycięstwa w całej lidze objęły wreszcie prowadzenie, którego nie oddały już do końca. 3. kwarta zdecydowanie należała do Wiślaczek, ale nadzieję w serca kibiców wlała jeszcze
Marzena Głaszcz, która równo z syreną trafiła z ok. 9 metrów, niwelując stratę do zaledwie 5 "oczek". W ostatnich 10 minutach, łodzianki niemal do końca walczyły o uzyskanie korzystnego rezultatu i za to należą im się duże słowa uznania. Nikt nie wymagał od nich zwycięstwa w tym meczu i może dlatego, podchodząc na nieco większym luzie, potrafiły one napsuć rywalkom bardzo dużo krwi. W końcówce jednak dało o sobie znać większe doświadczenie "Białej Gwiazdy", uzyskane m.in. na parkietach Euroligi.
W drużynie z Łodzi fantastyczny mecz rozegrała znów
Kasia Kenig. Ta zawodniczka to niewątpliwie największe wzmocnienie ŁKS-u w tym sezonie i należy tylko żałować, że nastąpiło tak późno, gdyż gdyby Kasia grała przy al. Unii od początku rozgrywek, to miejsce w play-off byłoby juz dawno zapewnione. Udane zawody miała także "Birbe" Dominauskaite. Mimo trochę słabszej skuteczności rzutów z dystansu, włączyła się do walki pod tablicami, co przynosiło wymierne efekty. Trzeba również wspomnieć o
Marzenie Głaszcz. Zawodniczka, która była w tym sezonie niemal wyłącznie krytykowana, wreszcie wniosła do gry swojej drużyny wiele pożytku. Postęp formy więc jest, oby tylko był kontynuowany przed najważniejszymi meczami o awans do play-off. Fatalne spisała się dziś za to
Katarina Hrickova. Nie dość, że koleżanki nie miały z niej żadnego pożytku w ataku, to raz za razem popełniała bezsensowne faule, dosłownie "rzucając się" w rywalki. Widać było brak szybkości tej zawodniczki, ale jest to chyba tylko chwilowy kryzys.
Śmiem twierdzić, że krakowska Wisła nie wygrałaby tego pojedynku, gdyby nie
Anna De Forge. Pozostałe koszykarki, z wyjątkiem jeszcze Ivy Perovanović, która walczyła mocno pod tablicą, męczyły się na parkiecie. Czy spowodowane jest to przemęczeniem po występach w Eurolidze, czy też zlekceważeniem rywala, to pytanie, które musi sobie po tym spotkaniu zadać trener
Omanić. Pomyłką natomiast wydaje się być zatrudnienie
Tiffani Johnson. Może i ma takie samo nazwisko, jak jedna z najlepszych koszykarek świata, ale tej zawodniczce daleko do bycia zaledwie solidną koszykarką na polskich arenach.
ŁKS Siemens AGD Łódź - Wisła Can-Pack Kraków 69:76 (22:11, 20:26, 13:21, 14:18)
ŁKS Siemens AGD: Kenig 23 (2), Dominauskaite 13 (3), Włodarska 9 (2), Głaszcz 9 (1), Czernij 8, Białogór 5, Owczarek 2, Hrickova 0
Wisła Can-Pack: De Forge 29, Kress 14 (3), Perovanović 12, Skerović 9 (1), Johnson 5, Trafinava 5 (1), Guneva 2, Radwan 0, Krawiec 0, Gburczyk 0
sędziowali: Dziopak i Walczak
Piotr Ciesielski
(źródło:
www.sportowefakty.pl )