Sześć zwycięstw i dwie porażki w dotychczasowych meczach sparingowych zanotowały koszykarki Cukierków Odry Brzeg. Dobra postawa podopiecznich Krzysztofa Kubiaka napawa trenera przedsezonowym optymizmem. Zapraszamy do lektury wywiadu ze szkoleniowcem brzeskiego zespołu.
Okres przygotowawczy Pańskiej drużyny jest bardzo napięty, co weekend uczestniczycie w jakimś turnieju. Jest Pan zadowolony z dotychczasowej pracy swoich podopiecznych?
- Nie do końca, bo są takie sytuacje, gdy nie wszystko wychodzi. Ale takie muszą jeszcze być. Nie mogliśmy do tej pory grać ani razu w pełnym składzie, bo urazy dziewczyn eliminują je z tych gier. Na dwóch poprzednich turniejach dochodziło do zbyt dużego obciążenia niektórych zawodniczek, dlatego staram się wprowadzać tutaj do zespołu młode koszykarki, nawet kosztem utraty wysokiej przewagi, jak to miało miejsce w piątkowym meczu. Raz, że trzeba tym młodszym dawać szansę oswojenia się z boiskiem, a dwa, że należy dać odpocząć tym, co najwięcej grały. Z myślą o lidze musimy jednak zgrywać zespół, szczególnie te zawodniczki, które teraz do nas doszły, a więc Angelę Dubojską, Annę Marczewską i Izę Bogdan. Są to koszykarki, które znacznie wzmocniły naszą drużynę i będą jej silnymi punktami. Choć cieszę się, że w tym turnieju nie może grać już tylko Martyna Koc, bo w Berlinie miałem do dyspozycji 7, a dwa tygodnie temu tylko 6 dziewczyn z podstawowego składu. Martyna jest już na rehabilitacji i w poniedziałek ma wznowić treningi i mam nadzieję, że w następnym turnieju będzie już z nami.
Nie przeszkadza Wam fakt, że nie mieliście do tej pory okazji treningu w nowej hali?
- Na pewno przeszkadza, ale jeszcze nie podjęliśmy decyzji, czy pierwsze mecze i treningi odbędą się tam, czy też nie zostaniemy w tej hali. Być może jeszcze przez pół roku grać będziemy w tym, dobrze nam znanym obiekcie.
Jak oceni Pan nowe nabytki drużyny?
- Jak już wspomniałem, są to zawodniczki, na które będzie można liczyć. Właściwie wszystkie „łapią” się do pierwszej piątki. Jak nie trzy, to dwie, z różnymi rotacjami. Są to jeszcze silniejsze wzmocnienia, niż te które były w ubiegłym roku, dlatego mam też nadzieję, że będziemy mogli walczyć o wyższe miejsca.
W planach są jeszcze dodatkowe wzmocnienia?
- Nie ma na nie w tej chwili szans, ani opcji. Bo dochodzi do drużyny Martyna i mamy cały skład zamknięty.
Jak wygląda Wasz dalszy plan przygotowań?
- Gramy jeszcze trzy mecze na tym turnieju, w poniedziałek dziewczyny mają odnowę biologiczną, a cały tydzień zajmiemy się pracą nad taktyką obrony i ataku. Później jedziemy na turniej do Lipska, a na kilka dni przed startem ligi zagramy mikrocyklem startowym, tj. mecze środa-sobota. To powinno zaowocować udaną inauguracją.
Trener Kubiak przekazuje uwagi swoim zawodniczkom
Jaki cen stawia Pan przed swoją drużyną na nadchodzący sezon? Kto jest Pana faworytem do wygrania ligi?
- Co najmniej „oczko” wyżej niż w poprzednim sezonie. To jest cel wiodący, a w trakcie zobaczymy, co się da jeszcze ugrać, zobaczymy w jakich składach przystąpią do rozgrywek inne zespoły, szczególnie te mocno przebudowane – w Polkowicach i Pabianicach. Na pewno silny będzie Gorzów, ale sezon temu byliśmy za nimi. Poza tym ŁKS, z tym składem który przyjechał do nas na turniej, to świadczy o ich sile. Na pewno liga będzie silniejsza i bardziej wyrównana. Myślę, że dominować będzie Wisła i Lotos, ale już o kolejne miejsca będzie można walczyć.
Którą z zawodniczek kreuje Pan na liderkę zespołu, na tą, na którą będzie można szczególnie liczyć?
- Siła tego zespołu ma tkwić w ilości dobrze grających zawodniczek. Ja zawsze dążę do takiego celu i moim marzeniem jest, aby mając 10 wyrównanych zawodniczek, każda z nich rzuciła po 8 punktów i w tym momencie jesteśmy w stanie wybronić te 79 punktów.
W przerwie między rozgrywkami doszło do kilku zmian w regulaminie. Powiększono ligę do 12 zespołów, wprowadzono limity dla Polek. Jak Pan oceni ten krok organizatorów?
- Bardzo wysoko. Już dawno dążyliśmy do tego, by w lidze było więcej zespołów, bo musi być więcej grania – dla kibiców i sponsorów. I oni sobie tego życzą, by tych meczów było więcej. Równie długo czekaliśmy na to, by w składzie było stałe miejsce dla Polek. Kadra, jak widzimy, jest w dołku i ledwo walczy o awans do przyszłorocznych finałów. Gdyby nas zabrakło na tamtej imprezie, to czeka nas niestety dłuższa stagnacja, bo nastąpiła przerwa w występach czołowych polskich zawodniczek w naszej lidze. Nie licząc Bibrzyckiej, Dydek czy może Trześniewskiej, pozostałe nie miały takich szans na wykazanie się w rozgrywkach ligowych. Wobec kontuzji Wielebnowskiej, Pałki czy Lamparskiej zrobił się problem, bo nasza reprezentacja jest bardziej podobna do U-22 niż do seniorskiej.
Nową modą w PLKK staje się sprowadzanie koszykarek z USA. Pan jednak nie zdecydował się na taki krok, dlaczego?
- Ja wolałem postawić na sprawdzone zawodniczki, takie które grały już w polskiej lidze, czy gdzieś indziej w Europie. Często zdarza się tak, że zawodniczki z Ameryki, które odgrywały tam czołowe role, przyjeżdżają do nas i nie mogą się odnaleźć, szczególnie w grze obronnej. Do tego dochodzi stres i szok kulturowy, bo one są bardzo przywiązane do swojego kraju. Często nie wytrzymują tego psychicznie, zwłaszcza gdy w drużynie jest tylko jedna zawodniczka z USA. Mieliśmy w planach zakontraktowanie jeden Amerykanki na pozycję centra, ale w międzyczasie pojawiła się opcja Angeli Dubojskiej, którą znałem bardzo dobrze, więc stąd moja decyzja.
(Grzegorz Grajdura)
(źródło: www.sportowefakty.pl )