Postautor: El Guaje » 02 maja 2006, 12:07
Andrej Urlep zgodził się objąć reprezentację Polski. Trener Anwilu dogadał się z prezesem PZKosz Romanem Ludwiczukiem. Słoweniec poprowadzi kadrę w eliminacjach mistrzostw Europy - pisze Przegląd Sportowy.
Oficjalnie decyzja ma zostać ogłoszona po 8 maja, a może nawet po finale DBL. Włocławek daje swojego trenera reprezentacji, ale dostanie coś w zamian. Hala Mistrzów w tym mieście stanie się bazą przygotowań biało-czerwonych podczas tegorocznych eliminacji mistrzostw Europy. Kibice Anwilu zobaczą więc najatrakcyjniejsze mecze kadry.
Mało tego, jak wieść niesie, kierownictwo klubu chce mieć w swojej drużynie najważniejszych kadrowiczów - Łukasza Koszarka, Szymona Szewczyka, Andrzeja Plutę, którzy dołączyliby do Michała Ignerskiego. Menedżerem reprezentacji został już, choć znów nie podano tego jeszcze do publicznej wiadomości, Arkadiusz Kryger, który we Włocławku udowodnił, że zna się na marketingu.
Anwil jest bliski awansu do finału, ale pierwszy bilans 2-0 miał Prokom. Choć w niedzielnym spotkaniu sopocianie pierwsze punkty zdobyli dopiero w 4. minucie, przegrywając początkowo 0:11. - Trener Griszczuk potrafi nas doskonale zmobilizować. Jak? Ma różne sposoby, niech to zostanie naszą tajemnicą.
Jako zawodnik był gościem, który nigdy nie odpuszczał. My też nie możemy - tak tłumaczył rewelacyjny początek kapitan przyjezdnych Przemysław Frasunkiewicz, który nadal na stałe jest zameldowany w Sopocie, a w Prokomie spędził pierwsze pięć lat kariery. - Te mecze to dobra zaprawa przed finałem z... Anwilem. Widać, że Igor Griszczuk nie marnował czasu we Włocławku. Od trenera Urlepa przejął dużo nie tylko ze stylu gry, ale i z zachowań wobec sędziów - zauważył kapitan Prokomu Tomas Pacesas.
Prokom wygrał, bo miał w składzie Rashida Atkinsa, który w trzeciej kwarcie zdobył 13 punktów, a ponadto, choć mierzy tylko 182 centymetry, popisał się dwoma blokami. W drugiej kwarcie miejscowi z 18:22 zrobili 30:22! Po zmianie stron Aleksander Kudriawcew doprowadził do remisu 34:34, ale potem w banalnej sytuacji popełnił brzemienny w skutkach błąd.
Biegnąc sam na kosz, akcję chciał zakończyć wsadem, ale zamiast tego był poślizg, strata piłki, z której Prokom Trefl wyprowadził kontrę i trafił za "trzy". - Nie mam pretensji za tę akcję. Takie rzeczy się zdarzają, bo parkiety są oklejone reklamami. Wszystkich swoim chłopakom chcę podziękować za walkę. Dopóki nie przegramy po raz trzeci, dopóty nie popuścimy nawet o centymetr - zapewnia trener Griszczuk.
!AMUNT VALENCIA!