Postautor: Siero » 09 listopada 2006, 17:00
Mistrzowie Polski jadą do Pireusu, gdzie wygrali dwa lata temu i minimalnie przegrali przed rokiem. Tym razem będzie ciężej, bo gospodarze zebrali chyba najsilniejszą, a na pewno najdroższą drużynę w swojej historii.
Olimpiakos ma w tym sezonie organizować Final Four Euroligi, nic więc dziwnego, że włodarze tego klubu postarali się, aby ich zespół zagrał w tym turnieju. Drużyna zdecydowanie się wzmocniła latem, a do tego zatrudniła jednego z najlepszych trenerów w Europie, Piniego Gershona. Tym razem sopocianie jadą więc do Grecji po prostu powalczyć. Nikt nie będzie miał pretensji jeśli przegrają, ale wszyscy i tak liczą, że Prokom w Grecji przynajmniej powalczy.
Motorem napędowym zespołu z Pireusu są Amerykanie Henry Domercant i Alex Acker. Ten drugi zdążył już nawet zdobyć tytuł MVP kolejki dwa tygodnie temu. Były gracz Efesu był z kolei bohaterem spotkania w Bolonii. Pełne ręce roboty będzie znów miał Justin Hamilton, który zaopiekuje się jednym z Amerykanów, ale przed trenerem Kijewskim stoi trudna decyzja, do którego z graczy przydzielić swojego rozgrywającego. Wydaje się, że groźniejszym graczem będzie Domercant, który od dwóch lat psuje humory sopockim kibicom.
Trzecim graczem zza oceanu jest doskonale znany sopocianom Scoonie Penn. Amerykanin jest podstawowym rozgrywającym Olimpiakosu i choć na razie nie błyszczy formą, nie należy zapominać, że także potrafi być świetnym egzekutorem. Szczęście w nieszczęściu, że z Prokomem nie zagra największa gwiazda Greków, Arvydas Macijauskas, który będzie pauzował przynajmniej do stycznia z powodu kontuzji. Obwód uzupełniają ponadto doświadczony rozgrywający Damir Mulaomerović oraz młody Jerry McNamara, uznawany za najlepszego gracza z USA, który nie został wybrany w tegorocznym drafcie.
Pod tablicami Prokomowi wcale nie będzie źle. Tym razem trener Kijewski będzie musiał sięgnąć po Michaela Andersena, gdyż to jedyny zawodnik, który jest w stanie ustać przy Sofoklisie Schortsanitisie. Grecki środkowy jest w tej chwili podstawowym graczem pod tablicami Olimpiakosu, mimo iż często wychodzi z ławki rezerwowych. Zazwyczaj gdy jest na parkiecie, większość piłek jest kierowanych właśnie do niego, a on zamienia je na punkty, najczęściej po przepchnięciu rywala i wsadzie do kosza.
Poza tym pod koszem groźni będą także Andrija Zizić i Ryan Stack. Tego drugiego trener Kijewski powinien bardzo dobrze pamiętać z finału Pucharu FIBA z Arisem, gdy sopocianie pechowo przegrali w końcówce. Zizicia przedstawiać raczej nie trzeba, gdyż to częsty przeciwnik sopocian. Mimo przewagi gospodarzy pod tablicami, sporo zamieszania może spowodować Huseyin Besok. Jeśli wiele piłek będzie kierowanych do niego, to może uda się wyfaulować chociażby Schortsanitisa, a wtedy w polu trzech sekund powinno zrobić się znacznie luźniej.
Generalnie po meczach z Olimpiakosem sopocianie mają bardzo dobre wspomnienia. Na cztery mecze, trzy zakończyły się zwycięstwem mistrzów Polski, a i w ostatnim spotkaniu do pełni szczęścia zabrakło dwóch minut dobrej gry. Hala w Atenach nie jest dla Prokomu straszna i nie odczuwają oni takiej presji, która często paraliżuje przeciwników Olimpiakosu.
Dobra wiadomość jest również taka, że trener Kijewski ma do dyspozycji prawie wszystkich swoich graczy. Zabraknie tylko Tomasa Pacesasa, który i tak w tym sezonie w Eurolidze ma grać tylko epizody. Besok i Hukić zagrali przed tygodniem, mimo iż nie byli wciąż niedoleczeni. Teraz powinni być już w optymalnej dyspozycji.
Mimo wszystkich dobrych wiadomości, to gospodarze będą zdecydowanym faworytem tego spotkania. Sopocianom pozostaje liczyć na dobrą skuteczność z dystansu i Besoka pod koszem. Nawet to może się jednak okazać za mało n Olimpiakos. Początek spotkania w czwartek o godzinie 19:45. Bezpośrednią relację tradycyjnie przeprowadzi Canal+ Sport.