Na pewno sukces reprezentacyjny przyciąga i w zasadzie tylko wówczas może coś się poprawić z transmisjami. Ale... niekoniecznie tak musi być. Przypomnijmy sobie ME w 1999 roku i złoto naszych koszykarek. Turniej w Polsce, wielki sukces, a finał nie transmitowała
żadna ze stacji telewizyjnych!

4 lata później siatkarki chyba jeszcze bardziej nieoczekiwanie zdobyły złoto - półfinał i finał był już na Polsacie głównym (nie jestem pewny, czy Polsat Sport transmitował wówczas całe mistrzostwa). W kolejnych latach nazwiska naszych siatkarek znał każdy kibic w Polsce - podobnie jak teraz jest ze szczypiornistami, że o siatkarzach nie wspomnę. W przypadku piłki ręcznej nie przekłada się to jakoś znacząco na popularność rozgrywek ligowych i transmisje meczów. Inaczej jest w przypadku siatkówki. I tu dochodzimy do magicznego słowa
"promocja". Kilka miesięcy temu w Polsce odbyły się męskie ME w kosza - nasi zajęli 9 miejsce (czyli nie jakoś świetnie, ale też nie rozczarowali), względną karierę w NBA robi Gortat. Mogłoby się wydawać, że dyscyplina zostanie ponownie zauważona i bardziej zaistnieje w TV. Owszem jest w TVP Sport dużo transmisji meczów PLK, ale nie idzie z tym odpowiednia popularyzacja dyscypliny, obecność w czołówkach serwisów informacyjnych itp. "Dbają" o to starannie władze PZKosz i PLK. Promocja Eurobasketu była beznadziejna, władze ligi nie umieją znaleźć sponsora tytularnego przez ponad 2 lata... A jak było nieco ponad dekadę wstecz? 7 miejsce na ME w 1997 roku i niemal wszyscy szaleli wówczas na punkcie koszykówki. Owszem, było to podparte wynikami klubowymi Śląska czy Pruszkowa, siatkówka czy piłka ręczna nie miały tak dobrych wyników. Ale czy ktoś teraz wyobraża sobie cotygodniową transmisję meczu PLK w sobotę lub niedzielę o 14.30 czy 15.00 w TVP1? Dla tych, którzy tego nie pamiętają - tak było... Gdy taki niedzielny widz zerknął choć jednym okiem na słynny rzut w ostatniej sekundzie Jacka Krzykały czy inne zacięte mecze (mimo ich kiepskiej oprawy), to na pewno łatwiej było go przekonać do obejrzenia kolejnych transmisji. Jasne, potem dynamiczne działania marketingowe rozpoczęli działacze siatkarscy (tutaj sukces męskiej ekipy przyszedł dopiero w 2006 roku, ale świetnie sprzedawała się Liga Światowa), PLK stała się mniej czytelna przez zalew obcokrajowców, a reprezentacja staczała się w dół, na dokładkę czas antenowy koszykarzom zabrał Małysz. Ale kto wtedy interesował się ligą kobiecą, w której na codzień grały
mistrzynie Europy, a niedługo później Lotos dwukrotnie wystąpił w ścisłym finale Euroligi?...

Piszę to dlatego, aby uzmysłowić, że nawet sukces reprezentacyjny niekoniecznie musi oznaczać poprawę zainteresowania rozgrywkami. Ważna też - a może przede wszystkim - jest promocja. Jeśli chodzi o władze PLKK (nie mówiąc o PLK), to ten element mocno kuleje.