Własnie ogladalem statystki Zejnicara - Omanic jest po prostu pojeb.... 4 zawodniczki po 40 minut!!!
W zwiazku z tym ,e ostatnio cos obiecalem, nie bede wiec juz sie rozpisywał o olbrzymiej ilosci czasu gry jakie otrzymaly Gajda i Krawiec.
W kazdym razie GRATy dla Wisły! Pierwsze zwyciestwo cieszy, oby w meczu z UMMC też się udało, liczę na niespodziankę.
Widać, że dobrą sprawa było zatrudnienie Fernandez.
Co do Lotosu : wielka szkoda porazki z Brnem, warto było utrzeć bobrom nosa. Co się odwlecze, to nie uciecze - licze na zwyciestwo -13 pkt u siebie.
Nie wiedziałem, ze Delta zakontraktowała MacCarville - wraz z Jalcova i drugą Amerykanką moga być całkiem groźne u siebie.
Gambrinus Brno - Lotos Gdynia , Halcon Avenida -Wisła Kraków
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
Mc Carville juz drugi sezon gra w Koszycach:)
Jeśli ktoś w Krakowie zapyta się za 20 lat: kim była DeForge? Odpowiedź będzie tylko jedna: wielką zawodniczką!
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
ann pisze:Mc Carville juz drugi sezon gra w Koszycach:)
Nie miałbym także nić przeciwko, gdyby za tydzień oprócz UMMC w Polsce poległ takze Spartak
w zeszłym sezonie grały w Pucharze Fiba i JMac tam wymiatała(ok 16p, 10 zb na mecz), więc się nie dziwie, że chcieli ją zatrzymać. Bradzo fajna zawodniczka. Lotos może mieć z nią problemy patrząc na to jak na razie gra Tuvić.
no i nie mam nic przeciwko ustrzeleniu rosyjskiego dubletu za tydzień
no i nie mam nic przeciwko ustrzeleniu rosyjskiego dubletu za tydzień
Jeśli ktoś w Krakowie zapyta się za 20 lat: kim była DeForge? Odpowiedź będzie tylko jedna: wielką zawodniczką!
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
Gdynia to raczej nie da rady ze Spartakiem, Jackson juz na ławie, pewnie Hejkova da jej coś pograć - zobaczymy ile w lidze ruskiej dostanie minut
A Janel była okazja w zeszłym sezonie( na początku ) oglądać w Krakowie na turnieju przedsezonowym - bardzo fajna zawodniczka!!
PS. warto było zobaczyć jak Kovacova biegnie do obrony!!
A Janel była okazja w zeszłym sezonie( na początku ) oglądać w Krakowie na turnieju przedsezonowym - bardzo fajna zawodniczka!!
PS. warto było zobaczyć jak Kovacova biegnie do obrony!!
Cellar Door
No chyba że tutaj są emeryci, renciści, bądź inne osoby, które mają nadmiar czasu wolnego i szperają od A do Z

No chyba że tutaj są emeryci, renciści, bądź inne osoby, które mają nadmiar czasu wolnego i szperają od A do Z

Wazne zwycięstwo, nawet bardzo ważne. Bo pierwsza kolejka zawsze jest niewiadomą, bo odniesione nad solidny rywalem w jego żywiołowo reagującej hali, bo pozwala nam na komfort porażki z UMCS za tydzień.
Pierwsze 15 minut nie napawało mnie optymizmem, wynik był na styku i to głownie dzięki popisom strzeleckim ADF. Natomiast Salamanca szalała na naszej desce (7 zb w ataku w I kwarcie..). Na szczęści potem gra na desce się poprawiła, zaczęły punktować inne zawodniczki i nastąpił systematyczny odjazd.
Końcówka w stylu Herkta, czyli nerwowa.. ale nie miałem obaw o końcowy wynik. Mamy za dużo klasowych zawodniczek które potrafią indywidualnymi akcjami zatrzymać pościg rywalek by roztrwonić 17 pkt w 6 min.
Fernandez pokazała po raz kolejny czym rózni sie od większości Polskich zawodniczek: może kiepsko grać 20 minut, trochę siedzieć na ławce, a potem wrócić do gry i mieć ogromny wkład w zwycięstwie. Nie drżą jej wtedy ręce, nie ma strachu w oczach.
Dupree.. cóż, to że umiejętnościami ustępuje Holdsclaw to było wiadomo. Chamique jak jest w pełni zaangażowana w grę, nie ma problemów zdrowotnych i psychicznych to jest zawodniczka wybitna. Tyle tylko że:
a) musi wytrzymać cały, dość długi sezon.
b) jest zawodniczką dużo droższą od Candice.
Ta natomiast póki co gra jakby uśpiona, ale robi swoje. Przede wszystkim gra bardzo mądrze, nie napala się, nie gra pod siebie. I praktycznie nie ma problemów z faulami. Tym niemniej czekam aż zacznie pokazywać pełnię swych umiejętności.
hell: odjazd Brna dla mnie wynikał właśnie ze zmęczenia Gdynianek, które w 6-tkę musiały walczyć z silniejszymi fizycznie rywalkami. Zabrakło precyzji, doszło kilka strat, brak w zastawianiu tablicy i w 3 minuty skończyły się marzenia o zwycięstwie.
Ale podtrzymuje to co napisałem; u siebie mogą powalczyć ze Spartakiem, choć oczywiści ewentualny występ LJ te szanse mocno redukuje.
Pierwsze 15 minut nie napawało mnie optymizmem, wynik był na styku i to głownie dzięki popisom strzeleckim ADF. Natomiast Salamanca szalała na naszej desce (7 zb w ataku w I kwarcie..). Na szczęści potem gra na desce się poprawiła, zaczęły punktować inne zawodniczki i nastąpił systematyczny odjazd.
Końcówka w stylu Herkta, czyli nerwowa.. ale nie miałem obaw o końcowy wynik. Mamy za dużo klasowych zawodniczek które potrafią indywidualnymi akcjami zatrzymać pościg rywalek by roztrwonić 17 pkt w 6 min.
Fernandez pokazała po raz kolejny czym rózni sie od większości Polskich zawodniczek: może kiepsko grać 20 minut, trochę siedzieć na ławce, a potem wrócić do gry i mieć ogromny wkład w zwycięstwie. Nie drżą jej wtedy ręce, nie ma strachu w oczach.
Dupree.. cóż, to że umiejętnościami ustępuje Holdsclaw to było wiadomo. Chamique jak jest w pełni zaangażowana w grę, nie ma problemów zdrowotnych i psychicznych to jest zawodniczka wybitna. Tyle tylko że:
a) musi wytrzymać cały, dość długi sezon.
b) jest zawodniczką dużo droższą od Candice.
Ta natomiast póki co gra jakby uśpiona, ale robi swoje. Przede wszystkim gra bardzo mądrze, nie napala się, nie gra pod siebie. I praktycznie nie ma problemów z faulami. Tym niemniej czekam aż zacznie pokazywać pełnię swych umiejętności.
hell: odjazd Brna dla mnie wynikał właśnie ze zmęczenia Gdynianek, które w 6-tkę musiały walczyć z silniejszymi fizycznie rywalkami. Zabrakło precyzji, doszło kilka strat, brak w zastawianiu tablicy i w 3 minuty skończyły się marzenia o zwycięstwie.
Ale podtrzymuje to co napisałem; u siebie mogą powalczyć ze Spartakiem, choć oczywiści ewentualny występ LJ te szanse mocno redukuje.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
KOSZYKÓWKA Gambrinus Brno - Lotos Gdynia 85:72
Sensacja w Brnie wisiała w powietrzu. Przez 35 minut koszykarki Lotosu prowadziły z faworyzowanym Gambrinusem wyrównaną grę i gdyby sił wystarczyło im jeszcze na ostatnie pięć minut, mogłyby sprawić wielką niespodziankę w meczu na otwarcie sezonu w Eurolidze. Przegrały jednak 72:85, ale parkiet mogły opuszczać z podniesionymi głowami.
Obawa i niepewność towarzyszyły ekipie koszykarek Lotosu PKO BP przed inauguracyjnym meczem nowego sezonu Euroligi w Brnie. - Mamy w składzie sześć zawodniczek, które zadebiutują dziś w rozgrywkach Euroligi - wyliczył prezes gdyńskiego klubu Mieczysław Krawczyk, który tuż przed spotkaniem odebrał z kraju bardzo złą wiadomość. - Wszystko wskazuje na to, że naszą podstawową rozgrywającą Paulinę Pawlak czeka operacja kolana, która prawdopodobnie wyłączy ją z gry, nie tylko w tym spotkaniu, ale z meczów w kilku następnych miesiącach - podzielił się nią z nami prezes Krawczyk.
Tymczasem w Brnie wszyscy pewni byli zwycięstwa Gambrinusa. Miejscowy bukmacher za koronę postawioną wygraną mistrzyń Czech gotów był zapłacić tylko 1,15 korony. Mimo dobrej gry gdynianek, które od początku sezonu nie przegrały jeszcze żadnego meczu, w ich sukces wątpili nawet, zawsze wierni Lotosowi, kibice. Na meczu w Brnie reprezentowani tylko przez cztery osoby. - Za dwa tygodnie w Koszycach będzie nas dużo więcej - obiecała pani Regina z Klubu Kibica gdyńskiej drużyny.
Gambrinus - Lotos. Przyjazd wicemistrzyń Polski nie wywołał też wielkiego zainteresowania wśród miejscowych kibiców, którzy mogącą pomieścić 1,5 tysiąca widzów halę "Rosnicki" nie wypełnili nawet w połowie.
Początek meczu potwierdzał obawy dotyczące Lotosu. Gdynianki, bez Pawlak, miały kłopoty ze współdzialaniem w ataku pozycyjnym. Pierwsze punkty z gry (Magdalena Leciejewska) zdobyły przy stanie 4:10 dopiero pod koniec czwartej minuty spotkania. Ich przeciwniczki nie miały problemów z dochodzeniem do tzw. czystych pozycji rzutowych. Po trzypunktowych trafieniach Hany Machovej z Zuzany Żirkovej gdynianki przegrywały 10:18 i trener Roman Skrzecz musiał prosić o pierwszą przerwę w grze. Po jego uwagach koszykarki Lotosu skorygowały obronę i zaczęły odrabiać straty. W ósmej minucie Dominique Canty doprowadziła do stanu 21:21, a remisowy wynik na zakończenie pierwszej kwarty zapewniła gdyniankom Chamique Holdclaw.
Druga odsłona miała bardzo podobny przebieg do pierwszej. Gambrinus na początku zdobył przewagę (25:32), którą następnie koszykarki Lotosu odrobiły z nawiązką. Znakomicie w tym okresie spisała się Holdclaw. W 17 minucie dwa razy trafiła z rzutów wolnych i po raz pierwszy gdynianki wyszły na prowadzenie 35:34. Po kolejnym trafieniu Amerykanki (w pierwszych 20 minutach zdobyła dla Lotosu 21 pkt) zwiększyły przewagę, ale niestety, zmienniczki gdyńskiej drużyny nie zdołały utrzymać jej do przerwy. Po pierwszej połowie Lotos przegrywał 42:43. W końcówce drugiej kwarty dwa razy "za trzy" trafiła Ewa Viteckova.
Po przerwie gdyńskie koszykarki kontynuowały agresywną grę w obronie, która zaczęła przynosić efekty w postaci obniżenia się skuteczności rzutowej gospodyń. Zarysowała się kolejna przewaga Lotosu (59:55) pod koniec trzeciej kwarty i w Brnie zanosiło się na niespodziankę. Trener Skrzecz rzadziej operował zmianami i niewiadomo było tylko, czy jego podopiecznym wystarczy sił do końca spotkania. Nie wystarczyło, choć jescze na pięć minut przed końcem Lotos prowadził 64:63. Wynikające z ogromnego zmęczenia błędy gdynianek, Gambrinus wykorzystał jednak w końcówce spotkania i wygrał. Mimo porażki, koszykarkom Lotosu należy się uznanie i pochwała. Pokazały ogromną wolę walki oraz charakter, który pozwala z optymizmem patrzeć na ich kolejne spotkania.
- Szczęście było blisko, ale mieliśmy za krótką ławkę rezerwowych. Canty nie ustała całego meczu i dlatego przegraliśmy. Z Pauliną Pawlak wynik tego spotkania do końca byłby otwarty - powiedział nam po meczu trener Skrzecz.
Gambrinus - Lotos 85:72 (23:23, 20:19, 14:17, 28:13)
Gambrinus: Żirkova 16 (1), Machova 16 (4), Viteckova 18 (4), Kuliczova 9, Whitmore 2 oraz Maiga-ba 9, Viteckova 18 (4), Vesela 6, Vecerova 0, Beres 9
Lotos: Holdclaw 32, Canty 12, Breitreiner 7 (1), Leciejewska 10, Maksymowicz 6 oraz Snytsina 3 (1), Waligórska 0, Zarytska 0.
Sędziowali: Markus Grievnik (Holandia), Jasmina Taticova (Serbia) i Borys Gabara (Słowenia)
Adam Suska - POLSKA Dziennik Bałtycki
Sensacja w Brnie wisiała w powietrzu. Przez 35 minut koszykarki Lotosu prowadziły z faworyzowanym Gambrinusem wyrównaną grę i gdyby sił wystarczyło im jeszcze na ostatnie pięć minut, mogłyby sprawić wielką niespodziankę w meczu na otwarcie sezonu w Eurolidze. Przegrały jednak 72:85, ale parkiet mogły opuszczać z podniesionymi głowami.
Obawa i niepewność towarzyszyły ekipie koszykarek Lotosu PKO BP przed inauguracyjnym meczem nowego sezonu Euroligi w Brnie. - Mamy w składzie sześć zawodniczek, które zadebiutują dziś w rozgrywkach Euroligi - wyliczył prezes gdyńskiego klubu Mieczysław Krawczyk, który tuż przed spotkaniem odebrał z kraju bardzo złą wiadomość. - Wszystko wskazuje na to, że naszą podstawową rozgrywającą Paulinę Pawlak czeka operacja kolana, która prawdopodobnie wyłączy ją z gry, nie tylko w tym spotkaniu, ale z meczów w kilku następnych miesiącach - podzielił się nią z nami prezes Krawczyk.
Tymczasem w Brnie wszyscy pewni byli zwycięstwa Gambrinusa. Miejscowy bukmacher za koronę postawioną wygraną mistrzyń Czech gotów był zapłacić tylko 1,15 korony. Mimo dobrej gry gdynianek, które od początku sezonu nie przegrały jeszcze żadnego meczu, w ich sukces wątpili nawet, zawsze wierni Lotosowi, kibice. Na meczu w Brnie reprezentowani tylko przez cztery osoby. - Za dwa tygodnie w Koszycach będzie nas dużo więcej - obiecała pani Regina z Klubu Kibica gdyńskiej drużyny.
Gambrinus - Lotos. Przyjazd wicemistrzyń Polski nie wywołał też wielkiego zainteresowania wśród miejscowych kibiców, którzy mogącą pomieścić 1,5 tysiąca widzów halę "Rosnicki" nie wypełnili nawet w połowie.
Początek meczu potwierdzał obawy dotyczące Lotosu. Gdynianki, bez Pawlak, miały kłopoty ze współdzialaniem w ataku pozycyjnym. Pierwsze punkty z gry (Magdalena Leciejewska) zdobyły przy stanie 4:10 dopiero pod koniec czwartej minuty spotkania. Ich przeciwniczki nie miały problemów z dochodzeniem do tzw. czystych pozycji rzutowych. Po trzypunktowych trafieniach Hany Machovej z Zuzany Żirkovej gdynianki przegrywały 10:18 i trener Roman Skrzecz musiał prosić o pierwszą przerwę w grze. Po jego uwagach koszykarki Lotosu skorygowały obronę i zaczęły odrabiać straty. W ósmej minucie Dominique Canty doprowadziła do stanu 21:21, a remisowy wynik na zakończenie pierwszej kwarty zapewniła gdyniankom Chamique Holdclaw.
Druga odsłona miała bardzo podobny przebieg do pierwszej. Gambrinus na początku zdobył przewagę (25:32), którą następnie koszykarki Lotosu odrobiły z nawiązką. Znakomicie w tym okresie spisała się Holdclaw. W 17 minucie dwa razy trafiła z rzutów wolnych i po raz pierwszy gdynianki wyszły na prowadzenie 35:34. Po kolejnym trafieniu Amerykanki (w pierwszych 20 minutach zdobyła dla Lotosu 21 pkt) zwiększyły przewagę, ale niestety, zmienniczki gdyńskiej drużyny nie zdołały utrzymać jej do przerwy. Po pierwszej połowie Lotos przegrywał 42:43. W końcówce drugiej kwarty dwa razy "za trzy" trafiła Ewa Viteckova.
Po przerwie gdyńskie koszykarki kontynuowały agresywną grę w obronie, która zaczęła przynosić efekty w postaci obniżenia się skuteczności rzutowej gospodyń. Zarysowała się kolejna przewaga Lotosu (59:55) pod koniec trzeciej kwarty i w Brnie zanosiło się na niespodziankę. Trener Skrzecz rzadziej operował zmianami i niewiadomo było tylko, czy jego podopiecznym wystarczy sił do końca spotkania. Nie wystarczyło, choć jescze na pięć minut przed końcem Lotos prowadził 64:63. Wynikające z ogromnego zmęczenia błędy gdynianek, Gambrinus wykorzystał jednak w końcówce spotkania i wygrał. Mimo porażki, koszykarkom Lotosu należy się uznanie i pochwała. Pokazały ogromną wolę walki oraz charakter, który pozwala z optymizmem patrzeć na ich kolejne spotkania.
- Szczęście było blisko, ale mieliśmy za krótką ławkę rezerwowych. Canty nie ustała całego meczu i dlatego przegraliśmy. Z Pauliną Pawlak wynik tego spotkania do końca byłby otwarty - powiedział nam po meczu trener Skrzecz.
Gambrinus - Lotos 85:72 (23:23, 20:19, 14:17, 28:13)
Gambrinus: Żirkova 16 (1), Machova 16 (4), Viteckova 18 (4), Kuliczova 9, Whitmore 2 oraz Maiga-ba 9, Viteckova 18 (4), Vesela 6, Vecerova 0, Beres 9
Lotos: Holdclaw 32, Canty 12, Breitreiner 7 (1), Leciejewska 10, Maksymowicz 6 oraz Snytsina 3 (1), Waligórska 0, Zarytska 0.
Sędziowali: Markus Grievnik (Holandia), Jasmina Taticova (Serbia) i Borys Gabara (Słowenia)
Adam Suska - POLSKA Dziennik Bałtycki
Jeśli ktoś w Krakowie zapyta się za 20 lat: kim była DeForge? Odpowiedź będzie tylko jedna: wielką zawodniczką!
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
Ja sobie wczoraj wieczorkiem obejrzałem cały mecz Spartak vs Kosice, musze powiedzieć że Spartak wygrał fuksiarsko, Koszyce miały piękną pierwszą kwarte gdzie wszystki im wpadało, fajnie sie ta mała rozgrywająca Koszyc prezentowala, dużo przechwytów. I te ich dwie potężnie zbudowane podkoszowe, pełen respekt
W Spartaku wczoraj super Matovic, reszta bez błysku.
A niewiecie czy mecz CSKA i UMMC był pokazywany w ruskiej tv, czy będą jakieś ewentualne powtórki??
W Spartaku wczoraj super Matovic, reszta bez błysku.
A niewiecie czy mecz CSKA i UMMC był pokazywany w ruskiej tv, czy będą jakieś ewentualne powtórki??
Chwiałka A Chwiałka Z Chwiałka AZS!
Wiślaczki przeszły jak po rzymskim moście
Nie było wielkiego świętowania, była za to radość i dobry humor. Dopisywał nam też apetyt przy dobrej kolacji - oznajmił Piotr Dunin-Suligostowski, menedżer Wisły Can-Pack po wygranej w Eurolidze
Która koszykarka zasłużyła na miano bohaterki meczu? - Nie będę nikogo specjalnie chwalił. Trzymamy się zasady: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego - odpowiedział Dunin.
Anna DeForge znakomicie wprowadziła zespół w mecz, w trudnych chwilach ciężar zdobywania punktów wzięła na siebie Marta Fernandez. - Szczególnie, gdy zaczęło nam brakować sił. W ważnym momencie trafiła za trzy i poprawiła akcją "2+1" - komplementował Fernandez menedżer wiślaczek.
Jelena Skerović przyzwyczaiła już do zdobyczy punktowych i dużej liczby asyst, ale dziewięć zbiórek w Eurolidze, i to na wyjeździe, robi szczególne wrażenie. - To sztuka ustawiania się na boisku i przewidywania, gdzie spadnie piłka. Lena jest doświadczona i skoczna - zauważył Dunin.
Ewelina Kobryn zdobyła tylko osiem punktów pod koszem, ale za to ze 100-proc. skutecznością. Zebrała sześć piłek, tyle samo, ile wyższa od niej o głowę Alessandra Santos. To duży sukces, bo Brazylijka miała już nawet 19 zbiórek w Eurolidze. - Nie było tak źle, chociaż dobrze wiedziałam, że Santos była MVP ostatniej kolejki ligowej w Hiszpanii. Bardzo zaangażowałyśmy się w obronie - relacjonowała Kobryn.
Na konferencji zabrakło niezadowolonych z wyniku trenera i zawodniczki z Salamanki. Byli za to DeForge i trener Tomasz Herkt. Czy będą kary od FIBA za zlekceważenie dziennikarzy? To zależy, co komisarz wpisał do pomeczowego protokołu. - Rzadko zdarza się, by widzowie po porażce własnej drużyny oklaskiwali gości. Dostaliśmy burzę braw - podkreślił Dunin.
- Co najbardziej zapamiętam? Wygraną, piękne miasto i ładny hotel - wymieniała Kobryn. - To jedno z najpiękniejszych miejsc, w jakim graliśmy w Eurolidze. Powstało już 300 lat przed naszą erą. To miasto studenckie z dużo większą koncentracją zabytków niż w Krakowie, z monumentalną katedrą i kamiennym rzymskim mostem - uzupełnił menedżer krakowianek.
Po zwycięstwie Wisłę czekała podróż przez całą Europę. Najpierw autokarem 280 km po autostradzie do Madrytu, później dwa razy samolotami, do Monachium i Krakowa. A w piątek kolejna wycieczka, tym razem krajowa, na mecz ligowy z SMS-em Łomianki.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków
Nie ma dramatu w Lotosie Gdynia
Mimo porażki z Gambrinusem Brno koszykarki Lotosu PKO BP nie mają się czego wstydzić, bo ich gra budzi duży optymizm na przyszłość.
Już przed spotkaniem słychać było od ludzi związanych z klubem pewien sceptycyzm co do meczu z triumfatorem kobiecej Euroligi sprzed dwóch lat - Gambrinusem. Na tym poziomie przygotowań oraz bez podstawowej rozgrywającej Pauliny Pawlak, która ma poważne problemy z kolanem, zwycięstwo gdynianek byłoby wręcz cudem. Jednak same zawodniczki mocno wierzyły w wygraną. Na rozgrzewkę wyszły dobrych dwadzieścia minut przed przeciwniczkami, a na ich twarzach widać było dużą mobilizację. Po około dwudziestu minutach wstępnej rozgrzewki udały się do szatni, by jeszcze raz przedyskutować cele postawione na ten mecz. Po powrocie przystąpiły do ostrzejszej rozgrzewki. A sześć z jedenastu koszykarek Lotosu PKO BP naprawdę jej potrzebowało, gdyż zdawało sobie sprawę, że na parkiecie spędzą ponad 30 minut. Jednak taka mobilizacja okazała się niestety niewystarczająca na drużynę tej klasy co Gambrinus.
Fani sportowi w około 350-tysięcznym Brnie żyją sukcesami żeńskiej koszykówki. Samo miasto wygląda na mocno uśpione, szare. Jednak nie przekłada się to na grę miejscowych koszykarek. Zapotrzebowanie na ten sport w mieście położonym w południowo-wschodnich Czechach jest naprawdę duże. Tuż przed meczem Euroligi na hali Gambrinusa odbywał się trening 16-letnich zawodniczek. Brało w nim udział przeszło dwadzieścia dziewcząt, a niemal większość z nich imponowała walorami rzutowymi. Zaraz po zakończeniu spotkania pomiędzy Lotosem PKO BP a Gambrinusem, na parkiecie pojawiła się juniorska drużyna męska, która natychmiast rozpoczęła swój trening. Środowe spotkanie można było bez problemu obejrzeć w miejscowej telewizji i właśnie może dlatego hala Roznicka nie została tego wieczoru wypełniona po brzegi.
W Brnie u każdego bukmachera można było obstawić wynik środowego meczu i jeżeli ktoś postawił na Lotos, to przez 35 minut meczu był bardzo bliski wygranej sporej ilości pieniędzy. Za jedną czeską koronę postawioną na gdyński zespół można było zarobić aż cztery. Natomiast na zwycięstwie miejscowych praktycznie nie dało się zarobić - za 1 koronę wypłacano tylko 1.10 korony.
Mimo tak niskich notowań, drużyna z Gdyni nie została bez wsparcia. Do Brna dotarła czteroosobowa grupka gdyńskich kibiców, która każdą ciszę na sali wykorzystywała do skandowania nazwy ukochanego klubu. Kibice Lotosu mogli podziwiać, jak gra Chamicque Holdsclaw. Jednak kiedy grająca bez zmiany Amerykanka po zdobyciu 32 punktów opadła z sił, losy meczu dramatycznie się odwróciły, a Holdsclaw w ostatniej minucie mogła tylko usiąść na ławce rezerwowych i schować głowę w dłonie.
Po końcowej syrenie na twarzach koszykarek Lotosu nie było widać rozpaczy w związku z porażką. Pozostał jedynie żal, że tyle trudu, ile włożyła pierwsza piątka w tym meczu, czyli Holdsclaw, Dominique Canty, Magdalena Leciejewska, Slobodanka Maksimović i Anne Breitreiner, poszło na marne.
Gdynianki na pewno nie zasłużyły w środę na trzynastopunktowa porażkę. Jednak jeżeli do gry pierwszej piątki dojdzie prawidłowe wkomponowanie rezerwowych, które posiada drużyna z Trójmiasta to awansu do następnej rundy możemy być pewni, nawet z drugiej pozycji w grupie.
Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto
Nie było wielkiego świętowania, była za to radość i dobry humor. Dopisywał nam też apetyt przy dobrej kolacji - oznajmił Piotr Dunin-Suligostowski, menedżer Wisły Can-Pack po wygranej w Eurolidze
Która koszykarka zasłużyła na miano bohaterki meczu? - Nie będę nikogo specjalnie chwalił. Trzymamy się zasady: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego - odpowiedział Dunin.
Anna DeForge znakomicie wprowadziła zespół w mecz, w trudnych chwilach ciężar zdobywania punktów wzięła na siebie Marta Fernandez. - Szczególnie, gdy zaczęło nam brakować sił. W ważnym momencie trafiła za trzy i poprawiła akcją "2+1" - komplementował Fernandez menedżer wiślaczek.
Jelena Skerović przyzwyczaiła już do zdobyczy punktowych i dużej liczby asyst, ale dziewięć zbiórek w Eurolidze, i to na wyjeździe, robi szczególne wrażenie. - To sztuka ustawiania się na boisku i przewidywania, gdzie spadnie piłka. Lena jest doświadczona i skoczna - zauważył Dunin.
Ewelina Kobryn zdobyła tylko osiem punktów pod koszem, ale za to ze 100-proc. skutecznością. Zebrała sześć piłek, tyle samo, ile wyższa od niej o głowę Alessandra Santos. To duży sukces, bo Brazylijka miała już nawet 19 zbiórek w Eurolidze. - Nie było tak źle, chociaż dobrze wiedziałam, że Santos była MVP ostatniej kolejki ligowej w Hiszpanii. Bardzo zaangażowałyśmy się w obronie - relacjonowała Kobryn.
Na konferencji zabrakło niezadowolonych z wyniku trenera i zawodniczki z Salamanki. Byli za to DeForge i trener Tomasz Herkt. Czy będą kary od FIBA za zlekceważenie dziennikarzy? To zależy, co komisarz wpisał do pomeczowego protokołu. - Rzadko zdarza się, by widzowie po porażce własnej drużyny oklaskiwali gości. Dostaliśmy burzę braw - podkreślił Dunin.
- Co najbardziej zapamiętam? Wygraną, piękne miasto i ładny hotel - wymieniała Kobryn. - To jedno z najpiękniejszych miejsc, w jakim graliśmy w Eurolidze. Powstało już 300 lat przed naszą erą. To miasto studenckie z dużo większą koncentracją zabytków niż w Krakowie, z monumentalną katedrą i kamiennym rzymskim mostem - uzupełnił menedżer krakowianek.
Po zwycięstwie Wisłę czekała podróż przez całą Europę. Najpierw autokarem 280 km po autostradzie do Madrytu, później dwa razy samolotami, do Monachium i Krakowa. A w piątek kolejna wycieczka, tym razem krajowa, na mecz ligowy z SMS-em Łomianki.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków
Nie ma dramatu w Lotosie Gdynia
Mimo porażki z Gambrinusem Brno koszykarki Lotosu PKO BP nie mają się czego wstydzić, bo ich gra budzi duży optymizm na przyszłość.
Już przed spotkaniem słychać było od ludzi związanych z klubem pewien sceptycyzm co do meczu z triumfatorem kobiecej Euroligi sprzed dwóch lat - Gambrinusem. Na tym poziomie przygotowań oraz bez podstawowej rozgrywającej Pauliny Pawlak, która ma poważne problemy z kolanem, zwycięstwo gdynianek byłoby wręcz cudem. Jednak same zawodniczki mocno wierzyły w wygraną. Na rozgrzewkę wyszły dobrych dwadzieścia minut przed przeciwniczkami, a na ich twarzach widać było dużą mobilizację. Po około dwudziestu minutach wstępnej rozgrzewki udały się do szatni, by jeszcze raz przedyskutować cele postawione na ten mecz. Po powrocie przystąpiły do ostrzejszej rozgrzewki. A sześć z jedenastu koszykarek Lotosu PKO BP naprawdę jej potrzebowało, gdyż zdawało sobie sprawę, że na parkiecie spędzą ponad 30 minut. Jednak taka mobilizacja okazała się niestety niewystarczająca na drużynę tej klasy co Gambrinus.
Fani sportowi w około 350-tysięcznym Brnie żyją sukcesami żeńskiej koszykówki. Samo miasto wygląda na mocno uśpione, szare. Jednak nie przekłada się to na grę miejscowych koszykarek. Zapotrzebowanie na ten sport w mieście położonym w południowo-wschodnich Czechach jest naprawdę duże. Tuż przed meczem Euroligi na hali Gambrinusa odbywał się trening 16-letnich zawodniczek. Brało w nim udział przeszło dwadzieścia dziewcząt, a niemal większość z nich imponowała walorami rzutowymi. Zaraz po zakończeniu spotkania pomiędzy Lotosem PKO BP a Gambrinusem, na parkiecie pojawiła się juniorska drużyna męska, która natychmiast rozpoczęła swój trening. Środowe spotkanie można było bez problemu obejrzeć w miejscowej telewizji i właśnie może dlatego hala Roznicka nie została tego wieczoru wypełniona po brzegi.
W Brnie u każdego bukmachera można było obstawić wynik środowego meczu i jeżeli ktoś postawił na Lotos, to przez 35 minut meczu był bardzo bliski wygranej sporej ilości pieniędzy. Za jedną czeską koronę postawioną na gdyński zespół można było zarobić aż cztery. Natomiast na zwycięstwie miejscowych praktycznie nie dało się zarobić - za 1 koronę wypłacano tylko 1.10 korony.
Mimo tak niskich notowań, drużyna z Gdyni nie została bez wsparcia. Do Brna dotarła czteroosobowa grupka gdyńskich kibiców, która każdą ciszę na sali wykorzystywała do skandowania nazwy ukochanego klubu. Kibice Lotosu mogli podziwiać, jak gra Chamicque Holdsclaw. Jednak kiedy grająca bez zmiany Amerykanka po zdobyciu 32 punktów opadła z sił, losy meczu dramatycznie się odwróciły, a Holdsclaw w ostatniej minucie mogła tylko usiąść na ławce rezerwowych i schować głowę w dłonie.
Po końcowej syrenie na twarzach koszykarek Lotosu nie było widać rozpaczy w związku z porażką. Pozostał jedynie żal, że tyle trudu, ile włożyła pierwsza piątka w tym meczu, czyli Holdsclaw, Dominique Canty, Magdalena Leciejewska, Slobodanka Maksimović i Anne Breitreiner, poszło na marne.
Gdynianki na pewno nie zasłużyły w środę na trzynastopunktowa porażkę. Jednak jeżeli do gry pierwszej piątki dojdzie prawidłowe wkomponowanie rezerwowych, które posiada drużyna z Trójmiasta to awansu do następnej rundy możemy być pewni, nawet z drugiej pozycji w grupie.
Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto
Jeśli ktoś w Krakowie zapyta się za 20 lat: kim była DeForge? Odpowiedź będzie tylko jedna: wielką zawodniczką!
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości

