Lotos Gdynia - Wisła Kraków 75:64 (3-3)
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
-
Liquidor
- Młodzik
- Posty: 958
- Rejestracja: 04 maja 2005, 01:59
- Lokalizacja: Wisła Kraków
- Kontaktowanie:
Seba pisze:Było dać znać, to z kilkoma Olimpiakami byśmy Wam przy piwku uprzyjemnili czekanie![]()
![]()
Kurde że też na to nie wpadliśmy
Ale co się odwlecze ...
Pozdro
Ps. Najbardziej w całej podróży sfrajerzyło się słońce, z którym byliśmy ustawieni w sobote w Sopocie, a które nie zjawiło się nawet na chwile
TO MY KINOLE PAPIESKIEGO MIASTA
O mistrzostwie Polski zadecyduje mecz w Krakowie
Lotos Gdynia wygrywa z Wisłą Can-Pack Kraków 75:64, choć krakowianki prowadziły już 14 punktami.
Początek szóstego spotkania finału mistrzostw Polski koszykarek był w wykonaniu Lotosu tak słaby, że wielu kibiców już po 15 minutach było przekonanych, że słowa spikera mogą okazać się prorocze. Prowadzący mecz mówił podczas prezentacji, że to ostatnie spotkanie sezonu i dopiero po dłuższym oddechu dodał: ...w Gdyni. Dokładnie tak samo wyglądał cały mecz.
Znakomicie zaczęła niezawodna rozgrywająca Wisły Anna DeForge, ale doskonale grała także środkowa Kara Braxton. Amerykanka wprost ośmieszała Rankicę Sarenac, która już po pięciu minutach prosiła o zmianę. Trener Krzysztof Koziorowicz wytrzymał jednak niemal do końca kwarty, ale wtedy Lotos przegrywał już dziesięcioma punktami. Z łatwych pozycji punktów nie zdobywała Gordana Kovacevic, która przez pierwsze dwie kwarty ani razu nie trafiła z gry. Zupełnie zniknęła gdzieś Agnieszka Bibrzycka, która błysnęła tylko w pierwszej akcji meczu. Wisła prowadziła już 14 punktami i trener Emedin Omanic był niemal pewny zwycięstwa. Dał nawet odpocząć Braxton, która rozgrywała doskonałe spotkanie. I to był jego największy błąd.
Lotos nie załamał się i zaczął gonić. Wreszcie przełamała się Kovacevic, a jej celny rzut za 3 wyprowadził Lotos na pierwsze prowadzenie (39:38). - Wyszliśmy na prostą dosłownie w ostatnim momencie ostrego wirażu - wzdychał później Koziorowicz.
O swoim talencie przypomniała również Bibrzycka, ale pierwsze skrzypce rozgrywała zdecydowanie Sarenac. Środkowa Lotosu odkupiła swoje wszystkie winy z pierwszej kwarty, zagrała jedno ze swoich najlepszych spotkań w historii występów w Lotosie. Gdy kolejne punkty zdobywały Ewelina Kobryn, Chelsea Newton i Magdalena Leciejewska, na trybunach zapanowała taka euforia, jakby Lotos już obronił mistrzostwo. Momentami było tak głośno, że sędziowie musieli wbiegać pomiędzy zawodniczki, aby przerywać akcje, bo nikt nie słyszał ich gwizdków!
Gdy za pięć fauli już siedem minut przed końcem meczu boisko musiała opuścić Braxton, stało się jasne, że to jeszcze nie koniec finałowej rywalizacji. Wisła jeszcze się zerwała, ale nie mogła pokonać rozpędzonego Lotosu i po raz kolejny przegrała mecz, który na dobrą sprawę wygrać powinna.
- To było bardzo dobre spotkanie, ale w decydujących meczach to my byliśmy zawsze górą. Wygraliśmy w finale Pucharu Polski i jestem pewien, że wygramy także mistrzostwo Polski - podsumował trener Omanic.
Po sześciu meczach jest 3:3. Decydujące spotkanie w środę w Krakowie.
LOTOS GDYNIA 75
WISŁA KRAKÓW 64
Kwarty: 14:24, 18:12, 24:12, 19:16.
Lotos: Sarenac 18, Kobryn 13, Bibrzycka 11 (1), Kovacevic 11 (1), Johnson 6 oraz Newton 10, Leciejewska 4, Pawlak 2.
Wisła: DeForge 17 (2), Braxton 15 (1), Skerovic 10, Kress 9 (1), Trafimava 7 oraz Perovanovic 4, Krawiec 2.
Mówi Ewelina Kobryn*
Wygramy w Krakowie!
Michał Sielski: Chyba chcecie stracić wszystkich kibiców... Po takim meczu połowa z nich mogła dostać zawału serca!
Ewelina Kobryn: Spokojnie... Co ich nie zabije, to ich wzmocni [śmiech]. Tak samo jak nas. Zarówno psychicznie, jak i fizycznie po takim meczu możemy czuć się silniejsze.
Przez pierwszą część meczu można było jednak odnieść wrażenie, że nie macie szans.
- Ale w szatni nie ma żadnych rozmów o tym, że możemy stracić mistrzostwo. To także nasza siła. Najgorsze jest jednak to, że to zawsze my musimy gonić. Nie dość, że pierwsze przegrywamy mecze i musimy wyrównywać stan play-off, to jeszcze w każdym spotkaniu na początku Wisła wysoko prowadzi...
...a potem gra tak, jakby was zlekceważyła, bo krakowianki wiedzą, że mają lepszy zespół?
- Na pewno nas trochę lekceważą, ale przy wysokim prowadzeniu to normalne. Tak wygląda niemal każdy mecz w każdej lidze.
W środę w Krakowie też będzie horror?
- Pewnie tak, ale z happy endem. Wisła też będzie prowadzić do przerwy, ale to my zejdziemy z parkietu jako zwycięzcy. Wygramy w Krakowie!
Rozmawiał Michał Sielski
* Ewelina Kobryn jest koszykarką Lotosu i byłą zawodniczką Wisły
Michał Sielski (Gazeta Wyborcza)
Lotos Gdynia wygrywa z Wisłą Can-Pack Kraków 75:64, choć krakowianki prowadziły już 14 punktami.
Początek szóstego spotkania finału mistrzostw Polski koszykarek był w wykonaniu Lotosu tak słaby, że wielu kibiców już po 15 minutach było przekonanych, że słowa spikera mogą okazać się prorocze. Prowadzący mecz mówił podczas prezentacji, że to ostatnie spotkanie sezonu i dopiero po dłuższym oddechu dodał: ...w Gdyni. Dokładnie tak samo wyglądał cały mecz.
Znakomicie zaczęła niezawodna rozgrywająca Wisły Anna DeForge, ale doskonale grała także środkowa Kara Braxton. Amerykanka wprost ośmieszała Rankicę Sarenac, która już po pięciu minutach prosiła o zmianę. Trener Krzysztof Koziorowicz wytrzymał jednak niemal do końca kwarty, ale wtedy Lotos przegrywał już dziesięcioma punktami. Z łatwych pozycji punktów nie zdobywała Gordana Kovacevic, która przez pierwsze dwie kwarty ani razu nie trafiła z gry. Zupełnie zniknęła gdzieś Agnieszka Bibrzycka, która błysnęła tylko w pierwszej akcji meczu. Wisła prowadziła już 14 punktami i trener Emedin Omanic był niemal pewny zwycięstwa. Dał nawet odpocząć Braxton, która rozgrywała doskonałe spotkanie. I to był jego największy błąd.
Lotos nie załamał się i zaczął gonić. Wreszcie przełamała się Kovacevic, a jej celny rzut za 3 wyprowadził Lotos na pierwsze prowadzenie (39:38). - Wyszliśmy na prostą dosłownie w ostatnim momencie ostrego wirażu - wzdychał później Koziorowicz.
O swoim talencie przypomniała również Bibrzycka, ale pierwsze skrzypce rozgrywała zdecydowanie Sarenac. Środkowa Lotosu odkupiła swoje wszystkie winy z pierwszej kwarty, zagrała jedno ze swoich najlepszych spotkań w historii występów w Lotosie. Gdy kolejne punkty zdobywały Ewelina Kobryn, Chelsea Newton i Magdalena Leciejewska, na trybunach zapanowała taka euforia, jakby Lotos już obronił mistrzostwo. Momentami było tak głośno, że sędziowie musieli wbiegać pomiędzy zawodniczki, aby przerywać akcje, bo nikt nie słyszał ich gwizdków!
Gdy za pięć fauli już siedem minut przed końcem meczu boisko musiała opuścić Braxton, stało się jasne, że to jeszcze nie koniec finałowej rywalizacji. Wisła jeszcze się zerwała, ale nie mogła pokonać rozpędzonego Lotosu i po raz kolejny przegrała mecz, który na dobrą sprawę wygrać powinna.
- To było bardzo dobre spotkanie, ale w decydujących meczach to my byliśmy zawsze górą. Wygraliśmy w finale Pucharu Polski i jestem pewien, że wygramy także mistrzostwo Polski - podsumował trener Omanic.
Po sześciu meczach jest 3:3. Decydujące spotkanie w środę w Krakowie.
LOTOS GDYNIA 75
WISŁA KRAKÓW 64
Kwarty: 14:24, 18:12, 24:12, 19:16.
Lotos: Sarenac 18, Kobryn 13, Bibrzycka 11 (1), Kovacevic 11 (1), Johnson 6 oraz Newton 10, Leciejewska 4, Pawlak 2.
Wisła: DeForge 17 (2), Braxton 15 (1), Skerovic 10, Kress 9 (1), Trafimava 7 oraz Perovanovic 4, Krawiec 2.
Mówi Ewelina Kobryn*
Wygramy w Krakowie!
Michał Sielski: Chyba chcecie stracić wszystkich kibiców... Po takim meczu połowa z nich mogła dostać zawału serca!
Ewelina Kobryn: Spokojnie... Co ich nie zabije, to ich wzmocni [śmiech]. Tak samo jak nas. Zarówno psychicznie, jak i fizycznie po takim meczu możemy czuć się silniejsze.
Przez pierwszą część meczu można było jednak odnieść wrażenie, że nie macie szans.
- Ale w szatni nie ma żadnych rozmów o tym, że możemy stracić mistrzostwo. To także nasza siła. Najgorsze jest jednak to, że to zawsze my musimy gonić. Nie dość, że pierwsze przegrywamy mecze i musimy wyrównywać stan play-off, to jeszcze w każdym spotkaniu na początku Wisła wysoko prowadzi...
...a potem gra tak, jakby was zlekceważyła, bo krakowianki wiedzą, że mają lepszy zespół?
- Na pewno nas trochę lekceważą, ale przy wysokim prowadzeniu to normalne. Tak wygląda niemal każdy mecz w każdej lidze.
W środę w Krakowie też będzie horror?
- Pewnie tak, ale z happy endem. Wisła też będzie prowadzić do przerwy, ale to my zejdziemy z parkietu jako zwycięzcy. Wygramy w Krakowie!
Rozmawiał Michał Sielski
* Ewelina Kobryn jest koszykarką Lotosu i byłą zawodniczką Wisły
Michał Sielski (Gazeta Wyborcza)
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości
