Rozmowa z MVP akademickich mistrzostw Europy Justyną Żurowską
Gorzowskie studentki z wyjazdu do Portugalii muszą być zadowolone. Osiągnęły cel - przywiozły złoto, w swoich szeregach miały też najlepszego gracza turnieju. - Na takie wyróżnienia zawsze pracuje cały zespół - mówi skromnie Justyna Żurowska.
W niedzielę gorzowskie koszykarki po raz pierwszy w historii wywalczyły złote medale akademickich mistrzostw Europy. Udało się za trzecim podejściem - do tej pory na naszej drodze zawsze stawała ekipa z Uniwersytetu z Ljubljany. Do zwycięstwa w Portugalii poprowadziła nas m.in. Justyna Żurowska. Gorzowianka w każdym meczu na mistrzostwach zdobywała średnio 20 pkt, miała też 10 zbiórek. To dało jej tytuł najlepszej zawodniczki - MVP turnieju. Została wybrana także do pierwszej piątki mistrzostw. Szczęście byłoby wielkie, gdyby nie kontuzja, jakiej Żurowska nabawiła się podczas meczu finałowego.
Kamil Siałkowski: To Twoja druga indywidualna nagroda w ciągu dwóch miesięcy. Z Portugalii przywiozłaś tytuł MVP mistrzostw, a wcześniej zostałaś przecież uznana za objawienie sezonu ligowego w Polsce. Czy te wyróżnienia da się jakoś porównać? Które z nich ma dla Ciebie większą wartość?
Justyna Żurowska: W Portugalii wybierali najlepszego zawodnika spośród wszystkich uczestników, w lidze brali pod uwagę tylko "świeżą krew". Te wyróżnienia łączy tak naprawdę tylko to, że zarówno tego w lidze, jak i na akademickich mistrzostwach, nie spodziewałam się. Nie gram dla wyróżnień, a dla drużyny. Chcę jak najbardziej pomóc zespołowi, a nie polować na pokaźną zdobycz. Nagrody indywidualne to taki miły dodatek. Oczywiście, że więcej znaczy dla mnie tytuł objawienia sezonu ligowego. Aby dostać taką nagrodę musiałam dobrze grać przez blisko 30 meczów. Na mistrzostwach Europy pojedynki były tylko cztery.
Gorzowski zespół po raz trzeci walczył w studenckich mistrzostwach Starego Kontynentu, ale Ty zagrałaś w nich jednak dopiero pierwszy raz. Jak oceniasz poziom tej imprezy? To jest idealne połączenie przyjemnego z pożytecznym - zabawa w koszykówkę, czy jednak coś zdecydowanie więcej?
Przed dwoma laty, gdy koleżanki grały w Miluzie, byłam na zgrupowaniu kadry U-20 i trener nie chciał mnie puścić. Rok temu w Gorzowie też nie mogłam zagrać, bo przyplątała mi się kontuzja. Oglądałam jednak zawody z wysokości trybun. Poziom prezentowany przez poszczególne zespoły jest bardzo zróżnicowany. Razem ze Słowenkami zdecydowanie odstajemy od stawki. Jednak mimo tego, że poprzeczka nie jest zawieszona zbyt wysoko, trzeba podchodzić do każdego rywala poważnie, aby nie narobić sobie wstydu. Cieszy fakt, że w tych zawodach z roku na rok gra coraz więcej drużyn. Kolejne uczelnie z całej Europy chcą się pokazać. Większa ilość startujących ekip będzie podnosić poziom zawodów i w kolejnych latach walka o tytuły będzie o wiele bardziej zażarta.
A jakby słoweński zespół osadzić w polskich realiach. Które miejsce zająłby w naszej lidze?
To jest zespół kompletny. Mają bardzo dobrą rozgrywającą, która potrafi ustawić swoje koleżanki. Jest też świetna skrzydłowa Mojca Markovic z ligi włoskiej, która doskonale rzuca z dystansu, ma dobrą rękę. W pierwszej kwarcie meczu o brąz z Katowicami zdobyła aż 19 pkt. Pod tablicami króluje Sandra Pirsic - silny, wysoki center. Ma bardzo długie ręce, wygrywać z nią pojedynki, to była duża sztuka. Niejeden zespół w Polsce miałby ze Słowenkami duże kłopoty, nawet te najlepsze ekipy, ze ścisłej czołówki.
Ozdobą trzech ostatnich mistrzostw były właśnie Wasze pojedynki z Ljubljaną. W tym roku wreszcie górą był AZS PWSZ. Niewiele jednak brakowało, a w końcówce straciłybyście pewne już zwycięstwo. Co się stało w ostatniej kwarcie?
Wciąż mamy takie momenty w meczu, że zasypiamy i praktycznie nic nie jest w stanie nas obudzić. Wydawało się, że kontrolujemy grę. Prowadziłyśmy już różnicą 16 pkt. Nagle coś się zacięło. Żadnej z nas nie "siedziało", a rywalki trafiły trzy razy za 3 pkt i przewaga stopniała. W efekcie na minutę przed końcem Słowenki już nawet prowadziły [73:70 - przyp. red.], ale na szczęście w krytycznym momencie pod atakowaną tablicą pojawiła się Joasia Czarnecka, która dobiła piłkę po moim niecelnym rzucie, a do tego była jeszcze faulowana. To była bezsprzecznie najlepsza akcja całego turnieju. Gdy chwilę później dwa osobiste wykorzystała Ola Karpińska, wiedziałyśmy, że mamy złoto, bo tak naprawdę, to był decydujący mecz całego turnieju.
Finał z ekipą z Cordoby to był spacerek?
To był jeden z łatwiejszym meczów na mistrzostwach. Więcej problemów sprawiły nam w eliminacjach Niemki z Göttingen, bo one grały chociaż twardą, siłową koszykówkę. A Hiszpanki tak naprawdę ani przez moment nie były w stanie nam zagrozić. Nasza przewaga w drugiej kwarcie w pełni oddaje różnicę klas [AZS PWSZ wygrał drugie 10 min 30:5 - przyp. red.]. Bardzo żałuję, że nie dotrwałam do końca tego meczu. Niefortunnie stanęłam na nogę rywalki, gdy zbierałam piłkę pod naszym koszem. Kontuzja w takim momencie [33. min meczu - przyp. red.], gdy wszystko było już rozstrzygnięte, to najgorsze, co może się sportowcowi przydarzyć.
Znalazłyście chwilę na relaks. Był czas na poznanie nowych, ciekawych miejsc?
W Portugalii byłyśmy sześć dni. Dwa z nich były wolne, co oczywiście w pełni wykorzystałyśmy. Pojechałyśmy nad Atlantyk, ale tylko trochę się popluskałyśmy, bo były zbyt wysokie fale. Sporo spacerowaliśmy też po Guimaraes, gdzie odbywały się mistrzostwa. To bardzo urokliwe miasto. Wąskie uliczki, a w nich cała masa kawiarenek, tworzących niesłychany klimat. Do dziś zachowało się wiele zabytków, bo nie było tam żadnej wojny. Czas minął bardzo szybko.
Po występie w studenckich mistrzostwach teraz przed Tobą kolejne wyzwanie - gra w reprezentacji Polski seniorek. W ostatnim meczu turnieju złapałaś jednak kontuzję. To jest poważny uraz, czy może kilka dni wystarczy, aby dojść do siebie?
Gra z orzełkiem na piersi to zawsze było moje największe marzenie, dlatego zrobię wszystko, aby pomóc drużynie w eliminacjach mistrzostw Europy. Czy zagram, zależy od trenerów. Kontuzja - skręcenie stawu skokowego - zdaje się być poważna, bo noga spuchła. We wtorek miałam prześwietlenie, ale w środę jadę już do Krosna na zgrupowanie kadry. Tam się wszystko wyjaśni. Jeżeli będzie choć cień szansy, że zdążę się wyleczyć na czas, to na pewno nie odpuszczę. Teoretycznie jest 12 dni do wyjazdu na turniej na Litwę. Nie złożę broni i do tego czasu powalczę ze swoim organizmem.
Rozmawiał: Kamil Siałkowski
(źródło: www.gazeta.pl - Gorzów Wielkopolski)
Rozmowa z Justyną Żurowską
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
- Edzia
- Junior
- Posty: 2018
- Rejestracja: 16 stycznia 2005, 13:32
- Lokalizacja: cztery domy, dwie ulice to są właśnie PABIANICE :-P
Rozmowa z Justyną Żurowską
"Oto jest miłość.
Dwoje ludzi spotyka się przypadkiem,
a okazuje się, że czekali na siebie całe życie"
Dwoje ludzi spotyka się przypadkiem,
a okazuje się, że czekali na siebie całe życie"
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości