wywiad z trenerem azs pwsz

Wszystko na temat Tauron Basket Ligi Kobiet

Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba

lukasz
Amator
Posty: 106
Rejestracja: 22 grudnia 2004, 16:35

wywiad z trenerem azs pwsz

Postautor: lukasz » 27 grudnia 2006, 21:14

- W Gorzowie nikt nie jest w składzie za nazwisko. U nas sprawdzają się tylko osoby walczące, a nie kalkulujące. Z takimi zawodniczkami jest mi po drodze, łatwiej z nimi o sukces - powiedział szkoleniowiec AZS PWSZ Sowood

Gorzowska drużyna zaplanowała sobie w tym sezonie walkę o czwórkę, ale po pierwszych meczach i porażkach w Poznaniu, Jeleniej Górze oraz u siebie z Polkowicami zaczęliśmy się zastanawiać, czy to nie jest misja niemożliwa. Wszystko zmieniło się w grudniu. AZS PWSZ Sowood jak burza przeszedł przez pięć meczów w ekstraklasie i Pucharze Polski. Zaczął cieszyć swoich kibiców nie tylko sukcesami, ale co bardzo ważne także stylem w jakim rozprawiał się z kolejnymi rywalami. W tej chwili gorzowianki mają tyle samo punktów co trzecie w tabeli CCC Polkowice i niezwykle korzystny terminarz dalszej części sezonu.

Ireneusz Klimczak: Po ostatnim spotkaniu z Poznaniem, trzecim ligowym zwycięstwie w grudniu, dziękował Pan drużynie, że świętami będzie można się delektować, a nie ciągle zastanawiać się jak wrócić na czołowe miejsca w tabeli. Cofnijmy się jednak w czasie. Miesiąc temu mieliśmy ujemny bilans spotkań i za sobą fatalny występ u siebie z Polkowicami. Nikt nie wiedział na co tak naprawdę nas stać.
Dariusz Maciejewski*: Mi było łatwiej, bo znałem przyczyny dlaczego gramy taką, a nie inną koszykówkę. Porażka z Polkowicami zmieniła bardzo wiele. Rywalki, grające najlepsze zawody w tym sezonie, obnażyły wszystkie nasze słabości. To był sygnał, że czas skończyć z eksperymentami. Dalsze wkomponowywanie nowych zawodniczek, dawanie im na siłę grania już nic nie da, bo będzie się dla nas kończyć jak pojedynek z CCC. Trzeba było wrócić do tego z czego jesteśmy znani, do mocnej obrony. Oddanie punktów w takim stylu bardzo zabolało. Może jednak tak miało być? Przegrana wymusiła zmiany i błyskawicznie poszliśmy do przodu. Zaczęliśmy budować morale na zwycięstwach.

Graliśmy przeciętnie tylko przez eksperymenty z nowymi zawodniczkami?
Musiałem dać im szansę, zobaczyć kto da sobie radę w gorzowskiej obronie. Potrafi walczyć agresywnie, ofiarnie, bez kalkulacji. Tego nie da się wyuczyć. Drużynę pasującą do naszej filozofii grania tworzymy od lat. Odpowiednio dobieramy ludzi. To jednak jest jedna strona medalu. Druga to okres przygotowawczy. A właściwie jego brak. Dopiero teraz, po trzech miesiącach rozgrywek, po 12 meczach w lidze, mogę powiedzieć, że w pełni rozpoczynamy sezon.

Przygotowania w trakcie rozgrywek? To w gorzowskiej drużynie coś zupełnie nowego.
Nie było innego wyjścia. Kiedy mieliśmy sprawdzić nowych graczy? Normalnie takie ruchy kadrowe kończy się na dwa tygodnie przed ligą, po rozegraniu 15 sparingów. U nas to było niemożliwe, bo trzon zespołu występował w reprezentacjach, a Chinki doszły jeszcze później. Zaczynałem ligę zupełnie bez wiedzy, w którym miejscu jesteśmy, a przyjście Azjatek jeszcze tą niepewność spotęgowało.

Do gorzowskiej koszykarskiej potrawy dodawaliśmy przypraw z USA, Słowenii i Chin. Na dłużej zostanie jednak z nami tylko Katarina Ristić.
Od początku mówiliśmy na zebraniach zarządu, że to wszystko są eksperymenty, być może strzał na teraz, albo tylko szlak przetarty na przyszłość. Taki klub jak nasz, z ograniczonym budżetem, musi nieustannie szukać na bardziej egzotycznych rynkach, które są po prostu tańsze. Dwie pierwsze Chinki właśnie zakończyły przygodę z naszym klubem, nie były gotowe mentalnie do walki jaką powinny podjąć w Polsce. Europejskiej koszykówce coraz bliżej jest piłce ręcznej. Tego Azjatki się nie spodziewały. Mur został jednak pokonany i jestem pewien, że to nam się wkrótce opłaci. Będziemy pilnie obserwować chińską reprezentację, ktoś z nas na pewno pojedzie na igrzyska olimpijskie do Pekinu. Przecież widzieliśmy w Gorzowie Wei Wei, 17-latkę, która ma 206 cm wzrostu. A takich kąsków jest tam więcej. Nauka jest jedna i to nie będzie żadne odkrycie. Testy nowych graczy powinniśmy zaczynać już w czerwcu, aby do ligi przystępować już w sprawdzonym, w miarę optymalnym składzie.

Postawienie niezwykle żywiołowej Słowenki na pozycji rozgrywającej to było bardzo ryzykowne wyzwanie. Ristić ciągle łamie kanony i kończy kontry rzutem za trzy punkty, ale już widać, że Katarzyna Czubak może liczyć na wartościową zmienniczkę.
Katarina popełnia błędy, czasami dokonuje złych wyborów, ale robi postępy i ważne, że chce się uczyć. Dla takiego gracza warto poświęcić czas. Zdobyła 122 punkty, a to istotny dorobek. Odważę się na stwierdzenie, że mając tak różnorodnie grające Kasie na jedynce, staliśmy się na tej pozycji jedną z największych sił w ekstraklasie.
r e k l a m a

Łamiąc kolejnych przeciwników obroną pokazaliśmy naszą ogromną siłę zespołową. A wkrótce może być jeszcze lepiej. Czekamy przecież na powrót na boisko Aleksandry Chomać i gorzowskiej gwiazdy Agnieszki Szott.
Ola powinna do nas wrócić pod koniec stycznia. Podczas leczenia kontuzji nie siedziała bezczynnie, a solidnie pracowała nad wzmocnieniem swojej siły i jestem przekonany, że dołączy do nas bardzo dobrze przygotowana fizycznie. Jeszcze lepiej zacznie pełnić istotną rolę podkoszowego ochroniarza. Nie wierzę też, że w dalszej części sezonu Amerykanki z innych zespołów będą znów tak szkodzić Justynie Żurowskiej, czy Asi Czarneckiej. Nasze wysokie już wiedzą, że przy zawodniczkach z USA nie ma co skakać, a trzeba być spryciarzem. W tej chwili jedyną Amerykanką w naszym zespole jest Joasia Zalesiak. Ona ma po prostu ich geny. Inne muszą szukać sposobu, aby przechytrzyć rywalkę z natury sprawniejszą fizycznie. Widzę, że w dalszej części sezonu będziemy mentalnie gotowi do takiej walki. Inna sytuacja jest z Agą Szott. To będzie największy błąd jeśli założymy, że ona wraca i ciągnie nasz zespół do sukcesu. Agnieszka ma za sobą bardzo długą przerwę, podczas której koszykówka stała się jeszcze bardziej agresywna i brutalna. Zgodzę się na jej bardzo spokojny powrót na boisko, gdy będę miał pełną zgodę lekarzy i będę widział, że zawodniczka też jest do tego gotowa. Nie przekonają mnie żadne namowy. Nie chcę zrobić drużynie i Agnieszce krzywdy. Najważniejsze, aby wróciła do koszykówki, bo ma do tej dyscypliny niezwykły talent. Gdy wszystko będzie w porządku to mocno zacznę na nią liczyć w następnym sezonie.

O czwórkę będziemy walczyć w polsko-słoweńskim składzie? Czy może podążymy za modą, która ogarnęła prawie wszystkie kluby elity i poszukamy wzmocnień w USA? Z takim solidnym graczem o czołowe miejsce byłoby jeszcze łatwiej.
O ewentualnych zmianach kadrowych będziemy rozmawiać na zarządzie. Na konkrety jest jeszcze za wcześnie, ale na pewno rozważymy, czy w styczniowym okienku transferowym nie sięgnąć po zawodniczkę z USA. Oczywiście wszystko rozbija się o pieniądze, ale myślę, że na gracza pokroju Monique Coker z CCC [w zwycięskim meczu z AZS PWSZ Sowood zdobyła 21 pkt i miała 17 zbiórek, jest w tej chwili najlepszym strzelcem i drugim zbierającym ekstraklasy - przyp. red.] byłoby nas stać. Nie dostaniemy gwarancji, że taka koszykarka na pewno nam mocno pomoże i w Gorzowie osiągnie takie statystyki jak Coker, ale próbować trzeba. Kto nie ryzykuje, ten nie idzie do przodu. Powtarzam, zgubne będzie składanie wielkiej odpowiedzialności na barkach Agnieszki Szott, zawodniczce, która ma za sobą bardzo długą przerwę, a data jej powrotu ciągle nie jest znana.

Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości