M. Fernandez: Rudy sobie poradzi
Koszykarka Wisły Can-Pack Kraków Marta Fernandez to siostra gracza Portland Trail Blazers z ligi NBA Rudy'ego Fernandeza. Zawodniczka opowiada o tym co robi Hiszpanka pod Wawelem, kogo trenował jej chłopak, kiedy wróci do WNBA i jak naprawdę ma na imię jej brat.
Gdy powiedziała pani rodzinie i znajomym, że wybiera się pani do Polski to jak zareagowali?
Wraz z rodziną uznaliśmy, że to dobra opcja i byli bardzo zadowoleni, że się zdecydowałam. Moi przyjaciele byli zaskoczeni, ale teraz dzięki mnie wiedzą więcej o Polsce. Pierwsza reakcja to oczywiście zaskoczenie, zdecydowanie nie negatywne. Po prostu ludzie nie znają koszykówki w Polsce. Teraz jest oczywiście trochę lepiej, bo męski zespół Prokom gra w Eurolidze, m.in. przeciwko Barcelonie.
Gdzie jest pani bardziej popularna. W swoim kraju czy w Polsce?
W Polsce bardzo często mnie zaczepiają. W Krakowie jest tylko koszykówka żeńska w ekstraklasie. Poza tym jest jeszcze piłka nona. Gdy idę do supermarketu, to słyszę – o to ty grasz w Wiśle! Na ulicach w Hiszpanii jestem bardziej rozpoznawalna ni w Polsce. Jestem jedną z najbardziej popularnych koszykarek w moim kraju. Grałam na igrzyskach i w WNBA, mój brat gra w NBA. Mieszkam w Badalonie pod Barceloną. To małe miasto gdzie praktycznie wszyscy na ulicy mnie poznają.
Hala w Krakowie jest bardzo mała – jak to się ma w porównaniu do Hiszpanii?
W Hiszpanii właściwie tylko dwie druyny potrafią zapełnić halę – Halcon Avenida Salamanca i Ros Casares Walencja. Kibice w Polsce są pod tym względem znacznie lepsi. Podczas spotkań Euroligi zawsze mamy komplet i jest głośno. Kibice nam pomagają. W Hiszpanii hale są większe, ale raczej puste. Tutaj mniejsze, ale pełne.
Wisła i Lotos znowu nie osiągnęły sukcesów w śeńskiej Eurolidze. Może to problem słabości polskiej ligi, w której są tylko dwa dobre zespoły?
Są jeszcze Gorzów i Polkowice, ale owszem, te drużyny z samego końca tabeli są dużo słabsze od najlepszych i to dla nas mały problem. Np. przed pierwszym spotkaniem z Sopronem miałyśmy jednostronne spotkanie w Rybniku. W Eurolidze w przeciwieństwie do PLKK każdy mecz jest bardzo ważny. W polskiej ekstraklasie najwięcej emocji wzbudzają spotkania Lotosu z Wisłą. To coś jak hiszpańskie Grand Derby. Walczymy z nimi w rundzie zasadniczej, pucharze, finale.
Pani gra w Wiśle, pani brat w NBA. Skąd wzięła się w waszej rodzinie koszykówka?
W mojej rodzinie wszyscy mówili o koszykówce. Urodziłam się w Barcelonie i gdy miałam 4 lata ju grałam w kosza. Ojciec był koszykarzem, moja mama też, nawet reprezentantką kraju. Ale to nie było tak, że mnie zmuszali do koszykówki, nie mówili – musisz grać. Po prostu sama tego chciałam. Ojciec na początku kariery występował w ekstraklasie, ale po moim urodzeniu wybrał pracę i nisze ligi. Gdy miałam miesiąc przenieśliśmy się z tego powodu na Majorkę. Mieszkaliśmy tam przez 20 lat, a w międzyczasie urodził się Rudy – jako jedyny z mojej rodziny na Majorce. On naprawdę ma na imię Rodolfo tak jak ojciec, ale nie lubi tego imienia. Gdy byliśmy mali, oglądaliśmy razem z bratem ojca w akcji. Był skrzydłowym, ma 194 cm wzrostu. Jest trochę niszy od Rudy'ego. I jak widać koszykówka się nieco zmieniła, bo Rudy obecnie jest za niski na skrzydłowego.
Rywalizowaliście z bratem jako dzieci? Graliście mecze jeden na jeden?
Bardzo często. Zazwyczaj ja wygrywałam, bo byłam wtedy wysza. Jestem 3 lata starsza. Rudy po raz pierwszy mnie pokonał, gdy miał 15 lub 16 lat. Wtedy przestałam z nim grać (śmiech). A tak powanie, to do teraz od czasu do czasu razem spotykamy się na boisku. To fajna zabawa. Ludzie potem mówią – o kurczę grasz z Rudym Fernandezem!? Dla mnie to nie jest słynny Rudy Fernandez, to po prostu mój brat.
Skoro cała pani rodzina jest związana z koszykówką, to jak jest z pani życiowym partnerem?
Tak samo. Nazywa się Marc Calderon, jest trenerem juniorów Joventutu Badalona, klubu w którym zaczynał Rudy. Zresztą Marc był pierwszym trenerem Ricky'ego Rubio. Pracował z nim przez trzy lata. Z tego powodu jest znany w Hiszpanii.
Mało kto zna się tak dobrze jak Ricky i Rudy. Dla Ricky'ego najlepszym rozwiązaniem na przyszłość jest dołączenie do Rudy'ego w Portland?
Znają się znakomicie i świetnie rozumieją na parkiecie. Ale myślę, że Ricky ma na to jeszcze sporo czasu. Jest młodym, bardzo dobrym graczem, lecz lepiej, żeby poczekał. Rudy też mógłby wybrać się do NBA wcześniej, ale wolał zrobić to gdy będzie w 100% gotowy.
Gdy Hiszpania grała w przegranym finale olimpijskim z USA, zazdrościła pani im medalu?
Nie (śmiech). Byłam bardzo szczęśliwa ze względu na mojego brata i sukces jaki osiągnął. Finał igrzysk był najlepszym meczem jaki kiedykolwiek widziałam.
Złoto zarezerwowała pani dla siebie na 2012 rok na Londyn?
Nie myślałam jeszcze o tym, choć oczywiście chciałabym. Ale nie wybiegam tak daleko w przyszłość. Byliśmy razem na igrzyskach w Atenach i było świetnie. Teraz czekałam na sygnał od reprezentacji, ale nie chcieli mnie. Odpoczęłam, spędziłam wakacje z rodzicami w Hiszpanii. Rok wcześniej przez występy w WNBA nie miałam wolnego. Ale w 2009 roku chcę wrócić za ocean do Los Angeles.
Jeśli zagra pani w WNBA, to nie zobaczy pani mistrzostw Europy w Polsce z udziałem z pani brata.
Wiem. Niestety jeśli zdecyduję się grać w USA, to nie będę mogła być tutaj. Może wezmę samolot na spotkanie finałowe? (śmiech) Szkoda, że nie będzie spotkań w Krakowie. Miasto jest obok Warszawy najlepsze w Polsce. Tyle tylko, że nie ma odpowiedniej hali. Ale ponoć zastanawiają się nad jej wybudowaniem.
Co robi Hiszpanka w wolnym czasie w Krakowie?
Oglądam koszykówkę – mecze brata, rodzimą ligę, ale chcę też trochę odpoczynku od mojej dyscypliny. W Hiszpanii studiuję dziennikarstwo, tutaj uczę się angielskiego. Rozmawiam z rodziną i znajomymi przez internet. Wychodzimy z koleżankami z zespołu na miasto na obiad lub kolację. Spotykam się te z przyjaciółmi z Hiszpanii, którzy studiują w Krakowie w ramach wymiany.
Często ma pani kontakt z bratem?
Codziennie przez internet. Może nie zawsze rozmawiamy, ale piszemy do siebie. Czasami Rudy żali mi się, że przytrafił mu się kiepski mecz i podobnie jest ze mną. Wzajemnie się pocieszamy. Ale nie rozmawiamy głównie o koszykówce. Bardziej o innych sprawach.
Podobno Rudy jest jedną z najwaniejszych postaci na Majorce. To prawda?
Tak. On, tenisista Rafa Nadal i piłkarz Samuel Eto'o. Gdy byliśmy na Majorce, spotkaliśmy się z dużą popularnością. Zresztą tak jest w całej Hiszpanii. Dlatego Rudy często lubi zostać w domu. Podczas świąt Bożego Narodzenia byłam w Portland z rodzicami i chłopakiem. Rudy wolał nie wychodzić na miasto. Tam też jest niesamowicie popularny. Chyba jeszcze bardziej niż w Hiszpanii. Ludzie mają koszulki z napisem – I love Rudy. To szaleństwo. W sklepie klubowym jest mnóstwo gadetów z nim związanych.
Rudy zostaje w domu, bo się obawia, że coś mu się stanie?
Nie sądzę. On jest bardzo ostrożny. Zresztą powtarzam mu ciągle – uważaj, dużo ludzi z chce z tobą rozmawiać, bo jesteś Rudy Fernandez. On jest mądry i sobie poradzi. Poza tym nic się nie zmienił przez ostatnie 10 lat. Ma dziewczynę w Hiszpanii.
Pani była u niego, a kiedy on odwiedzi panią w Polsce?
To niestety niemożliwe. Kiedy my kończymy sezon, to on zacznie play–offy. Przed mistrzostwami Europy go nie zobaczycie.
PolskiKosz.pl | PLKK | JW, RT | 18.02.2009, 00:18 | Przegląd Sportowy