Co słychać w Wiśle?

Wszystko na temat Tauron Basket Ligi Kobiet

Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba

Awatar użytkownika
Tedan
Amator
Posty: 146
Rejestracja: 07 marca 2005, 23:30
Lokalizacja: Kraków - Ruczaj

Postautor: Tedan » 12 lutego 2009, 01:30

paulo2907 pisze:
ann pisze:Wiceprezes zarządu Can-Pack: Musi dojść do zmian

- W takiej konfiguracji koszykarki nie będą już występować, niezależnie od tego, kto będzie decydował o składzie. Musi dojść do istotnych zmian. Niektóre zawodniczki są zmęczone i wypalone. Trzeba odmłodzić skład, by zwiększyć presję na sukces.

Bardzo trafne słowa. Tylko najpierw trzeba zacząć od trenera i nowemu powierzyć przemeblowanie składu...

Mam nadzieje że ma tu na myśli przedewszystkim naszą pania kapitan
ObrazekObrazekObrazekObrazek

Marcino
Żak
Posty: 245
Rejestracja: 16 listopada 2008, 22:47
Lokalizacja: Gdynia

Postautor: Marcino » 12 lutego 2009, 05:37

Dotychczasowy trener obecnych Mistrzyń Polski - Wojciech Downar-Zapolski, być może po tym weekendzie będzie musiał ustąpić ze stanowiska zajmowanego w krakowskim zespole. Powód? Fatalna gra, jeszcze gorsze decyzje, a co najważniejsze, brak wyników.
Downar-Zapolski. W pierwszym zdaniu nazwałem go trenerem, lecz powoli mam wątpliwości, czy można tak o nim mówić. Może lepiej używajmy słowa instruktor szkoleniowy ? Wszak w owej sytuacji lepiej to pasuje. Oczywiście, łatwo jest krytykować. Jednak trudniej jest podjąć konstruktywną krytykę.

Parę argumentów przemawiających za zwolnieniem (domyślam się, iż Pan instruktor nie ma na tyle odwagi, czy też honoru, aby samemu podać się do dymisji) WDZ.

Pierwsza i najistotniejsza kwestia. Niezdolność do odpowiedniego zmotywowania swoich podopiecznych. Wiadomo, iż w drużynie posiadających pare "gwiazdek" ciężko jest o lepszą motywację od pieniędzy. Jednak tej motywacji wymaga się od trenerów. Jest to jedna z najbardziej przydatnych cech w koszykówce, zwłaszcza żeńskiej. Umiejętność wpłynięcia, chociaż w najmniejszym stopniu, na psychikę kobiet.

Kolejna sprawa, a właściwie w dużym stopniu połączona z pierwszą. Nieumiejętność rozmów z dziewczynami w czasie przerw. Time-outy jako tako wychodzą, jednak to, co się dzieje w czasie przerwy to dramat! Zauważyliście, iż koszykarki Wisły wychodząc na parkiet w 3ciej kwarcie nie potrafią zrobić niczego konkretnego? Nie wiedzą co i jak mają grać. Powód? Trener. Oczywiście. Bez odpowiednich podpowiedzi dziewczyny gubią się, natomiast ich opponentki mają już wskazówki od swoich coachów, co często prowadzi do fatalnego wyniku w tej części gry.
Co ciekawe, przypadki złej gry w 3ciej kwarcie zdarzają się tylko i wyłącznie w meczach "na styku". Popatrzmy na przykłady:

Wisła Kraków - AZS Gorzów 70:77 (20:17, 20:14, 17:22, 9:13 d.4:11)

Do przerwy pewne, 9cio punktowe prowadzenie Wiślaczek. Po zmianie stron, nagła, słabsza gra gospodyń.

Lotos Gdynia - Wisła Kraków 72:63 (15:16, 12:19, 24:13, 21:15)

Podobnie, jak w przypadku pojedynku z Gorzowem. 8mio punktowe prowadzenie po pierwszej części gry, natomiast druga połówka fatalna. W trzeciej kwarcie Lotos zdołał wywalczyć 3 punktową przewagę.

AZS Gorzów - Wisła Kraków 75:70 (20:23, 18:22, 18:9, 19:16)

Kolejny raz to samo. Do przerwy +7 punktów, po przerwie zupełnie inna drużyna. Już w trzeciej ćwiartce Gorzów wychodzi na prowadzenie.

Wisła Kraków - Energa Toruń 78:64 (27:12, 19:12, 18:21, 14:19)

Sytuacja nieco inna, wysoka przewaga po pierwszej połówce, dalej już widać co się dzieje. Zapewne powodem tego może być inaczej ustawiona "piątka", ale zawsze...

Dla porównania mecz z Pabianicami: 88:41 (24:20, 29:9, 21:3, 14:9)

Następna i ostatnia, znana mi, wada coacha WDZ. Nieumiejętność oceny gry i brak wyciągania przydatnych wniosków. Na placu gry przebywają zawodniczki, którym zupełnie nie idzie, natomiast ich optymalne zmienniczki, które mogą powalczyć, udowodnić swoją wartość, siedzą na ławce. Rozumiałbym to, w przypadku krótkiej ławce rezerwowej, ale takie zawodniczki, jak Pałka (mecz z Lesznem), Boba, czy też Fernandez śmiało można wprowadzić do gry, bez obawy, iż to właśnie one przegrają zawody. Niestety, w opinii trenera te zawodniczki są fatalne i lepiej, aby na boisku panował chaos, a przebywała na niej Pani Gburczyk, która praktycznie nic nie wnosi do gry.

Słowem podsumowania.
Pan Wojciech Downar-Zapolski, powinien dostać ultimatum (Chodź moim zdaniem już dzisiaj powinna zostać podjęta decyzja o jego zwolnieniu po evencie w Gdyni). W przypadku nie wywalczenia Pucharu Polski w Gdyni może opuścić stołek, zwalniając go bardziej utalentowanemu trenerowi.
Oczywiście nie można tutaj mówić tylko i wyłącznie o całkowitej winie trenera, zawodniczki również zawodzą. Jednak sport to taki nietypowy sposób na życie, w którym to właśnie trenera obarcza się za złe wyniki i to coach ponosi za nie pełną odpowiedzialność.

Awatar użytkownika
przemoe
Senior
Posty: 4354
Rejestracja: 22 listopada 2007, 20:18
Lokalizacja: Gdynia
Kontaktowanie:

Postautor: przemoe » 12 lutego 2009, 08:04

Wczoraj pisząc notkę na blogu zauważyłem znamienne zjawisko.
Otóż pani kapitan dokonała w meczu z Sopronem rzeczy wyjątkowo rzadko spotykanej - zanotowała wynik 7 biliardów (kto czytuje zczuba ten wie o co chodzi, kto nie ten niech zajrzy w statystyki).

Przez 7 minut Wisła miała na parkiecie manekina, który nawet straty nie potrafił zrobić. Daje do myślenia.
Pozdrawiam,
Pszemek.
----------------
Obrazek

http://toiowonasportowo.blox.pl

koszykarz

Postautor: koszykarz » 13 lutego 2009, 11:09

jesli Downar Zapolski ma odejść to kto za niego ???

Bo chyba nie Dariusz ,,przybij piątkę'' Raczyński :lol: :lol: :lol: . My w Toruniu go nigdy nie zapomnimy - spieprzył nam poprzedni sezon...

aż dziw bierze że znalazł zatrudnienie u mistrza Polski

PS . a zamiast Gburczykowej - ja bym stawiał na Kotnis - przynajmniej perspektywiczniej by było...

hermes46
Kadet
Posty: 1564
Rejestracja: 21 maja 2008, 21:18
Lokalizacja: Tuskolandia

Postautor: hermes46 » 13 lutego 2009, 18:04

Dariusz07 sprowadzi Wisłe "na ziemie" czyli ...IV miejsce w lidze lub ...odpadniecie w I rundzie play off. A przyszły sezon przy tym "specu" dla mnie bedziecie kandydatem do spadku majac nawet "dwa pakieciki" :lol: :D
Słowo porazka tak zapomniane przez Wisłe teraz bedzie waszym nie odłacznym wyrazem :lol: :D
kwassek pisze:...Chyba że naprawde jesteście tak krótkowzroczni jeżdżac na te wyjazdy gdzie biją Wam brawo (jak dla mnie to troche wiocha cieszyć się że biją mi brawo bo gdzieś przyjechałem... no ale chuj nie moja sprawa jakie kto w życiu ma kibicowskie priorytety)

Awatar użytkownika
ann
Administrator
Posty: 8379
Rejestracja: 07 maja 2005, 17:36
Lokalizacja: Tarnów

Postautor: ann » 18 lutego 2009, 18:55

M. Fernandez: Rudy sobie poradzi


Obrazek



Koszykarka Wisły Can-Pack Kraków Marta Fernandez to siostra gracza Portland Trail Blazers z ligi NBA Rudy'ego Fernandeza. Zawodniczka opowiada o tym co robi Hiszpanka pod Wawelem, kogo trenował jej chłopak, kiedy wróci do WNBA i jak naprawdę ma na imię jej brat.

Gdy powiedziała pani rodzinie i znajomym, że wybiera się pani do Polski to jak zareagowali?

Wraz z rodziną uznaliśmy, że to dobra opcja i byli bardzo zadowoleni, że się zdecydowałam. Moi przyjaciele byli zaskoczeni, ale teraz dzięki mnie wiedzą więcej o Polsce. Pierwsza reakcja to oczywiście zaskoczenie, zdecydowanie nie negatywne. Po prostu ludzie nie znają koszykówki w Polsce. Teraz jest oczywiście trochę lepiej, bo męski zespół Prokom gra w Eurolidze, m.in. przeciwko Barcelonie.

Gdzie jest pani bardziej popularna. W swoim kraju czy w Polsce?

W Polsce bardzo często mnie zaczepiają. W Krakowie jest tylko koszykówka żeńska w ekstraklasie. Poza tym jest jeszcze piłka nona. Gdy idę do supermarketu, to słyszę – o to ty grasz w Wiśle! Na ulicach w Hiszpanii jestem bardziej rozpoznawalna ni w Polsce. Jestem jedną z najbardziej popularnych koszykarek w moim kraju. Grałam na igrzyskach i w WNBA, mój brat gra w NBA. Mieszkam w Badalonie pod Barceloną. To małe miasto gdzie praktycznie wszyscy na ulicy mnie poznają.

Hala w Krakowie jest bardzo mała – jak to się ma w porównaniu do Hiszpanii?

W Hiszpanii właściwie tylko dwie druyny potrafią zapełnić halę – Halcon Avenida Salamanca i Ros Casares Walencja. Kibice w Polsce są pod tym względem znacznie lepsi. Podczas spotkań Euroligi zawsze mamy komplet i jest głośno. Kibice nam pomagają. W Hiszpanii hale są większe, ale raczej puste. Tutaj mniejsze, ale pełne.

Wisła i Lotos znowu nie osiągnęły sukcesów w śeńskiej Eurolidze. Może to problem słabości polskiej ligi, w której są tylko dwa dobre zespoły?

Są jeszcze Gorzów i Polkowice, ale owszem, te drużyny z samego końca tabeli są dużo słabsze od najlepszych i to dla nas mały problem. Np. przed pierwszym spotkaniem z Sopronem miałyśmy jednostronne spotkanie w Rybniku. W Eurolidze w przeciwieństwie do PLKK każdy mecz jest bardzo ważny. W polskiej ekstraklasie najwięcej emocji wzbudzają spotkania Lotosu z Wisłą. To coś jak hiszpańskie Grand Derby. Walczymy z nimi w rundzie zasadniczej, pucharze, finale.

Pani gra w Wiśle, pani brat w NBA. Skąd wzięła się w waszej rodzinie koszykówka?

W mojej rodzinie wszyscy mówili o koszykówce. Urodziłam się w Barcelonie i gdy miałam 4 lata ju grałam w kosza. Ojciec był koszykarzem, moja mama też, nawet reprezentantką kraju. Ale to nie było tak, że mnie zmuszali do koszykówki, nie mówili – musisz grać. Po prostu sama tego chciałam. Ojciec na początku kariery występował w ekstraklasie, ale po moim urodzeniu wybrał pracę i nisze ligi. Gdy miałam miesiąc przenieśliśmy się z tego powodu na Majorkę. Mieszkaliśmy tam przez 20 lat, a w międzyczasie urodził się Rudy – jako jedyny z mojej rodziny na Majorce. On naprawdę ma na imię Rodolfo tak jak ojciec, ale nie lubi tego imienia. Gdy byliśmy mali, oglądaliśmy razem z bratem ojca w akcji. Był skrzydłowym, ma 194 cm wzrostu. Jest trochę niszy od Rudy'ego. I jak widać koszykówka się nieco zmieniła, bo Rudy obecnie jest za niski na skrzydłowego.

Rywalizowaliście z bratem jako dzieci? Graliście mecze jeden na jeden?

Bardzo często. Zazwyczaj ja wygrywałam, bo byłam wtedy wysza. Jestem 3 lata starsza. Rudy po raz pierwszy mnie pokonał, gdy miał 15 lub 16 lat. Wtedy przestałam z nim grać (śmiech). A tak powanie, to do teraz od czasu do czasu razem spotykamy się na boisku. To fajna zabawa. Ludzie potem mówią – o kurczę grasz z Rudym Fernandezem!? Dla mnie to nie jest słynny Rudy Fernandez, to po prostu mój brat.

Skoro cała pani rodzina jest związana z koszykówką, to jak jest z pani życiowym partnerem?

Tak samo. Nazywa się Marc Calderon, jest trenerem juniorów Joventutu Badalona, klubu w którym zaczynał Rudy. Zresztą Marc był pierwszym trenerem Ricky'ego Rubio. Pracował z nim przez trzy lata. Z tego powodu jest znany w Hiszpanii.

Mało kto zna się tak dobrze jak Ricky i Rudy. Dla Ricky'ego najlepszym rozwiązaniem na przyszłość jest dołączenie do Rudy'ego w Portland?

Znają się znakomicie i świetnie rozumieją na parkiecie. Ale myślę, że Ricky ma na to jeszcze sporo czasu. Jest młodym, bardzo dobrym graczem, lecz lepiej, żeby poczekał. Rudy też mógłby wybrać się do NBA wcześniej, ale wolał zrobić to gdy będzie w 100% gotowy.

Gdy Hiszpania grała w przegranym finale olimpijskim z USA, zazdrościła pani im medalu?

Nie (śmiech). Byłam bardzo szczęśliwa ze względu na mojego brata i sukces jaki osiągnął. Finał igrzysk był najlepszym meczem jaki kiedykolwiek widziałam.

Złoto zarezerwowała pani dla siebie na 2012 rok na Londyn?

Nie myślałam jeszcze o tym, choć oczywiście chciałabym. Ale nie wybiegam tak daleko w przyszłość. Byliśmy razem na igrzyskach w Atenach i było świetnie. Teraz czekałam na sygnał od reprezentacji, ale nie chcieli mnie. Odpoczęłam, spędziłam wakacje z rodzicami w Hiszpanii. Rok wcześniej przez występy w WNBA nie miałam wolnego. Ale w 2009 roku chcę wrócić za ocean do Los Angeles.

Jeśli zagra pani w WNBA, to nie zobaczy pani mistrzostw Europy w Polsce z udziałem z pani brata.

Wiem. Niestety jeśli zdecyduję się grać w USA, to nie będę mogła być tutaj. Może wezmę samolot na spotkanie finałowe? (śmiech) Szkoda, że nie będzie spotkań w Krakowie. Miasto jest obok Warszawy najlepsze w Polsce. Tyle tylko, że nie ma odpowiedniej hali. Ale ponoć zastanawiają się nad jej wybudowaniem.

Co robi Hiszpanka w wolnym czasie w Krakowie?

Oglądam koszykówkę – mecze brata, rodzimą ligę, ale chcę też trochę odpoczynku od mojej dyscypliny. W Hiszpanii studiuję dziennikarstwo, tutaj uczę się angielskiego. Rozmawiam z rodziną i znajomymi przez internet. Wychodzimy z koleżankami z zespołu na miasto na obiad lub kolację. Spotykam się te z przyjaciółmi z Hiszpanii, którzy studiują w Krakowie w ramach wymiany.

Często ma pani kontakt z bratem?

Codziennie przez internet. Może nie zawsze rozmawiamy, ale piszemy do siebie. Czasami Rudy żali mi się, że przytrafił mu się kiepski mecz i podobnie jest ze mną. Wzajemnie się pocieszamy. Ale nie rozmawiamy głównie o koszykówce. Bardziej o innych sprawach.

Podobno Rudy jest jedną z najwaniejszych postaci na Majorce. To prawda?

Tak. On, tenisista Rafa Nadal i piłkarz Samuel Eto'o. Gdy byliśmy na Majorce, spotkaliśmy się z dużą popularnością. Zresztą tak jest w całej Hiszpanii. Dlatego Rudy często lubi zostać w domu. Podczas świąt Bożego Narodzenia byłam w Portland z rodzicami i chłopakiem. Rudy wolał nie wychodzić na miasto. Tam też jest niesamowicie popularny. Chyba jeszcze bardziej niż w Hiszpanii. Ludzie mają koszulki z napisem – I love Rudy. To szaleństwo. W sklepie klubowym jest mnóstwo gadetów z nim związanych.

Rudy zostaje w domu, bo się obawia, że coś mu się stanie?

Nie sądzę. On jest bardzo ostrożny. Zresztą powtarzam mu ciągle – uważaj, dużo ludzi z chce z tobą rozmawiać, bo jesteś Rudy Fernandez. On jest mądry i sobie poradzi. Poza tym nic się nie zmienił przez ostatnie 10 lat. Ma dziewczynę w Hiszpanii.

Pani była u niego, a kiedy on odwiedzi panią w Polsce?

To niestety niemożliwe. Kiedy my kończymy sezon, to on zacznie play–offy. Przed mistrzostwami Europy go nie zobaczycie.

PolskiKosz.pl | PLKK | JW, RT | 18.02.2009, 00:18 | Przegląd Sportowy
Jeśli ktoś w Krakowie zapyta się za 20 lat: kim była DeForge? Odpowiedź będzie tylko jedna: wielką zawodniczką!


https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous

Awatar użytkownika
Marco
Junior
Posty: 2575
Rejestracja: 22 października 2004, 17:01
Lokalizacja: Królewskie Miasto Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Marco » 18 lutego 2009, 20:11

Honoris Gratia dla prezesów Can-Packu

W dniu dzisiejszym Prezydent Miasta Krakowa Jacek Majchrowski przyjął prezesa oraz wiceprezesa firmy Can-Pack, panów Wiesława Smulskiego i Jerzego Sarnę.

Prezydent pogratulował panom prezesom zdobycia przez zespół Wisła Can-Pack Kraków Pucharu Polski, dziękując równocześnie za prawie już sześcioletnią opiekę sponsorską nad żeńską koszykarską drużyną Białej Gwiazdy. Doceniając wkład, kierowanej przez panów Smulskiego i Sarnę, firmy w rozsławianie dobrego imienia podwawelskiego grodu na arenach krajowych i zagranicznych, Prezydent Majchrowski wręczył im odznaczenia Honoris Gratia, którymi honorowane są osoby szczególnie zasłużone dla Miasta Krakowa.


kibicewisly.pl
Obrazek
Obrazek
WislaLive.pl

Awatar użytkownika
Tedan
Amator
Posty: 146
Rejestracja: 07 marca 2005, 23:30
Lokalizacja: Kraków - Ruczaj

Postautor: Tedan » 18 lutego 2009, 21:16

Po wpadce w lidze było nam wstyd...

...postawiłyśmy wszystko na jedną kartę! O porażce z Lesznem i zdobyciu Pucharu Polski mówi Dorota Gburczyk w rozmowie z redaktorem Dziennika Polskiego.

GRATULUJĘ ZDOBYCIA PUCHARU. Jednak przyjechałyście do Gdyni w nie najlepszych nastrojach po porażce w Lesznie, a bardzo wielu ekspertów koszykówki wskazywało, że to Lotos na swoim terenie wywalczy puchar... - zwracam się do kapitan zespołu Wisły Can-Pack Doroty Gburczyk.

Nie wyobrażałyśmy sobie, że przegramy ligowym mecz z Dudą. Tak się, niestety, stało. Mocno to przeżyłyśmy, było nam wstyd. Każda z koszykarek przemyślała ten niefortunny występ, wyciągnęłyśmy wnioski. Stwierdziłyśmy, że gorzej już być nie może. Postanowiłyśmy w Gdyni odkupić winę, pokazać charakter, stworzyć sobie dobre perspektywy do walki w mistrzostwach Polski. Na parkiecie nowej, bardzo ładnej hali w Gdyni chciałyśmy przypomnieć, że umiemy grać w koszykówkę.

To się udało...

- Pierwszy mecz ze słabym rywalem Nice Liderem Pruszków stanowił okazję, by przećwiczyć pewne elementy gry, popracować nad taktyką. Półfinału z gorzowiankami trochę się obawiałyśmy, bo w lidze wygrały z nami dwa razy. Wyszłyśmy z celem, by pokonać rywalki wysoko, zaangażować się w grę z wszystkich sił i wykazać, że Leszno to była jednorazowa wpadka. Tak się stało, gorzowianki przegrały z nami wyraźnie. Mówiły, że brakło u nich kontuzjowanych Zohnovej i Żurowskiej, co wpłynęło na ich postawę, ale i Wisła w meczach z Gorzowem u nich oraz w Gdyni nie grała w pełnym składzie.

W finale zaskoczyłyście gospodynie!

- Postawiłyśmy wszystko na jedną kartę. Naszym atutem okazała się mocna zespołowa obrona. Trafiałyśmy też za 3 pkt. Rywalki do przerwy nie mogły sobie z nami poradzić.

Prowadzenie potem stopniało, w 38 min Wisła prowadziła tylko trzema punktami. Nie wkradło się zwątpienie?

- Włożony w pierwszej połowie do gry duży wysiłek odbił się na naszej postawie w czwartej kwarcie. Brakło koncentracji, ale gdy rywalki goniły, w nas wstąpił dodatkowy impuls. Trener wziął czas, zmieniłyśmy w końcowej odsłonie spotkania obronę na każdy swego i nie dałyśmy sobie wydrzeć zwycięstwa. Rywalki faulowały, a "Szkera" spokojnie zdobywała decydujące punkty.

Pani zaś przebywała na parkiecie pełne 40 minut! Kapitan nigdy nie schodzi? ...

- Rzeczywiście, dawno nie zagrałam w całym meczu. To nie zdarza się często, koszykówka obecnie jest grą bardzo intensywną, zmiany są nieustanne. Grałam w finale cały czas, bo mamy kilka kontuzji w zespole, a w sobotę moją zmienniczką był młoda Aneta Kotnis i trener pewnie nie chciał ryzykować.

Wywalczyłyście puchar bez udziału czołowej snajperki Chamique Holdsclaw...

- Wróciła do nas po długim leczeniu kontuzji. Zagrała w Lesznie i kilka minut przeciw KSSSE. Nie miałyśmy ostatnio okazji z nią trenować, tylko raz w Lesznie, nie jesteśmy więc zgrane, a trener postawił na grę zespołową. Ale po wspólnych treningach Chamique na pewno nam pomoże, teraz przed nami walka o mistrzostwo Polski. Puchar i Superpuchar już mamy.

Był czas na świętowanie nowego trofeum?

- Nie bardzo. Wypiłyśmy w Gdyni po lampce szampana i całą noc jechałyśmy autokarem do Krakowa.

Rozmawiał: Jan Otałęga / DZIENNIK POLSKI

Jakoś nie widze naszej pani kapitan w Play-off grającą wszystko po 40 min. Kiedyś trzeba "zaryzykować". Nie lubie obłudy, szkoda że nie powiedziala że to właśnie dzięki jej wygraliśmy PP, a Aneta niech wraca w rodzinne strony.

Tym zdaniem dlamnie skreśliła się jako asystent trenera w naszym, jak i w jakim kolwiek zespole.
ObrazekObrazekObrazekObrazek

Awatar użytkownika
ann
Administrator
Posty: 8379
Rejestracja: 07 maja 2005, 17:36
Lokalizacja: Tarnów

Postautor: ann » 18 lutego 2009, 21:28

nie żebym broniła Doris...ale akurat w tym co powiedziała nie widzę nic złego. nie jej wina, że Zapolski to Zapolski 8)
zresztą w finale PP Doris zagrała naprawdę dobrze, a nawet bardzo dobrze, a skoro jej już tak świetnie szło, to Wojciech bał się ryzykować wpuszenia Anety na boisko.w końcu był to mecz o życie dla niego.
Jeśli ktoś w Krakowie zapyta się za 20 lat: kim była DeForge? Odpowiedź będzie tylko jedna: wielką zawodniczką!


https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous

Awatar użytkownika
Marco
Junior
Posty: 2575
Rejestracja: 22 października 2004, 17:01
Lokalizacja: Królewskie Miasto Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Marco » 23 lutego 2009, 19:37

Wywiad z prezesem TS WISŁA KRAKÓW Ludwikiem Mięttą-Mikołajewiczem

KibiceWisly.pl: Co Pan czuł po przegranej w Sopronie i Lesznie?


Ludwik Miętta-Mikołajewicz:Duży niesmak i niezadowolenie. Trochę mniejsze w Sopronie, ponieważ to już jest rywalizacja na szczeblu europejskim i tu wszystko może się zdarzyć, tym bardziej, że węgierska drużyna prezentowała się znakomicie jako zespół. Co prawda nie ma tam wielkich gwiazd, jednak są bardzo dobrze przygotowani do tych rozgrywek. Wygrana z nimi w Krakowie dawała nadzieje na zwycięstwo w trzecim meczu, ale trochę nam do tego brakło. Natomiast zupełnie niezrozumiała była dla mnie porażka w Lesznie, która nie miała prawa się zdarzyć. W tym wypadku mam pretensje zarówno do sztabu szkoleniowego, jak i zawodniczek, że podeszli do tego meczu zbyt pewni siebie, co wykorzystało bardzo zdeterminowane Leszno. Być może porażka w Lesznie korzystnie wpłynęła na drużynę, gdyż w finale Pucharu Polski spisała się znakomicie, wygrywając w półfinale z Gorzowem, a potem z Lotosem Gdynia.


Jakie znacznie ma dla Pana Puchar Polski wśród innych trofeów?


Oczywiście ma on niższą rangę niż Mistrzostwo Polski, ale Puchar Polski i Superpuchar wygrane po pojedynkach z Lotosem mają dla nas również duże znacznie. Każda wygrana potyczka z gdyńskim klubem, czyli naszym największym rywalem jest dla nas istotna.

Gdyby mógł Pan wybierać: Puchar Polski czy Final Eight Euroligi?

Tych rzeczy nie można porównywać, dlatego że Puchar Polski poza jakąś drobną nagrodą nie przynosi takiego splendoru jak Finałowa Ósemka Euroligi, ponieważ to się odbywa już na arenie międzynarodowej. Na pewno większą wartość ma 1/8, chociaż to też nie daje pełnego zadowolenia, gdyż największą satysfakcję dałoby dopiero Final Four.

Więcej KIBICEWISLY.PL
Obrazek
Obrazek
WislaLive.pl

Awatar użytkownika
garnett
Junior
Posty: 2553
Rejestracja: 27 grudnia 2006, 22:44
Lokalizacja: Kraków

Postautor: garnett » 26 lutego 2009, 14:18

Rozwiązano kontrakt z Holdsclaw!

Chamique Holdsclaw nie jest już zawodniczką Wisły Can-Pack. 24 lutego za porozumieniem zawodniczki i TS Wisła został rozwiązany kontrakt wiążący obie strony. Powodem rozwiązania kontraktu była przedłużająca się niezdolność do gry zawodniczki, wynikająca z leczenia kontuzji kolana.

Holdsclaw wzmocniła Wisłę przed rozpoczęciem tego sezonu. Prezentowała się bardzo dobrze, w ligowych meczach uzyskując średnio 16,2 punktu. Niestety, jesienią doznała kontuzji kolana. Wyleciała na zabieg do USA, po którym miała w styczniu wrócić do gry. Jej amerykański lekarz zapewniał, że Chamique będzie w pełni dyspozycji, tak się jednak nie stało. Po powrocie do Polski Amerykanka zaliczyła tylko trzy występy. Dobrze zaprezentowała się tylko przeciwko Dudzie Leszno (19 pkt w trakcie 24 minut), jednak stan jej kolana wciąż był niestabilny. W związku z tym uznano, że jedynym sensownym wyjściem jest rozwiązanie kontraktu z zawodniczką...

Jako że okres transferowy w koszykówce jest już zamknięty żadna z zawodniczek nie wzmocni już Wisły przed fazą play-off. Jedynymi Amerykankami w Wiśle Can-Pack pozostają Dominique Canty i Candice Dupree.

wislakrakow.com

Awatar użytkownika
ann
Administrator
Posty: 8379
Rejestracja: 07 maja 2005, 17:36
Lokalizacja: Tarnów

Postautor: ann » 26 lutego 2009, 14:27

garnett pisze:Rozwiązano kontrakt z Holdsclaw!
...


o 2 miesiące za późno
Wiśle gratulujemy zarządu :!: 8)
Jeśli ktoś w Krakowie zapyta się za 20 lat: kim była DeForge? Odpowiedź będzie tylko jedna: wielką zawodniczką!


https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous

Endrju
Senior
Posty: 3346
Rejestracja: 16 stycznia 2007, 17:53
Lokalizacja: Gorzów Wlkp.
Kontaktowanie:

Postautor: Endrju » 26 lutego 2009, 14:44

ann pisze:
garnett pisze:Rozwiązano kontrakt z Holdsclaw!
...


o 2 miesiące za późno
Wiśle gratulujemy zarządu :!: 8)


Z oszczednosci to zrobili :D zeby nie musieli nikogo kontraktowac juz :lol:

PS (pytanie do hellraisnera dobrego matematyka [specjalisty od procentów]) :D
W tej sytuacji która drużyna % jest lepsza Wisła czy Lotos :lol: :lol: )
(z ostatniej wypowiedzi twierdzil ze o pare % Wisła)
NIGDY NIE ZGINIE AZS !! NIGDY NIE ZGINIE !!
"Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów."- Stanisław Lem

Awatar użytkownika
hellraiser
Junior
Posty: 2479
Rejestracja: 17 listopada 2004, 12:04

Postautor: hellraiser » 26 lutego 2009, 15:20

Bardzo dobra wiadomość dla Lotosu.
:twisted: :twisted: :twisted:
Kompletnie niezrozumiałe działanie zarządu Wisły.

Przykro mi nie jest :) :) :) :) :twisted:
Obrazek

Awatar użytkownika
ann
Administrator
Posty: 8379
Rejestracja: 07 maja 2005, 17:36
Lokalizacja: Tarnów

Postautor: ann » 26 lutego 2009, 15:23

hellraiser pisze:Bardzo dobra wiadomość dla Lotosu.
:twisted: :twisted: :twisted:
Kompletnie niezrozumiałe działanie zarządu Wisły.

Przykro mi nie jest :) :) :) :) :twisted:


bardzo dobra wiadomość dla Wisły.(o tym, że można wygrywać bez Szamiki przekonaliśmy się w PP)
w końcu racjonalne działanie Wisły.
również bardzo sie cieszę :D
Jeśli ktoś w Krakowie zapyta się za 20 lat: kim była DeForge? Odpowiedź będzie tylko jedna: wielką zawodniczką!


https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous


Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 107 gości