Postautor: reaktywacja » 03 listopada 2011, 23:19
Najpierw o wynikach polskich drużyn. Wisła zaliczyła wtopę w momencie, w którym w całych rozgrywkach grupowych najmniej się tego spodziewałem. Sytuacja faktycznie wraca do punktu wyjścia (jest taki bilans jaki zakładali w Krakowie przed sezonem na tym etapie rozgrywek: 3 - 1. Uważam jednak, że wynik meczu w Moskwie może się w końcowym rozrachunku liczyć. Jeśli uda się przywieźć zwycięstwo z Taranto lub Madrytu Wisła o rozstawienie w ósemce powinna być w miarę spokojna (o ile tak spektakularna wpadka już jej się nie przydarzy).
Gratulacje dla Polkowic. Potwierdza się, że Maltsi była kotem w worku, niekoniecznie grającym obecnie na poziomie Euro (zaskakuje też in minus Petronyte), ale kolejny świetny mecz Zoll, która w polskich klubach euroligowych jest o lata świetlne przed rozgrywajkami z Wisły i Lotosu.
No i Lotos. Wygraliśmy mecz z bodajże najsłabszym francuskim zespołem od lat (przynajmniej kilku - Tarbes z ubiegłego roku w mojej ocenie było zespołem lepszym). Zespół Bourges bez Ndonque i Dumerc to cztery (samo)grajki - Joens, Kaltsidou, Miyem i Brown. Zespół z Francji, tak jak Lotos, grał więc praktycznie bez rozgrywającej. I żadna z nich nie zagrała czegoś szczególnego. Zepsuliśmy końcówkę pierwszej kwarty i tylko dlatego Francuzki złapały nas na 3 punkty. Niezła, agresywna gra Lotosu w obronie i skuteczna w ataku skończyła się gdzieś w 14 minucie meczu. Wtedy pojawiła się Ajanović, a Anderson urządziła sobie show, do jakiego nas ostatnio przyzwyczaja - czyli wyścigi pod tytułem: jak można jeszcze szybciej i jeszcze głupiej oddać rzut. Gdyby nie fartowne wykańczanie akcji 2+1 przez Henry (na granicy tolerancji faulu w akcji rzutowej), byłoby słabo. Trzecia kwarta to obraz nędzy i rozpaczy - to co robiły gdynianki na parkiecie, nie nadaje się do opisu. Jednak Francuzki tu właśnie okazały swoją słabość. Wprawdzie wyszły na wymęczone +11 i +13, ale to im wystarczało. Nie dobiły niemrawych gdynianek, a bez kłopotu wyszłyby na +15 i nawet zryw pod koniec kwarty nie dałby nam względnego kontaktu punktowego. Jedna Madzia Ziętara trzymała nas przy życiu.
Na szczęście czwartą kwartę nasze zagrały bardzo ambitnie i zespołowo, a bez rozgrywającej strategia Bourges posypała się jak domek z kart. Zaczęło się od kilku fajnych akcji Żurowskiej (to już jest gracz, którego przyjemnie się w grze ogląda - bierze na siebie ciężką harówę na parkiecie i jest aktywna i w ataku, i obronie), potem wreszcie Anderson miała swój moment (rzuciła z półdystansu i wyeliminowała się z dalszej gry 5 faulem, bo wcześniej skutecznie rozbijała naszą grę głupimi decyzjami rzutowymi).
Obudziła się też Robert, która w ostatniej kwarcie wciąż grała dziko i chaotycznie, ale z zaangażowaniem i - co równie ważne - ze szczęściem. Ziętara kaleczyła obronę Bourges wejściami pod kosz, ale ostatnie słowo należało do Jacovej. Dziewczyna bez dwóch zdań wygrała nam ten mecz. Dwie trójki w kluczowym momencie, poprawione dwójką dały nam na dwie minuty do końca 68:61. Zaraz jednak któraś z naszych zrobiła rywalce akcję 3+1 i Francuzki zdaje się, że na 1,47 wróciły do gry. Wtedy dwa osobiste dołożyła Robert, a wynik po kolejnej kontrze Bourges ustaliła Jalcova trafiając drugiego osobistego. Spodziewałem się, że trzeba rzucić Bourges przynajmniej 66-68 pkt by mieć szanse na zwycięstwo. Nasze uciułały ciut więcej. Jest pierwsze zwycięstwo i wracamy do gry o wyjście z grupy. Teraz spokojniejszy, bo bez presji mecz w Stambule (przy naszej obronie Turczynki spokojnie mogą nam pyknąć 120 pkt). Potem niezwykle ważne spotkanie z Kownem i potem chyba kluczowe z Pragą.
Oczywiście, żeby nie było za przyjemnie, zwycięstwo Pragi (dla mnie dużo większa sensacja niż wiślacka victoria w Moskwie) bardzo komplikuje nam drogę do PO. ZVVZ USK wyrasta na głównego faworyta do miejsca nr 4. Aby zawalczyć o piątą pozycję trzeba urwać punkty w Pradze lub w Bourges (nie gubiąc ich w dwumeczu z Kownem oraz z Gyorem i Pragą u siebie). Zadanie bardzo trudne, ale chyba jednak wykonalne (myślę, że dużo łatwiejsze do wykonania w Pradze niż w Bourges).
Indywidualnie poza Jalcovą i Ziętarą na wyróżnienie zasłużyła Żurowska i najrówniejsza nasza zawodniczka - Aneika Henry. Szarpnęła we właściwym momencie Robert. Jolene Anderson nie powinna doczekać w naszej drużynie do Świąt Bożego Narodzenia - jej egoistyczna gra przynosi znacznie więcej szkody niż pożytku. No i musimy pozyskać jakąś rozgrywającą. Jalcovą (chyba na razie uciekła katu spod topora) można przesunąć na dwójkę a nawet na trójkę, ale musi być jakaś rozgrywająca (o sensownej podkoszowej w miejsce Ajanović nie wspominając).
14 koron:
1996, 1998, 1999, 2000, 2001, 2002, 2003, 2004, 2005, 2009, 2010, 2020, 2021, 2025...
- To jest mój zespół, moje koleżanki, moje miasto, moi kibice. Moje miejsce jest na boisku i zagrałabym nawet bez oka - Tamika Catchings.