Postautor: Siero » 04 listopada 2006, 09:50
Sopocianie nie przestają zadziwiać pozytywnie i negatywnie. Świetna pierwsza połowa i fatalna druga zakończyła się zwycięstwem 69:67 nad Le Mans. Do gry powrócili Besok i Hukić.
Sopocianie nie przestają zadziwiać pozytywnie i negatywnie. Świetna pierwsza połowa i fatalna druga zakończyła się zwycięstwem 69:67 nad Le Mans. Do gry powrócili Besok i Hukić.
Prokom Trefl do spotkania przystąpił bardzo skoncentrowany. Sopocianie postanowili od pierwszych minut pokazać francuskiej drużynie, że w Gdańsku nie uda jej się wygrać. Defensywa mistrzów Polski działała bez zarzutu. Justin Hamilton świetnie bronił przeciwko Gregory'emu, a Tomas Masiulis nie pozwalał na zbyt wiele Ericowi Campbellowi. Gospodarze rozbijali kolejne ataki zespołu przyjezdnego i od stanu 10:10 zdobyli 24 punkty, tracąc tylko siedem. Do przerwy wygrywali 34:27.
W ataku świetnie grał Dalmau, który mijał francuskich obrońców niczym tyczki i umieszczał piłkę w koszu. Portorykańczyk zagrał jeden z lepszych meczy w Eurolidze, norując 16 punktów w 26 minut. Dobry początek miał także Huseyin Besok, który wrócił do zespołu po kontuzji. Zdobył 8 punktów i 7 zbiórek, ale przede wszystkim nie pozwolił na zbyt wiele Mate Skelinowi i Sandro Nicevicowi.
Wydawało się, że spotkanie zakończy się pogromem gości. Po zmianie stron na parkiecie pojawiły się jednak dwie zupełnie inne drużyny. Le Mans zaczęło stawiać opór. Zdecydowanie poprawiło obronę, ale przede wszystkim zaczęło wszystko trafiać w ataku. Klasę pokazał Eric Campbell, który czterokrotnie trafił w tym okresie z dystansu, czasami z bardzo trudnych pozycji i przy asyście Tomasa Masiulisa. Mistrzowie Polski tymczasem stanęli w miejscu. Zaczęli grać chaotycznie, bez pomysłu i przede wszystkim nieskutecznie. Goście szybko odrobili straty i na początku czwartej kwarty na tablicy był remis.
Sprawy w swoje ręce wziął Jasmin Hukić. Powracający po kontuzji kręgosłupa skrzydłowy zachował zimną krew i dwukrotnie trafił z dystansu w ważnych momentach ostatniej kwarty. - Muszę powiedzieć, że nie grałem dzisiaj w pełni zdrowy. Plecy wciąż mnie bolą. Zespół mniej jednak potrzebował, więc musiałem wyjść na parkiet – powiedział po spotkaniu Hukić. Trafienie z dystansu dodał także Donatas Slanina, a mistrzowie Polski znów odskoczyli na 10 punktów.
To jednak nie był koniec emocji. Francuzi zdobyli się na kolejny zryw. Tym razem sygnał do ataku dał Kenny Gregory, który jak szalony trafiał z dystansu, a przewaga gospodarzy znów zaczęła topnieć. Goście w drugiej połowie trafili w sumie 8 z 11 rzutów za trzy punkty. Na 40 sekund przed końcem mistrzowie Polski prowadzili sześcioma punktami i to wystarczyło do odniesienia zwycięstwa, chociaż na 0,4 sekundy przed końcem przewaga stopniała do jednego punktu. Slanina specjalnie nie trafił jednak drugiego rzutu, a gościom zabrakło już czasu, aby skierować piłkę w stronę kosza sopocian.
Prokom Trefl po raz kolejny pokazał więc swoje dwa oblicza. Z jednej strony, zespół na europejskim poziomie, ze wspaniałą defensywą i rozważną grą w ataku. Z drugiej jednak drużyna kompletnie zagubiona, bez lidera i pomysłu na grę, popełniająca podstawowe błędy. Czas pokaże, które oblicze mistrzowie Polski przyjmą na dłużej. Póki co kibicom pozostaje cieszy się ze zwycięstwa i liczyć, że częściej będą mogli oglądać ten zespół z pierwszej połowy.
Oprócz Christiana Dalmau, dobre spotkanie rozegrał także Adam Wójcik, choć trafił tylko 4 z 10 rzutów z gry. Środkowy mistrzów Polski rzucił 12 punktów i miał 5 zbiórek. 11 punktów dodał Jasmin Hukić, a 6 punktów i 5 asyst miał Rashid Atkins. W drużynie francuskiej na wyróżnienie zasłgują Amerykanie Kenny Gregory (14 punktów) i Eric Campbell (27 punktów, 8 zbiórek). Ten drugi 20 punktów rzucił po przerwie. 12 punktów i 7 zbiórek dodał Sandro Nicević.
Prokom Trefl – Le Mans 69:67 (17:10, 17:7, 12:26, 23:24)
Prokom Trefl:Dalmau 16, Wójcik 12, Hukić 11, Besok 8, Atkins 6, Slanina 6, Masiulis 4, Hamilton 4, Dylewicz 2,
Po meczu powiedzieli:
Vincent Collet, trener Le Mans: Po bardzo słabej pierwszej połowie zdołaliśmy wrócić do gry. W szatni zmieniliśmy przede wszystkim nasze podejście do tego meczu, zmieniliśmy troszkę system obrony i to dało rezultaty. Zaczęliśmy odrabiać straty. Kluczowe dla losów meczu były momenty, gdy gospodarze wygrywali 48:47. Byli wtedy pod ogromną presją i powinniśmy byli wykorzystać tą sytuację, tymczasem to oni zdołali nam odskoczyć. W ostatnich minutach zdołaliśmy jeszcze raz zbliżyć się do rywala, ale zabrakło czasu, aby wyjść na prowadzenie.
Eric Campbell, skrzydłowy Le Mans: Udało mi się trafić dzisiaj kilka ważnych rzutów i z tego się cieszę, ale wynik końcowy jest dla mnie rozczarowaniem. Fatalnie zaczęliśmy to spotkanie, nie mogliśmy trafić żadnego rzutu do kosza. Po przerwie graliśmy znacznie lepiej, ale ostatecznie zabrakło nam minut, aby wygrać to spotkanie.
Eugeniusz Kijewski, trener Prokomu Trefl: Po pierwszej połowie nie przypuszczałem, że mecz tak się wyrówna. Po przerwie zagraliśmy znacznie słabiej. Nie trafiliśmy kilku ważnych rzutów w łatwych pozycji. Kluczowe okazały się nasze trójki w czwartej kwarcie. Pozwoliły nam ponownie odskoczyć i wygrać to spotkanie.
Adam Wójcik, skrzydłowy Prokomu Trefl: Zagraliśmy świetnie w pierwszej i drugiej kwarcie w obronie. W trzeciej nieco się pogubiliśmy. Campbell zaczął trafiać rzut za rzutem, a my nie potrafiliśmy mu przeszkodzić. Dzięki niemu Le Mans wróciło do gry. Ostatecznie udało nam się dowieźć zwycięstwo do końca i bardzo się z tego cieszymy.