adrom
Karina Kamińska z Warszawy jest nie tylko jedyną kobietą sędziującą w męskiej ekstralidze, ale i w ogóle najmłodszym sędzią w tej klasie rozgrywek (26 lat). W świecie wysokich mężczyzn może wyglądać dziwnie (ma 162 cm wzrostu), ale nie ma kompleksów i do jej pierwszych jej występów (sędziowała mecze Kager - Turów i Prokom - Znicz) nie było uwag.
- W ekstralidze gra jest czytelniejsza, mniej jest błędów, ale gra jest szybsza, więc ocena fauli jest trudniejsza. Co mówili po meczach komisarze? Że na razie wszystko dobrze - opowiada Kamińska.
Jak się czuje jako kobieta w tak stresującym zawodzie? - - Było już spięcie z zawodnikiem... Musiałam wyrzucić go z boiska, każdy sędzia by tak postąpił... Miałam oczywiście po ciężkich meczach momenty zwątpienia, ale to zdrowe, że one są. Dzięki temu można się zdystansować, dowiedzieć się, co jeszcze robię źle. Dzięki sędziowaniu jestem w baskecie i to jest fajne. Lubię ten sport i nie mogłam grać, ale w ten sposób uczestniczę - mówi.
- Karina jest bardzo mocna psychicznie i to się w tym zawodzie przydaje. Czeka ją jednak jeszcze wiele pracy - ocenia szef polskich sędziów Grzegorz Bachański.
Kamińska nie jest pierwszą sędziną koszykarską w Polsce. Jeszcze w latach 80. mecze II ligi prowadziła Zdzisława Wojtczak z Wrocławia, a pod koniec lat 90. debiutowała Andżelika Ciesielska z Tczewa. Obecnie mecze II ligi sędziują jeszcze trzy panie, ale właśnie warszawianka może będzie pierwszą polską sędziną międzynarodową. Jest w gronie kandydatów na 2007 rok. - Ambicje dobrze mieć, ale nie muszę za wszelką cenę być sędzią międzynarodowym. Jeśli się uda, to fajnie, ale jeśli nie - też nic się nie stanie - ocenia.
http://sport.gazeta.pl/koszykowka/1,65090,3813190.html