- Przede mną jeszcze sporo pracy nad kondycją. Gdy na boisku przestanie mi brakować tchu mnie to w play-off zobaczycie prawdziwą Agnieszkę Szott - opowiada „Gazecie” najlepsza gorzowska koszykarka.
O tym, ile dla gorzowskiej koszykówki znaczy Agnieszka Szott, doskonale mówią statystyki. Pierwszy mecz po kontuzji w Łomiankach, i to właśnie „Pysia” jest najlepsza w AZS PWSZ Sowood pod względem średniej evaluation (pod uwagę brane są nie tylko punkty, ale także procent skuteczności rzutów, zbiórki, przechwyty, straty itd.). Nie inaczej było w sobotę w emocjonującym, ale przegranym starciu z Cukierkami Odrą Brzeg. Szott na parkiecie przebywała tylko 23 min, a i tak zdobyła w tym czasie aż 22 pkt! Ale „Pysia” to dla naszego zespołu coś znacznie więcej: to gwarant punktów w trudnym momencie, to najmocniejsze barki, które mogą wziąć na siebie ciężar walki o ważne zwycięstwa w ekstraklasie.
Kamil Siałkowski: Na Twój kolejny występ na gorzowskim parkiecie czekaliśmy ponad rok. Wróciłaś do gry w świetnym meczu, w którym emocje były do ostatnich sekund. To chyba był idealny moment, aby wreszcie zejść z trybun na parkiet?
Agnieszka Szott: Faktycznie, wybrałam sobie na powrót naprawdę szalony mecz. Ale nie mogłam już wytrzymać, bardzo tęskniłam za koszykówką, moją miłością, stylem życia. Zamiast na treningu pobawić się piłką, musiałam iść na siłownię i wykonywać mozolne ćwiczenia. A już samo oglądanie spotkania z wysokości trybun to był dla mnie koszmar, dlatego się cieszę, że mogłam w tym ciężkim meczu zagrać, a nie emocjonować się po cywilnemu na ławce rezerwowych.
Była trema?
- O tak! Dlatego bardzo dziękuję publiczności za takie miłe przywitanie. Dawno nie byłam tak zestresowana, jak w sobotę. Koleżanki z zespołu co chwilę pytały, jak się czuję, bo widziały, że ten mecz przeżywam podwójnie. Były żaby w brzuchu, były motylki. Tym bardziej, że w pierwszym meczu po kontuzji, w środę w Łomiankach, było całkiem nieźle i kibice chcieli pewnie zobaczyć mnie już w formie sprzed roku. Obawiałam się, że nie wyjdzie tak, jakbym tego chciała i jakby życzyli sobie nasi fani. Gdy zaczął się mecz, wszystko ze mnie zeszło, bo na parkiecie czuję się jak ryba w wodzie. Swoją drogą to dobrze, że był to już drugi mecz po kontuzji. Specjalnie, razem z trenerem, wybraliśmy na powrót spotkanie w Łomiankach. Były dwa warunki szybszego powrotu: pojedynek z teoretycznie łatwiejszym przeciwnikiem i przede wszystkim na wyjeździe. Kalendarz świetnie się ułożył i mogłam wrócić do gry trzy tygodnie wcześniej niż początkowo planowaliśmy.
Na jednej nodze zagrałaś w sobotę naprawdę świetne zawody.
- Chciałabym utrzymać taki poziom już do końca sezonu. Oczywiście chodzi mi o punktowe zdobycze, bo przygotowanie fizyczne pozostawia jeszcze wiele do życzenia. Chcemy w tym sezonie zagrać o coś więcej, niż przed rokiem. A to dla mnie duża motywacja, aby ćwiczyć mocniej, wrócić do pełnej sprawności i pomóc zespołowi. Jeszcze jestem zakręcona, niepewna. Na treningach dopiero przypominam sobie zagrywki, może nawet uczę się ich od nowa. Cały czas jestem ociężała, nie mam jeszcze szybkości. Wciąż brakuje ciągu na kosz, co było widać choćby po zbiórkach, miałam ich w sobotę tylko dwie. Jeszcze nie mogę zerwać się do szybkiej kontry. To jeszcze nie jestem ja. Nie ma co przeceniać tych moich dwóch dobrych występów. Większość punktów zdobyłam z akcji rozpisanych przez trenera. To nie były indywidualne popisy, tylko punkty przy asyście koleżanek z zespołu.
O ile procent walczy teraz Agnieszka Szott?
- Na pewno jest już mniej niż 25 proc. ubytku masy mięśniowej w porównaniu ze zdrowszą, lewą nogą. Dawno tego nie sprawdzałam, w połowie lutego pojadę na badania do Gliwic. Odbudowa mięśni to bardzo żmudna praca, a ja pracuję na siłowni cały czas. W tym miejscu muszę gorąco podziękować moim dwóm trenerom. Panu Jurkowi Chmielnickiemu, który dba o przygotowanie fizyczne naszej drużyny, za rok dobrej roboty. Dziękuję również za wyrozumiałość trenerowi Maciejewskiemu. Nikt mnie tutaj nie goni. Mogę spokojnie wracać do zdrowia. Jestem przekonana, że ta cała praca zaprocentuje w fazie finałowej ligi.
Porażka z Brzegiem trochę skomplikowała nasze plany. W sobotę być może uciekło nam trzecie miejsce w lidze, najlepsza opcja przed play-off.
- Liga jest tak wyrównana, że Polkowice i Łódź, nasi bezpośredni rywale, na pewno potracą jeszcze jakieś punkty. Nie ma co się załamywać, trzeba walczyć dalej. Teraz przed nami Lotos, Wisła i CCC. Wcale nie uważam, że jesteśmy w tych pojedynkach bez szans. Trzeba wierzyć w możliwość ogrania mocniejszego rywala. Nie zapominajmy, że ja i Maja Drozg dopiero wchodzimy do gry, zgrywamy się z drużyną. Zobaczycie, że za miesiąc, gdy zacznie się prawdziwe granie, będziemy już o wiele silniejsze.
Rozmawiał Kamil Siałkowski, Gazeta Wyborcza
Agnieszka Szott: Ta Agnieszka to jeszcze nie jestem ja
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
- elen
- Kadet
- Posty: 1461
- Rejestracja: 23 stycznia 2006, 17:31
- Lokalizacja: Gorzów - Miasto cudów nad Wartą
- Kontaktowanie:
Agnieszka Szott: Ta Agnieszka to jeszcze nie jestem ja
"Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów." - Stanisław Lem
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości