MŚ piłkarzy ręcznych 2007 (19.01-4.02.) POLSKA WICEMISTRZEM!
Moderator: Moderatorzy
- Pamela
- Kadet
- Posty: 1107
- Rejestracja: 28 sierpnia 2004, 21:20
- Lokalizacja: z piekla rodem ;)
- Kontaktowanie:
Wicemistrzowie świata, polscy piłkarze ręczni wrócili do kraju. Samolot specjalny wylądował na Okęciu tuż po godz. 13.00
W hali przylotów reprezentację Polski witał tłum kibiców oraz liczna grupa przedstawicieli mediów. Powitanie na lotnisku trwało kilkanaście minut, później ekipa udała się do jednego z warszawskich hoteli.
Niespełna dwa miesiące temu na Okęciu kibice witali polskich siatkarzy powracających z Japonii ze srebrnymi medalami mistrzostw świata. W poniedziałek po godzinie 13.00 wiwatowali na cześć piłkarzy ręcznych - także wicemistrzów świata.
Gdy halę zagłuszył słynny utwór "We are the champions". Na podium ustawionym w terminalu II lotniska im. Fryderyka Chopina wchodziła ekipa biało-czerwonych. Z ust kibiców popłynął ich hymn "Polska - biało-czerwoni", a po nim "Sto lat".
Rzecznik prasowy Związku Piłki Ręcznej w Polsce Marek Skorupski poinformował zawodników i trenerów, że to dopiero skromny wstęp do uroczystości, które ich czekają. Grzegorz Tkaczyk powiedział: "Jestem wzruszony. Nie spodziewałem się tak serdecznego przyjęcia. Dzięki, dzięki i jeszcze raz dzięki". Po chwili każdy z zawodników, chociaż w dwóch słowach "witał się" z liczną grupą kibiców. Prezes ZPRP Andrzej Kraśnicki dodał: "Bądźcie z nami na dobre i złe".
Trener Bogdan Wenta mówił: "To co zrobili chłopcy na pewno jest wielkim wyczynem. Ale przed nami nowy cel - igrzyska olimpijskie. W przyszłym roku turniej kwalifikacyjny z udziałem czterech drużyn odbędzie się w Polsce. Dwie awansują - wiecie już o co chodzi" - zwrócił się do kibiców, którzy odpowiedzieli "Oczywiście, wiemy". Trener dodał, że tym ósmym zawodnikiem jest właśnie publiczność. "Znajdziemy taką halę w Polsce, że rywal będzie przed nami drżał".
Adam Weiner ocenił, że numerem jeden mistrzostw świata powinien zostać uznany nie niemiecki bramkarz Henning Fritz, lecz Sławomir Szmal. "On był po prostu bezsprzecznie najlepszym. To super bramkarz". I dodał "w kilka miesięcy znakomici nasi trenerzy stworzyli równie fantastyczny zespół. Nie pytajcie nas - zwrócił się do dziennikarzy - kto jest jego liderem. Liderem jest cała drużyna".
Kilku zawodników prosiło o podkreślenie, że "nie za jednego, a za dwóch trenerów damy się pokroić".
Kiedy dziennikarze rozmawiali z zawodnikami mówiąc, że ich droga jest "od zera do bohatera" i że prawie nikt się nie spodziewał, że zdobędą medal, kibice zaczęli krzyczeć: "Nie zgadzamy się z taką opinią. My liczyliśmy i wierzyliśmy" - w czym górowały fanki klubu AZS Uniwersytet Warszawski.
Polska ekipa przybyła rządowym samolotem dzięki prezydentowi RP Lechowi Kaczyńskiemu. Jak poinformował PAP Marek Skorupski podziękowania należą się także sponsorom, bo to z ich pieniędzy pokryty zostanie koszt użyczonego przez prezydenta samolotu.
Z lotnika Okęcie wicemistrzowie świata odjechali autokarem oblepionym ich zdjęciami wielkiego formatu.
O godz. 16.00 Lech Kaczyński przyjmie srebrnych medalistów mistrzostw świata w Pałacu Prezydenckim.
W hali przylotów reprezentację Polski witał tłum kibiców oraz liczna grupa przedstawicieli mediów. Powitanie na lotnisku trwało kilkanaście minut, później ekipa udała się do jednego z warszawskich hoteli.
Niespełna dwa miesiące temu na Okęciu kibice witali polskich siatkarzy powracających z Japonii ze srebrnymi medalami mistrzostw świata. W poniedziałek po godzinie 13.00 wiwatowali na cześć piłkarzy ręcznych - także wicemistrzów świata.
Gdy halę zagłuszył słynny utwór "We are the champions". Na podium ustawionym w terminalu II lotniska im. Fryderyka Chopina wchodziła ekipa biało-czerwonych. Z ust kibiców popłynął ich hymn "Polska - biało-czerwoni", a po nim "Sto lat".
Rzecznik prasowy Związku Piłki Ręcznej w Polsce Marek Skorupski poinformował zawodników i trenerów, że to dopiero skromny wstęp do uroczystości, które ich czekają. Grzegorz Tkaczyk powiedział: "Jestem wzruszony. Nie spodziewałem się tak serdecznego przyjęcia. Dzięki, dzięki i jeszcze raz dzięki". Po chwili każdy z zawodników, chociaż w dwóch słowach "witał się" z liczną grupą kibiców. Prezes ZPRP Andrzej Kraśnicki dodał: "Bądźcie z nami na dobre i złe".
Trener Bogdan Wenta mówił: "To co zrobili chłopcy na pewno jest wielkim wyczynem. Ale przed nami nowy cel - igrzyska olimpijskie. W przyszłym roku turniej kwalifikacyjny z udziałem czterech drużyn odbędzie się w Polsce. Dwie awansują - wiecie już o co chodzi" - zwrócił się do kibiców, którzy odpowiedzieli "Oczywiście, wiemy". Trener dodał, że tym ósmym zawodnikiem jest właśnie publiczność. "Znajdziemy taką halę w Polsce, że rywal będzie przed nami drżał".
Adam Weiner ocenił, że numerem jeden mistrzostw świata powinien zostać uznany nie niemiecki bramkarz Henning Fritz, lecz Sławomir Szmal. "On był po prostu bezsprzecznie najlepszym. To super bramkarz". I dodał "w kilka miesięcy znakomici nasi trenerzy stworzyli równie fantastyczny zespół. Nie pytajcie nas - zwrócił się do dziennikarzy - kto jest jego liderem. Liderem jest cała drużyna".
Kilku zawodników prosiło o podkreślenie, że "nie za jednego, a za dwóch trenerów damy się pokroić".
Kiedy dziennikarze rozmawiali z zawodnikami mówiąc, że ich droga jest "od zera do bohatera" i że prawie nikt się nie spodziewał, że zdobędą medal, kibice zaczęli krzyczeć: "Nie zgadzamy się z taką opinią. My liczyliśmy i wierzyliśmy" - w czym górowały fanki klubu AZS Uniwersytet Warszawski.
Polska ekipa przybyła rządowym samolotem dzięki prezydentowi RP Lechowi Kaczyńskiemu. Jak poinformował PAP Marek Skorupski podziękowania należą się także sponsorom, bo to z ich pieniędzy pokryty zostanie koszt użyczonego przez prezydenta samolotu.
Z lotnika Okęcie wicemistrzowie świata odjechali autokarem oblepionym ich zdjęciami wielkiego formatu.
O godz. 16.00 Lech Kaczyński przyjmie srebrnych medalistów mistrzostw świata w Pałacu Prezydenckim.
Antychryst powrócił
lołszyn in loco mołszyn
redehader
B&B
C'MoN PoKeMoN
i ŻóŁwIk
Pimp My Pokemon
lołszyn in loco mołszyn
- BasketFan
- Kadet
- Posty: 1166
- Rejestracja: 24 kwietnia 2005, 12:57
- Lokalizacja: Pabianice
- Kontaktowanie:
Europa życzyła nam Mistrzostwa...
Bardzo ciepło i w superlatywach wypowiadały sie gwiazdy piłki ręcznej o grze Polskiej reprezentacji. Przy okazji krytykowali "lekkie" przywileje niemieckiego zespołu, zyczac Polskiej ekipie dużo sukcesów w przyszłości... Zachodnie media w dobrym tynie wyrażają się o drużynie Bogdana Wenty, my natomiast Zebraliśmy wypowiedzi na temat naszej drużyny od czołowych zawodników światowego szczypiorniaka!
Z wypowiedzi światowych gwiazd pilki ręcznej widać, ze duzo sympatii i respektu pozyskała w trakcie Mistrzostw Polska reprezentacja. Nasz zespół prezentował sie rewelacyjnie nie tylko na niemieckich parkietach lecz rowniez poza boiskiem będąc otwartym na media i kibiców. Niestety mistrzostwa byly nico przyciemnione komentarzami o bardzo dużych przywilejach dla gospodarzy turnieju o czym wspominają również nasi rozmówcy.
Lars Christiansen- DANIA
Zyczyłem Polskiemu zespołowi wszystkiego najlepszego w finale, teraz mamy we Flensburgu vice-mistrza świata. Po analizie półfinału mozna otwarcie powiedzieć Polski zespól byl lepszy od nas, ma wyrownany skład i gdyby zagrali Z Niemcami tak jak z nami w półfinale to finał by wygrali bezwzględnie. Szkoda ze zespól niemiecki odskoczył na 7 bramek, pozniej polska siódemka walczyła do konca, doprowadziliście prawie do remisu, było 22:21 i nie wykorzystaliście trzech stu-procentowych sytuacji. Tak bardzo chciałem zeby "Lijek" wygrał finał! Dla nas brązowy medal jest również bardzo dużym osiagnieciem , ale woleliśmy grać w finale. Stało się to niemożliwe ponieważ stanął nam na drodze bardzo dobry Polski zespół.
Nicola Karabatic - FRANCJA
Życzyłem Polsce z całego serca zwycięstwa w finale, bo zasłużenie awansowali do finału- nie tak jak zespół niemiecki. Normalnie powinniśmy grać przeciwko polskiemu zespołowi, ale stało sie inaczej, byliśmy bardzo rozgoryczeni po porażce. Dzisiaj mieliśmy ciężki mecz z Danią i nie skoncentrowaliśmy się wystarczająco.
Kasper Hvidt - DANIA
Polska nie wygrała bo chyba wystraszyła się dwudziestu tysięcy niemieckich kibiców. Po porażce w półfinale z Polska, chcieliśmy żeby Polska sprawiła następną sensację i pokonała gospodarzy w finale. Szkoda że się nie udało, bo to bardzo dobry zespół z utalentowanymi zawodnikami i trenerem o wielkiej klasie.
Bracia Gille Bertrand i Giillaume - FRANCJA
Kibicowaliśmy Polsce, która grała bardzo dobry i wyrownany "handball" na tych Mistrzostwach. Szkoda że nie graliśmy przeciwko Polsce w finale "bo ktoś nam ukradł zwycięstwo". Szkoda że Polska nie dała rady, ale wygrać mogl tak na prawdę tylko jeden zespół na tych Mistrzostwach (z uśmiechem).
Gudjon Valur Sigurdsson - ISLANDIA
Polska grała do finału bardzo dobrze, a w nim, w pierwszej połowie może Wasi zawodnicy byli nieco przytłoczeni otoczeniem i stawką. Życzyłem sobie dla Polski zwycięstwa w finale nie udało się bo tutaj musiał wygrać niemiecki zespół. Szkoda że przy stanie 22:21 Polska nie strzeliła kolejnych bramek, bylibyśmy chyba świadkami sensacji !!!
Joel Abati - FRANCJA
Wielka szkoda że polski zespół nie wygrał, bardzo tego chciałem. Jakby Polska zdobyła Mistrzostwo to moze byśmy mieli w Magdeburgu parę dni więcej wolnego od treningu (z uśmiechem- B. Wenta jest trenerem w Magdeburgu, gdzie gra Abati).
reczna.pl
Bardzo ciepło i w superlatywach wypowiadały sie gwiazdy piłki ręcznej o grze Polskiej reprezentacji. Przy okazji krytykowali "lekkie" przywileje niemieckiego zespołu, zyczac Polskiej ekipie dużo sukcesów w przyszłości... Zachodnie media w dobrym tynie wyrażają się o drużynie Bogdana Wenty, my natomiast Zebraliśmy wypowiedzi na temat naszej drużyny od czołowych zawodników światowego szczypiorniaka!
Z wypowiedzi światowych gwiazd pilki ręcznej widać, ze duzo sympatii i respektu pozyskała w trakcie Mistrzostw Polska reprezentacja. Nasz zespół prezentował sie rewelacyjnie nie tylko na niemieckich parkietach lecz rowniez poza boiskiem będąc otwartym na media i kibiców. Niestety mistrzostwa byly nico przyciemnione komentarzami o bardzo dużych przywilejach dla gospodarzy turnieju o czym wspominają również nasi rozmówcy.
Lars Christiansen- DANIA
Zyczyłem Polskiemu zespołowi wszystkiego najlepszego w finale, teraz mamy we Flensburgu vice-mistrza świata. Po analizie półfinału mozna otwarcie powiedzieć Polski zespól byl lepszy od nas, ma wyrownany skład i gdyby zagrali Z Niemcami tak jak z nami w półfinale to finał by wygrali bezwzględnie. Szkoda ze zespól niemiecki odskoczył na 7 bramek, pozniej polska siódemka walczyła do konca, doprowadziliście prawie do remisu, było 22:21 i nie wykorzystaliście trzech stu-procentowych sytuacji. Tak bardzo chciałem zeby "Lijek" wygrał finał! Dla nas brązowy medal jest również bardzo dużym osiagnieciem , ale woleliśmy grać w finale. Stało się to niemożliwe ponieważ stanął nam na drodze bardzo dobry Polski zespół.
Nicola Karabatic - FRANCJA
Życzyłem Polsce z całego serca zwycięstwa w finale, bo zasłużenie awansowali do finału- nie tak jak zespół niemiecki. Normalnie powinniśmy grać przeciwko polskiemu zespołowi, ale stało sie inaczej, byliśmy bardzo rozgoryczeni po porażce. Dzisiaj mieliśmy ciężki mecz z Danią i nie skoncentrowaliśmy się wystarczająco.
Kasper Hvidt - DANIA
Polska nie wygrała bo chyba wystraszyła się dwudziestu tysięcy niemieckich kibiców. Po porażce w półfinale z Polska, chcieliśmy żeby Polska sprawiła następną sensację i pokonała gospodarzy w finale. Szkoda że się nie udało, bo to bardzo dobry zespół z utalentowanymi zawodnikami i trenerem o wielkiej klasie.
Bracia Gille Bertrand i Giillaume - FRANCJA
Kibicowaliśmy Polsce, która grała bardzo dobry i wyrownany "handball" na tych Mistrzostwach. Szkoda że nie graliśmy przeciwko Polsce w finale "bo ktoś nam ukradł zwycięstwo". Szkoda że Polska nie dała rady, ale wygrać mogl tak na prawdę tylko jeden zespół na tych Mistrzostwach (z uśmiechem).
Gudjon Valur Sigurdsson - ISLANDIA
Polska grała do finału bardzo dobrze, a w nim, w pierwszej połowie może Wasi zawodnicy byli nieco przytłoczeni otoczeniem i stawką. Życzyłem sobie dla Polski zwycięstwa w finale nie udało się bo tutaj musiał wygrać niemiecki zespół. Szkoda że przy stanie 22:21 Polska nie strzeliła kolejnych bramek, bylibyśmy chyba świadkami sensacji !!!
Joel Abati - FRANCJA
Wielka szkoda że polski zespół nie wygrał, bardzo tego chciałem. Jakby Polska zdobyła Mistrzostwo to moze byśmy mieli w Magdeburgu parę dni więcej wolnego od treningu (z uśmiechem- B. Wenta jest trenerem w Magdeburgu, gdzie gra Abati).
reczna.pl
Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym.
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym
następującym po tym terminie.
Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyn
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym
następującym po tym terminie.
Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyn
- BasketFan
- Kadet
- Posty: 1166
- Rejestracja: 24 kwietnia 2005, 12:57
- Lokalizacja: Pabianice
- Kontaktowanie:
Zagraliśmy fenomenalne Mistrzostwa
Niemcy wygrali tylko dlatego, że grali u siebie- mówi Grzegorz Tkaczyk.
- Niemcy wygrali to Mistrzostwo tylko dlatego, że grali u siebie- mówi Grzegorz Tkaczyk, kapitan naszej Reprezentacji. - My nieco słabiej zagraliśmy w finale, ale najcięższy był chyba mecz z Francją, musieliśmy się po nim szybko podnieść.
Wyraźnie wzruszony w trakcie spotkania był trener Bogdan Wenta. - Teraz kolana mi się bardziej trzęsą niż na parkiecie- wyznał. - Wiemy, że zagramy eliminacje olimpijskie w Polsce, chcemy grać przy pełnej hali. Cel jest dla nas jednoznaczny- Olimpiada.
- Teraz można powiedzieć, że jesteśmy bardzo zmęczeni - wyznał Mariusz Jurasik. - Warto było jednak walczyć z całych sił- mówił Tkaczyk, a Damian Wleklak dodał jeszcze: - Ja mógłbym tam wrócić, grać jeszcze raz byleby dojść do finału, grać z Niemcami i wygrać.
- To wspaniała drużyna, z wielkim potencjałem i musimy się dalej trzymać razem, niejeden sukces przed nami- wyznaje bez wahania środkowy Reprezentacji- Grzegorz Tkaczyk. - Jako zespół zagraliśmy fenomenalne mistrzostwa, należy być dumnym i zadowolonym.
- Słyszeliście o głosach z Polski?
G. Tkaczyk: - Coś tam do nas dochodziło, ale dopóki tego nie zobaczyliśmy sami, to ciężko było nam wierzyć.
- Co zrobić jednak, by tą popularność utrzymać?
- My jako Reprezentacja musimy pracować, pracować i jeszcze raz pracować. Tylko pracą da sie w sporcie dojść dalej, wyżej, być jeszcze lepszym indywidualnie i zespołowo.
- Samymi sukcesami kadry można ciągnąć popularność ręcznej w Polsce?
- Czas pokaże. Jest dużo rzeczy, które trzeba zmienić, ale to jest temat rzeka. My zrobiliśmy pierwszy krok. Zawsze sie mówiło- Wy zróbcie wynik, osiągnijcie coś- to my będziemy mogli popularyzować piłkę ręczną. To proszę- my póki co swoje zrobiliśmy, jest wynik, teraz wszyscy dookoła muszą się starać, by w Polsce nasza dyscyplina była tak popularna jak jej się to należy.
Kolejne zgrupowanie kadry w marcu. Wtedy Biało-Czerwoni pojadą na turniej do Francji, gdzie za przeciwników bedą mieli prócz gospodarzy- Islandię i Danię.
reczna.pl
Niemcy wygrali tylko dlatego, że grali u siebie- mówi Grzegorz Tkaczyk.
- Niemcy wygrali to Mistrzostwo tylko dlatego, że grali u siebie- mówi Grzegorz Tkaczyk, kapitan naszej Reprezentacji. - My nieco słabiej zagraliśmy w finale, ale najcięższy był chyba mecz z Francją, musieliśmy się po nim szybko podnieść.
Wyraźnie wzruszony w trakcie spotkania był trener Bogdan Wenta. - Teraz kolana mi się bardziej trzęsą niż na parkiecie- wyznał. - Wiemy, że zagramy eliminacje olimpijskie w Polsce, chcemy grać przy pełnej hali. Cel jest dla nas jednoznaczny- Olimpiada.
- Teraz można powiedzieć, że jesteśmy bardzo zmęczeni - wyznał Mariusz Jurasik. - Warto było jednak walczyć z całych sił- mówił Tkaczyk, a Damian Wleklak dodał jeszcze: - Ja mógłbym tam wrócić, grać jeszcze raz byleby dojść do finału, grać z Niemcami i wygrać.
- To wspaniała drużyna, z wielkim potencjałem i musimy się dalej trzymać razem, niejeden sukces przed nami- wyznaje bez wahania środkowy Reprezentacji- Grzegorz Tkaczyk. - Jako zespół zagraliśmy fenomenalne mistrzostwa, należy być dumnym i zadowolonym.
- Słyszeliście o głosach z Polski?
G. Tkaczyk: - Coś tam do nas dochodziło, ale dopóki tego nie zobaczyliśmy sami, to ciężko było nam wierzyć.
- Co zrobić jednak, by tą popularność utrzymać?
- My jako Reprezentacja musimy pracować, pracować i jeszcze raz pracować. Tylko pracą da sie w sporcie dojść dalej, wyżej, być jeszcze lepszym indywidualnie i zespołowo.
- Samymi sukcesami kadry można ciągnąć popularność ręcznej w Polsce?
- Czas pokaże. Jest dużo rzeczy, które trzeba zmienić, ale to jest temat rzeka. My zrobiliśmy pierwszy krok. Zawsze sie mówiło- Wy zróbcie wynik, osiągnijcie coś- to my będziemy mogli popularyzować piłkę ręczną. To proszę- my póki co swoje zrobiliśmy, jest wynik, teraz wszyscy dookoła muszą się starać, by w Polsce nasza dyscyplina była tak popularna jak jej się to należy.
Kolejne zgrupowanie kadry w marcu. Wtedy Biało-Czerwoni pojadą na turniej do Francji, gdzie za przeciwników bedą mieli prócz gospodarzy- Islandię i Danię.
reczna.pl
Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym.
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym
następującym po tym terminie.
Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyn
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym
następującym po tym terminie.
Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyn
- BasketFan
- Kadet
- Posty: 1166
- Rejestracja: 24 kwietnia 2005, 12:57
- Lokalizacja: Pabianice
- Kontaktowanie:
Prezydent: - Ręczna zasługuje na większą popularność
Ordery, Krzyże Zasługi, ciepłe słowa od Prezydenta RP- Lecha Kaczyńskiego. Trwa spotkanie w Pałacu Prezydenckim, gdzie przebywa właśnie nasza reprezentacja. O 17:00 spotkanie kadry z kibicami na Torwarze.
Szczypiorniści oraz kadra szkoleniowa, medyczna otrzymali z rąk Prezydenta złote krzyże zasługi za osiagnięcia sportowe.
- Chciałbym przede wszystkim podziękować- mówił Lech Kaczyński. - Po siatkówce przyszła piłka ręczna i było to dla nas olbrzymie, miłe zaskoczenie. Gratuluje podwójnie, bo sprawiliście radość milionom Polaków.
- Tylko cała drużyna może coś zdziałać w Waszym sporcie. My nie jesteśmy narodem, który nie potrafi grać zespołowo i Wy to udowodniliście- mówił Prezydent. - Oczywiście, wszyscy byśmy woleli złoto, ale srebro też jest znakomite i na prawdę cieszcie się- zwracał się do zawodników. - Byłem na wczorajszym meczu i zdaje sobie sprawę z tego jak ciężko było tam grać, przeciwko całej hali. Jak wszedłem tam i zobaczyłem wielkość trybun, ilość flag niemieckich, których było tysiące a temu odpowiadało może kilkanaście polskich, to zrozumiałem, że żadnej równości być nie może. Nie martwcie się więc wczorajszym wynikiem. Myślcie o tym co będzie za półtora roku, o olimpiadzie w Pekinie.
- Piłka ręczna jest grą widowiskową, szybką i dlatego zasługuje na większą popularność w naszym kraju niż ma dzisiaj - zakończył Kaczyński.
reczna.pl
Ordery, Krzyże Zasługi, ciepłe słowa od Prezydenta RP- Lecha Kaczyńskiego. Trwa spotkanie w Pałacu Prezydenckim, gdzie przebywa właśnie nasza reprezentacja. O 17:00 spotkanie kadry z kibicami na Torwarze.
Szczypiorniści oraz kadra szkoleniowa, medyczna otrzymali z rąk Prezydenta złote krzyże zasługi za osiagnięcia sportowe.
- Chciałbym przede wszystkim podziękować- mówił Lech Kaczyński. - Po siatkówce przyszła piłka ręczna i było to dla nas olbrzymie, miłe zaskoczenie. Gratuluje podwójnie, bo sprawiliście radość milionom Polaków.
- Tylko cała drużyna może coś zdziałać w Waszym sporcie. My nie jesteśmy narodem, który nie potrafi grać zespołowo i Wy to udowodniliście- mówił Prezydent. - Oczywiście, wszyscy byśmy woleli złoto, ale srebro też jest znakomite i na prawdę cieszcie się- zwracał się do zawodników. - Byłem na wczorajszym meczu i zdaje sobie sprawę z tego jak ciężko było tam grać, przeciwko całej hali. Jak wszedłem tam i zobaczyłem wielkość trybun, ilość flag niemieckich, których było tysiące a temu odpowiadało może kilkanaście polskich, to zrozumiałem, że żadnej równości być nie może. Nie martwcie się więc wczorajszym wynikiem. Myślcie o tym co będzie za półtora roku, o olimpiadzie w Pekinie.
- Piłka ręczna jest grą widowiskową, szybką i dlatego zasługuje na większą popularność w naszym kraju niż ma dzisiaj - zakończył Kaczyński.
reczna.pl
Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym.
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym
następującym po tym terminie.
Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyn
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym
następującym po tym terminie.
Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyn
- BasketFan
- Kadet
- Posty: 1166
- Rejestracja: 24 kwietnia 2005, 12:57
- Lokalizacja: Pabianice
- Kontaktowanie:
Celebrate the champions...!
"Możecie mieć nasze samochody, ale Mistrzostwa nam nie zabierzecie" - transparent takiej treści pojawił się w końcówce drugiej części spotkania finałowego Polska- Niemcy w wypełnionej KolnArena. Niemcy okazali się z jednej strony aroganccy, ale były tego dnia i dowody sympatii. Piszemy o kulisach i otoczce finału. NOWE ZDJĘCIA
Pierwsi kibice z Polski przed Koln Arena pojawili się już około 9 rano, czyli na ponad 7 godzin przed planowanym meczem. Oczywiście bez biletów. Nie byli jednak pierwszymi polakami na placu przy hali- stały tam już ekipy reporterskie telewizji- TVP, TVN i Polsatu. Polacy będący później poza halą budzili jednak zainteresowanie również niemieckich stacji telewizyjnych.
Później, bo y każdą godziną osób ubranych na Biało-Czerwono było coraz więcej. Najtańsze bilety u "koników"- po 400 euro (na samą górę hali) szybko kupili Niemcy, później oferty sięgały nie mniej niż tysiąca euro a tuż przed finałem dochodziły nawet do dwóch. Duża część Polaków, która była już zrezygnowana (w południe hala została odgrodzona, pełno było Policji) zaczęła szukać choćby lokalu w którym będzie można obejrzeć spotkanie. Jakież było zdziwienie naszych rodaków, gdy wchodząc do jednego z punktów usłyszeli, że "to lokal dla Niemców a nie dla Polaków". To był jednak poza halą najgorszy incydent. Trzeba powiedzieć, że inni Niemcy podchodzili do kibiców z Polski z obojętnością a czasami nawet z sympatią, robiąc sobie z nimi zdjęcia.
Ci, którzy weszli na halę mogli zobaczyć niesamowity obiekt- większy i piękniejszy niż jakikolwiek stadion piłkarski w Polsce (KolnArena mieści ponad 20 tysięcy widzów). Przed budynkiem, w okolicznych restauracjach, pubach zostało kilkaset Polaków, którzy bez biletu nie mieli szans oglądać meczu na żywo. Na samej hali wśród obsługi Mistrzostw (tzn. wolontariuszy) było kilku Polaków, również w sklepikach czy barach otaczających halę (ale już w budynku) można było spotkać naszych rodaków.
Niemcom możemy zazdrościć publiczności, która przychodząc na mecz jest faktycznie na meczu, bo - klaska, śpiewa, tańczy- bez wyjątków. To sprawiało, że obiekt robił niesamowite wrażenie.
Miejscowym podpadł najwyraźniej w trakcie Mistrzostw Świata Bogdan Wenta. Tak jak przed meczem pierwszego meczu obu drużyn- w Halle został przywitany brawami, tak tym razem został wygwizdany. Co miało na to wpływ? Zapewne media, które cały czas piętnowały Polski zespół. Nieprzychylne artykuły na skraju dobrego smaku, piosenka w rozgłośniach radiowych "będziemy mistrzami, Polacy spadajcie do domu" nie mogły budzić dobrej atmosfery między Polakami a Niemcami. Tym bardziej, że trener Wenta ostatnie treningi przed Mistrzostwami, już w Koln zamknął dla dziennikarzy. - Gdy jednego wygoniłem z treningu, następnego dnia w prasie napisano, że pobiłem dziennikarza- tłumaczył skrajności nasz trener.
"Proszę, ograjcie ich"- mówił jeszcze przed finałowym meczem rozżalony francuski kibic, który... siedział z Duńczykami a Ci przecież chwilę wcześniej w meczu o brąz pokonali trójkolorowych. Razem byli zgodni co do tego, kogo by widzieli chętniej ze złotymi medalami- Polaków.
W trakcie drugiej połowy na trybunach pojawił się w języku niemieckim niemiły transparent- "Możecie mieć nasze samochody, ale Mistrzostwa nam nie zabierzecie". To odniesienie do stereotypu Polaka w Niemczech- jako złodzieja samochodów było lekko mówiąc nie na miejscu. Niestety, obok tych, którzy normalnie traktowali przeciwnika jakim była Polska i jej kibiców, zdarzały się wrogo nastawieni ludzie. Jedni pomagali nawet wieszać polskie flagi, by z kolei inni przychodzili i je ostentacyjnie zrywali!
Po meczu Niemcy okazali się jednak znów przyjaźni. W trakcie dekoracji naszego zespołu słychać było z trybun "Polen, Polen", choć to i tak brzmiało kilka razy ciszej niż, gdy krzyczano "Danmark" w trakcie dekoracji Duńczyków. Po meczu miejscowi byli jednak na tyle pod wrażeniem naszej drużyny (w trakcie całych MŚ), że gratulowali naszym jej naszym kibicom samemu będąc bardzo sympatycznym. Grupa niemieckich fanów z Kronau krzyczała nawet "Józek, Józek...".
Niesamowitym spektaklem było zakończenie turnieju. Pokaz laserów połączony z pokazem sztucznych ogni (wewątrz hali!), które w pewnym momencie stworzyły hasło "celebrate the champions" robił wrażenie.
Ten kto pojechał na finałowy mecz Mistrzostw Świata i nawet nie wszedł na halę- na pewno przeżył wyjątkowy dzień. Ci, którzy weszli do środka musieli być pod wrażeniem. Obyśmy kiedyś sami mogli zorganizować taką imprezę!
"Możecie mieć nasze samochody, ale Mistrzostwa nam nie zabierzecie" - transparent takiej treści pojawił się w końcówce drugiej części spotkania finałowego Polska- Niemcy w wypełnionej KolnArena. Niemcy okazali się z jednej strony aroganccy, ale były tego dnia i dowody sympatii. Piszemy o kulisach i otoczce finału. NOWE ZDJĘCIA
Pierwsi kibice z Polski przed Koln Arena pojawili się już około 9 rano, czyli na ponad 7 godzin przed planowanym meczem. Oczywiście bez biletów. Nie byli jednak pierwszymi polakami na placu przy hali- stały tam już ekipy reporterskie telewizji- TVP, TVN i Polsatu. Polacy będący później poza halą budzili jednak zainteresowanie również niemieckich stacji telewizyjnych.
Później, bo y każdą godziną osób ubranych na Biało-Czerwono było coraz więcej. Najtańsze bilety u "koników"- po 400 euro (na samą górę hali) szybko kupili Niemcy, później oferty sięgały nie mniej niż tysiąca euro a tuż przed finałem dochodziły nawet do dwóch. Duża część Polaków, która była już zrezygnowana (w południe hala została odgrodzona, pełno było Policji) zaczęła szukać choćby lokalu w którym będzie można obejrzeć spotkanie. Jakież było zdziwienie naszych rodaków, gdy wchodząc do jednego z punktów usłyszeli, że "to lokal dla Niemców a nie dla Polaków". To był jednak poza halą najgorszy incydent. Trzeba powiedzieć, że inni Niemcy podchodzili do kibiców z Polski z obojętnością a czasami nawet z sympatią, robiąc sobie z nimi zdjęcia.
Ci, którzy weszli na halę mogli zobaczyć niesamowity obiekt- większy i piękniejszy niż jakikolwiek stadion piłkarski w Polsce (KolnArena mieści ponad 20 tysięcy widzów). Przed budynkiem, w okolicznych restauracjach, pubach zostało kilkaset Polaków, którzy bez biletu nie mieli szans oglądać meczu na żywo. Na samej hali wśród obsługi Mistrzostw (tzn. wolontariuszy) było kilku Polaków, również w sklepikach czy barach otaczających halę (ale już w budynku) można było spotkać naszych rodaków.
Niemcom możemy zazdrościć publiczności, która przychodząc na mecz jest faktycznie na meczu, bo - klaska, śpiewa, tańczy- bez wyjątków. To sprawiało, że obiekt robił niesamowite wrażenie.
Miejscowym podpadł najwyraźniej w trakcie Mistrzostw Świata Bogdan Wenta. Tak jak przed meczem pierwszego meczu obu drużyn- w Halle został przywitany brawami, tak tym razem został wygwizdany. Co miało na to wpływ? Zapewne media, które cały czas piętnowały Polski zespół. Nieprzychylne artykuły na skraju dobrego smaku, piosenka w rozgłośniach radiowych "będziemy mistrzami, Polacy spadajcie do domu" nie mogły budzić dobrej atmosfery między Polakami a Niemcami. Tym bardziej, że trener Wenta ostatnie treningi przed Mistrzostwami, już w Koln zamknął dla dziennikarzy. - Gdy jednego wygoniłem z treningu, następnego dnia w prasie napisano, że pobiłem dziennikarza- tłumaczył skrajności nasz trener.
"Proszę, ograjcie ich"- mówił jeszcze przed finałowym meczem rozżalony francuski kibic, który... siedział z Duńczykami a Ci przecież chwilę wcześniej w meczu o brąz pokonali trójkolorowych. Razem byli zgodni co do tego, kogo by widzieli chętniej ze złotymi medalami- Polaków.
W trakcie drugiej połowy na trybunach pojawił się w języku niemieckim niemiły transparent- "Możecie mieć nasze samochody, ale Mistrzostwa nam nie zabierzecie". To odniesienie do stereotypu Polaka w Niemczech- jako złodzieja samochodów było lekko mówiąc nie na miejscu. Niestety, obok tych, którzy normalnie traktowali przeciwnika jakim była Polska i jej kibiców, zdarzały się wrogo nastawieni ludzie. Jedni pomagali nawet wieszać polskie flagi, by z kolei inni przychodzili i je ostentacyjnie zrywali!
Po meczu Niemcy okazali się jednak znów przyjaźni. W trakcie dekoracji naszego zespołu słychać było z trybun "Polen, Polen", choć to i tak brzmiało kilka razy ciszej niż, gdy krzyczano "Danmark" w trakcie dekoracji Duńczyków. Po meczu miejscowi byli jednak na tyle pod wrażeniem naszej drużyny (w trakcie całych MŚ), że gratulowali naszym jej naszym kibicom samemu będąc bardzo sympatycznym. Grupa niemieckich fanów z Kronau krzyczała nawet "Józek, Józek...".
Niesamowitym spektaklem było zakończenie turnieju. Pokaz laserów połączony z pokazem sztucznych ogni (wewątrz hali!), które w pewnym momencie stworzyły hasło "celebrate the champions" robił wrażenie.
Ten kto pojechał na finałowy mecz Mistrzostw Świata i nawet nie wszedł na halę- na pewno przeżył wyjątkowy dzień. Ci, którzy weszli do środka musieli być pod wrażeniem. Obyśmy kiedyś sami mogli zorganizować taką imprezę!
Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym.
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym
następującym po tym terminie.
Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyn
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym
następującym po tym terminie.
Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyn
- BasketFan
- Kadet
- Posty: 1166
- Rejestracja: 24 kwietnia 2005, 12:57
- Lokalizacja: Pabianice
- Kontaktowanie:
Teraz żałuję straconej szansy
Polski bramkarz Sławomir Szmal, był wymieniany podczas MŚ w Niemczech jako jeden z najlepszych bramkarzy na tej imprezie. Przypomnijmy, że Polacy zdobyli srebrny medal.
„Kurczę my naprawdę mogliśmy wygrać” – powiedział Gazecie Krakowskiej polski bramkarz. Po czym dodał: „To była ogromna szansa na złoty medal. Być może jedyna, jaka nam się trafiła w życiu.”.
Na zakończenie powiedział: „Nie wiem, może gdy będę starszy, inaczej będę na to patrzył. Może bardziej docenię srebro, ale teraz żałuję straconej szansy”
Źródło: Gazeta Krakowska
Polski bramkarz Sławomir Szmal, był wymieniany podczas MŚ w Niemczech jako jeden z najlepszych bramkarzy na tej imprezie. Przypomnijmy, że Polacy zdobyli srebrny medal.
„Kurczę my naprawdę mogliśmy wygrać” – powiedział Gazecie Krakowskiej polski bramkarz. Po czym dodał: „To była ogromna szansa na złoty medal. Być może jedyna, jaka nam się trafiła w życiu.”.
Na zakończenie powiedział: „Nie wiem, może gdy będę starszy, inaczej będę na to patrzył. Może bardziej docenię srebro, ale teraz żałuję straconej szansy”
Źródło: Gazeta Krakowska
Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym.
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym
następującym po tym terminie.
Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyn
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym
następującym po tym terminie.
Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyn
- BasketFan
- Kadet
- Posty: 1166
- Rejestracja: 24 kwietnia 2005, 12:57
- Lokalizacja: Pabianice
- Kontaktowanie:
Sugestia Prezydenta
W ciągu dwóch miesięcy staliśmy się światową potęgą w piłce ręcznej. Teraz trzeba koniecznie przekuć sukces sportowy na sukces organizacyjny, a zmiany muszą mieć charakter fundamentalny.
Euforia, duma, sława - otoczyły polskich piłkarzy ręcznych po powrocie z mistrzostw świata. Powracającą do kraju rządowym samolotem reprezentację witała głowa państwa i dawno nie oglądana wokół przedstawicieli tej dyscypliny rzesza kibiców. - Piłka ręczna jest grą widowiskową, szybką i dlatego zasługuje na większą popularność w naszym kraju. Cieszcie się z mistrzostwa, ale myślcie o tym, co będzie za półtora roku - mówił prezydent RP Lech Kaczyński, myśląc zapewne o igrzyskach w Pekinie i przyjmując w poniedziałek ekipę srebrnych medalistów. Prezydent znakomicie wyczuł temat sugerując zastanowienie się nad przyszłością dyscypliny i trzeba przyznać, że na historycznym sukcesie podopiecznych Bogdana Wenty zbił niezły kapitał polityczny, ponieważ już dawno strony internetowe nie były tak przychylne rezydentowi Pałacu Prezydenckiego.
Wczesny Małysz
Znakomita postawa białoczerwonych w Niemczech spowodowała także, że jeszcze w trakcie MŚ zaczęli zgłaszać się sponsorzy, a niemal wszystkie media nagle wykazują nieprawdopodobne wręcz zainteresowanie marginalną do tej pory dyscypliną sportu. Piłka ręczna po wielu latach znalazła się na etapie „wczesnego Małysza” czy też koniunktury koszykówki w okresie mody na NBA. Jak stwierdził jednak prezes ZPRP Andrzej Kraśnicki, dotarcie do finału i zdobycie srebrnego medalu, to na razie piękny sen. Kiedyś ten sen się skończy i trzeba będzie zdjąć z oczu różowe okulary. Bo dzisiejsza polska piłka ręczna przypomina tak naprawdę kolosa na glinianych nogach, wspierającego się na wicemistrzostwie panów oraz - nie wolno o tym absolutnie zapominać - ósmym miejscu naszych pań w Europie.
- W latach 80-tych mieliśmy zarejestrowanych 40 tysięcy uprawiających tę dyscyplinę i 800 klubów, obecnie piłkę ręczną uprawia 18 tysięcy zawodników w 400 klubach - ujawnia szef wyszkolenia związku, Jerzy Noszczak. - Dla porównania w Niemczech, które mieliśmy ograć w finale, zarejestrowanych jest 850 tysięcy zawodników!
Dramatyczne statystyki
Równie dramatycznie wyglądają pozostałe statystyki. Gerry Weber Stadion w Halle, gdzie robiliśmy pierwszy krok ku wielkości, ma pojemność 12 tysięcy, Color Line Arena w Hamburgu 16 tysięcy, a finałowa Koeln Arena, aż 20 tysięcy! Dla porównania chełpiliśmy się niedawno, że w Kiecach powstała ładna, nowoczesna hala z 3-tysięczną widownią. Dobrze, że takowe w ogóle powstają, że można wymienić jeszcze kilka polskich hal o podobnych gabarytach. Gdy jednak poproszono Artura Siódmiaka o wskazanie hali, na której można rozegrać turniej barażowy o igrzyska - ten długo szukał w pamięci. Generalnie zaś wicemistrzowie świata żartowali, że po MŚ znów wrócą do rodzimej ekstraklasy, do - nie ubliżając nikomu - klaustrofobicznych „Arena aus Piekary, aus Lubin, aus Płock”, gdzie komplet publiczności oznacza w porywach od 400 do 800 widzów. Jak się tam koncentrować i rozgrywać mecze życia? Jak przygotowywać do europejskich pucharów, mistrzostw Europy, świata? Czyż nie jest paranoją, policzkiem dla mistrzów Polski, że od lat jedna z najlepszych siódemek w kraju, Wisła Płock, rozgrywa mecze Ligi Mistrzów w... prowincjonalnym Łącku? - W 2001 roku Wisła rozpętała w Płocku burzę o nową halę - przypomina rzecznik płockiego klubu, Maciej Wiącek. - I co się przez siedem prawie lat podziało? Były trzy przetargi ogłoszone przez miasto i wszystkie zostały unieważnione przez sąd na wniosek przegranych. Dlatego nadal gramy w komicznej hali.
Kolejny potężny koncern, stojący za piłkarkami i piłkarzami ręcznymi w Lubinie, też skąpi grosza na postawienie reprezentacyjnej hali, dlatego mecze Zagłębia rozgrywane są na... szkolnych boiskach!
reczna.pl
W ciągu dwóch miesięcy staliśmy się światową potęgą w piłce ręcznej. Teraz trzeba koniecznie przekuć sukces sportowy na sukces organizacyjny, a zmiany muszą mieć charakter fundamentalny.
Euforia, duma, sława - otoczyły polskich piłkarzy ręcznych po powrocie z mistrzostw świata. Powracającą do kraju rządowym samolotem reprezentację witała głowa państwa i dawno nie oglądana wokół przedstawicieli tej dyscypliny rzesza kibiców. - Piłka ręczna jest grą widowiskową, szybką i dlatego zasługuje na większą popularność w naszym kraju. Cieszcie się z mistrzostwa, ale myślcie o tym, co będzie za półtora roku - mówił prezydent RP Lech Kaczyński, myśląc zapewne o igrzyskach w Pekinie i przyjmując w poniedziałek ekipę srebrnych medalistów. Prezydent znakomicie wyczuł temat sugerując zastanowienie się nad przyszłością dyscypliny i trzeba przyznać, że na historycznym sukcesie podopiecznych Bogdana Wenty zbił niezły kapitał polityczny, ponieważ już dawno strony internetowe nie były tak przychylne rezydentowi Pałacu Prezydenckiego.
Wczesny Małysz
Znakomita postawa białoczerwonych w Niemczech spowodowała także, że jeszcze w trakcie MŚ zaczęli zgłaszać się sponsorzy, a niemal wszystkie media nagle wykazują nieprawdopodobne wręcz zainteresowanie marginalną do tej pory dyscypliną sportu. Piłka ręczna po wielu latach znalazła się na etapie „wczesnego Małysza” czy też koniunktury koszykówki w okresie mody na NBA. Jak stwierdził jednak prezes ZPRP Andrzej Kraśnicki, dotarcie do finału i zdobycie srebrnego medalu, to na razie piękny sen. Kiedyś ten sen się skończy i trzeba będzie zdjąć z oczu różowe okulary. Bo dzisiejsza polska piłka ręczna przypomina tak naprawdę kolosa na glinianych nogach, wspierającego się na wicemistrzostwie panów oraz - nie wolno o tym absolutnie zapominać - ósmym miejscu naszych pań w Europie.
- W latach 80-tych mieliśmy zarejestrowanych 40 tysięcy uprawiających tę dyscyplinę i 800 klubów, obecnie piłkę ręczną uprawia 18 tysięcy zawodników w 400 klubach - ujawnia szef wyszkolenia związku, Jerzy Noszczak. - Dla porównania w Niemczech, które mieliśmy ograć w finale, zarejestrowanych jest 850 tysięcy zawodników!
Dramatyczne statystyki
Równie dramatycznie wyglądają pozostałe statystyki. Gerry Weber Stadion w Halle, gdzie robiliśmy pierwszy krok ku wielkości, ma pojemność 12 tysięcy, Color Line Arena w Hamburgu 16 tysięcy, a finałowa Koeln Arena, aż 20 tysięcy! Dla porównania chełpiliśmy się niedawno, że w Kiecach powstała ładna, nowoczesna hala z 3-tysięczną widownią. Dobrze, że takowe w ogóle powstają, że można wymienić jeszcze kilka polskich hal o podobnych gabarytach. Gdy jednak poproszono Artura Siódmiaka o wskazanie hali, na której można rozegrać turniej barażowy o igrzyska - ten długo szukał w pamięci. Generalnie zaś wicemistrzowie świata żartowali, że po MŚ znów wrócą do rodzimej ekstraklasy, do - nie ubliżając nikomu - klaustrofobicznych „Arena aus Piekary, aus Lubin, aus Płock”, gdzie komplet publiczności oznacza w porywach od 400 do 800 widzów. Jak się tam koncentrować i rozgrywać mecze życia? Jak przygotowywać do europejskich pucharów, mistrzostw Europy, świata? Czyż nie jest paranoją, policzkiem dla mistrzów Polski, że od lat jedna z najlepszych siódemek w kraju, Wisła Płock, rozgrywa mecze Ligi Mistrzów w... prowincjonalnym Łącku? - W 2001 roku Wisła rozpętała w Płocku burzę o nową halę - przypomina rzecznik płockiego klubu, Maciej Wiącek. - I co się przez siedem prawie lat podziało? Były trzy przetargi ogłoszone przez miasto i wszystkie zostały unieważnione przez sąd na wniosek przegranych. Dlatego nadal gramy w komicznej hali.
Kolejny potężny koncern, stojący za piłkarkami i piłkarzami ręcznymi w Lubinie, też skąpi grosza na postawienie reprezentacyjnej hali, dlatego mecze Zagłębia rozgrywane są na... szkolnych boiskach!
reczna.pl
Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym.
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym
następującym po tym terminie.
Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyn
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym
następującym po tym terminie.
Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyn
- BasketFan
- Kadet
- Posty: 1166
- Rejestracja: 24 kwietnia 2005, 12:57
- Lokalizacja: Pabianice
- Kontaktowanie:
Niemcom wolno więcej
Bez niemieckich pieniędzy światowa federacja (IHF) nie mogłaby dobrze funkcjonować i przede wszystkim nie mogłaby tak zorganizować mistrzostw świata.
Za naszą zachodnią granicą mistrzostwa świata w piłce ręcznej pobiły wszelkie rekordy oglądalności handballu w telewizji i poczytności w prasie, frekwencji na trybunach i promocji dyscypliny. Czyż można się zatem dziwić gospodarzom, że mając takie „zaplecze” chcieli być beneficjentami tego wielkiego święta? I że nie zrobili tego z altruistycznych pobudek, czy też z miłości do piłki ręcznej, dyscypliny numer dwa (wraz z hokejem) po futbolu w tym kraju? A że po drodze trzeba było ustawić turniej pod siebie, „mieć szczęście” w losowaniu drabinki turniejowej, zdobyć przychylność sędziów, przekręcić kilka nacji, nawet takich potęg sportowych, jak Hiszpania, Francja? To - mówiąc slangiem młodzieżowym - „pryszcz” w porównaniu z korzyściami. Mistrzostwo świata, automatyczna kwalifikacja do kolejnego mundialu, wreszcie rzecz najważniejsza - przepustka na igrzyska w 2008 roku bez konieczności rozgrywania turniejów barażowych - to wymierne sportowe profity. Ramię w ramię ze sportowym sukcesem rekordowy był połów mierzony już nie w setkach tysięcy, a milionach euro. Wpływy od reklamodawców, sponsorów, wreszcie od zwykłych kibiców, zdecydowanie przebiły nakłady poniesione na organizację mistrzostw. Taka Color Line Arena w Hamburgu, mniejsza od Koeln Arena, miejsca finałowych zmagań, wybudowana w 16 miesięcy za 85 milionów euro i oddana do użytku w 2002 roku, ma ogółem 16 tysięcy miejsc siedzących, w tym 13 tysięcy na zawody hokejowe i handballowe. Ten obiekt odwiedziło w ubiegłym roku milion gości.
Cennik (średni) kibica MŚ
- smycz - 1 euro
- porcja frytek - 1,80 euro
- cola (0,3), piwo (0,3) - 2,50
- kubek grzanego wina - 2,50
- mała pizza „margarita” - 2,50
- piszczałki - 2,95
- plecak (w tym polski) - 3
- mała „hawajska” pizza - 3,50
- czapeczka - 5
- 5 precelków - 8
- t-shirty - 12,5-25
- replika piłki „Select” - 20
- adidasy Stabile (okazja!) - 50
- koszulki „Kempa” niemieckiej drużyny - 59,90.
- oryginalne piłki „Select” - 79,90
(po przecenie w ostatnim dniu 60 euro).
Za dobrą robotę
Polscy piłkarze ręczni zdobyli w Niemczech nie tylko sławę i srebrne medale mistrzostw świata, ale i całkiem niezłe - jak na polskie warunki - pieniądze. Wicemistrzowie świata w piłce ręcznej mogą też liczyć na nagrody ministra sportu.
60 tys. dolarów - od światowej federacji (IHF) za 2. miejsce (do podziału)
20 tys. euro - od firmy Hummel dostarczającej sprzęt portowy (do podziału)
20 tys. zł - za wybitne osiągnięcia sportowe
6 tys. zł - miesięczne stypendium
150 tys. zł - do podziału na zespół za wyjście z grupy od zarządu ZPRP
Autor: ZBIGNIEW CIEŃCIAŁA - Sport
Bez niemieckich pieniędzy światowa federacja (IHF) nie mogłaby dobrze funkcjonować i przede wszystkim nie mogłaby tak zorganizować mistrzostw świata.
Za naszą zachodnią granicą mistrzostwa świata w piłce ręcznej pobiły wszelkie rekordy oglądalności handballu w telewizji i poczytności w prasie, frekwencji na trybunach i promocji dyscypliny. Czyż można się zatem dziwić gospodarzom, że mając takie „zaplecze” chcieli być beneficjentami tego wielkiego święta? I że nie zrobili tego z altruistycznych pobudek, czy też z miłości do piłki ręcznej, dyscypliny numer dwa (wraz z hokejem) po futbolu w tym kraju? A że po drodze trzeba było ustawić turniej pod siebie, „mieć szczęście” w losowaniu drabinki turniejowej, zdobyć przychylność sędziów, przekręcić kilka nacji, nawet takich potęg sportowych, jak Hiszpania, Francja? To - mówiąc slangiem młodzieżowym - „pryszcz” w porównaniu z korzyściami. Mistrzostwo świata, automatyczna kwalifikacja do kolejnego mundialu, wreszcie rzecz najważniejsza - przepustka na igrzyska w 2008 roku bez konieczności rozgrywania turniejów barażowych - to wymierne sportowe profity. Ramię w ramię ze sportowym sukcesem rekordowy był połów mierzony już nie w setkach tysięcy, a milionach euro. Wpływy od reklamodawców, sponsorów, wreszcie od zwykłych kibiców, zdecydowanie przebiły nakłady poniesione na organizację mistrzostw. Taka Color Line Arena w Hamburgu, mniejsza od Koeln Arena, miejsca finałowych zmagań, wybudowana w 16 miesięcy za 85 milionów euro i oddana do użytku w 2002 roku, ma ogółem 16 tysięcy miejsc siedzących, w tym 13 tysięcy na zawody hokejowe i handballowe. Ten obiekt odwiedziło w ubiegłym roku milion gości.
Cennik (średni) kibica MŚ
- smycz - 1 euro
- porcja frytek - 1,80 euro
- cola (0,3), piwo (0,3) - 2,50
- kubek grzanego wina - 2,50
- mała pizza „margarita” - 2,50
- piszczałki - 2,95
- plecak (w tym polski) - 3
- mała „hawajska” pizza - 3,50
- czapeczka - 5
- 5 precelków - 8
- t-shirty - 12,5-25
- replika piłki „Select” - 20
- adidasy Stabile (okazja!) - 50
- koszulki „Kempa” niemieckiej drużyny - 59,90.
- oryginalne piłki „Select” - 79,90
(po przecenie w ostatnim dniu 60 euro).
Za dobrą robotę
Polscy piłkarze ręczni zdobyli w Niemczech nie tylko sławę i srebrne medale mistrzostw świata, ale i całkiem niezłe - jak na polskie warunki - pieniądze. Wicemistrzowie świata w piłce ręcznej mogą też liczyć na nagrody ministra sportu.
60 tys. dolarów - od światowej federacji (IHF) za 2. miejsce (do podziału)
20 tys. euro - od firmy Hummel dostarczającej sprzęt portowy (do podziału)
20 tys. zł - za wybitne osiągnięcia sportowe
6 tys. zł - miesięczne stypendium
150 tys. zł - do podziału na zespół za wyjście z grupy od zarządu ZPRP
Autor: ZBIGNIEW CIEŃCIAŁA - Sport
Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym.
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym
następującym po tym terminie.
Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyn
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym
następującym po tym terminie.
Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyn
- BasketFan
- Kadet
- Posty: 1166
- Rejestracja: 24 kwietnia 2005, 12:57
- Lokalizacja: Pabianice
- Kontaktowanie:
Gdzie mecze eliminacyjne?
Związek piłki ręcznej w Polsce ogłosił przetargi na organizacje meczów eliminacyjnych Polska- Holandia i Polska- Serbia.
Pierwszy z nich, z Holandią to eliminacje Mistrzostw Europy. Holandia jest niżej notowanym przeciwnikiem, ale w ostatnim czasie zrobiła spore postępy.
Gdzie mogło by się odbyć to spotkanie?
Zainteresowanie organizacją meczów z udziałem drużyny Bogdana Wenty wzrosło. Praktycznie każde miasto posiadające większą halę chciałoby gościć Reprezentację. Wiele się mówi o organizacji meczu piłkarzy ręcznych w katowickim Spodku, ale wspominano przy tym o rewanżu z mistrzostw świata i towarzyskim pojedynku Polska-Niemcy.
Trzeba sobie jednak zdawać sprawę, że mało realnym jest, by w najbliższym czasie do takiego pojedynku doszło. Niemcy nie lubią grać spotkań towarzyskich na wyjazdach. Gdy w zeszłym roku przyjechali do Polski, trener Brand potwierdzał i mówił, że dawno nigdzie na takie mecze nie wyjeżdżał.
Czy więc Spodek będzie kandydatem do organizacji eliminacji Euro 2008?
Reprezentacje chce gościć też Gdańsk a jego kartą przetargową jest duża liczba wywodzących się stamtąd zawodników oraz... trenerzy.
Ofertę zgłosi prawdopodobnie również Poznań, a tamtejszy Związek Okręgowy będzie się podpierał zbliżającą się okrągłą rocznicą jego założenia.
Naturalnie do walki o mecz staną Kielce. Tu wydaje się, że najsilniejszym poparciem oferty będzie Bertus Servaas, działający w polskiej piłce ręcznej Holender (a z Holandią właśnie gramy). Z drugiej strony słychać ostatnio, że hala, która może pomieścić niespełna 3,5 tys. widzów jest dla Związku już... za mała.
Mniejsze zainteresowanie ofert wzbudza pojedynek eliminacji Mistrzostw Świata Polska- Serbia. Tu, jeśli swoją ofertę zgłosi Lublin z nową halą to wydaje się pewnym, że organizacja meczu zostanie przyznana właśnie temu ośrodkowi.
Oferty można składać do 5 marca (męska kadra) i 16 lutego (żeńska). Wtedy będziemy mogli powiedzieć, kto zgłosił się i kto wśród zgłoszonych ma największe szanse
Związek piłki ręcznej w Polsce ogłosił przetargi na organizacje meczów eliminacyjnych Polska- Holandia i Polska- Serbia.
Pierwszy z nich, z Holandią to eliminacje Mistrzostw Europy. Holandia jest niżej notowanym przeciwnikiem, ale w ostatnim czasie zrobiła spore postępy.
Gdzie mogło by się odbyć to spotkanie?
Zainteresowanie organizacją meczów z udziałem drużyny Bogdana Wenty wzrosło. Praktycznie każde miasto posiadające większą halę chciałoby gościć Reprezentację. Wiele się mówi o organizacji meczu piłkarzy ręcznych w katowickim Spodku, ale wspominano przy tym o rewanżu z mistrzostw świata i towarzyskim pojedynku Polska-Niemcy.
Trzeba sobie jednak zdawać sprawę, że mało realnym jest, by w najbliższym czasie do takiego pojedynku doszło. Niemcy nie lubią grać spotkań towarzyskich na wyjazdach. Gdy w zeszłym roku przyjechali do Polski, trener Brand potwierdzał i mówił, że dawno nigdzie na takie mecze nie wyjeżdżał.
Czy więc Spodek będzie kandydatem do organizacji eliminacji Euro 2008?
Reprezentacje chce gościć też Gdańsk a jego kartą przetargową jest duża liczba wywodzących się stamtąd zawodników oraz... trenerzy.
Ofertę zgłosi prawdopodobnie również Poznań, a tamtejszy Związek Okręgowy będzie się podpierał zbliżającą się okrągłą rocznicą jego założenia.
Naturalnie do walki o mecz staną Kielce. Tu wydaje się, że najsilniejszym poparciem oferty będzie Bertus Servaas, działający w polskiej piłce ręcznej Holender (a z Holandią właśnie gramy). Z drugiej strony słychać ostatnio, że hala, która może pomieścić niespełna 3,5 tys. widzów jest dla Związku już... za mała.
Mniejsze zainteresowanie ofert wzbudza pojedynek eliminacji Mistrzostw Świata Polska- Serbia. Tu, jeśli swoją ofertę zgłosi Lublin z nową halą to wydaje się pewnym, że organizacja meczu zostanie przyznana właśnie temu ośrodkowi.
Oferty można składać do 5 marca (męska kadra) i 16 lutego (żeńska). Wtedy będziemy mogli powiedzieć, kto zgłosił się i kto wśród zgłoszonych ma największe szanse
Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym.
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym
następującym po tym terminie.
Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyn
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym
następującym po tym terminie.
Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyn
- BasketFan
- Kadet
- Posty: 1166
- Rejestracja: 24 kwietnia 2005, 12:57
- Lokalizacja: Pabianice
- Kontaktowanie:
Radości z gry...!
Grzegorz Gościński i Andrzej Truszkowski w wywiadzie dla Gazety opowiadają o różnicach między Polską a Niemiecką piłką ręczną. - W Polsce w wieku 15 lat zawodnik, zawodniczka grywa już w juniorce młodszej, młodzieżówce, gdzieś tam jeszcze. W wieku 23 lat ma powyżej uszu piłki ręcznej. Jest już wygrany/wygrana i nie ma radości z gry - mówi trener.
Jakub Lisowski: Skąd popularność piłki ręcznej w Niemczech?
Andrzej Truszkowski, od 1994 r. pracujący w niemieckich klubach: Wynika to z masowości tej dyscypliny. W tej chwili piłka ręczna ponownie wyprzedziła w popularności koszykówkę (futbol jest oczywiście poza zasięgiem wszystkich dyscyplin). Mistrzostwa świata dały temu dowód w całych Niemczech, choć np. tylko jeden mecz mistrzostw był w Berlinie! To strasznie mało, jeśli weźmiemy pod uwagę, że w Berlinie i najbliższej okolicy mamy ok. 150 klubów tylko piłki ręcznej! Piłka ręczna jest już na drugim miejscu w sportach masowych. To sposób na wychowanie młodzieży i okazało się, że to dobra metoda. Szkoły zaczęły między sobą rywalizować, popularność rośnie. Niemcy znaleźli również sposób na rozpropagowanie mistrzostw. Zorganizowali mundial na poziomie szkół, które grały pod szyldami reprezentacji. To nic innego, jak pomysł pana Floriana Krygiera w piłce nożnej, który w Szczecinie jest od kilkudziesięciu lat rozgrywany. Odbyło się to w kompleksie olimpijskim, gdzie jest największa podziemna hala składająca się z czterech parkietów.
Popularność dyscypliny wynika również z tego, że Niemcy wzięli sobie za punkt honoru, by Bundesliga była najlepszą ligą na świecie. Wcześniej lepiej notowane były ligi w Hiszpanii i Francji. Stwierdzili, że będą mieć najlepszą ligę, jeśli dyscyplina wyprzedzi koszykówkę czy siatkówkę. Udało im się to. Ściągnęli najlepszych zawodników, zespoły są coraz mocniejsze, a to przyciąga widzów na trybuny. Rośnie zainteresowanie.
Dlaczego przebili się przez koszykówkę?
A.T.: - Siła koszykówki w Europie wynikała z idoli. Dirk Novitzki to jedyna postać koszykówki w Niemczech. Tam poszły ogromne pieniądze i marketing na popularyzację koszykówki, co było związane właśnie z Novitzkim. Dzieciaki zaczęły grać na szkolnych boiskach, na podwórkach, w parkach. Popularność rosła i przebiła piłkę ręczną. Teraz ręczna wróciła na swoje miejsce. Więcej dzieciaków garnie się do ręcznej niż do koszykówki. W Niemczech potrafią wykorzystać organizację imprez czy wypromować idoli, by też wypromować dyscyplinę. W Polsce tego jeszcze nie potrafimy. Nie potrafimy wykorzystać sukcesu. Przecież w Szczecinie mieliśmy piłkę ręczną, koszykówkę i siatkówkę w I ligach. Gdzie teraz jest nasze miasto w dyscyplinach halowych?
Podejrzewam, że rozpocznie się w Polsce dyskusja, co zrobić, byśmy co roku mieli napływ takich graczy, jak Grzegorz Tkaczyk czy Karol Bielecki. Czy w Niemczech obowiązuje jeden system szkolenia, czy to pozostaje w gestii trenera klubowego?
A.T.: - Przez lata pracy wypracowano pewne systemy. Jest stworzony system rozgrywek zatwierdzony przez Niemiecki Związek Piłki Ręcznej. Zmiany mogą być, ale trzeba za nie płacić. Jeśli ja chcę wyjechać ze swoim zespołem na turniej do Polski, co wiązałoby się z przekładaniem spotkań w niemieckich rozgrywkach, to muszę za to płacić. W maju mam już kalendarz imprez na dany sezon, z rozpiską hali i przeciwników. Wiem też, do kiedy gram. 31 marca kończą się rozgrywki, 10 kwietnia jest finał. To święte. Powiem o moim klubie, gdzie szkolimy chłopców i dziewczynki. Tworzymy taką piramidę: zaczynamy szeroką ławą, by na końcu wyselekcjonować kilku graczy, którzy trafią do reprezentacji dzielnic, później do reprezentacji Berlina, a na końcu do kadry narodowej.
Co można przenieść z Niemiec do Polski?
Grzegorz Gościński, pierwszy trener Łącznościowca Poczta Polska Szczecin, asystent trenera reprezentacji seniorek: - Ten brak chyba wynika ze złego szkolenia w Polsce. W Niemczech dzieciaki się bawią, w seniorach dopiero zaczynają poznawać prawdziwą rywalizację i walkę o wynik. A w Polsce w wieku 15 lat dziewczynka grywa już w juniorce młodszej, młodzieżówce, gdzieś tam jeszcze. W wieku 23 lat ma powyżej uszu piłki ręcznej. Jest już wygrana i nie ma radości z gry. Przeszkodą jest punktacja klubów, gdzie premiowane są wyniki, a za tym idą pieniądze na dotacje.
Czy polskich szkoleniowców trzeba doszkolić?
A.T.: - Jeśli polscy trenerzy sami nie dążą do samokształcenia, to zostaną w tyle. W Berlinie obowiązują licencje. Ja mam na 2 lata. W tym okresie muszę 3-4 razy pojawić się u trenerów ligowych, młodzieżowych, dziecięcych. Sam za to płacę i muszę otrzymać stempel uczestnictwa. Dopiero wtedy otrzymam licencję i będę mógł prowadzić zajęcia w klubach.
więcej w Gazecie Wyborczej
Autor: not. Jakub Lisowski, Gazeta Wyborcza , źródło: Gazeta.pl
Grzegorz Gościński i Andrzej Truszkowski w wywiadzie dla Gazety opowiadają o różnicach między Polską a Niemiecką piłką ręczną. - W Polsce w wieku 15 lat zawodnik, zawodniczka grywa już w juniorce młodszej, młodzieżówce, gdzieś tam jeszcze. W wieku 23 lat ma powyżej uszu piłki ręcznej. Jest już wygrany/wygrana i nie ma radości z gry - mówi trener.
Jakub Lisowski: Skąd popularność piłki ręcznej w Niemczech?
Andrzej Truszkowski, od 1994 r. pracujący w niemieckich klubach: Wynika to z masowości tej dyscypliny. W tej chwili piłka ręczna ponownie wyprzedziła w popularności koszykówkę (futbol jest oczywiście poza zasięgiem wszystkich dyscyplin). Mistrzostwa świata dały temu dowód w całych Niemczech, choć np. tylko jeden mecz mistrzostw był w Berlinie! To strasznie mało, jeśli weźmiemy pod uwagę, że w Berlinie i najbliższej okolicy mamy ok. 150 klubów tylko piłki ręcznej! Piłka ręczna jest już na drugim miejscu w sportach masowych. To sposób na wychowanie młodzieży i okazało się, że to dobra metoda. Szkoły zaczęły między sobą rywalizować, popularność rośnie. Niemcy znaleźli również sposób na rozpropagowanie mistrzostw. Zorganizowali mundial na poziomie szkół, które grały pod szyldami reprezentacji. To nic innego, jak pomysł pana Floriana Krygiera w piłce nożnej, który w Szczecinie jest od kilkudziesięciu lat rozgrywany. Odbyło się to w kompleksie olimpijskim, gdzie jest największa podziemna hala składająca się z czterech parkietów.
Popularność dyscypliny wynika również z tego, że Niemcy wzięli sobie za punkt honoru, by Bundesliga była najlepszą ligą na świecie. Wcześniej lepiej notowane były ligi w Hiszpanii i Francji. Stwierdzili, że będą mieć najlepszą ligę, jeśli dyscyplina wyprzedzi koszykówkę czy siatkówkę. Udało im się to. Ściągnęli najlepszych zawodników, zespoły są coraz mocniejsze, a to przyciąga widzów na trybuny. Rośnie zainteresowanie.
Dlaczego przebili się przez koszykówkę?
A.T.: - Siła koszykówki w Europie wynikała z idoli. Dirk Novitzki to jedyna postać koszykówki w Niemczech. Tam poszły ogromne pieniądze i marketing na popularyzację koszykówki, co było związane właśnie z Novitzkim. Dzieciaki zaczęły grać na szkolnych boiskach, na podwórkach, w parkach. Popularność rosła i przebiła piłkę ręczną. Teraz ręczna wróciła na swoje miejsce. Więcej dzieciaków garnie się do ręcznej niż do koszykówki. W Niemczech potrafią wykorzystać organizację imprez czy wypromować idoli, by też wypromować dyscyplinę. W Polsce tego jeszcze nie potrafimy. Nie potrafimy wykorzystać sukcesu. Przecież w Szczecinie mieliśmy piłkę ręczną, koszykówkę i siatkówkę w I ligach. Gdzie teraz jest nasze miasto w dyscyplinach halowych?
Podejrzewam, że rozpocznie się w Polsce dyskusja, co zrobić, byśmy co roku mieli napływ takich graczy, jak Grzegorz Tkaczyk czy Karol Bielecki. Czy w Niemczech obowiązuje jeden system szkolenia, czy to pozostaje w gestii trenera klubowego?
A.T.: - Przez lata pracy wypracowano pewne systemy. Jest stworzony system rozgrywek zatwierdzony przez Niemiecki Związek Piłki Ręcznej. Zmiany mogą być, ale trzeba za nie płacić. Jeśli ja chcę wyjechać ze swoim zespołem na turniej do Polski, co wiązałoby się z przekładaniem spotkań w niemieckich rozgrywkach, to muszę za to płacić. W maju mam już kalendarz imprez na dany sezon, z rozpiską hali i przeciwników. Wiem też, do kiedy gram. 31 marca kończą się rozgrywki, 10 kwietnia jest finał. To święte. Powiem o moim klubie, gdzie szkolimy chłopców i dziewczynki. Tworzymy taką piramidę: zaczynamy szeroką ławą, by na końcu wyselekcjonować kilku graczy, którzy trafią do reprezentacji dzielnic, później do reprezentacji Berlina, a na końcu do kadry narodowej.
Co można przenieść z Niemiec do Polski?
Grzegorz Gościński, pierwszy trener Łącznościowca Poczta Polska Szczecin, asystent trenera reprezentacji seniorek: - Ten brak chyba wynika ze złego szkolenia w Polsce. W Niemczech dzieciaki się bawią, w seniorach dopiero zaczynają poznawać prawdziwą rywalizację i walkę o wynik. A w Polsce w wieku 15 lat dziewczynka grywa już w juniorce młodszej, młodzieżówce, gdzieś tam jeszcze. W wieku 23 lat ma powyżej uszu piłki ręcznej. Jest już wygrana i nie ma radości z gry. Przeszkodą jest punktacja klubów, gdzie premiowane są wyniki, a za tym idą pieniądze na dotacje.
Czy polskich szkoleniowców trzeba doszkolić?
A.T.: - Jeśli polscy trenerzy sami nie dążą do samokształcenia, to zostaną w tyle. W Berlinie obowiązują licencje. Ja mam na 2 lata. W tym okresie muszę 3-4 razy pojawić się u trenerów ligowych, młodzieżowych, dziecięcych. Sam za to płacę i muszę otrzymać stempel uczestnictwa. Dopiero wtedy otrzymam licencję i będę mógł prowadzić zajęcia w klubach.
więcej w Gazecie Wyborczej
Autor: not. Jakub Lisowski, Gazeta Wyborcza , źródło: Gazeta.pl
Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym.
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym
następującym po tym terminie.
Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyn
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym
następującym po tym terminie.
Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyn
- BasketFan
- Kadet
- Posty: 1166
- Rejestracja: 24 kwietnia 2005, 12:57
- Lokalizacja: Pabianice
- Kontaktowanie:
Brutalność w ręcznej to mit...
Mając do dyspozycji ten zespół medyczny, który miałem, byłem w stanie wszystko opanować - mówi dr Maciej Nowak, poznaniak, lekarz wicemistrzów świata w piłce ręcznej.
Andrzej Grupa: W czwartek, przed półfinałowym meczem z Danią, do Polski docierały informacje, że kilku naszych zawodników może nie zagrać. Wszyscy jednak zagrali, a do finału awansowaliśmy po dwóch dogrywkach.
Maciej Nowak: - Nie zamierzałem nagłaśniać informacji o naszych kłopotach. To by wyglądało, jakbyśmy próbowali wytłumaczyć ewentualną porażkę. Tak naprawdę była to już informacja spóźniona, bo noc wcześniej działania medyczne już były bardzo zakrojone. Włącznie z kroplówkami, płynami itp. W tym czasie w Hamburgu panowała epidemia grypy, cztery osoby zmarły na tę postać wirusowego zapalenia jelit. Na szczęście u nas wszystko skończyło się dobrze.
Było realne zagrożenie, że ktoś może nie zagrać?
- Tak. Artur Siódmiak był na początku poważnie chory, Sławek Szmal miał infekcję, Grzesiu Tkaczyk był przeziębiony, Damian Wleklak leżał w łóżku - to są te sprawy związane z przeziębieniem. Delikatne poobijania to inna sprawa, bo np. Karol Bielecki miał coś z mięśniem, Mateusz Jachlewski miał podkręconą stopę, ktoś miał wybity palec. Ale mając do dyspozycji ten zespół medyczny, który miałem, byłem w stanie wszystko opanować.
Trener Bogdan Wenta mówił mi, że cichym bohaterem tych mistrzostw był zespół medyczny. Rok temu w Szwajcarii niepowodzenia wzięły się właśnie z powodu problemów zdrowotnych naszych graczy.
- Nie używałbym słowa bohater, bo medycyna zawsze musi być w cieniu. Jesteśmy po to, by zawsze iść krok za drużyną. Wiem, że odwaliliśmy kawał porządnej roboty. Znalazłem się akurat we właściwym czasie i właściwym miejscu. Powiem nieskromnie, że mogłem się przyczynić do tego, mając akurat umiejętności, doświadczenie międzynarodowe i kontakty - bo przecież w piłce ręcznej jestem od zawsze.
Ostatnio pracował Pan jednak z lekkoatletami, z tenisistami...
- Nadal utrzymuję kontakt z reprezentacją daviscupową, jestem jej lekarzem. Część lekkoatletów poznałem przy okazji różnych spotkań, część z nich, z tej grupy olimpijskiej, jest naszymi pacjentami w klinice Dynasplint. Część siatkarzy ze srebrnej drużyny to też moi pacjenci.
Piłka ręczna jest najbardziej kontaktową z gier, niektórzy mówią, że najbardziej brutalną. Dla lekarza oznacza to więcej pracy?
- Piłka ręczna jest kontaktowa, ale nie brutalna. Większą urazowość, jeśli chodzi o skręcenia stawu skokowego, mamy w koszykówce, największa liczba urazów więzadeł jest w piłce nożnej. Kto grał, to wie, że brutalność w piłce ręcznej to tylko mit.
Przez 15 dni zawodnicy rozegrali w Niemczech 10 spotkań. Czy to nie za dużo nawet dla zawodowców?
- To była ogromna dawka, ale wszyscy tyle grali. Na dodatek część zawodników miała za sobą bardzo ciężki sezon w lidze niemieckiej, skończyli go w grudniu, tuż przed świętami, potem był jeszcze turniej w Sanoku. Wszyscy zawodnicy byli jednak dokładnie zbadani i szybka analiza tych badań pozwoliła wychwycić pewne niedobory u zawodników. Zdążyliśmy to skorygować jeszcze w Warszawie.
Poszczególni zawodnicy mieli też swoje problemy, choćby Bartosz Jurecki, który jeszcze w grudniu nie grał po kontuzji kolana.
- Bartek był z nami od początku, ale miał indywidualny program ćwiczeń. Trzeba jednak chylić czoła przed zespołem medycznym, który opiekował się nim w Magdeburgu. Tam trafił do dobrych ludzi, dobrych fizjoterapeutów, i oni podjęli bardzo szybko słuszną decyzję o usprawnianiu tego kolana. W rozmowie z trenerem Wentą powiedziałem mu, że jestem spokojny o Bartka, że dojdzie w odpowiednim czasie do pełni sił. Tak się stało.
Czy Pana trzeba było długo namawiać, by wrócił Pan do reprezentacji? Może zdecydowały zmiany na szczytach związku?
- Na pewno pomogła osoba Jurka Noszczaka [kierownika wyszkolenia w związku - przyp. red.]. Wymyśliłem sobie, że to jest właśnie ten czas, gdy powinniśmy osiągnąć sukces. Jest szansa na medal na olimpiadzie, i ta szansa przeważyła. Zostałem zatrudniony jako lekarz naczelny Związku Piłki Ręcznej w Polsce i mam zorganizować opiekę wszystkich pionów żeńskich, męskich, młodzieżowych i juniorskich. Poukładać to, by raz na zawsze zaczęło działać tak, jak jest na świecie.
Będzie to trudne?
- Będzie to czasochłonne, ale jeśli poświęcę odpowiednio dużo czasu na początku, to ta organizacja będzie później jak kula śniegowa - sama się potoczy. Trzeba dobrać lekarzy, którzy mają pasję, fizjoterapeutów, którzy się znają. Którzy nie jadą z zespołem na wycieczkę, ale jadą współuczestniczyć w sukcesie. Bo to jest współuczestniczenie w sukcesie, a każdy lubi wygrywać.
Będzie Pan jeździł na każdy mecz?
- Nie, nie mogę. Prowadzę przecież przychodnię sportową... Moim obowiązkiem będzie uczestniczenie we wszystkich zgrupowaniach, które będą ważne. Na razie przez trzy dni muszę wrócić do normalności, bo oczarowanie tym sukcesem jeszcze trwa i mistrzostwa śnią mi się po nocach. A tu trzeba zająć się codzienną pracą, na bazie której można marzyć o dalszych sukcesach.
Na sierpień przyszłego roku, gdy w Pekinie odbędzie się turniej olimpijski piłkarzy ręcznych, już Pan zaplanował urlop w swojej przychodni?
- Tak, na sierpień 2008 r. mam zarezerwowany urlop nie tylko na papierze, ale i w myślach.
Autor: Rozmawiał Andrzej Grupa - Gazeta Wyborcza , źródło: Gazeta.pl
Mając do dyspozycji ten zespół medyczny, który miałem, byłem w stanie wszystko opanować - mówi dr Maciej Nowak, poznaniak, lekarz wicemistrzów świata w piłce ręcznej.
Andrzej Grupa: W czwartek, przed półfinałowym meczem z Danią, do Polski docierały informacje, że kilku naszych zawodników może nie zagrać. Wszyscy jednak zagrali, a do finału awansowaliśmy po dwóch dogrywkach.
Maciej Nowak: - Nie zamierzałem nagłaśniać informacji o naszych kłopotach. To by wyglądało, jakbyśmy próbowali wytłumaczyć ewentualną porażkę. Tak naprawdę była to już informacja spóźniona, bo noc wcześniej działania medyczne już były bardzo zakrojone. Włącznie z kroplówkami, płynami itp. W tym czasie w Hamburgu panowała epidemia grypy, cztery osoby zmarły na tę postać wirusowego zapalenia jelit. Na szczęście u nas wszystko skończyło się dobrze.
Było realne zagrożenie, że ktoś może nie zagrać?
- Tak. Artur Siódmiak był na początku poważnie chory, Sławek Szmal miał infekcję, Grzesiu Tkaczyk był przeziębiony, Damian Wleklak leżał w łóżku - to są te sprawy związane z przeziębieniem. Delikatne poobijania to inna sprawa, bo np. Karol Bielecki miał coś z mięśniem, Mateusz Jachlewski miał podkręconą stopę, ktoś miał wybity palec. Ale mając do dyspozycji ten zespół medyczny, który miałem, byłem w stanie wszystko opanować.
Trener Bogdan Wenta mówił mi, że cichym bohaterem tych mistrzostw był zespół medyczny. Rok temu w Szwajcarii niepowodzenia wzięły się właśnie z powodu problemów zdrowotnych naszych graczy.
- Nie używałbym słowa bohater, bo medycyna zawsze musi być w cieniu. Jesteśmy po to, by zawsze iść krok za drużyną. Wiem, że odwaliliśmy kawał porządnej roboty. Znalazłem się akurat we właściwym czasie i właściwym miejscu. Powiem nieskromnie, że mogłem się przyczynić do tego, mając akurat umiejętności, doświadczenie międzynarodowe i kontakty - bo przecież w piłce ręcznej jestem od zawsze.
Ostatnio pracował Pan jednak z lekkoatletami, z tenisistami...
- Nadal utrzymuję kontakt z reprezentacją daviscupową, jestem jej lekarzem. Część lekkoatletów poznałem przy okazji różnych spotkań, część z nich, z tej grupy olimpijskiej, jest naszymi pacjentami w klinice Dynasplint. Część siatkarzy ze srebrnej drużyny to też moi pacjenci.
Piłka ręczna jest najbardziej kontaktową z gier, niektórzy mówią, że najbardziej brutalną. Dla lekarza oznacza to więcej pracy?
- Piłka ręczna jest kontaktowa, ale nie brutalna. Większą urazowość, jeśli chodzi o skręcenia stawu skokowego, mamy w koszykówce, największa liczba urazów więzadeł jest w piłce nożnej. Kto grał, to wie, że brutalność w piłce ręcznej to tylko mit.
Przez 15 dni zawodnicy rozegrali w Niemczech 10 spotkań. Czy to nie za dużo nawet dla zawodowców?
- To była ogromna dawka, ale wszyscy tyle grali. Na dodatek część zawodników miała za sobą bardzo ciężki sezon w lidze niemieckiej, skończyli go w grudniu, tuż przed świętami, potem był jeszcze turniej w Sanoku. Wszyscy zawodnicy byli jednak dokładnie zbadani i szybka analiza tych badań pozwoliła wychwycić pewne niedobory u zawodników. Zdążyliśmy to skorygować jeszcze w Warszawie.
Poszczególni zawodnicy mieli też swoje problemy, choćby Bartosz Jurecki, który jeszcze w grudniu nie grał po kontuzji kolana.
- Bartek był z nami od początku, ale miał indywidualny program ćwiczeń. Trzeba jednak chylić czoła przed zespołem medycznym, który opiekował się nim w Magdeburgu. Tam trafił do dobrych ludzi, dobrych fizjoterapeutów, i oni podjęli bardzo szybko słuszną decyzję o usprawnianiu tego kolana. W rozmowie z trenerem Wentą powiedziałem mu, że jestem spokojny o Bartka, że dojdzie w odpowiednim czasie do pełni sił. Tak się stało.
Czy Pana trzeba było długo namawiać, by wrócił Pan do reprezentacji? Może zdecydowały zmiany na szczytach związku?
- Na pewno pomogła osoba Jurka Noszczaka [kierownika wyszkolenia w związku - przyp. red.]. Wymyśliłem sobie, że to jest właśnie ten czas, gdy powinniśmy osiągnąć sukces. Jest szansa na medal na olimpiadzie, i ta szansa przeważyła. Zostałem zatrudniony jako lekarz naczelny Związku Piłki Ręcznej w Polsce i mam zorganizować opiekę wszystkich pionów żeńskich, męskich, młodzieżowych i juniorskich. Poukładać to, by raz na zawsze zaczęło działać tak, jak jest na świecie.
Będzie to trudne?
- Będzie to czasochłonne, ale jeśli poświęcę odpowiednio dużo czasu na początku, to ta organizacja będzie później jak kula śniegowa - sama się potoczy. Trzeba dobrać lekarzy, którzy mają pasję, fizjoterapeutów, którzy się znają. Którzy nie jadą z zespołem na wycieczkę, ale jadą współuczestniczyć w sukcesie. Bo to jest współuczestniczenie w sukcesie, a każdy lubi wygrywać.
Będzie Pan jeździł na każdy mecz?
- Nie, nie mogę. Prowadzę przecież przychodnię sportową... Moim obowiązkiem będzie uczestniczenie we wszystkich zgrupowaniach, które będą ważne. Na razie przez trzy dni muszę wrócić do normalności, bo oczarowanie tym sukcesem jeszcze trwa i mistrzostwa śnią mi się po nocach. A tu trzeba zająć się codzienną pracą, na bazie której można marzyć o dalszych sukcesach.
Na sierpień przyszłego roku, gdy w Pekinie odbędzie się turniej olimpijski piłkarzy ręcznych, już Pan zaplanował urlop w swojej przychodni?
- Tak, na sierpień 2008 r. mam zarezerwowany urlop nie tylko na papierze, ale i w myślach.
Autor: Rozmawiał Andrzej Grupa - Gazeta Wyborcza , źródło: Gazeta.pl
Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym.
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym
następującym po tym terminie.
Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyn
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym
następującym po tym terminie.
Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyn
- BasketFan
- Kadet
- Posty: 1166
- Rejestracja: 24 kwietnia 2005, 12:57
- Lokalizacja: Pabianice
- Kontaktowanie:
Niemcy "nie mają litości" dla polskich piłkarzy ręcznych
SuperExpress/MS /06:33
AFP
Nasi piłkarze ręczni nie mają łatwego życia. Po wyczerpujących mistrzostwach świata marzyli o chwili wytchnienia. Nic z tego. Już w ten weekend rusza Bundesliga, w której gra większość naszych reprezentantów.
Karol Bielecki, Grzegorz Tkaczyk, Bartosz Jurecki - trzech podstawowych zawodników reprezentacji wicemistrzów świata, w niedzielę wybiera się do Lubeki na mecz ligowy. Z ławki trenerskiej kierował będzie nimi oczywiście Bogdan Wenta, selekcjoner kadry narodowej i szkoleniowiec Magdeburga.
- Rzeczywiście nie było kiedy odpocząć - przyznaje Tkaczyk. - Mało tego. Nie miałem nawet okazji, żeby spokojnie posiedzieć z rodzicami. Dlatego za parę dni to oni odwiedzą mnie w Niemczech - dodaje.
Niemcy nie mają litości dla polskich szczypiornistów. Najpierw prowokowali ich przed finałem mundialu, potem ograli w meczu o złoto, a teraz każą im grać ledwie tydzień po mistrzostwach.
- Wszyscy w bundeslidze zaczynają już teraz. My mieliśmy najmniej czasu na odpoczynek, bo najdłużej graliśmy na mundialu. No ale to akurat nie jest powód do zmartwień - śmieje się Tkaczyk.
SuperExpress/MS /06:33
AFP
Nasi piłkarze ręczni nie mają łatwego życia. Po wyczerpujących mistrzostwach świata marzyli o chwili wytchnienia. Nic z tego. Już w ten weekend rusza Bundesliga, w której gra większość naszych reprezentantów.
Karol Bielecki, Grzegorz Tkaczyk, Bartosz Jurecki - trzech podstawowych zawodników reprezentacji wicemistrzów świata, w niedzielę wybiera się do Lubeki na mecz ligowy. Z ławki trenerskiej kierował będzie nimi oczywiście Bogdan Wenta, selekcjoner kadry narodowej i szkoleniowiec Magdeburga.
- Rzeczywiście nie było kiedy odpocząć - przyznaje Tkaczyk. - Mało tego. Nie miałem nawet okazji, żeby spokojnie posiedzieć z rodzicami. Dlatego za parę dni to oni odwiedzą mnie w Niemczech - dodaje.
Niemcy nie mają litości dla polskich szczypiornistów. Najpierw prowokowali ich przed finałem mundialu, potem ograli w meczu o złoto, a teraz każą im grać ledwie tydzień po mistrzostwach.
- Wszyscy w bundeslidze zaczynają już teraz. My mieliśmy najmniej czasu na odpoczynek, bo najdłużej graliśmy na mundialu. No ale to akurat nie jest powód do zmartwień - śmieje się Tkaczyk.
Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym.
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym
następującym po tym terminie.
Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyn
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym
następującym po tym terminie.
Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyn
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


