No i "uderz w stół, a nożyce..." i tak dalej - o 12 w południe jelo pisze o "zapomnianej" Renacie - a już 5 godzin później "zapominalski" autor pierwszego arta wysmaża sobie niezłą "tekstówkę" ze wspomnianą jubulatką...

jazda na maxa - kkforumpower!
..........................................................................................................
50. derby Renaty Piestrzyńskiej
Rozmawiał Jerzy Walczyk2007-02-09, ostatnia aktualizacja 2007-02-09 17:21
W setnych derbach między ŁKS i Polfą Pabianice po raz 50. zagra Renata Piestrzyńska.
Jerzy Walczyk: W ubiegłym roku chciała Pani zakończyć karierę, a teraz jest Pani silnym punktem pabianickiej drużyny.
Renata Piestrzyńska: Może zabrzmi to nieskromnie, ale jestem przekonana, że jestem w stanie grać jeszcze lepiej. Cieszę się, że wróciłam do formy sprzed urodzenia syna. Jestem dumna, że występuję w klubie nie tylko, kiedy był na topie, ale też wtedy, kiedy potrzebuje pomocy.
Nigdy nie miała Pani ochoty przejść do ŁKS?
- Przyznam się, że przed laty miałam propozycję gry w Łodzi, ale odmówiłam.
Spotkania derbowe zawsze wywołują większe emocje. Czy w sobotę będzie podobnie?
- Myślę, że po tylu latach gry nie ma to większego znaczenia. Koleżanki mam poza boiskiem, a na parkiecie są tylko przeciwniczki. Domyślam się, że po drugiej stronie boiska też nie będzie żadnych sentymentów.
Która ełkaesianka jest Pani przyjaciółką?
- Sylwia Wlaźlak. Znamy się wiele lat. Mieszkamy blisko siebie. Na szczęście nie będę musiała zagrać przeciwko niej.
Przez ostatnie kilka lat Polfa była pewnym faworytem takich spotkań. W tym sezonie role się odwróciły.
- Niestety, mam nadzieję, że z tego dołka szybko wyjdziemy. Myślę, że ten sezon należy spisać na straty, ale w następnym Polfa będzie znów wielka.
Czy po 17 latach ligowych występów może Pani stwierdzić, ze zrealizowała swoje marzenia?
- To trudne pytanie, gdyż sporo ich było. Pabianiccy kibice koszykówki wiedzą, jak gram i co zrobiłam dla zespołu. Dlatego po powrocie z Chełma byłam pewna, że na koszykarską emeryturę jeszcze za wcześnie.
Pięćdziesiąt spotkań to szmat czasu. Był jakiś mecz, który szczególnie Pani pamięta?
- Tyle ich było, że wielu rzeczy nie pamiętam. Myślę, że na początku kariery mecze były bardziej emocjonujące. Tym bardziej że kibice czekali czasami pół roku na takie spotkanie.
Kto więc wygra?
- Na pewno lepszy.