Co słychać w Wiśle?
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
Mistrzynie Polski z wizytą u swoich kibiców
Krakowski Ośrodek Szkolno-Wychowawczy dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących przy ulicy Tynieckiej miał wczoraj wyczekiwanych i serdecznie przyjętych gości. Placówkę odwiedziły bowiem koszykarki Wisły Can-Pack - Anna DeForge, Jelena Skerović i Agnieszka Fikiel oraz szef sekcji wiślackiego basketu - Piotr Dunin-Suligostowski i kierownik drużyny - Robert Strupiechowski. Goście byli pod wrażeniem spotkania ze swoimi małymi kibicami.
Ci z kolei wykazali się świetną znajomością tematu i bezkompromisowością. Pytali m.in. o tzw. zwykły dzień sportowca, formy treningu, ale też prosili o wyjaśnienie przyczyn przegranej z Lotosem w finale Pucharu Polski czy słabej - momentami - skuteczności rzutowej wiślaczek. Poruszono też niezbędność wybudowania w Krakowie prawdziwie nowoczesnej hali sportowej. Wiślaccy goście obdarowali gospodarzy m.in. pamiątkami "Białej Gwiazdy". Natomiast uczniowie zrewanżowali się folderami o Ośrodku oraz specjalnie wydanymi książkami z poezją autorstwa wychowanków i absolwentów placówki przy ul. Tynieckiej. - Takie spotkania ugruntowują więzi między naszymi uczniami i ich sportowymi idolami - mówi nauczyciel z krakowskiego Ośrodka, Henryk Kott. - Mają aspekty rozrywkowy i głęboko wychowawczy. Pobudzają też do rozwoju tak ciała jak i umysłu. Dlatego bardzo sobie chwalimy współpracę z Wisłą, a ze swej strony obiecujemy, że zawsze z nią będziemy.
(BAT) - Gazeta Krakowska
Krakowski Ośrodek Szkolno-Wychowawczy dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących przy ulicy Tynieckiej miał wczoraj wyczekiwanych i serdecznie przyjętych gości. Placówkę odwiedziły bowiem koszykarki Wisły Can-Pack - Anna DeForge, Jelena Skerović i Agnieszka Fikiel oraz szef sekcji wiślackiego basketu - Piotr Dunin-Suligostowski i kierownik drużyny - Robert Strupiechowski. Goście byli pod wrażeniem spotkania ze swoimi małymi kibicami.
Ci z kolei wykazali się świetną znajomością tematu i bezkompromisowością. Pytali m.in. o tzw. zwykły dzień sportowca, formy treningu, ale też prosili o wyjaśnienie przyczyn przegranej z Lotosem w finale Pucharu Polski czy słabej - momentami - skuteczności rzutowej wiślaczek. Poruszono też niezbędność wybudowania w Krakowie prawdziwie nowoczesnej hali sportowej. Wiślaccy goście obdarowali gospodarzy m.in. pamiątkami "Białej Gwiazdy". Natomiast uczniowie zrewanżowali się folderami o Ośrodku oraz specjalnie wydanymi książkami z poezją autorstwa wychowanków i absolwentów placówki przy ul. Tynieckiej. - Takie spotkania ugruntowują więzi między naszymi uczniami i ich sportowymi idolami - mówi nauczyciel z krakowskiego Ośrodka, Henryk Kott. - Mają aspekty rozrywkowy i głęboko wychowawczy. Pobudzają też do rozwoju tak ciała jak i umysłu. Dlatego bardzo sobie chwalimy współpracę z Wisłą, a ze swej strony obiecujemy, że zawsze z nią będziemy.
(BAT) - Gazeta Krakowska
Jeśli ktoś w Krakowie zapyta się za 20 lat: kim była DeForge? Odpowiedź będzie tylko jedna: wielką zawodniczką!
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
Chamique Holdsclaw: Zobaczycie nowy zespół
Rozmawiał: Dariusz Jaroń
Po blisko trzech tygodniach przerwy spowodowanej przeciążeniem kolana do gry wróciła skrzydłowa Wisły Can-Pack Chamique Holdsclaw. Z Amerykanką w składzie obrończynie tytułu dwukrotnie zdecydowanie pokonały AZS Gorzów Wielkopolski i są o krok od awansu do finału MP.
Dariusz Jaroń: Jak Pani kolano?
Chamique Holdsclaw: Już ma się lepiej. Powoli wracam do zdrowia. Przerwa dobrze mi zrobiła. Teraz chcę przygotować się jak najlepiej, żeby być w optymalnej formie w meczach finałowych.
Wasza forma napawa optymizmem. Zwłaszcza w drugim meczu zaimponowałyście nie tylko grą w ataku, ale i w obronie.
- Zdobywanie punktów nie jest dla nas problemem, mamy wiele świetnie rzucających zawodniczek, jeśli do tego dołożymy dobrą obronę, będziemy świetnym zespołem.
Nie roztrwoniłyście zdobytej wcześniej przewagi, co już nieraz zdarzało się Wiśle.
- Niestety, zdarza nam się to zwłaszcza z teoretycznie słabszymi zespołami. Pewnie że każdej drużynie może się zdarzyć świetny mecz, ale mając tak dobre zawodniczki w składzie, nie powinnyśmy do tego dopuszczać.
Jak układa się Pani współpraca z liderkami zespołu, Anną DeForge i Jeleną Skerović?
- Wszystkie zdajemy sobie sprawę z tego, że jedna zawodniczka meczu nie wygra. Nie muszę zdobywać 20 punktów w każdym meczu, żeby być przydatna dla drużyny, ale powinnam robić to, czego w danym momencie zespół potrzebuje. Najważniejsze, żeby grać dużo z piłką i żeby ta gra sprawiała nam radość.
Lotos chyba powinien się obawiać tak grającej Wisły?
- To bardzo utalentowana drużyna, ale sądzę, że mamy lepszy zespół. By pokonać gdynianki, musimy grać zespołowo, być bardzo skoncentrowane i uważać w obronie. Przeciwniczki mają świetnie rzucające Amerykanki, trzeba im przeciwstawić solidną obronę. Jestem dobrej myśli, w finale zobaczycie nowy zespół.
*Chamique Holdsclaw jest skrzydłową Wisły
www.gazeta.pl
Rozmawiał: Dariusz Jaroń
Po blisko trzech tygodniach przerwy spowodowanej przeciążeniem kolana do gry wróciła skrzydłowa Wisły Can-Pack Chamique Holdsclaw. Z Amerykanką w składzie obrończynie tytułu dwukrotnie zdecydowanie pokonały AZS Gorzów Wielkopolski i są o krok od awansu do finału MP.
Dariusz Jaroń: Jak Pani kolano?
Chamique Holdsclaw: Już ma się lepiej. Powoli wracam do zdrowia. Przerwa dobrze mi zrobiła. Teraz chcę przygotować się jak najlepiej, żeby być w optymalnej formie w meczach finałowych.
Wasza forma napawa optymizmem. Zwłaszcza w drugim meczu zaimponowałyście nie tylko grą w ataku, ale i w obronie.
- Zdobywanie punktów nie jest dla nas problemem, mamy wiele świetnie rzucających zawodniczek, jeśli do tego dołożymy dobrą obronę, będziemy świetnym zespołem.
Nie roztrwoniłyście zdobytej wcześniej przewagi, co już nieraz zdarzało się Wiśle.
- Niestety, zdarza nam się to zwłaszcza z teoretycznie słabszymi zespołami. Pewnie że każdej drużynie może się zdarzyć świetny mecz, ale mając tak dobre zawodniczki w składzie, nie powinnyśmy do tego dopuszczać.
Jak układa się Pani współpraca z liderkami zespołu, Anną DeForge i Jeleną Skerović?
- Wszystkie zdajemy sobie sprawę z tego, że jedna zawodniczka meczu nie wygra. Nie muszę zdobywać 20 punktów w każdym meczu, żeby być przydatna dla drużyny, ale powinnam robić to, czego w danym momencie zespół potrzebuje. Najważniejsze, żeby grać dużo z piłką i żeby ta gra sprawiała nam radość.
Lotos chyba powinien się obawiać tak grającej Wisły?
- To bardzo utalentowana drużyna, ale sądzę, że mamy lepszy zespół. By pokonać gdynianki, musimy grać zespołowo, być bardzo skoncentrowane i uważać w obronie. Przeciwniczki mają świetnie rzucające Amerykanki, trzeba im przeciwstawić solidną obronę. Jestem dobrej myśli, w finale zobaczycie nowy zespół.
*Chamique Holdsclaw jest skrzydłową Wisły
www.gazeta.pl
Jeśli ktoś w Krakowie zapyta się za 20 lat: kim była DeForge? Odpowiedź będzie tylko jedna: wielką zawodniczką!
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
Trafimava: ''Plusy i minusy''
- Nie każdy klub może posiadać budżet taki, jaki ma Lotos czy Wisła - ubolewa Nataliya Trafimava, której na sercu leży dalszy rozwój koszykówki w Polsce. Ze skrzydłową mistrzyń kraju rozmawialiśmy, jak widać, nie tylko o sytuacji w jej drużynie czy też o sezonie, wkraczającym w decydującą fazę.
W poprzednim sezonie notowałaś dobre statystki, a choćby procent rzutów za trzy był na poziomie wręcz doskonałym. W tym, liczby te nie są chyba dla ciebie w pełni satysfakcjonujące...
Na pewno nie, ale trzeba się podporządkować. Dużo rzeczy zależy ode mnie, większość jednak leży po stronie trenera.
Krótsze występy to też efekt obowiązku przebywania na parkiecie minimum 1. Polka. Przed sezonem dużo mówiło się o otrzymaniu przez ciebie naszego obywatelstwa.
Tak, dużo się mówiło, ale nie wiem czy dzieje się coś w tej sprawie. Ta informacja nie wyszła ode mnie.
Ostatnio w klubie rozpoczęła się prawdziwa akcja marketingowa. Spotkanie z kibicami w sklepie Levisa, ponadto planowane wizyty w szkołach...
I bardzo dobrze! Może wreszcie więcej ludzi zacznie się interesować w Krakowie koszykówką. Uważam, że ludzie mogą poświęcić trochę czasu na sport, a szczególnie na koszykówkę. Tym bardziej, że jest ona tutaj na najwyższym poziomie: walczymy o czołowe miejsca w lidze, gramy w Eurolidze i bardzo szkoda, że tak mało osób przychodzi na mecze.
Spodziewałaś się tak łatwych obu pojedynków z zespołem z Gorzowa, nieźle prezentującym się przecież w sezonie zasadniczym?
Drużyna Gorzowa jest nieobliczalna, czyli może być tak jak ostatnio, może być też bardzo ciężko, a mogło być i tak, że przegrałybyśmy. Myślę, że bardzo dobrze skoncentrowałyśmy się na ten mecz. Jeżeli wszystko nam wychodzi co sobie założymy, to moim zdaniem nie ma mocnych na nas w lidze.
Forma wróciła w momencie, kiedy w prasie mogliśmy przeczytać o konfliktach wewnątrz zespołu.
Chce mi się z tego śmiać, bo każdy o to pyta a ja sama nie wiem o co chodzi, będąc w tym zespole. Również dowiaduję się o tym z gazet.
Mówiłaś, że dla większości jesteście poza zasięgiem. W spodziewanym finale z Lotosem z pewnością będzie jednak bardzo ciężko.
Na pewno nie będzie to spokojna wyprawa na wybrzeże. To po prostu będzie walka i nie podejrzewam, aby wszystko rozstrzygnęło się szybciej niż w 7. meczach.
Tymczasem słyszymy, że PLKK chce jeszcze rozszerzyć szeregi ekstraklasy do 14. zespołów. Co myślisz o tym pomyśle?
Z jednej strony ma to swoje plusy, z drugiej ma też minusy. Wiadomo jaka jest sytuacja ekonomiczna w Polsce, nie każdy klub może posiadać budżet taki, jaki ma Lotos czy Wisła. Dobre jest na pewno to, że jeśli będzie grało więcej zespołów, będzie to popularyzować koszykówkę.
Z tym, że jedna ekipa trafi do ligi na zasadzie wykupienia "dzikiej karty". Nie uderza to twoim zdaniem nieco w ideę sportu?
W tym przypadku jest tak samo - są plusy i minusy. Jeżeli ktoś ma pieniądze może wykupić to miejsce, chce występować dłużej w ekstraklasie i ma pomysł rozwoju, to w porządku. Jeżeli z kolei ktoś ma zamiar jeden raz pograć sobie w ekstraklasie - być wśród najlepszych, to ma pewien problem.
Rozmawiał Szczepan Kościółek
Źródło: s24.pl
www.kibicewisly.pl
- Nie każdy klub może posiadać budżet taki, jaki ma Lotos czy Wisła - ubolewa Nataliya Trafimava, której na sercu leży dalszy rozwój koszykówki w Polsce. Ze skrzydłową mistrzyń kraju rozmawialiśmy, jak widać, nie tylko o sytuacji w jej drużynie czy też o sezonie, wkraczającym w decydującą fazę.
W poprzednim sezonie notowałaś dobre statystki, a choćby procent rzutów za trzy był na poziomie wręcz doskonałym. W tym, liczby te nie są chyba dla ciebie w pełni satysfakcjonujące...
Na pewno nie, ale trzeba się podporządkować. Dużo rzeczy zależy ode mnie, większość jednak leży po stronie trenera.
Krótsze występy to też efekt obowiązku przebywania na parkiecie minimum 1. Polka. Przed sezonem dużo mówiło się o otrzymaniu przez ciebie naszego obywatelstwa.
Tak, dużo się mówiło, ale nie wiem czy dzieje się coś w tej sprawie. Ta informacja nie wyszła ode mnie.
Ostatnio w klubie rozpoczęła się prawdziwa akcja marketingowa. Spotkanie z kibicami w sklepie Levisa, ponadto planowane wizyty w szkołach...
I bardzo dobrze! Może wreszcie więcej ludzi zacznie się interesować w Krakowie koszykówką. Uważam, że ludzie mogą poświęcić trochę czasu na sport, a szczególnie na koszykówkę. Tym bardziej, że jest ona tutaj na najwyższym poziomie: walczymy o czołowe miejsca w lidze, gramy w Eurolidze i bardzo szkoda, że tak mało osób przychodzi na mecze.
Spodziewałaś się tak łatwych obu pojedynków z zespołem z Gorzowa, nieźle prezentującym się przecież w sezonie zasadniczym?
Drużyna Gorzowa jest nieobliczalna, czyli może być tak jak ostatnio, może być też bardzo ciężko, a mogło być i tak, że przegrałybyśmy. Myślę, że bardzo dobrze skoncentrowałyśmy się na ten mecz. Jeżeli wszystko nam wychodzi co sobie założymy, to moim zdaniem nie ma mocnych na nas w lidze.
Forma wróciła w momencie, kiedy w prasie mogliśmy przeczytać o konfliktach wewnątrz zespołu.
Chce mi się z tego śmiać, bo każdy o to pyta a ja sama nie wiem o co chodzi, będąc w tym zespole. Również dowiaduję się o tym z gazet.
Mówiłaś, że dla większości jesteście poza zasięgiem. W spodziewanym finale z Lotosem z pewnością będzie jednak bardzo ciężko.
Na pewno nie będzie to spokojna wyprawa na wybrzeże. To po prostu będzie walka i nie podejrzewam, aby wszystko rozstrzygnęło się szybciej niż w 7. meczach.
Tymczasem słyszymy, że PLKK chce jeszcze rozszerzyć szeregi ekstraklasy do 14. zespołów. Co myślisz o tym pomyśle?
Z jednej strony ma to swoje plusy, z drugiej ma też minusy. Wiadomo jaka jest sytuacja ekonomiczna w Polsce, nie każdy klub może posiadać budżet taki, jaki ma Lotos czy Wisła. Dobre jest na pewno to, że jeśli będzie grało więcej zespołów, będzie to popularyzować koszykówkę.
Z tym, że jedna ekipa trafi do ligi na zasadzie wykupienia "dzikiej karty". Nie uderza to twoim zdaniem nieco w ideę sportu?
W tym przypadku jest tak samo - są plusy i minusy. Jeżeli ktoś ma pieniądze może wykupić to miejsce, chce występować dłużej w ekstraklasie i ma pomysł rozwoju, to w porządku. Jeżeli z kolei ktoś ma zamiar jeden raz pograć sobie w ekstraklasie - być wśród najlepszych, to ma pewien problem.
Rozmawiał Szczepan Kościółek
Źródło: s24.pl
www.kibicewisly.pl
Jeśli ktoś w Krakowie zapyta się za 20 lat: kim była DeForge? Odpowiedź będzie tylko jedna: wielką zawodniczką!
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
- diablewcielone:P
- Kadet
- Posty: 1450
- Rejestracja: 22 października 2005, 10:37
- Lokalizacja: Miasto Krakuff
- Kontaktowanie:
Monika Krawiec: W końcu trzeba zacząć grać
Dawno żadna polska koszykarka nie zrobiła na mnie tak dużego wrażenia. W spotkaniach play-off Wisły Can-Pack przeciwko AZS Sowood Gorzów pokazała wszystko co najlepsze - spokój, myśl i "pewną rękę". O zamiarach wiślaczek i ciągłych postępach opowiada Monika Krawiec.
Rozegrane spotkania przeciwko AZS Gorzów były bardzo podobne do tych z Polfą. Jak to się dzieje, że w ciągu dwóch dni potraficie zagrać diametralnie różnie? – myślę przede wszystkim o skuteczności.
- Myślę, że zespół z Gorzowa w pierwszym meczu postawił mocniejsze warunki w obronie. To było tym spowodowane. Później były bardziej zmęczone. W niedzielnym meczu było więcej pozycji rzutowych i to było właśnie chyba głównym czynnikiem. Kiedy jest większa presja, nie ma czystych pozycji – jest blok albo ktoś popchnie i rzut nie jest już taki dobry.
Nie macie obaw, że problemy ze skutecznością przy agresywnej obronie kiedyś się zemszczą?
- Nasza forma rośnie, co było widać w spotkaniach w sobotę i niedzielę. Wierzę, że będzie coraz lepiej. Został jeszcze jeden mecz z Gorzowem – mam nadzieje. Przygotowujemy się na te najważniejsze spotkania.
Moim zdanie gramy coraz lepiej. Początek roku nie był zbyt ciekawy. Nie mogłyśmy wejść we właściwy rytm.
Czyli myślicie już o finale?
- Ja jestem myślami już w finale. Myślę, że nie oddamy zwycięstwa. Na pewno będzie ciężko w Gorzowie, ale nie popełnimy tego samego błędu jak z Polfą. Myślę, że skończy się 3:0.
Koncentracji nie może zabraknąć. System gry AZS Gorzów nie jest wygodny...
- Na pewno nie podejdziemy do meczu lekceważąco, chociaż w Krakowie przewaga była znaczna. Gorzowianki grają bardzo agresywnie. Teraz miały tydzień przerwy i na pewno wyjdą bardziej wypoczęte niż w niedzielnym meczu. Będziemy mieć utrudnione zadanie. Zagrają agresywnie i będą próbowały wygrać, bo każdy chce grać o mistrzostwo.
W tym sezonie nie prześladują Panią kontuzje. Dzięki temu łatwiej skupić się na treningu i grze.
- Było kilka mikro urazów jak skręcenie kostki czy naciągnięcie mięśnia, ale poważne kontuzje – takie jak miałam w zeszłym sezonie – odpuściły. Odpukać, żeby nie wracały!
Po ostatnich spotkaniach wiele osób jest pod wrażeniem Pani gry.
- Nie jest się już takim młodym – w końcu trzeba zacząć grać. Jak ja dostaję szanse grania, to staram się ją wykorzystać jak najlepiej. Czasami nie wychodzi. Zależy dużo od dyspozycji dnia, od tego czy rzut "siedzi" – to kwestia szczęścia.
Nauka od Amerykanek "nie idzie w las". W ostatnich grach przypominała Pani Annę DeForge.
- One mają na pewno większe doświadczenie. To są zawodniczki dużo starsze. Ja staram się wyciągać od każdej zawodniczki coś pozytywnego, bo każda coś wnosi od siebie, co można wyłapać i brać przykład. Ja staram się uczyć koszykówki, bo nie jestem jeszcze na tyle doświadczonym graczem – chociaż gram już długo w ekstraklasie.
Czy doświadczenie Amerykanek jest wystarczająco wykorzystywane przez klub?
- Na pewno Amerykanki są liderkami...
Myślę też o pracy z młodzieżą.
- Myślę, że jest dużo młodzieży, która przychodzi na mecze i podpatruje. Zawsze jest tak, że młodzież patrzy na starsze koleżanki, zawodników z NBA czy WNBA. Później wykorzystują to. Starają się naśladować i myślę, że to procentuje. U nas mogą zobaczyć to na meczu. Nie ma specjalnych akcji pokazowych. Po prostu dziewczyny przychodzą na mecze i w taki sposób podpatrują…
Pani zetknęła się bardzo wcześnie z poważną koszykówką. Trudniej teraz przebić się do pierwszego zespołu?
- Do Wisły przyszłam w wieku 15 lat, zatem bardzo wcześnie. Jest ciężko się przebić, ponieważ Amerykanki są na mojej pozycji – jest Dominiqe i jest Anna. One są liderkami i na naprawdę nie jest łatwo. Jest jeszcze Nataliya Trafimava i jestem bardzo zadowolona z tego, że gram. Czasami więcej, czasami mniej, ale trzeba wykorzystywać szanse.
Na początku sezonu były u nas w zespole Karolina Zając i Katarzyna Gawor. Nie miały łatwo, żeby się przebić. Tuta jest drużyna, w której jest siedem zagranicznych zawodniczek i grupa Polek, które muszą mieć miejsce w zespole. Jeśli one będą się uczyć, będą robić postępy i na pewno zauważy to trener. Na razie jeszcze trochę im brakuje. Jest przepaść, ale jeśli dostaną szanse na pewno będą chciały ją wykorzystać.
Co jest barierą pomiędzy koszykówką juniorską a profesjonalną?
- Koszykówkę juniorską gra się warunkami fizycznymi. Dużo się biega, jest mało ataków pozycyjnych. W profesjonalnej koszykówce trzeba dużo myśleć i być już ułożonym zawodnikiem. Jeżeli prowadzi się sporą ilością punktów, trzeba uspokoić. Jeśli przegrywa się, trzeba przyspieszyć. Trzeba mieć opanowaną "grę głową".
Ostatnio pod Pani opieką widziałem Aleksandrę Ćwięk. Przygotowuje ją Pani do jakiejś poważniejszej roli?
- Miałyśmy kilka treningów indywidualnych z trener Martą Starowicz. To jest na zasadzie koleżeństwa...
Rozmawiał: Robert Błaszczyk
www.plkk.pl
Dawno żadna polska koszykarka nie zrobiła na mnie tak dużego wrażenia. W spotkaniach play-off Wisły Can-Pack przeciwko AZS Sowood Gorzów pokazała wszystko co najlepsze - spokój, myśl i "pewną rękę". O zamiarach wiślaczek i ciągłych postępach opowiada Monika Krawiec.
Rozegrane spotkania przeciwko AZS Gorzów były bardzo podobne do tych z Polfą. Jak to się dzieje, że w ciągu dwóch dni potraficie zagrać diametralnie różnie? – myślę przede wszystkim o skuteczności.
- Myślę, że zespół z Gorzowa w pierwszym meczu postawił mocniejsze warunki w obronie. To było tym spowodowane. Później były bardziej zmęczone. W niedzielnym meczu było więcej pozycji rzutowych i to było właśnie chyba głównym czynnikiem. Kiedy jest większa presja, nie ma czystych pozycji – jest blok albo ktoś popchnie i rzut nie jest już taki dobry.
Nie macie obaw, że problemy ze skutecznością przy agresywnej obronie kiedyś się zemszczą?
- Nasza forma rośnie, co było widać w spotkaniach w sobotę i niedzielę. Wierzę, że będzie coraz lepiej. Został jeszcze jeden mecz z Gorzowem – mam nadzieje. Przygotowujemy się na te najważniejsze spotkania.
Moim zdanie gramy coraz lepiej. Początek roku nie był zbyt ciekawy. Nie mogłyśmy wejść we właściwy rytm.
Czyli myślicie już o finale?
- Ja jestem myślami już w finale. Myślę, że nie oddamy zwycięstwa. Na pewno będzie ciężko w Gorzowie, ale nie popełnimy tego samego błędu jak z Polfą. Myślę, że skończy się 3:0.
Koncentracji nie może zabraknąć. System gry AZS Gorzów nie jest wygodny...
- Na pewno nie podejdziemy do meczu lekceważąco, chociaż w Krakowie przewaga była znaczna. Gorzowianki grają bardzo agresywnie. Teraz miały tydzień przerwy i na pewno wyjdą bardziej wypoczęte niż w niedzielnym meczu. Będziemy mieć utrudnione zadanie. Zagrają agresywnie i będą próbowały wygrać, bo każdy chce grać o mistrzostwo.
W tym sezonie nie prześladują Panią kontuzje. Dzięki temu łatwiej skupić się na treningu i grze.
- Było kilka mikro urazów jak skręcenie kostki czy naciągnięcie mięśnia, ale poważne kontuzje – takie jak miałam w zeszłym sezonie – odpuściły. Odpukać, żeby nie wracały!
Po ostatnich spotkaniach wiele osób jest pod wrażeniem Pani gry.
- Nie jest się już takim młodym – w końcu trzeba zacząć grać. Jak ja dostaję szanse grania, to staram się ją wykorzystać jak najlepiej. Czasami nie wychodzi. Zależy dużo od dyspozycji dnia, od tego czy rzut "siedzi" – to kwestia szczęścia.
Nauka od Amerykanek "nie idzie w las". W ostatnich grach przypominała Pani Annę DeForge.
- One mają na pewno większe doświadczenie. To są zawodniczki dużo starsze. Ja staram się wyciągać od każdej zawodniczki coś pozytywnego, bo każda coś wnosi od siebie, co można wyłapać i brać przykład. Ja staram się uczyć koszykówki, bo nie jestem jeszcze na tyle doświadczonym graczem – chociaż gram już długo w ekstraklasie.
Czy doświadczenie Amerykanek jest wystarczająco wykorzystywane przez klub?
- Na pewno Amerykanki są liderkami...
Myślę też o pracy z młodzieżą.
- Myślę, że jest dużo młodzieży, która przychodzi na mecze i podpatruje. Zawsze jest tak, że młodzież patrzy na starsze koleżanki, zawodników z NBA czy WNBA. Później wykorzystują to. Starają się naśladować i myślę, że to procentuje. U nas mogą zobaczyć to na meczu. Nie ma specjalnych akcji pokazowych. Po prostu dziewczyny przychodzą na mecze i w taki sposób podpatrują…
Pani zetknęła się bardzo wcześnie z poważną koszykówką. Trudniej teraz przebić się do pierwszego zespołu?
- Do Wisły przyszłam w wieku 15 lat, zatem bardzo wcześnie. Jest ciężko się przebić, ponieważ Amerykanki są na mojej pozycji – jest Dominiqe i jest Anna. One są liderkami i na naprawdę nie jest łatwo. Jest jeszcze Nataliya Trafimava i jestem bardzo zadowolona z tego, że gram. Czasami więcej, czasami mniej, ale trzeba wykorzystywać szanse.
Na początku sezonu były u nas w zespole Karolina Zając i Katarzyna Gawor. Nie miały łatwo, żeby się przebić. Tuta jest drużyna, w której jest siedem zagranicznych zawodniczek i grupa Polek, które muszą mieć miejsce w zespole. Jeśli one będą się uczyć, będą robić postępy i na pewno zauważy to trener. Na razie jeszcze trochę im brakuje. Jest przepaść, ale jeśli dostaną szanse na pewno będą chciały ją wykorzystać.
Co jest barierą pomiędzy koszykówką juniorską a profesjonalną?
- Koszykówkę juniorską gra się warunkami fizycznymi. Dużo się biega, jest mało ataków pozycyjnych. W profesjonalnej koszykówce trzeba dużo myśleć i być już ułożonym zawodnikiem. Jeżeli prowadzi się sporą ilością punktów, trzeba uspokoić. Jeśli przegrywa się, trzeba przyspieszyć. Trzeba mieć opanowaną "grę głową".
Ostatnio pod Pani opieką widziałem Aleksandrę Ćwięk. Przygotowuje ją Pani do jakiejś poważniejszej roli?
- Miałyśmy kilka treningów indywidualnych z trener Martą Starowicz. To jest na zasadzie koleżeństwa...
Rozmawiał: Robert Błaszczyk
www.plkk.pl
news dotyczący TS Wisla, tym samym naszych koszykarek
Miętta-Mikołajewicz na kolejną kadencję
Ludwik Miętta-Mikołajewicz został dziś wybrany na kolejną czteroletnią kadencję, prezesem TS Wisła Kraków. Za jego kandydaturą głosowało 107 osób, przeciw było 13.
Urodzony 20 stycznia 1932 roku w Krakowie, Miętta-Mikołajewicz piastuje to stanowisko od 16 lipca 1990 roku.
www.wislakrakow.com
Miętta-Mikołajewicz na kolejną kadencję
Ludwik Miętta-Mikołajewicz został dziś wybrany na kolejną czteroletnią kadencję, prezesem TS Wisła Kraków. Za jego kandydaturą głosowało 107 osób, przeciw było 13.
Urodzony 20 stycznia 1932 roku w Krakowie, Miętta-Mikołajewicz piastuje to stanowisko od 16 lipca 1990 roku.
www.wislakrakow.com
Jeśli ktoś w Krakowie zapyta się za 20 lat: kim była DeForge? Odpowiedź będzie tylko jedna: wielką zawodniczką!
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
-
kibic23
Zagrają dla Magdy
W najbliższy wtorek 24 kwietnia w krakowskim klubie studenckim Żaczek odbędzie się koncert i aukcja charytatywna, z których dochód pomoże sfinansować operację cierpiącej na nowotwór młodej lekarki Magdy Turczyn. Pomoc w zbieraniu środków zaoferowała m.in. Wisła Can-Pack Kraków.
Klub przekazał organizatorom aukcji koszulkę meczową Anny DeForge z zebranymi podczas niedawnego pobytu w Gorzowie Wielkopolskim autografami zespołu mistrzyń Polski.
- Zdajemy sobie sprawę, że koszulka z podpisami koszykarek to niewiele, ale ważniejsze będzie wsparcie duchowe, jakim nasz zespół wesprze Magdę. Wierzymy, że wszystko skończy się dobrze - mówi kierownik drużyny Robert Strupiechowski.
- Chcemy pomóc Magdzie, która czeka na operację. Dla niej to sprawa życia. Myślę, że każdy z nas powinien pamiętać, że sam może kiedyś znaleźć się w podobnej sytuacji - mówi organizator koncertu Bartek Borowicz, mile zaskoczony gestem Wisły. - Kiedy zobaczyłem koszulkę koszykarek Wisły, którą klub podarował na aukcję, pomyślałem, że świetnie byłoby mieć taką pamiątkę w domu. Jeżeli uczestnicy koncertu nie będą dawali odpowiednich stawek, sam będę podbijał jej cenę. To piękna koszulka i piękna pamiątka zarazem - przyznaje.
- Koszykarki bardzo chętnie angażują się we wszelkie akcje charytatywne, o ile tylko pozwala im na nie czas. Podpisując koszulkę pytały o cel, na jaki zostanie ona przeznaczona. Kiedy się dowiedziały życzyły Magdzie szybkiego powrotu do zdrowia - wspomina Robert Strupiechowski.
- Działacze Wisły Kraków bardzo żywo zareagowali na akcję. Oby włodarze każdego klubu mieli tak otwarte serca - dodał Bartek Borowicz.
We wtorkowym koncercie udział wezmą: Cashmere, Kid A, Graftmann i Per-Wers. W przerwach między występami odbędą się licytacje. Oprócz podpisanej przez wiślaczki koszulki Anny DeForge pod młotek trafią między innymi: piłka nożna z autografami piłkarzy Wisły Kraków, liczne gadżety muzyczne; w tym płyty Lady Pank, Piska, zdjęcia Myslovitz (wszystko z autografami). Jest też gadżet specjalny od rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego Karola Musioła.
Początek koncertu o godz. 19.30. Bilety w cenie 5 zł. Miejsce: Klub studencki Żaczek (Kraków, al. 3 Maja nr 5).
Dariusz Jaroń/PLKK
Chyba się wybiorę, może się uda koszulke zdobyć!
W najbliższy wtorek 24 kwietnia w krakowskim klubie studenckim Żaczek odbędzie się koncert i aukcja charytatywna, z których dochód pomoże sfinansować operację cierpiącej na nowotwór młodej lekarki Magdy Turczyn. Pomoc w zbieraniu środków zaoferowała m.in. Wisła Can-Pack Kraków.
Klub przekazał organizatorom aukcji koszulkę meczową Anny DeForge z zebranymi podczas niedawnego pobytu w Gorzowie Wielkopolskim autografami zespołu mistrzyń Polski.
- Zdajemy sobie sprawę, że koszulka z podpisami koszykarek to niewiele, ale ważniejsze będzie wsparcie duchowe, jakim nasz zespół wesprze Magdę. Wierzymy, że wszystko skończy się dobrze - mówi kierownik drużyny Robert Strupiechowski.
- Chcemy pomóc Magdzie, która czeka na operację. Dla niej to sprawa życia. Myślę, że każdy z nas powinien pamiętać, że sam może kiedyś znaleźć się w podobnej sytuacji - mówi organizator koncertu Bartek Borowicz, mile zaskoczony gestem Wisły. - Kiedy zobaczyłem koszulkę koszykarek Wisły, którą klub podarował na aukcję, pomyślałem, że świetnie byłoby mieć taką pamiątkę w domu. Jeżeli uczestnicy koncertu nie będą dawali odpowiednich stawek, sam będę podbijał jej cenę. To piękna koszulka i piękna pamiątka zarazem - przyznaje.
- Koszykarki bardzo chętnie angażują się we wszelkie akcje charytatywne, o ile tylko pozwala im na nie czas. Podpisując koszulkę pytały o cel, na jaki zostanie ona przeznaczona. Kiedy się dowiedziały życzyły Magdzie szybkiego powrotu do zdrowia - wspomina Robert Strupiechowski.
- Działacze Wisły Kraków bardzo żywo zareagowali na akcję. Oby włodarze każdego klubu mieli tak otwarte serca - dodał Bartek Borowicz.
We wtorkowym koncercie udział wezmą: Cashmere, Kid A, Graftmann i Per-Wers. W przerwach między występami odbędą się licytacje. Oprócz podpisanej przez wiślaczki koszulki Anny DeForge pod młotek trafią między innymi: piłka nożna z autografami piłkarzy Wisły Kraków, liczne gadżety muzyczne; w tym płyty Lady Pank, Piska, zdjęcia Myslovitz (wszystko z autografami). Jest też gadżet specjalny od rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego Karola Musioła.
Początek koncertu o godz. 19.30. Bilety w cenie 5 zł. Miejsce: Klub studencki Żaczek (Kraków, al. 3 Maja nr 5).
Dariusz Jaroń/PLKK
Chyba się wybiorę, może się uda koszulke zdobyć!
-
kibic23
Ponad pół tysiąca za wiślackie pamiątki
Wczoraj w klubie studenckim Żaczek odbył się koncert połączony z aukcją charytatywną, z których dochód zostanie przekazany na sfinansowanie kosztownej operacji młodej lekarki Magdy Turczyn, cierpiącej na nowotwór. Za blisko 600 złotych na aukcji sprzedane zostały pamiątki związane z Wisłą.
Za 300 złotych sprzedano koszulkę mistrzyń Polski, koszykarek Wisły Can-Pack z autografami całej drużyny. Natomiast piłka z podpisami między innymi Mauro Cantoro, Arkadiusza Głowackiego, Konrada Gołosia, Marcina Kuźby i Pawła Kryszałowicza została wylicytowana za 270 złotych.
Dziękujemy fanom „Białej Gwiazdy” za wsparcie finansowe akcji.
dj/WislaKrakow.com
Całkiem niezła kwota!
Wczoraj w klubie studenckim Żaczek odbył się koncert połączony z aukcją charytatywną, z których dochód zostanie przekazany na sfinansowanie kosztownej operacji młodej lekarki Magdy Turczyn, cierpiącej na nowotwór. Za blisko 600 złotych na aukcji sprzedane zostały pamiątki związane z Wisłą.
Za 300 złotych sprzedano koszulkę mistrzyń Polski, koszykarek Wisły Can-Pack z autografami całej drużyny. Natomiast piłka z podpisami między innymi Mauro Cantoro, Arkadiusza Głowackiego, Konrada Gołosia, Marcina Kuźby i Pawła Kryszałowicza została wylicytowana za 270 złotych.
Dziękujemy fanom „Białej Gwiazdy” za wsparcie finansowe akcji.
dj/WislaKrakow.com
Całkiem niezła kwota!
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 12 gości



