TS Wisla Kraków-Lotos Gdynia 4-3-WISLA MISTRZEM POLSKI!
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
KOSZYKÓWKA Liczę na dalszą pracę w Gdyni
wczoraj
Za nami jeden z najbardziej niezwyklych finalów mistrzostw Polski w koszykówce kobiet. Lotos Gdynia, choç prowadzil po czterech meczach 3-1, przegral rywalizacj´ z Wislà Kraków 3-4. Co zadecydowalo o porazce?
- Czy odreagował pan już finałowe spotkania z Wisłą?
- Tak, ale na pełne odreagowanie potrzeba będzie więcej czasu.
- Wynik Lotosu ocenia pan w kategoriach sukcesu, czy porażki?
- Zdobycie wicemistrzostwa Polski nie traktuję jako życiową klęskę, choć w świetle przebiegu rywalizacji, gdy prowadziliśmy 3-1, należało wygrać ją 4-1 w Krakowie lub 4-2 w Gdyni. Potencjały Wisły i Lotosu były zbliżone i dlatego niemal wszystkie spotkania między nami były bardzo zacięte, a o wynikach decydowały szczegóły. Do stanu 3-1 wszystko układało się po naszej myśli. Choć wszyscy bardzo chcieliśmy wygrać, to porażkę z tej klasy zespołem należało również uwzględnić w kalkulacjach. Nie udało nam się odebrać Wiśle mistrzostwa, ale odebraliśmy jej Puchar Polski.
- Co zadecydowało o tym, że nie odebraliście również mistrzostwa?
- O każdej porażce czy zwycięstwie zawsze decyduje suma błędów i dobrych decyzji wszystkich uczestników sportowego widowiska, ale przede wszystkim trenera i zawodniczek. Kto popełnia mniej błędów, ten wygrywa. Nie chcę wskazać dziś jednej przyczyny. Za kilka dni na spokojnie obejrzę kasety z ostatnich trzech spotkań. Jako trener będę szukał w nich przede wszystkim swoich błędów.
- Dlaczego, mimo wcześniejszych zapowiedzi, nie wystawił pan w tych finałach Betty Lennox?
- W dwóch pierwszych meczach zrezygnowałem z niej, gdyż miała skręcony staw skokowy, a ja wychodzę z założenia, że aby zespół dobrze funkcjonował, wszystkie jego zawodniczki powinny być w 100 procentach zdrowe. Przed trzecim spotkaniem w Gdyni odbyłem z Lennox rozmowę, w której powiedziałem jej, że na razie drużyna bez niej dobrze funkcjonuje, ale bardzo liczę na nią, jak tylko jakiś element zacznie szwankować. Odpowiedziała iż boi się, że wówczas może nie udźwignąć takiej odpowiedzialności. Innym osobom z zewnątrz mówiła jednak co innego. W takiej sytuacji wystawianie jej w piątym meczu nie miało sensu. Przed szóstym spotkaniem stwierdziła, że nie wytrzyma ciśnienia. Prosiła, aby uszanować jej decyzję i nie wystawiać jej. Uznała, że nie jest w stanie pomóc zespołowi.
- Co by pan zmienił, gdyby przyszło panu jeszcze raz rozpoczynać finał play off z Wisłą?
- W dwóch pierwszych meczach, ze względu na kontuzję Lennox, nie miałem pola manewru. Gdy prowadziliśmy 3-1 i 3-2 stałem przed dylematem. Może należało powiedzieć Lennox: masz grać! Z drugiej strony, trudno powiedzieć, jak taką decyzję odebrałyby pozostałe zawodniczki z drużyny. Jeśli Amerykanki przyjeżdżają na dwa miesiące przed play off (Nikesha Sales i Ruth Riley - red.), warto zastanowić się nad zmodyfikowaniem programu ich przygotowania motorycznego tylko pod kątem finałów (udział w 7 meczach - red.). Może ucierpieć na tym nieco ich przygotowanie taktyczne, ale tej rywalizacji z pewnością one nie wytrzymały pod względem fizycznym, co było widoczne w ostatnich trzech spotkaniach.
- Liczy pan na kontynuowanie pracy z koszykarkami Lotosu?
- Docierają do mnie sygnały, że zarząd zamierza przedłużyć mi umowę, ale uszanuję każdą decyzję klubu.
Adam Suska - Dziennik Bałtycki
wczoraj
Za nami jeden z najbardziej niezwyklych finalów mistrzostw Polski w koszykówce kobiet. Lotos Gdynia, choç prowadzil po czterech meczach 3-1, przegral rywalizacj´ z Wislà Kraków 3-4. Co zadecydowalo o porazce?
- Czy odreagował pan już finałowe spotkania z Wisłą?
- Tak, ale na pełne odreagowanie potrzeba będzie więcej czasu.
- Wynik Lotosu ocenia pan w kategoriach sukcesu, czy porażki?
- Zdobycie wicemistrzostwa Polski nie traktuję jako życiową klęskę, choć w świetle przebiegu rywalizacji, gdy prowadziliśmy 3-1, należało wygrać ją 4-1 w Krakowie lub 4-2 w Gdyni. Potencjały Wisły i Lotosu były zbliżone i dlatego niemal wszystkie spotkania między nami były bardzo zacięte, a o wynikach decydowały szczegóły. Do stanu 3-1 wszystko układało się po naszej myśli. Choć wszyscy bardzo chcieliśmy wygrać, to porażkę z tej klasy zespołem należało również uwzględnić w kalkulacjach. Nie udało nam się odebrać Wiśle mistrzostwa, ale odebraliśmy jej Puchar Polski.
- Co zadecydowało o tym, że nie odebraliście również mistrzostwa?
- O każdej porażce czy zwycięstwie zawsze decyduje suma błędów i dobrych decyzji wszystkich uczestników sportowego widowiska, ale przede wszystkim trenera i zawodniczek. Kto popełnia mniej błędów, ten wygrywa. Nie chcę wskazać dziś jednej przyczyny. Za kilka dni na spokojnie obejrzę kasety z ostatnich trzech spotkań. Jako trener będę szukał w nich przede wszystkim swoich błędów.
- Dlaczego, mimo wcześniejszych zapowiedzi, nie wystawił pan w tych finałach Betty Lennox?
- W dwóch pierwszych meczach zrezygnowałem z niej, gdyż miała skręcony staw skokowy, a ja wychodzę z założenia, że aby zespół dobrze funkcjonował, wszystkie jego zawodniczki powinny być w 100 procentach zdrowe. Przed trzecim spotkaniem w Gdyni odbyłem z Lennox rozmowę, w której powiedziałem jej, że na razie drużyna bez niej dobrze funkcjonuje, ale bardzo liczę na nią, jak tylko jakiś element zacznie szwankować. Odpowiedziała iż boi się, że wówczas może nie udźwignąć takiej odpowiedzialności. Innym osobom z zewnątrz mówiła jednak co innego. W takiej sytuacji wystawianie jej w piątym meczu nie miało sensu. Przed szóstym spotkaniem stwierdziła, że nie wytrzyma ciśnienia. Prosiła, aby uszanować jej decyzję i nie wystawiać jej. Uznała, że nie jest w stanie pomóc zespołowi.
- Co by pan zmienił, gdyby przyszło panu jeszcze raz rozpoczynać finał play off z Wisłą?
- W dwóch pierwszych meczach, ze względu na kontuzję Lennox, nie miałem pola manewru. Gdy prowadziliśmy 3-1 i 3-2 stałem przed dylematem. Może należało powiedzieć Lennox: masz grać! Z drugiej strony, trudno powiedzieć, jak taką decyzję odebrałyby pozostałe zawodniczki z drużyny. Jeśli Amerykanki przyjeżdżają na dwa miesiące przed play off (Nikesha Sales i Ruth Riley - red.), warto zastanowić się nad zmodyfikowaniem programu ich przygotowania motorycznego tylko pod kątem finałów (udział w 7 meczach - red.). Może ucierpieć na tym nieco ich przygotowanie taktyczne, ale tej rywalizacji z pewnością one nie wytrzymały pod względem fizycznym, co było widoczne w ostatnich trzech spotkaniach.
- Liczy pan na kontynuowanie pracy z koszykarkami Lotosu?
- Docierają do mnie sygnały, że zarząd zamierza przedłużyć mi umowę, ale uszanuję każdą decyzję klubu.
Adam Suska - Dziennik Bałtycki
Jeśli ktoś w Krakowie zapyta się za 20 lat: kim była DeForge? Odpowiedź będzie tylko jedna: wielką zawodniczką!
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
- W dwóch pierwszych meczach zrezygnowałem z niej, gdyż miała skręcony staw skokowy, a ja wychodzę z założenia, że aby zespół dobrze funkcjonował, wszystkie jego zawodniczki powinny być w 100 procentach zdrowe. Przed trzecim spotkaniem w Gdyni odbyłem z Lennox rozmowę, w której powiedziałem jej, że na razie drużyna bez niej dobrze funkcjonuje, ale bardzo liczę na nią, jak tylko jakiś element zacznie szwankować. Odpowiedziała iż boi się, że wówczas może nie udźwignąć takiej odpowiedzialności. Innym osobom z zewnątrz mówiła jednak co innego. W takiej sytuacji wystawianie jej w piątym meczu nie miało sensu. Przed szóstym spotkaniem stwierdziła, że nie wytrzyma ciśnienia. Prosiła, aby uszanować jej decyzję i nie wystawiać jej. Uznała, że nie jest w stanie pomóc zespołowi.
hmm...może bariera językowa zadziałała i się nie zrozumieli?
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
to na dokładkę trener Elmedin...jak czytam jego wypowiedzi o kontrakcie ADF i zestawianiem jej z Coker (przy całym szacunku dla niej) to się jeszcze bardziej cieszę, że nie ma go już z nami...ale rozumiem, że wysokość kontraktu Anki i to, że ona a nie on zostaje w Krakowie go boli...
Elmedin Omanić wczoraj opuścił Kraków, może trafi do... Lotosu
Żal stąd wyjeżdżać
Elmedin Omanić jeszcze w sobotę poprowadził koszykarki Wisły Can-Pack do mistrzostwa, a wczoraj rozstał się z drużyną i opuścił Kraków.
- Jak Pan będzie wspominał dwuletni pobyt w Krakowie? - zapytaliśmy trenera z Bośni i Hercegowiny.
- Bardzo miło. Żal stąd wyjeżdżać. Bardzo polubiłem to piękne miasto, poznałem tu wielu przyjaciół. Z pobytu w Polsce pozostawię jak najlepsze wspomnienia, w tym dwa mistrzostwa Polski wywalczone z Wisłą oraz Puchar Polski. Zapamiętam też kibiców. Są wspaniali. Dziękuję im za wsparcie drużyny. Zapamiętam też transparent wywieszony w hali w zeszłym sezonie, na którym w moim ojczystym języku napisali, że mam ich pełne poparcie. Dla tak wspaniałych kibiców przydałaby się nowa, większa hala. Jeżeli dostałbym zaproszenie na jej otwarcie, to chętnie przyjadę do niej w roli widza. Zawsze chętnie wrócę do Krakowa.
- Może jeszcze raz w roli trenera?
- Nigdy nie burzę za sobą mostów. Mam nadzieję, że rozstałem się z klubem w dobrej atmosferze i być może kiedyś tu wrócę. Niejeden raz trenowałem już przykładowo zespół Żeljeznicara Sarajewo.
- To jak to w końcu jest z tym Pana odejściem. Czyja to była decyzja?
- Ja ją podjąłem. Co jeszcze mogłem zrobić z tą drużyną? Mistrzostwa Europy byśmy raczej nie wywalczyli. Nawet gdyby klub zainwestował w zespół kolejne miliony to i tak kolejka do tytułu byłaby długa. Jest wiele mocnych drużyn mających wysoką pozycję w Eurolidze od kilku lat.
- Oczekiwania co do tegorocznych rozgrywek w europejskim pucharze były jednak większe...
- Przyznaję, że w tym sezonie Euroligi z tym zespołem można było osiągnąć więcej. Gra w ćwierćfinale była realna. Czuję więc pewien niedosyt. Kluczem do sukcesu mogła okazać się lepsza gra w meczach grupowych. Gdybyśmy w nich zanotowali więcej zwycięstw była szansa na słabszego rywala w 1/8 finału (Wisła nie poradziła sobie w niej z Ros Casares Walencja - przyp. TYM). Szczególnie bolała porażka w ostatnim meczu grupowym u siebie z Lietuvosem Wilno.
- Po tym spotkaniu podobno doszło do ostrej wymiany zdań dotyczącej sposobu gry pomiędzy Panem a Amerykanką Anną DeForge...
- Każdy musi wiedzieć kto jest w zespole trenerem, a kto zawodnikiem. Być może w przyszłości DeForge będzie dobrą trenerką. Na razie jest zawodniczką. Wisła podpisała z nią kontrakt na kolejne dwa lata. Trochę mnie to dziwi, bo Anna jest jedną z najlepiej opłacanych zawodniczek, więcej od niej zarabiała tylko Chamique Holdsclaw, a wiem, że ma problemy z plecami. Kontuzja dawała się jej we znaki już w trakcie tego sezonu. To jednak była decyzja klubu. Przykładowo mniej zarabia bardzo dobra skrzydłowa Monique Coker (grała w lidze w CCC Pol-kowice - przyp. TYM).
- Gdyby Pan objął teraz nowy klub i mógł kogoś zabrać ze sobą z Wisły, to na kogo padłby wybór?
- Zdecydowanie na Dominique Canty. To znakomita zawodniczka i wspaniały człowiek. Można podziwiać jej bezkonfliktowy, dobroduszny charakter. Imponuje też jej opanowanie na boisku. W najważniejszych momentach, decydujących o losach meczu, nie widać na jej twarzy zdenerwowania. Z polskich zawodniczek wybrałbym Monikę Krawiec. Jest bardzo utalentowana, widzę przed nią dużą przyszłość. W finałach dużo nie grała, bo na jej pozycjach - jeden, dwa, występowały bardziej doświadczone zawodniczki, ale we wcześniejszych meczach zaliczała dłuższe występy. Zapewne w przyszłym sezonie będzie częściej dostawać szansę gry.
- Strzałem w dziesiątkę było zatrudnienie od stycznia Holdsclaw?
- To jest gwiazda z pierwszej półki WNBA i pokazała to w finałowych spotkaniach.
- Jakie ma Pan najbliższe plany?
- Przede wszystkim chcę odpocząć, pobyć z rodziną w Sarajewie.
- Zapewne minusem pobytu w Polsce była rozłąka z rodziną?
- Przez ostatnie sześć miesięcy żona zostawiła pracę w banku i przyjechała do mnie z synem i córką. Bez nich dłużej bym już nie wytrzymał.
- A gdyby teraz przyszła oferta z Lotosu Gdynia?
- Zdecydowałbym się. To mocny zespół. Myślę, że jak przyjechałbym z nim do Krakowa, to zostałbym dobrze przyjęty. Byłaby to ciekawa rywalizacja.
- Zostając dalej w Polsce, miałby Pan też okazję podszkolić polski język, który i tak poznał Pan już w dużym zakresie...
- Polski język jest podobny do naszego. Chętnie się go uczyłem. Pomagał mi w pracy, także na konferencjach prasowych. Myślę, że dziennikarze nie powinni na mnie narzekać. Zawsze odpowiadałem na ich pytania. Do nieporozumienia doszło tylko na jednej z konferencji po zeszłorocznym półfinale ligi z CCC Polkowice, po którym powiedziałem, że sędziowie powinni dostać nagrodę pieniężną. Moja wypowiedź była tłumaczona z angielskiego. Jeden z sędziów gdzieś usłyszał, że mówiłem, że wzięli pieniądze i wniósł sprawę do sądu. Mam jednak dowody na to, że nic takiego nie mówiłem. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że nieraz żartuję albo mówię coś z sarkazmem. Teraz potrafię robić to w polskim języku. Jak zostanę w Polsce jeszcze przez rok, to będę mówił już płynnie.
- To już dogadał się Pan z Lotosem?
- Na razie nie ma takiego tematu, ale kto wie, jak się ułoży przyszłość...
Rozmawiał: PIOTR TYMCZAK
źródło: Dziennik Polski
"Powiem Ci, to zapomnisz. Pokażę- zapamiętasz. Zainteresuję cię- wtedy zrozumiesz."
ann pisze:KOSZYKÓWKA Liczę na dalszą pracę w Gdyni
wczoraj
Za nami jeden z najbardziej niezwyklych finalów mistrzostw Polski w koszykówce kobiet. Lotos Gdynia, choç prowadzil po czterech meczach 3-1, przegral rywalizacj´ z Wislà Kraków 3-4. Co zadecydowalo o porazce?
- Czy odreagował pan już finałowe spotkania z Wisłą?
- Tak, ale na pełne odreagowanie potrzeba będzie więcej czasu.
- Wynik Lotosu ocenia pan w kategoriach sukcesu, czy porażki?
- Zdobycie wicemistrzostwa Polski nie traktuję jako życiową klęskę, choć w świetle przebiegu rywalizacji, gdy prowadziliśmy 3-1, należało wygrać ją 4-1 w Krakowie lub 4-2 w Gdyni. Potencjały Wisły i Lotosu były zbliżone i dlatego niemal wszystkie spotkania między nami były bardzo zacięte, a o wynikach decydowały szczegóły. Do stanu 3-1 wszystko układało się po naszej myśli. Choć wszyscy bardzo chcieliśmy wygrać, to porażkę z tej klasy zespołem należało również uwzględnić w kalkulacjach. Nie udało nam się odebrać Wiśle mistrzostwa, ale odebraliśmy jej Puchar Polski.
- Co zadecydowało o tym, że nie odebraliście również mistrzostwa?
- O każdej porażce czy zwycięstwie zawsze decyduje suma błędów i dobrych decyzji wszystkich uczestników sportowego widowiska, ale przede wszystkim trenera i zawodniczek. Kto popełnia mniej błędów, ten wygrywa. Nie chcę wskazać dziś jednej przyczyny. Za kilka dni na spokojnie obejrzę kasety z ostatnich trzech spotkań. Jako trener będę szukał w nich przede wszystkim swoich błędów.
- Dlaczego, mimo wcześniejszych zapowiedzi, nie wystawił pan w tych finałach Betty Lennox?
- W dwóch pierwszych meczach zrezygnowałem z niej, gdyż miała skręcony staw skokowy, a ja wychodzę z założenia, że aby zespół dobrze funkcjonował, wszystkie jego zawodniczki powinny być w 100 procentach zdrowe. Przed trzecim spotkaniem w Gdyni odbyłem z Lennox rozmowę, w której powiedziałem jej, że na razie drużyna bez niej dobrze funkcjonuje, ale bardzo liczę na nią, jak tylko jakiś element zacznie szwankować. Odpowiedziała iż boi się, że wówczas może nie udźwignąć takiej odpowiedzialności. Innym osobom z zewnątrz mówiła jednak co innego. W takiej sytuacji wystawianie jej w piątym meczu nie miało sensu. Przed szóstym spotkaniem stwierdziła, że nie wytrzyma ciśnienia. Prosiła, aby uszanować jej decyzję i nie wystawiać jej. Uznała, że nie jest w stanie pomóc zespołowi.
- Co by pan zmienił, gdyby przyszło panu jeszcze raz rozpoczynać finał play off z Wisłą?
- W dwóch pierwszych meczach, ze względu na kontuzję Lennox, nie miałem pola manewru. Gdy prowadziliśmy 3-1 i 3-2 stałem przed dylematem. Może należało powiedzieć Lennox: masz grać! Z drugiej strony, trudno powiedzieć, jak taką decyzję odebrałyby pozostałe zawodniczki z drużyny. Jeśli Amerykanki przyjeżdżają na dwa miesiące przed play off (Nikesha Sales i Ruth Riley - red.), warto zastanowić się nad zmodyfikowaniem programu ich przygotowania motorycznego tylko pod kątem finałów (udział w 7 meczach - red.). Może ucierpieć na tym nieco ich przygotowanie taktyczne, ale tej rywalizacji z pewnością one nie wytrzymały pod względem fizycznym, co było widoczne w ostatnich trzech spotkaniach.
- Liczy pan na kontynuowanie pracy z koszykarkami Lotosu?
- Docierają do mnie sygnały, że zarząd zamierza przedłużyć mi umowę, ale uszanuję każdą decyzję klubu.
Adam Suska - Dziennik Bałtycki
Niech go wypier..... na zbity pysk
Przez tego frajera moja ukochana drużyna przegrała mistrza
http://www.lechiarugby.pl !!
(\_/)
(O.o)
(> <)
This is Bunny.
Copy Bunny into your signature
to help him on his way to world Domination
(\_/)
(O.o)
(> <)
This is Bunny.
Copy Bunny into your signature
to help him on his way to world Domination
Ałgaja pisze:
- Po tym spotkaniu podobno doszło do ostrej wymiany zdań dotyczącej sposobu gry pomiędzy Panem a Amerykanką Anną DeForge...
- Każdy musi wiedzieć kto jest w zespole trenerem, a kto zawodnikiem. Być może w przyszłości DeForge będzie dobrą trenerką. Na razie jest zawodniczką. Wisła podpisała z nią kontrakt na kolejne dwa lata. Trochę mnie to dziwi, bo Anna jest jedną z najlepiej opłacanych zawodniczek, więcej od niej zarabiała tylko Chamique Holdsclaw, a wiem, że ma problemy z plecami. Kontuzja dawała się jej we znaki już w trakcie tego sezonu. To jednak była decyzja klubu. Przykładowo mniej zarabia bardzo dobra skrzydłowa Monique Coker (grała w lidze w CCC Pol-kowice - przyp. TYM).
Rozmawiał: PIOTR TYMCZAK
źródło: Dziennik Polski
a tu następny frajer obrobił tyłek Ani w wywiadzie
http://www.lechiarugby.pl !!
(\_/)
(O.o)
(> <)
This is Bunny.
Copy Bunny into your signature
to help him on his way to world Domination
(\_/)
(O.o)
(> <)
This is Bunny.
Copy Bunny into your signature
to help him on his way to world Domination
Ehhh...
Monique Coker jest napewno bardzo dobrą zawodniczką i życzę jej jak najlepiej. I mam nadzieje, że kiedyś może też zostanie gwiazdą nawet za oceanem. Ale póki co jest o wiele mniej doświadczoną i o klasę niższą zawodniczką od ADF, a Edo chyba bardzo boli to, że Anka została w Krakowie, a on nie. Ceni Monike Krawiec, to dlaczego w sezonie zasadniczym wcale nie grała jakoś powalająco dużo? Może trzeba było jej dać więcej minut w sezonie zasadniczym i ona by zyskała i amerykanki mogły by odpocząć. No, ale nic było minęło.
A co do Skrzecza to widzę, że planuje mocno się trzymać stanowiska w Gdyni. A coś mi się nie wydaję, aby Betty mogła mu powiedzieć, że nie chce grać, bo nie udźwignie ciężaru. To nie jest taka zawodniczka.
Monique Coker jest napewno bardzo dobrą zawodniczką i życzę jej jak najlepiej. I mam nadzieje, że kiedyś może też zostanie gwiazdą nawet za oceanem. Ale póki co jest o wiele mniej doświadczoną i o klasę niższą zawodniczką od ADF, a Edo chyba bardzo boli to, że Anka została w Krakowie, a on nie. Ceni Monike Krawiec, to dlaczego w sezonie zasadniczym wcale nie grała jakoś powalająco dużo? Może trzeba było jej dać więcej minut w sezonie zasadniczym i ona by zyskała i amerykanki mogły by odpocząć. No, ale nic było minęło.
A co do Skrzecza to widzę, że planuje mocno się trzymać stanowiska w Gdyni. A coś mi się nie wydaję, aby Betty mogła mu powiedzieć, że nie chce grać, bo nie udźwignie ciężaru. To nie jest taka zawodniczka.
"... Każda porażka jest nawozem sukcesu ..."
- Rosso-Nero
- Młodzik
- Posty: 977
- Rejestracja: 25 grudnia 2006, 19:27
- Lokalizacja: Ujsoły/Kraków
- Kontaktowanie:
Fufurek pisze: a Edo chyba bardzo boli to, że Anka została w Krakowie, a on nie.
Możliwe także go boli też inna sprawa, że ADF potrafiła mu się sprzeciwić i powiedzieć co jej leży na sercu.
- Przegraliśmy, więc naokoło wciąż słyszę ludzi, którzy mówią: ale jesteście starzy. W zeszłym roku wygraliśmy, a ci sami ludzie mówili: ale jesteście doświadczeni - Gregg Popovich, trener San Antonio Spurs
Rosso-Nero pisze:Fufurek pisze: a Edo chyba bardzo boli to, że Anka została w Krakowie, a on nie.
Możliwe także go boli też inna sprawa, że ADF potrafiła mu się sprzeciwić i powiedzieć co jej leży na sercu.
może nie tyle sprzeciwić, co właśnie wytknąć błędy...i co gorsze okazywało się, że ona ma racje.
Żenujące jest dla mnie to co mówi o jej kontrakcie, albo jakby obudził się wczoraj i nie znał realiów europejskich, albo jakby nie pamiętał jej gry w ostatnich 2 sezonach w plkk i Eurolidze. A patrząc na to co on ostatnio wyczyniał na ławce, to jeśli ktoś w Wiśle nie zasługuje na kasę, którą dostawał to na pewno on
"Powiem Ci, to zapomnisz. Pokażę- zapamiętasz. Zainteresuję cię- wtedy zrozumiesz."
- Rosso-Nero
- Młodzik
- Posty: 977
- Rejestracja: 25 grudnia 2006, 19:27
- Lokalizacja: Ujsoły/Kraków
- Kontaktowanie:
Ałgaja pisze:może nie tyle sprzeciwić, co właśnie wytknąć błędy...i co gorsze okazywało się, że ona ma racje.
Żenujące jest dla mnie to co mówi o jej kontrakcie, albo jakby obudził się wczoraj i nie znał realiów europejskich, albo jakby nie pamiętał jej gry w ostatnich 2 sezonach w plkk i Eurolidze. A patrząc na to co on ostatnio wyczyniał na ławce, to jeśli ktoś w Wiśle nie zasługuje na kasę, którą dostawał to na pewno onAle jakoś mnie jego wypowiedzi nie dziwią...w końcu on jest cudowny i sam z własnej woli z klubu odchodzi...powinien potrenować jakiś słaby zespół w słabej lidze, gdzie on będzie zarabiał najwięcej -wtedy będzie zadowolony.
No właśnei o to mi chodziło, tyle że inaczej to stwierdziłem.
- Przegraliśmy, więc naokoło wciąż słyszę ludzi, którzy mówią: ale jesteście starzy. W zeszłym roku wygraliśmy, a ci sami ludzie mówili: ale jesteście doświadczeni - Gregg Popovich, trener San Antonio Spurs
To co Omanic teraz powie nie ma juz żadnego znaczenia. Niech spada...
A to, że Ana podpisała dwuletni konrakt uważam za duży sukces władz klubu. Raczej rzadko sie, że zdarza, że Amerykanki podpisują kontrakty na więcej niż sezon. I to taka Amerykanka

A to, że Ana podpisała dwuletni konrakt uważam za duży sukces władz klubu. Raczej rzadko sie, że zdarza, że Amerykanki podpisują kontrakty na więcej niż sezon. I to taka Amerykanka
Debiutantka Roku!!!
"Rozpędź się a ściana sama Cię znajdzie" - Tomasz M.
Ave Becky!!!
"Rozpędź się a ściana sama Cię znajdzie" - Tomasz M.
Ave Becky!!!
- hellraiser
- Junior
- Posty: 2479
- Rejestracja: 17 listopada 2004, 12:04
Ałgaja pisze:
- A gdyby teraz przyszła oferta z Lotosu Gdynia?
- Zdecydowałbym się. To mocny zespół. Myślę, że jak przyjechałbym z nim do Krakowa, to zostałbym dobrze przyjęty. Byłaby to ciekawa rywalizacja.
- Zostając dalej w Polsce, miałby Pan też okazję podszkolić polski język, który i tak poznał Pan już w dużym zakresie...
-- To już dogadał się Pan z Lotosem?
- Na razie nie ma takiego tematu, ale kto wie, jak się ułoży przyszłość...
Rozmawiał: PIOTR TYMCZAK
źródło: Dziennik Polski
To ma być żart.Omanic w Lotosie.
Z dwójki złego wole Skrzecza on chociaż nie spali ziemi.
Choć wybór "zajebisty"

Dlaczego Lotos przegrał z Wisłą
Marcin Dajos
Lotos przegrał z Wisłą na własne życzenie. Zamiast cieszyć się z mistrzostwa, w Gdyni muszą teraz wyciągnąć wnioski z tej porażki i zbudować nowy zespół.
Przez ostatnie cztery sekundy meczu numer pięć, który odbywał się w Krakowie, koszykarki Lotosu mogły czuć się mistrzyniami Polski. Wtedy to równo z końcową syreną tego spotkania marzenia o mistrzostwie odebrała im zawodniczka Wisły Dominique Canty. Amerykanka trafiła do kosza z półdystansu, a jej zespół wygrał mecz jednym punktem. Stan rywalizacji po tym spotkaniu był jeszcze korzystny dla Lotosu. Gdynianki prowadziły 3:2 w rywalizacji do czterech zwycięstw, jednak z ich postawy w kolejnych spotkaniach można było wywnioskować, że ta rywalizacja dla Lotosu się już skończyła porażką. Dlaczego mimo korzystnego układu spotkań przy stanie 3:1 i pozytywnej gry w trzech wygranych spotkaniach to nie Lotos, a Wisła zdobyła mistrzostwo Ford Germaz Ekstraklasy? Oto przyczyny porażki Lotosu w serii finałowej.
1. Ostatnie 4 sekundy w piątym meczu.
Dominique Canty przebiega z piłką praktycznie całe boisko i równo z syrena kończącą mecz trafia do kosza. Tej sytuacji dało się uniknąć, gdyby gdynianki faulowały. O faulu mówił podczas wziętego wcześniej czasu trener Roman Skrzecz. Trener krzyczał, żeby faulować, gdy rozgrywana była ostatnia akcja meczu. Dlaczego więc nie było faulu, który dawał by przerwanie akcji bez jakichkolwiek dodatkowych konsekwencji? Sytuacja sparaliżowała niektóre zawodniczki, które zapomniały o wykonaniu poleceń trenera. Po tej porażce koszykarki Lotosu nie odbudowały się już psychicznie i przegrały kolejne spotkania.
2. Zbyt mało gry zespołowej, a za dużo indywidualnej.
Próba gry "jeden na jeden" nie przynosząca skutków, kończyła się rzutem z nieprzygotowanej pozycji lub nieprzemyślanym wejściem pod kosz. Współpraca obwodu z zawodniczkami podkoszowymi poza meczem numer sześć była znikoma. Wykonanie zagrywek zalecanych przez trenera również. Tym sposobem z zespołowej gry Lotosu, który w wygranych spotkaniach zanotował 58 asyst, w pozostałych meczach zostały tylko wspomnienia.
3. Brak kontrataku w meczach numer 5, 6 i 7.
Lotos imponował szybkością przenoszenia piłki z obrony do ataku w wygranych spotkaniach. Nie nadążające za akcjami wiślaczki traciły w łatwy sposób punkty i przegrywały spotkania. Lotos wyraźnie opadł z sił w ostatnich spotkaniach, co skrupulatnie wykorzystały rywalki, eliminując wszelkie próby kontrataku ze strony gdynianek.
4. Straty piłki.
Zawodniczki Lotosu przez swoją nieporadność w ataku traciły dużą liczbę piłek. Podania wszerz boiska, kozłowanie piłki przez dwie lub trzy zawodniczki, podania podczas szybkiego ataku w aut lub co gorsza w ręce przeciwniczek. To wszystko spowodowało ogromną liczbę strat w trzech ostatnich spotkaniach. 49 oddanych piłek po własnych błędach przeciwniczkom przy tylko 24 stratach rywalek mówi samo za siebie...
5. Skuteczność rzutów z gry.
W ostatnim spotkaniu Lotos raził nieskutecznością rzutów. Nie można prowadzić wyrównanego pojedynku z tej klasy drużyną, co Wisła Kraków, trafiając 3 z 19 oddanych rzutów za dwa punkty do przerwy. Na tym poziomie rozgrywek takie sytuacji nie mają prawa się zdarzyć. Drużyna, która tak słabo spisuje się w ataku ,nie ma prawa wygrać spotkania decydującego o mistrzostwie.
6. Postawa Amerykanek.
La Tanya White, Nykesha Sales i Ruth Riley zawiodły w najważniejszym dla zespołu momencie. Amerykanki wyglądały podczas ostatnich meczów, jakby myślami były gdzie indziej. Grająca zupełnie bez polotu Sales, popełniająca faule w niegroźnych sytuacjach i niecelnie rzucająca z pod kosza Riley czy dobrze broniąca, ale tylko do połowy spotkań, White przyczyniły się do końcowej porażki. Najbardziej zawiodła Sales, która jak na gwiazdę WNBA, bardzo słabo poradziła sobie z presją wyniku i podczas porażek zagrała zdecydowanie poniżej swojego poziomu.
Dla Gazety
Mieczysław Krawczyk
prezes zarządu Lotosu Gdynia
Nie rozpaczam z powodu drugiego miejsca. Mamy przynajmniej o połowę mniejszy budżet od zespołu z Krakowa, lecz mało brakowało, a zostałby on zgnieciony w finale. Brakowało nam jednego zwycięstwa, by osiągnąć sukces, i ta sytuacja chyba sparaliżowała niektóre zawodniczki. Dumny jestem z tego, że na parkiecie znajdowały się Polki, które odgrywały znaczące role w tym finale i to uważam za sukces. W ostatnim spotkaniu zawiodły nieco Amerykanki i bez ich wsparcia nie byliśmy w stanie, niestety, wygrać decydującego spotkania. Nie ma jednak co rozpaczać. Ile jest przecież większych od Gdyni miast, które chciały by odnosić takie sukcesy, jak my. Jak na razie mamy pięć zespołów pierwszoligowych i to też jest do pozazdroszczenia. Dlatego uważam, że srebro także jest w pewnym stopniu sukcesem.
Roman Skrzecz
trener Lotosu Gdynia
Przyczyna srebrnego medalu leży oczywiście w meczu numer pięć i końcowych czterech sekundach. W meczu numer sześć także zadecydowała końcówka. Po tak świetnej drużynie, jaką jest Wisła Kraków, można spodziewać się wszystkiego. Rywalki zgrywały się ze sobą dłużej niż moje zawodniczki i właśnie zespołowość i zgranie drużyny zadecydowało o końcowym sukcesie krakowskiej Wisły. Było to głównie widać w ostatnim spotkaniu, gdzie Wisła stanowiła monolit w obronie, jak i w ataku.
Marcin Dajos
Lotos przegrał z Wisłą na własne życzenie. Zamiast cieszyć się z mistrzostwa, w Gdyni muszą teraz wyciągnąć wnioski z tej porażki i zbudować nowy zespół.
Przez ostatnie cztery sekundy meczu numer pięć, który odbywał się w Krakowie, koszykarki Lotosu mogły czuć się mistrzyniami Polski. Wtedy to równo z końcową syreną tego spotkania marzenia o mistrzostwie odebrała im zawodniczka Wisły Dominique Canty. Amerykanka trafiła do kosza z półdystansu, a jej zespół wygrał mecz jednym punktem. Stan rywalizacji po tym spotkaniu był jeszcze korzystny dla Lotosu. Gdynianki prowadziły 3:2 w rywalizacji do czterech zwycięstw, jednak z ich postawy w kolejnych spotkaniach można było wywnioskować, że ta rywalizacja dla Lotosu się już skończyła porażką. Dlaczego mimo korzystnego układu spotkań przy stanie 3:1 i pozytywnej gry w trzech wygranych spotkaniach to nie Lotos, a Wisła zdobyła mistrzostwo Ford Germaz Ekstraklasy? Oto przyczyny porażki Lotosu w serii finałowej.
1. Ostatnie 4 sekundy w piątym meczu.
Dominique Canty przebiega z piłką praktycznie całe boisko i równo z syrena kończącą mecz trafia do kosza. Tej sytuacji dało się uniknąć, gdyby gdynianki faulowały. O faulu mówił podczas wziętego wcześniej czasu trener Roman Skrzecz. Trener krzyczał, żeby faulować, gdy rozgrywana była ostatnia akcja meczu. Dlaczego więc nie było faulu, który dawał by przerwanie akcji bez jakichkolwiek dodatkowych konsekwencji? Sytuacja sparaliżowała niektóre zawodniczki, które zapomniały o wykonaniu poleceń trenera. Po tej porażce koszykarki Lotosu nie odbudowały się już psychicznie i przegrały kolejne spotkania.
2. Zbyt mało gry zespołowej, a za dużo indywidualnej.
Próba gry "jeden na jeden" nie przynosząca skutków, kończyła się rzutem z nieprzygotowanej pozycji lub nieprzemyślanym wejściem pod kosz. Współpraca obwodu z zawodniczkami podkoszowymi poza meczem numer sześć była znikoma. Wykonanie zagrywek zalecanych przez trenera również. Tym sposobem z zespołowej gry Lotosu, który w wygranych spotkaniach zanotował 58 asyst, w pozostałych meczach zostały tylko wspomnienia.
3. Brak kontrataku w meczach numer 5, 6 i 7.
Lotos imponował szybkością przenoszenia piłki z obrony do ataku w wygranych spotkaniach. Nie nadążające za akcjami wiślaczki traciły w łatwy sposób punkty i przegrywały spotkania. Lotos wyraźnie opadł z sił w ostatnich spotkaniach, co skrupulatnie wykorzystały rywalki, eliminując wszelkie próby kontrataku ze strony gdynianek.
4. Straty piłki.
Zawodniczki Lotosu przez swoją nieporadność w ataku traciły dużą liczbę piłek. Podania wszerz boiska, kozłowanie piłki przez dwie lub trzy zawodniczki, podania podczas szybkiego ataku w aut lub co gorsza w ręce przeciwniczek. To wszystko spowodowało ogromną liczbę strat w trzech ostatnich spotkaniach. 49 oddanych piłek po własnych błędach przeciwniczkom przy tylko 24 stratach rywalek mówi samo za siebie...
5. Skuteczność rzutów z gry.
W ostatnim spotkaniu Lotos raził nieskutecznością rzutów. Nie można prowadzić wyrównanego pojedynku z tej klasy drużyną, co Wisła Kraków, trafiając 3 z 19 oddanych rzutów za dwa punkty do przerwy. Na tym poziomie rozgrywek takie sytuacji nie mają prawa się zdarzyć. Drużyna, która tak słabo spisuje się w ataku ,nie ma prawa wygrać spotkania decydującego o mistrzostwie.
6. Postawa Amerykanek.
La Tanya White, Nykesha Sales i Ruth Riley zawiodły w najważniejszym dla zespołu momencie. Amerykanki wyglądały podczas ostatnich meczów, jakby myślami były gdzie indziej. Grająca zupełnie bez polotu Sales, popełniająca faule w niegroźnych sytuacjach i niecelnie rzucająca z pod kosza Riley czy dobrze broniąca, ale tylko do połowy spotkań, White przyczyniły się do końcowej porażki. Najbardziej zawiodła Sales, która jak na gwiazdę WNBA, bardzo słabo poradziła sobie z presją wyniku i podczas porażek zagrała zdecydowanie poniżej swojego poziomu.
Dla Gazety
Mieczysław Krawczyk
prezes zarządu Lotosu Gdynia
Nie rozpaczam z powodu drugiego miejsca. Mamy przynajmniej o połowę mniejszy budżet od zespołu z Krakowa, lecz mało brakowało, a zostałby on zgnieciony w finale. Brakowało nam jednego zwycięstwa, by osiągnąć sukces, i ta sytuacja chyba sparaliżowała niektóre zawodniczki. Dumny jestem z tego, że na parkiecie znajdowały się Polki, które odgrywały znaczące role w tym finale i to uważam za sukces. W ostatnim spotkaniu zawiodły nieco Amerykanki i bez ich wsparcia nie byliśmy w stanie, niestety, wygrać decydującego spotkania. Nie ma jednak co rozpaczać. Ile jest przecież większych od Gdyni miast, które chciały by odnosić takie sukcesy, jak my. Jak na razie mamy pięć zespołów pierwszoligowych i to też jest do pozazdroszczenia. Dlatego uważam, że srebro także jest w pewnym stopniu sukcesem.
Roman Skrzecz
trener Lotosu Gdynia
Przyczyna srebrnego medalu leży oczywiście w meczu numer pięć i końcowych czterech sekundach. W meczu numer sześć także zadecydowała końcówka. Po tak świetnej drużynie, jaką jest Wisła Kraków, można spodziewać się wszystkiego. Rywalki zgrywały się ze sobą dłużej niż moje zawodniczki i właśnie zespołowość i zgranie drużyny zadecydowało o końcowym sukcesie krakowskiej Wisły. Było to głównie widać w ostatnim spotkaniu, gdzie Wisła stanowiła monolit w obronie, jak i w ataku.
i ja nie pozostawię bez odpowiedzi wywiadu z Omanicem.
zacznijmy od początku
ile jeszcze razy ten śmieszny czlowiek będzie zaglądal koszyakrkom do portfeli? tak bardzo boli, że zarabialy więcej? zaslużyly to i dostawaly kasę! a może polowę premii Omnica za MP dostala wlaśnie ADF? w końcu przecież od stanu 1-3 to ONA wzięla sprawy w swoje ręcę i doprowadzila zespol do zwycięstwa( i nie mówię tutaj o grze). czy będzie dobrą trenerką? ostatnie 3 mecze pokazaly że już nią jest. ojjj zabolalo, że jakaś tam amerykanka jest lepsza od niego!
czy może bardziej boli to, że to do niej większe zaufanie i szacunek mialy zawodniczki , że to jej chętniej sluchaly podczas przerw.
a kibice? o takim szacunku jak mają do NIEJ krakowscy kibice pan Omanic może sobie tylko i wylącznie pomarzyc.
gdy jakiś czas po ukazaniu się art o konflikcie na linii ADF-Omanic przez dwa mecze skandowane bylo "Anna DeForge", Edo mial boską minę
odejdź czlowieku z klasą i nie udzielaj już więcej takich kompromitujących wywiadów, bo zawodniczki( mimo wszystko, choć wcale by nie musialy) do końca zlego slowa na Ciebie nie powiedzialy.
koniec uwag z mojej strony
edit.
i coś jeszcze:
taa. owacją na stojąco.
taaa
zacznijmy od początku
ile jeszcze razy ten śmieszny czlowiek będzie zaglądal koszyakrkom do portfeli? tak bardzo boli, że zarabialy więcej? zaslużyly to i dostawaly kasę! a może polowę premii Omnica za MP dostala wlaśnie ADF? w końcu przecież od stanu 1-3 to ONA wzięla sprawy w swoje ręcę i doprowadzila zespol do zwycięstwa( i nie mówię tutaj o grze). czy będzie dobrą trenerką? ostatnie 3 mecze pokazaly że już nią jest. ojjj zabolalo, że jakaś tam amerykanka jest lepsza od niego!
czy może bardziej boli to, że to do niej większe zaufanie i szacunek mialy zawodniczki , że to jej chętniej sluchaly podczas przerw.
a kibice? o takim szacunku jak mają do NIEJ krakowscy kibice pan Omanic może sobie tylko i wylącznie pomarzyc.
gdy jakiś czas po ukazaniu się art o konflikcie na linii ADF-Omanic przez dwa mecze skandowane bylo "Anna DeForge", Edo mial boską minę
odejdź czlowieku z klasą i nie udzielaj już więcej takich kompromitujących wywiadów, bo zawodniczki( mimo wszystko, choć wcale by nie musialy) do końca zlego slowa na Ciebie nie powiedzialy.
koniec uwag z mojej strony
edit.
i coś jeszcze:
Myślę, że jak przyjechałbym z nim do Krakowa, to zostałbym dobrze przyjęty.
taa. owacją na stojąco.
To jak to w końcu jest z tym Pana odejściem. Czyja to była decyzja?
- Ja ją podjąłem.
taaa
Ostatnio zmieniony 08 maja 2007, 16:02 przez ann, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeśli ktoś w Krakowie zapyta się za 20 lat: kim była DeForge? Odpowiedź będzie tylko jedna: wielką zawodniczką!
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
- BasketFan
- Kadet
- Posty: 1166
- Rejestracja: 24 kwietnia 2005, 12:57
- Lokalizacja: Pabianice
- Kontaktowanie:
- A gdyby teraz przyszła oferta z Lotosu Gdynia?
- Zdecydowałbym się. To mocny zespół. Myślę, że jak przyjechałbym z nim do Krakowa, to zostałbym dobrze przyjęty. Byłaby to ciekawa rywalizacja.
Oj ,oj,oj.
Pan Omanic chyba się trochę zdziwi jak przyjedzie do Krakowa z zespołem Lotosu
Dobrze kombinuję,prawda
Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym.
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym
następującym po tym terminie.
Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyn
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym
następującym po tym terminie.
Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyn
- Siero
- Senior
- Posty: 3841
- Rejestracja: 04 października 2006, 13:38
- Lokalizacja: Pabianice (51° 39'N 19° 23'E)
- Kontaktowanie:
oklaski te sprawy
ciekawe czy by skakał u nas
P-ce
MRKS Włókniarz Pabianice http://mrks.wlokniarz.info/
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Bing [Bot] i 146 gości







