Trzecia porażka koszykarek Lotosu Gdynia w Eurolidze
Marcin Dajos
Najsłabszy zespół grupy C Euroligi kobiet okazał się lepszy od Lotosu PKO BP. Gdynianki przegrały w Koszycach na własne życzenie po dramatycznej końcówce
Spotkanie rozpoczęło się od wymiany ciosów kosz za kosz, a obydwie ekipy stawiały zdecydowanie bardziej na ofensywę niż na grę w destrukcji. Gra była na tyle wyrównana, że prowadzenie w całym meczu zmieniało się dziesięciokrotnie. Koszykarki Lotosu, jak już zdążyły wcześniej przyzwyczaić swoich kibiców, zdobywały punkty seriami przeplatając je długimi przestojami. - Rywalki z Koszyc zaskoczyły nas obroną strefową, przeciwko której wcześniej nie graliśmy - tłumaczył po meczu trener Lotosu Roman Skrzecz.
Jednak tego dnia gospodyniom pomagała nie tylko mocna obrona, ale również sędziowie, którzy gwizdali faule "z powietrza". Przez to już pod koniec trzeciej kwarty za pięć przewinień spadła Katia Snytsina, a pod koniec czwartej kwarty jej los podzieliła Slobodanka Maksimović. Pomimo tych strat personalnych, które dla Lotosu grającego zazwyczaj w siódemkę mają duże znaczenie, gdynianki były na prowadzeniu jeszcze na dwie minuty przed końcem meczu. Od tego momentu Dragoslava Zakula popełniła dwie głupie straty piłki w ataku oraz równie głupi faul w obronie, po którym do remisu doprowadziła najlepsza tego dnia na parkiecie Janel McCarville. Potem to właśnie ona na 5 s przed końcem spotkania zdobyła po kontrze zwycięskie dwa punkty dla swojej drużyny. Do dogrywki próbowała doprowadzić Anne Breitreiner, ale jej rzut z półdystansu równo z końcową syreną był niecelny. - Dwie straty Zakuli nie były z jej winy, ponieważ to jej koleżanki stały w miejscu i nie wyszły do podania - rozgrzeszał swoją podopieczną Skrzecz.
Mimo wcześniejszych zapowiedzi Lotos nie dotarł na Słowację w pełnym składzie. W Polsce zostały Ganna Zarytska i Magdalena Jujka. Na początku spotkania wydawało się, że brak tych dwóch zawodniczek będzie wielką stratą głównie dla nich samych, gdyż w meczu z ostatnim w tabeli grupy C zespołem z Koszyc mogłyby zbierać euroligowe doświadczenie. Gdyby jednak znalazły się w składzie, byłaby większa możliwość rotacji, a co za tym idzie zawodniczki przebywające na parkiecie miałyby siłę wyjść do podania.
Kosit 2013 Koszyce 79
Lotos PKO BP 77
Kwarty: 20:23, 21:21, 20:22, 18:11.
Koszyce: McCarville 28, Jalcova 14 (2), Michulkowa 11 (1), Geralds 6 (2), Kovacova 4 oraz Jurcenkova 16, Cikosova 0.
Lotos: Canty 19, Breitreiner 18 (3), Holdsclaw 18 (2), Maksimović 8, Snytsina 7 (1) oraz Zakula 5, Leciejewska 2, Górak 0.
Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto
jak zawodniczki Koszyc śmiały bronić strefą, skąd one w ogóle wiedzą, że taki rodzaj obrony jest
przestali by w końcu pier. Ci nasi wspaniali trenerzy.
Wisła - CJM Bourges Basket 66:61
Waldemar Kordyl
Wisła Can-Pack z trudem wygrała z CJM Bourges Basket, ale po pięciu meczach ma trzy wygrane na koncie i znów jest druga w tabeli
Czy można prowadzić do przerwy 12 punktami i stracić przewagę? Wisła pokazała, że można. W trzeciej kwarcie Bourges mozolnie odrabiało straty i na początku ostatnich dziesięciu minut Sonya Kireta rzutem osobistym doprowadziła do remisu 48:48.
Po chwili, po kontrataku Anny DeForge i punktach Candice Dupree, zrobiło się 61:52. Ale to nie był koniec emocji. Cztery punkty Sonji Petrović, rzut za trzy punkty Celine Dumerc i Bourges wróciło do gry (znów remis). Gdy DeForge popełniła błąd połowy, do końca pozostało 55 sekund. Wisła odzyskała piłkę pod własnym koszem. Na 13,7 sekundy DeForge w nieprawdopodobny sposób trafiła z dystansu. - To była taka akcja, jaką często gramy z Leną Skerović, ona mi podała, a ja rzuciłam - opowiadała po meczu Amerykanka.
Za moment Dumerc nadepnęła w ataku na linię boczną i było po meczu. Kibice, a wraz z nimi prezes Ludwik Miętta Mikołajewicz, odśpiewali hymn Wisły. Wynik ustaliła dwoma rzutami z linii osobistych najlepsza na parkiecie DeForge.
Dramaturgia była gwarantowana już przed meczem, bo oba zespoły w ostatniej kolejce rozegrały zacięte pojedynki i przegrały jednym punktem. Wisła mogła się podobać w pierwszej połowie, kiedy grała szybko i pomysłowo. Gospodynie potrafiły skutecznie rzucić spod samego kosza, a gdy wymagała tego sytuacja, trafić też z dystansu.
Świetnie ze sobą współpracowały Skerović i Marta Fernandez. Hiszpanka w pierwszej kwarcie zdobyła 10 punktów. Agnieszka Pałka dobrze radziła sobie z najwyższą na parkiecie Sonją Kiretą, udany blok pod własnym koszem zanotowała Candice Dupree. Z kolei najstarsza Cathy Melain słabo prowadziła grę i zdarzały jej się błędy kroków. W połowie II kwarty Wisła po rzutach za trzy punkty Anny DeForge prowadziła nawet 31:17.
Wisła Can-Pack Kraków 66
CJM Bourges Basket 61
Kwarty: 23:13, 14:12, 11:22, 18:14.
Wisła: DeForge 24 (4x3), Skerović 14 (2), Fernandez 13, Dupree 10, Pałka 3 oraz Kobryn 2, Wielebnowska, Trafimava i Gburczyk po 0. Bourges: Kireta 15, Miyem 11, Melain 5 (1), Lepron i Snell po 2 oraz Petrović 10, Dumere 9 (3), Ndongue 5, Bujdoso 2. Sędziowali Władimir Ochrimienko (Rosja), Joakim Forsberg (Szwecja), Jurgis Laurinavicius (Litwa). Widzów 1300.
Zdaniem trenerów
Pierre Vincent, Bourges:
- Mieliśmy zbyt wiele strat, straciliśmy zbyt dużo łatwych punktów. I przegraliśmy. W drugiej połowie dogoniliśmy wynik, ale na Wisłę to było za mało.
Tomasz Herkt, Wisła Can-Pack:
- To było bardzo istotne zwycięstwo, bo wróciliśmy na dobre, drugie miejsce w tabeli. Teraz mamy trzy wygrane na koncie, a Bourges tylko jedną. Przed meczem zastanawialiśmy się, jak zatrzymać najlepszego strzelca drużyny francuskiej Belindę Snell, która średnio zdobywała 15 pkt. Pilnowaliśmy jej pieczołowicie i zdobyła z nami tylko dwa punkty.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków
KOSZYKÓWKA Żelazne nerwy DeForge
Euroliga koszykarek: Wisła Can-Pack wygrała po dramatycznej końcówce. Wisła Can-Pack Kraków - Bourges Basket 66:61 (23:13, 14:12, 11:22, 18:14). Wisła miała z Bourges sportowe rachunki do wyrównania. Ostatecznie to właśnie ten francuski rywal wyeliminował "Białą Gwiazdę" w 1/8 finału Euroligi w sezonie 2005/2006.
A że w dorobku ma dwa euroligowe triumfy oraz udział w Final Four w minionym sezonie? To tylko mogło dodać splendoru ewentualnemu zwycięstwu mistrzyń Polski. Gdyby więc cenzurki wystawiać tylko za pierwszą połowę spotkania, to wiślaczki - w większości - otrzymałyby wysokie noty. Dało się bowiem zauważyć pewność w poczynaniach, gra miała wysokie tempo, a i agresywności niewiele można zarzucić. Ekipa Bourges chciała odpowiedzieć na to przede wszystkim spokojem na parkiecie, ale nie potrafiła tym zniwelować przewagi "Białej Gwiazdy".
Na wstępie dwukrotnie spod kosza trafiła Fernandez i było 4:0. Odpowiedziały jednak Kireta i Melain wyrównując rezultat. Potem remis był jeszcze przy stanie 6:6 i nastąpił punktowy "odjazd" krakowianek. M. in. za sprawą szeregu niekonwencjonalnych akcji. Owszem, trudnych w realizacji, ale zaskakujących przeciwnika. Celowały w tym zwłaszcza Fernandez, Skerović i DeForge.
Na koniec pierwszej kwarty wiślaczki, po takich właśnie akcjach, uzyskały 10-punktowe (23:13) prowadzenie. Trafiły zaś Skerović za 3 i Fernandez za 2 pkt. A drugą kwartę otworzyło (trójka Skerović) prowadzenie różnicą 13 "oczek" (26:13). Potem zaś przewaga oscylowała w granicach 9-12 punktów. Czyli w miarę spokojna druga część potyczki? Niestety, gdyż zaciął się sprawnie funkcjonujący wiślacki mechanizm. I z nauczyciela mistrz Polski przeistoczył się w ucznia, raz po raz dostającego koszykarskie klapsy. A punktowa nadróbka niknęła w oczach. W 23 min 40:36, w 29 min 48:47. Koszmar trzeciej kwarty? Jak najbardziej.
W 31 min, po wolnym Kirety, Bourges wyrównał na 48:48. Ale od razu - trójką - odpowiedziała DeForge. Było jeszcze kilka innych udanych akcji krakowianek i w 35 min gospodynie prowadziły 61:52. Czyli - teoretycznie - mógł to być bezpieczny dystans. Nie wczoraj jednak i nie z takim rywalem jak Bourges. Pod koszem zaimponowały Petrović z Kiretą, a filigranowa Dumerc zaliczyła "trójkę" i w 37 min znowu remisowano, tym razem 61:61. Dramatyczna końcówka? Zdecydowanie tak, ale jak mawia Piotr Dunin-Suligostowski: - Kiedy są emocje, to człowiek wie, że żyje.
I dopiero na 13 sekund przed ostatnią syreną padł kosz. Dla Wisły, kiedy akcję rozegrała Skerović, a DeForge wykorzystując centymetry swobody "poszła w górę" i trafiła za trzy punkty! 64:61! Rywalki więc musiały zaatakować, ale umiejętnie blokowana Dumerc "wyszła" z piłką poza boisko. Kiedy francuski szkoleniowiec wziął czas kibice odśpiewali wiślacki hymn - to było wyjątkowe! A na 3 sekundy przed ostatnią syreną DeForge była faulowana. Spokojnie zaś wykorzystując rzuty wolne postawiła kropkę nad "i" odnośnie wygranej.
Wojciech Batko - POLSKA Gazeta Krakowska
fajny mały
