to tyle w poprzednim temacie, a w obecnym, to padła transmisja z Sibenika, szkoda bo by można było na bierząco śledzić czy Praga juz z Eleną Karpovą da rade Jolly, w naszej sytuacji kibicuję Pradze (a obstawiłem Sibenik)
Euroliga 5 kolejka
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
a rude są zdradzieckie i nie umią nic!! i nic nie będzie!!
to tyle w poprzednim temacie, a w obecnym, to padła transmisja z Sibenika, szkoda bo by można było na bierząco śledzić czy Praga juz z Eleną Karpovą da rade Jolly, w naszej sytuacji kibicuję Pradze (a obstawiłem Sibenik)
to tyle w poprzednim temacie, a w obecnym, to padła transmisja z Sibenika, szkoda bo by można było na bierząco śledzić czy Praga juz z Eleną Karpovą da rade Jolly, w naszej sytuacji kibicuję Pradze (a obstawiłem Sibenik)
Cellar Door
No chyba że tutaj są emeryci, renciści, bądź inne osoby, które mają nadmiar czasu wolnego i szperają od A do Z

No chyba że tutaj są emeryci, renciści, bądź inne osoby, które mają nadmiar czasu wolnego i szperają od A do Z

W naszej sytuacji kibicuję Sibenikowi, choć postawiłem na Pragę.
Nie mam pretensji do naszych dziewczyn, że np Kireta zbierała piłkę znad Skerovic. Ale nie możemy przegrywać tak deski. Dziewczyny muszą więcej zbierać. Tu chyba się zgodzimy. Mnie nie obchodzi tak generalnie średnia wzrostu całej piątki, ale zawodniczki z pozycji 4-5 muszą więcej zbierać. Nie może być tak, że Skera, czy ADF mają najwięcej zbiórek w meczu euroligowym.
Dobry mecz. Przyjdą jeszcze lepsze. I mam nadzieję, że to będą mecze w Czechach i Francji. Ale spokojnie. Za tydzień arcytrudny mecz. Mam wrażenie, że Hiszpanki się rozkrecają. W dodatku zagrają już z Isabelle Sanchez... Ciekawy ten hiszpański pojedynek na pozycji nr 2.
Aha,... wiem, że to temat euroligowy. Ale wielkie gratulacje dla CCC i Gorzowa za awans z grupy. Osobiście jestem przeszczęśliwy, że tak ładnie dziewczyny grają w Europie.
Nie mam pretensji do naszych dziewczyn, że np Kireta zbierała piłkę znad Skerovic. Ale nie możemy przegrywać tak deski. Dziewczyny muszą więcej zbierać. Tu chyba się zgodzimy. Mnie nie obchodzi tak generalnie średnia wzrostu całej piątki, ale zawodniczki z pozycji 4-5 muszą więcej zbierać. Nie może być tak, że Skera, czy ADF mają najwięcej zbiórek w meczu euroligowym.
Dobry mecz. Przyjdą jeszcze lepsze. I mam nadzieję, że to będą mecze w Czechach i Francji. Ale spokojnie. Za tydzień arcytrudny mecz. Mam wrażenie, że Hiszpanki się rozkrecają. W dodatku zagrają już z Isabelle Sanchez... Ciekawy ten hiszpański pojedynek na pozycji nr 2.
Aha,... wiem, że to temat euroligowy. Ale wielkie gratulacje dla CCC i Gorzowa za awans z grupy. Osobiście jestem przeszczęśliwy, że tak ładnie dziewczyny grają w Europie.
Praga wygrała z Sibenikiem 71:62.
"Jeśli człowiek nie odkrył czegoś, za co gotów jest umrzeć, nie jest godzien, by żyć."
https://bartolino78.wordpress.com
https://bartolino78.wordpress.com
BARTOLINO pisze:Praga wygrała z Sibenikiem 71:62.
uprzedziłes mnie
Czeszki zrobiły to co my powinniśmy tydzien temu. Zły wynik dla nas :/ Teraz chcąc myśleć o 2 miejscu musimy wygrać 2 kluczowe mecze - z Salamanca u siebie i potem w Pradze.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
-
Wstąpiłem na chwilę
ann pisze:a ADF to się niezwykle często takie dni konia przytrafiają i dlatego też nie są tymi przysłowniowymi "dniami konia"
Sorry za wtrącenie się w dyskusję
Ale rzuciłem sobie okiem na stronę FIBA, w zeszłym roku ADF była trzecim strzelcem Euroligi, a dwa lata temu drugim.
ten sezon nieco słabiej, ale jak widac stac ją na wiele cały czas
Pozdrawiam i trzymam kciuki za Wisłę (za Lotos też, może spotkają sie w FF - tak sobie marzę)
trochę sobie pospekuluje:
Patrząc na tabele i układ spotkań, uważam ze największe szanse na 2 miejsce w grupie ma.. Bourges. Mając co prawda tylko 1 wygrana, ale bardzo dobry układ spotkań. 3 mecze z najgroźniejszymi rywalami u siebie a wyajzdy do Jeka i Sibenika. O ile spodziewam sie ze z Jeka przegraja (jak i wszystkie pozostałe zespoły) to w Chorwacji w mojej opinii sobie za tydzień poradzą. Przy komplecie zwycięstw na własnym parkiecie dałoby im to bilans 5-5.
My wygrywając 2 razy u siebie, i przegrywając wszystko na wyjeździe (obiektywnie patrząc najbardziej realny scenariusz) tez mamy bilans 5-5. Decydują małe punkty.
W tym układzie Praga ma min 2 wygrane (z nami u siebie i z Sibenikiem) i min 2 porażki (z Jeka iw Bourges). Kluczowe znaczenie ma ich wyjazd do Salamanki. Jak wygrają to tez jest 5-5. Jak przegrają to 4-6 i .. chyba pożegnanie z pucharem.
Bo wtedy Hiszpanki też miałyby taki sam bilans i 2 wygrane z Czeszkami w zapasie.
Oczywiście te wyliczenia mogą wsiąść w łeb (i pewnie tak sie stanie) w momencie jakiegoś sukcesu Sibenika, porażki Jeka lub co najbardziej prawdopodobne - wyjazdowej wygranej w którymś z bezpośrednich spotkań kogoś z Bourges, Praga, Salamanca no i my..
Patrząc na tabele i układ spotkań, uważam ze największe szanse na 2 miejsce w grupie ma.. Bourges. Mając co prawda tylko 1 wygrana, ale bardzo dobry układ spotkań. 3 mecze z najgroźniejszymi rywalami u siebie a wyajzdy do Jeka i Sibenika. O ile spodziewam sie ze z Jeka przegraja (jak i wszystkie pozostałe zespoły) to w Chorwacji w mojej opinii sobie za tydzień poradzą. Przy komplecie zwycięstw na własnym parkiecie dałoby im to bilans 5-5.
My wygrywając 2 razy u siebie, i przegrywając wszystko na wyjeździe (obiektywnie patrząc najbardziej realny scenariusz) tez mamy bilans 5-5. Decydują małe punkty.
W tym układzie Praga ma min 2 wygrane (z nami u siebie i z Sibenikiem) i min 2 porażki (z Jeka iw Bourges). Kluczowe znaczenie ma ich wyjazd do Salamanki. Jak wygrają to tez jest 5-5. Jak przegrają to 4-6 i .. chyba pożegnanie z pucharem.
Bo wtedy Hiszpanki też miałyby taki sam bilans i 2 wygrane z Czeszkami w zapasie.
Oczywiście te wyliczenia mogą wsiąść w łeb (i pewnie tak sie stanie) w momencie jakiegoś sukcesu Sibenika, porażki Jeka lub co najbardziej prawdopodobne - wyjazdowej wygranej w którymś z bezpośrednich spotkań kogoś z Bourges, Praga, Salamanca no i my..
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
Dajos zaszalał...
Lotos PKO BP drużyną bez charakteru
Marcin Dajos
Po przegranej w Koszycach. To była dwunasta z rzędu porażka Lotosu na wyjeździe w rozgrywkach Euroligi. - Takie życie - krótko podsumowała wynik Niemka grająca w barwach gdyńskiej drużyny, Anne Breitreiner
Tuż po losowaniu zapowiadało się, że Kosit 2013 Koszyce to łatwy i przyjemny przeciwnik. Drużyna pochodząca z ponad 230-tysięcznego słowackiego miasta, które kandyduje na Europejską Stolicę Kultury w 2013 r. (do czego działacze nawiązują w nazwie), została zbudowana za prawie 10 razy mniejsze pieniądze niż Lotos PKO BP. 700 tys. dolarów wystarczyło, by stworzyć silną jak na warunki słowackie drużynę, jednak wydawało się, że jest to zbyt mało, aby powalczyć w Eurolidze. W Koszycach może się podobać zabytkowa starówka oraz katedra św. Elżbiety - ale na pewno podobać się nie może gra drużyny koszykarskiej z tego miasta. Gdynianki przegrały tam po prostu na własne życzenie. - Na pewno bym tego tak nie ujął, ponieważ nikt z nas nie chciał przegrać - tłumaczył po spotkaniu smutny trener Lotosu PKO BP Roman Skrzecz. Koszykarki z Trójmiasta nie pokazały charakteru zwycięzcy i to niestety podważa słowa trenera Skrzecza. Wśród gdynianek panuje oczywiście cudowna, rodzinna atmosfera, co doskonale widoczne było na porannym treningu w Koszycach. Ciągłe uśmiechy na twarzach, przybijanie sobie piątek na pewno pomaga koszykarkom poczuć się jak w domu. Można nawet gdzieniegdzie usłyszeć, że tak rodzinna atmosfera nie panowała jeszcze nigdy między zawodniczkami z Gdyni. Szkoda tylko, że ta wzajemna przyjaźń widocznie przeszkadza na boisku, a ogólne zrozumienie powoduje praktyczny zanik pretensji po nieudanych akcjach. Można było spokojnie policzyć na palcach rąk, ile razy zawodniczki z Gdyni omawiały nieudane akcje. Spowodowało to, że po błędach następowały ich prawie identyczne kopie. Właśnie w taki sam sposób w ostatnich minutach meczu piłkę traciła Dragoslava Zakula, a jej koleżanki stały w miejscu jak wryte, co doprowadziło do porażki. Nie było osoby, która, by tak zmotywowała gdyńską rozgrywającą, aby ta wzięła sobie uwagi do serca i po raz drugi z rzędu nie popełniła tak kardynalnego błędu, jakim było zakończenie kozłowania niedaleko od linii środkowej na połowie ataku i oddanie piłki w ręce przeciwnikowi. Co gorsza, dwa razy do kontrataku biegała środkowa Koszyc Janel McCarville, która miała najdalej do przeciwległego kosza ze wszystkich zawodniczek znajdujących się na parkiecie. Do rozważnej gry w końcówce spotkania nie potrafili zachęcić swoich ulubienic nawet gdyńscy kibice, którzy stawili się do powstałego w XIII w. słowackiego miasta w liczbie ok. 50, czym i tak stanowili większą grupkę dopingujących niż najgłośniejsi w hali ze strony Słowaków "Hooligans Koszyce". Najmocniejszy doping w hali stanowił jednak spiker. - Dalej baby gramy w koszykówkę i musimy wygrać - lub - Come on Jamela, come on! - krzyczał. Ten drugi zwrot odnosił się do McCarville i widocznie na nią podziałał, gdyż została najlepszą koszykarką meczu zdobywając 28 pkt i zbierając 13 piłek z obydwu tablic.
Słaba gra koszykarek Lotosu PKO BP mogła nie dziwić na początku sezonu, jednak teraz można już powoli zacząć się niepokoić. Trenerzy wydają się być bezradni, a zawodniczki czasami zupełnie nieobecne. Ostatnie zwycięstwo poza domem w Eurolidze gdynianki odniosły 16 listopada 2005 r. wygrywając 96:72 z włoską Familia Schio. Jeżeli Lotos PKO BP nie zacznie grać równiej przez całe spotkania, to na kolejną wygraną poza domem kibice i koszykarki klubu znad morza będą musieli poczekać do przyszłego sezonu.
A już w piątek Lotos PKO BP powinien odnieść kolejne ligowe zwycięstwo na wyjeździe. O godz. 18.30 gdynianki rozpoczną mecz w Brzegu z miejscowymi Cukierkami Odra.
Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto
Lotos PKO BP drużyną bez charakteru
Marcin Dajos
Po przegranej w Koszycach. To była dwunasta z rzędu porażka Lotosu na wyjeździe w rozgrywkach Euroligi. - Takie życie - krótko podsumowała wynik Niemka grająca w barwach gdyńskiej drużyny, Anne Breitreiner
Tuż po losowaniu zapowiadało się, że Kosit 2013 Koszyce to łatwy i przyjemny przeciwnik. Drużyna pochodząca z ponad 230-tysięcznego słowackiego miasta, które kandyduje na Europejską Stolicę Kultury w 2013 r. (do czego działacze nawiązują w nazwie), została zbudowana za prawie 10 razy mniejsze pieniądze niż Lotos PKO BP. 700 tys. dolarów wystarczyło, by stworzyć silną jak na warunki słowackie drużynę, jednak wydawało się, że jest to zbyt mało, aby powalczyć w Eurolidze. W Koszycach może się podobać zabytkowa starówka oraz katedra św. Elżbiety - ale na pewno podobać się nie może gra drużyny koszykarskiej z tego miasta. Gdynianki przegrały tam po prostu na własne życzenie. - Na pewno bym tego tak nie ujął, ponieważ nikt z nas nie chciał przegrać - tłumaczył po spotkaniu smutny trener Lotosu PKO BP Roman Skrzecz. Koszykarki z Trójmiasta nie pokazały charakteru zwycięzcy i to niestety podważa słowa trenera Skrzecza. Wśród gdynianek panuje oczywiście cudowna, rodzinna atmosfera, co doskonale widoczne było na porannym treningu w Koszycach. Ciągłe uśmiechy na twarzach, przybijanie sobie piątek na pewno pomaga koszykarkom poczuć się jak w domu. Można nawet gdzieniegdzie usłyszeć, że tak rodzinna atmosfera nie panowała jeszcze nigdy między zawodniczkami z Gdyni. Szkoda tylko, że ta wzajemna przyjaźń widocznie przeszkadza na boisku, a ogólne zrozumienie powoduje praktyczny zanik pretensji po nieudanych akcjach. Można było spokojnie policzyć na palcach rąk, ile razy zawodniczki z Gdyni omawiały nieudane akcje. Spowodowało to, że po błędach następowały ich prawie identyczne kopie. Właśnie w taki sam sposób w ostatnich minutach meczu piłkę traciła Dragoslava Zakula, a jej koleżanki stały w miejscu jak wryte, co doprowadziło do porażki. Nie było osoby, która, by tak zmotywowała gdyńską rozgrywającą, aby ta wzięła sobie uwagi do serca i po raz drugi z rzędu nie popełniła tak kardynalnego błędu, jakim było zakończenie kozłowania niedaleko od linii środkowej na połowie ataku i oddanie piłki w ręce przeciwnikowi. Co gorsza, dwa razy do kontrataku biegała środkowa Koszyc Janel McCarville, która miała najdalej do przeciwległego kosza ze wszystkich zawodniczek znajdujących się na parkiecie. Do rozważnej gry w końcówce spotkania nie potrafili zachęcić swoich ulubienic nawet gdyńscy kibice, którzy stawili się do powstałego w XIII w. słowackiego miasta w liczbie ok. 50, czym i tak stanowili większą grupkę dopingujących niż najgłośniejsi w hali ze strony Słowaków "Hooligans Koszyce". Najmocniejszy doping w hali stanowił jednak spiker. - Dalej baby gramy w koszykówkę i musimy wygrać - lub - Come on Jamela, come on! - krzyczał. Ten drugi zwrot odnosił się do McCarville i widocznie na nią podziałał, gdyż została najlepszą koszykarką meczu zdobywając 28 pkt i zbierając 13 piłek z obydwu tablic.
Słaba gra koszykarek Lotosu PKO BP mogła nie dziwić na początku sezonu, jednak teraz można już powoli zacząć się niepokoić. Trenerzy wydają się być bezradni, a zawodniczki czasami zupełnie nieobecne. Ostatnie zwycięstwo poza domem w Eurolidze gdynianki odniosły 16 listopada 2005 r. wygrywając 96:72 z włoską Familia Schio. Jeżeli Lotos PKO BP nie zacznie grać równiej przez całe spotkania, to na kolejną wygraną poza domem kibice i koszykarki klubu znad morza będą musieli poczekać do przyszłego sezonu.
A już w piątek Lotos PKO BP powinien odnieść kolejne ligowe zwycięstwo na wyjeździe. O godz. 18.30 gdynianki rozpoczną mecz w Brzegu z miejscowymi Cukierkami Odra.
Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto
Jeśli ktoś w Krakowie zapyta się za 20 lat: kim była DeForge? Odpowiedź będzie tylko jedna: wielką zawodniczką!
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
Bardzo dobry dał tytuł. Należy się cieszyć, ze dziennikarze nazywają rzeczy po imieniu a nie jak zwykle załagadzają, byle by nie formułować zbyt dosadnych terminów.
Ten mecz po prostu trzeba było wygrąc 1 pkt, tak jak Wisła powinna wygrać w Sibeniku i tyle. I nie ma znaczenia, że MacCarville miała dzień konia ( tak ostatnio lubiane określenie) zwyciestwo i koniec.
Jeseli ktos pozniej nazwie nasze druzuny jako grające bez charakteru to bedzie miał do tego pełne prawo. Nawet jesli zrobi to głupkowaty Bóbr.
Ałgaja już mnie uprzedziła w wiadomej sprawie
więc nadto nie będę się rozpisywał. Dodam tylko, że dobru naszej reprezentacji na pewno nie przysporzy fakt, że Herkt nadal ogrywa Białorusinkę, zamiast Polki. (wiadomo, ze jest to przytyk także do innych trenerów w naszej lidze)
Ten mecz po prostu trzeba było wygrąc 1 pkt, tak jak Wisła powinna wygrać w Sibeniku i tyle. I nie ma znaczenia, że MacCarville miała dzień konia ( tak ostatnio lubiane określenie) zwyciestwo i koniec.
Jeseli ktos pozniej nazwie nasze druzuny jako grające bez charakteru to bedzie miał do tego pełne prawo. Nawet jesli zrobi to głupkowaty Bóbr.
Ałgaja już mnie uprzedziła w wiadomej sprawie
Herkt ogrywa Białorusinkę... ale grają chociaż Ewcia i Aga... Skrzecz - drugi trener reprezentacji dał wczoraj Polkom pograć całe 15 minut, w poprzednim meczu 11!!! Co do artykułu Pana Dajosa to zupełnie nie zna się on na koszykówce czego najlepszym dowodem jest hasło, że Lotos ma 10-krotnie wyższy budżet od Koszyc, które dysponują 700 tysiącami dolarów... Czyli Lotos zdaniem znawcy ma 7 milionów dolarów budżetu... prawie jak Prokom Trefl Sopot. Co do dobrej atmosfery to osobą odpowiedzialną za zapobieganie seryjnym błędom zawodniczek jest trener a nie jej koleżanki... Teza Pana redaktora nie trzyma się kupy... Zulugula to całkowita porażka, w niczym nie jest lepsza od Waligórskiej. Sorry w jednym jest... trenerzy jej ufają. Tylko po co kupowaliśmy Waligórską i Gulak skoro im nie ufamy, kto podjął decyzję o ich zakupie. Na dłuższą metę nie da się grać tak wąskim składem. Hell często o tym mówi i ma pełną rację. Chyba nawet Herkt bardziej rotuje składem
Teraz w Eurolidze mamy pod górkę, mimo zwycięstwa ze Spartakiem bez wygranej w Namur lub Valenciennes ciężko będzie awansowaćdalej nie mówiąc o tym, że ciężko będzie o miejsce wyższe niż czwarte... Szkoda, bo tak jak to powiedziane zostało wyżej ten mecz po prostu trzeba było wygrać... powiem więcej bardzo trudno było tego nie dokonać...
Spokojnie skrzecza też planuję ostro objechać ale dzis juz nie miałem czasu a teraz idę spać
, co się odwlecze , to nie uciecze,. Niestety dostanie sięteż Nowakowskiemu - bardzo mnie zawiódł w kwestii rotowania składem.
Zastanawiam się, czy doczekamy się w koncu jakiegos polskiego trenera, ktory będzie miał jaja i będzie rotował całą 10 koszykarek jakie ma w składzie... Chyba marzenie ściętej głowy...
Zastanawiam się, czy doczekamy się w koncu jakiegos polskiego trenera, ktory będzie miał jaja i będzie rotował całą 10 koszykarek jakie ma w składzie... Chyba marzenie ściętej głowy...
Nowakowski to chyba nie za bardzo ma kim rotować
aha i MC Carville nie miała w środe dnia konia, ona tak po prostu gra(patrz miniony sezon WNBA i Koszycach)
i dziwne ,że trener Skrzecz o tym nie wiedział( w wypowiedziach przed meczem zwracał uwagę na obwód Koszyc, a jesień sredniowiecza z Lotosu zrobił...środek)
ale co tam...trener Tomasz mógł nie znać Australijki, to Roman JMac
aha i MC Carville nie miała w środe dnia konia, ona tak po prostu gra(patrz miniony sezon WNBA i Koszycach)
i dziwne ,że trener Skrzecz o tym nie wiedział( w wypowiedziach przed meczem zwracał uwagę na obwód Koszyc, a jesień sredniowiecza z Lotosu zrobił...środek)
ale co tam...trener Tomasz mógł nie znać Australijki, to Roman JMac
Jeśli ktoś w Krakowie zapyta się za 20 lat: kim była DeForge? Odpowiedź będzie tylko jedna: wielką zawodniczką!
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
ann pisze:Nowakowski to chyba nie za bardzo ma kim rotować![]()
aha i MC Carville nie miała w środe dnia konia, ona tak po prostu gra(patrz miniony sezon WNBA i Koszycach)
i dziwne ,że trener Skrzecz o tym nie wiedział( w wypowiedziach przed meczem zwracał uwagę na obwód Koszyc, a jesień sredniowiecza z Lotosu zrobił...środek)
ale co tam...trener Tomasz mógł nie znać Australijki, to Roman JMac
Mylisz się Ann
Z takiego rozwiązania same plusy- po sezoniemammy zawodniczkę ograną i w lidze i w Pucharze i przy kupowaniu "armii zaciężnej" mozemy kupić jedną zawidniczkę mniej, bo mamy ograną rodzimą.
Tymczasem Andrzej od początku sezonu robi dziadówę, albo jak kto woli chałturę. Dopiero teraz w Pucharze wpuścił na chwilę Gajewską, co powinien robić znacznie wcześniej.
Gdyby każdy trener chociaz na jedną młodą Polkę stawiał - najlepszą w danej druzynie, to i my w repie mielibyśmy problem obfitości i nie musielibyśmy liczyć tylko na Bibencję i dydek.
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości



