Mistrzynie Polski na urlopach do 2 stycznia
Do 2 stycznia przyszłego roku potrwa świąteczno-noworoczna przerwa koszykarek Wisły Can-Pack. Aktualnie więc wszystkie zawodniczki są już ze swoimi rodzinami. Czyli chociaż przez dwa tygodnie odetchną od treningów, meczów i ciągłych podróży, a przecież w takim "kołowrocie" były przez minione blisko trzy miesiące. "Biała Gwiazda" wznowi rozgrywki ekstraklasy w sobotę 5 stycznia, krakowskim meczem z Duda Leszno.
A w czwartek, 10.01 powróci do euroligowych zmagań wyjazdową potyczką z USK Praga. Czy już wtedy z Karą BrownBraxton w składzie? Przy ulicy Reymonta nie potwierdzają tej informacji, ale też nie zaprzeczają. Na pewno dobrze znana pod Wawelem Amerykanka występować będzie w meczach ekstraklasy. Natomiast w kwestii Euroligi jest jeszcze czas na ewentualne zgłoszenie zawodniczki. Można to będzie bowiem zrobić po zakończeniu fazy grupowej, a przed początkiem pucharowej, czyli na przełomie stycznia i lutego. Z kolei w niedzielę, 27.01 (początek o godz. 14.30) w wiślackiej hali rozegrane zostanie spotkanie mistrzowskiej Wisły Can-Pack z zespołem Gwiazd Polskiej Ligi.
Jak zwykle przy okazji takich meczów (zresztą wzorem WNBA), pierwszą piątkę ekipy Gwiazd wybiorą kibice. Natomiast całą kadrę Gwiazd Polskiej Ligi oraz nazwiska jej szkoleniowców poznamy 15 stycznia. Wspomniani kibice mogą głosować za pośrednictwem strony internetowej Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet (
www.plkk.pl) oraz poprzez SMS (szczegóły na wspomnianej stronie internetowej PLKK). Jak wygląda aktualna sytuacja na poszczególnych pozycjach? Jeżeli chodzi o liderki, to nie ma niespodzianek...
Rozgrywające - 1. Dominique Canty (Lotos Gdynia), 2. Natalia Małaszewska (AZS Jelenia Góra), 3. Carrie Moore (AZS Gorzów Wielkopolski), 4. Agnieszka Skobel (MUKS Poznań), 5. Alicja Perlińska (Energa Toruń). Skrzydłowe - 1. Chamique Holdsclaw (Lotos), 2. Agnieszka Szott (AZS G.), 3. Nikita Bell (ROW Rybnik), 4. Justyna Żurowska (AZS G.), 5. Daria Mieloszyńska (Duda Leszno). Środkowe - 1. Magdalena Leciejewska (Lotos), 2. Denaimou N'Garsanet (AZS G.), 3. Hollie Merideth (ROW), 4. Jennifer Humphrey (ŁKS Łódź), 5. Lindsay Taylor (Energa).
Wracając zaś do wiślaczek, to ostatnie dwie porażki (z Lotosem i Jekaterynburgiem) w pewnym stopniu zaciemniły obraz jesiennych dokonań krakowskich koszykarek. - Owszem każda przegrana jest przykra - mówi rzecznik wiślackiej sekcji żeńskiej koszykówki Krzysztof Zakrzewski. - A ta z Lotosem boli szczególnie, gdyż wszyscy w zespole zdają sobie sprawę, że coś takiego nie powinno mieć miejsca. Mając na myśli wysokość porażki i jakość gry zaprezentowaną w tej potyczce. Ale to już za drużyną, a przecież będzie okazja do rewanżu. Z kolei na ostateczne oceny przyjdzie jeszcze czas. Przed Wisłą jest jeszcze wszystko do wygrania! I wszyscy niezmiennie wierzymy, że aktualny sezon zakończymy przynajmniej w podobnych nastrojach, jak ten miniony!
Wojciech Batko - POLSKA Gazeta Krakowska
-------------------------------------------------------------------------------------------
Natalia Trafimawa uwielbia ruskie pierogi i bigos
Skrzydłowa Wisły Can-Pack Kraków urodziła się w Mongolii. W Polsce spędzi święta już po raz dziewiąty.
Trafimawa jest Białorusinką, ale urodziła się w Choir. To miejscowość położona 250 km na południowy-wschód od Ułan Bator. W czasach komunizmu była bazą wojskową ZSRR. - Tata był wojskowym i często wysyłano go w różne zakątki świata. Mama jeździła za nim i nic dziwnego, że urodziłam się w Mongolii, a mój brat jeszcze dalej, bo w głębokiej Rosji - wyjaśnia Natalia. Z tamtego okresu niewiele pamięta. Wyjechała z Choir, gdy miała dwa lata. W rodzinnym albumie zostało zdjęcie z wielbłądami.
Po wrześniowych mistrzostwach Europy może chodzić z podniesioną głową. We Włoszech debiutująca w turnieju Białoruś z Trafimawą w składzie zdobyła nieoczekiwanie brązowy medal. - To dla nas fantastyczny rezultat, tym bardziej że nikt się tego nie spodziewał. Radość jest podwójna. Medal zadedykowałam trenerowi Omaniciowi. Dlaczego? Żeby zobaczył, że potrafię grać, chociaż on w to nie wierzył - mówi Trafimawa.
Nie czuje zmęczenia
Wybrała koszykówkę, bo w jej życiu zawsze był jakiś sport. - Od kiedy zaczęłam grać w kosza, wszystko potoczyło się bardzo szybko: klasa sportowa i różne reprezentacje. Dopiero kiedy w Mińsku przestali płacić, pojawiła się propozycja z Polski - tłumaczyła.
W 1999 r. przyjechała wraz z Anatolijem Bujalskim, trenerem reprezentacji Białorusi, do naszego kraju. Najpierw do Gdyni, ale ostatecznie trafiła do Łączności Olsztyn. - Wszystkie moje koleżanki wyjechały albo do USA, albo do Rosji. Wybrałam Polskę i tego nie żałuję - zapewnia.
Grała jeszcze w AZS-ie Poznań i oczywiście w Wiśle. Brązowy medal ME nie dał jej automatycznie miejsca w wyjściowej piątce. - Nawet tak nie myślałam i niczego nie oczekiwałam. To, czy jesteś w piątce, czy jesteś zmienniczką, zależy od tego, co wnosisz do Wisły, a nie od tego, co osiągnąłeś z reprezentacją swojego kraju - uważa Białorusinka.
W reprezentacji Polski pewnie już nie zagra, choć od dwóch lat stara się o obywatelstwo. Dlaczego tak długo trwa procedura przyznawania polskiego paszportu? - Wszystko zależy od znajomości i układów - z przekąsem stwierdziła.
Ale w duchu trochę zazdrości czarnoskórej Deannie Nolan, która w Jekaterynburgu stała się Rosjanką w ekspresowym tempie. Trafimawa nie zastanawia się, jak długo jeszcze będzie grała w koszykówkę: - W Polsce jest kilka dziewczyn, które mają grubo ponad 30 lat, a nawet więcej, i mają się dobrze. Nie odczuwam ani zmęczenia fizycznego, ani psychicznego. Dlaczego mam nie robić tego, co lubię?
Zbiera książki kucharskie
Jak większość społeczeństwa na Białorusi Natalia jest wyznania prawosławnego. Święta bożonarodzeniowe obchodzi się za wschodnią granicą 7 stycznia. Z powodu rozgrywek ligowych w Polsce od dawna nie spędziła świąt w rodzinnym Mińsku. - W Polsce święta są bardziej nagłośnione. Na Białorusi każda rodzina jest bardziej zamknięta. Może dlatego, że większą wagę przywiązujemy do nocy sylwestrowej i noworocznych prezentów? - domyśla się koszykarka.
Białoruskie święta są podobne do naszych, ale nie brakuje różnic. W wigilijny wieczór nie ma postu od pokarmów mięsnych. - Jemy karpia, o północy idziemy do cerkwi, tylko żegnamy się w odwrotnym kierunku. Wśród wigilijnych potraw jest miejsce na kulebiak [pieczony pieróg nadziewany farszem z mięsa, czasem z ryb, z dodatkiem jarzyn, ryżu i przypraw - przyp. red.].
Skrzydłowa Wisły raczej stroni od gotowania. Z braku czasu. - Jak wpadam na kilka dni do domu, to nie mam ochoty stać w kuchni. W Polsce staramy się spędzać święta i Nowy Rok u znajomych lub w restauracjach.
Rzadko gotuje, a najlepiej wychodzą jej różnego rodzaju pasty, spaghetti bolognese, carbonara, a nawet z krewetkami. - Zbieram książki kucharskie i wierzę, że kiedyś się przydadzą (śmiech). Jem prawie wszystko, no może bez kilku dań, do których nie potrafię się przekonać, a nawet ich spróbować - podkreśliła.
Na zakazanej liście znalazły się flaki, tatar, golonka i fasolka po bretońsku. Natalia uwielbia za to ruskie pierogi i tradycyjny bigos. - Tylko dobrze przyprawiony i przygotowany - zaznaczyła. Nie bardzo wyobraża sobie dnia bez mięsa. - Bardzo często jem mięso, bo mój organizm potrzebuje białka. Ulubiony napój? Raczej nie alkohol, bardziej dobra kawa, np. mrożona. Jeśli już wino, to białe półsłodkie.
Prawosławie ma w zanadrzu jeszcze jedno święto. Nowy Rok z 14 na 15 stycznia. - Lubię to święto, bo to kolejna okazja, by usiąść do stołu i dostać prezent - żartuje. - Nieważne, jaki dostaniesz upominek, ważny jest człowiek, który o mnie pamięta.
Koktajl wybuchowy
Wisła to zespół wielonarodowościowy. Obok Polek z różnych części kraju są Amerykanki, Serbka i Hiszpanka. Wybuchowy koktajl pod kontrolą? - Wszystko się może zdarzyć. To są emocje i gra. Jeśli jedna ma pretensje do drugiej, to robi to w dobrej wierze, żeby na boisku wyszło jak najlepiej. Nie można się tak po prostu obrazić. Ostrych słów nie bierze się zbyt głęboko do serca - zapewniła.
Mocne przekleństwa? - Oczywiście, że się zdarzają. Nie będę mówiła, że jesteśmy grzeczne. Czego brakuje Wiśle, by osiągnąć międzynarodowe laury? - Najbardziej cierpliwości i chłodnej głowy w gorących momentach. Czasami ktoś weźmie za dużo na siebie. Spokój i rozsądek są bardzo potrzebne.
Często wychodzi na parkiet z zadaniami uprzykrzenia życia najlepszej strzelczyni rywalek. - Czasami tak się dzieje, ale generalnie w koszykówkę gra się w ataku i w obronie. Zresztą każdy trener ma swoją filozofię.
Choć urodziła się w Mongolii, to jeszcze nigdy nie była pod Uralem i sportowa wycieczka do Jekaterynburga była nowością w jej karierze. W Polsce nie czuje się samotna. - Blisko jest do Mińska, a poza tym w Krakowie są przyjaciele i znajomi - zakończyła.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków