Rozmowa z kapitan Lotosu Gdynia Pauliną Pawlak
Coudray ma ciekawą filozofię prowadzenia drużyny, Hejkova to ostra osoba z sukcesami, Winnickiego nie znam za dobrze - ocenia kandydatów na trenera Lotosu kapitan Paulina Pawlak
Marcin Dajos: Prezes klubu Lotos PKO BP Mieczysław Krawczyk wyjawił, że kandydatami na stanowisko trenera drużyny jest czterech obcokrajowców i jeden Polak. Czy dla pani ma znaczenie, jako kapitana drużyny, jakiej narodowości będzie trener?
Paulina Pawlak: Trudno mówić, kogo bym wolała. Nie znając nazwisk, ciężko jest wybierać. Najważniejsze, aby trener nas odpowiednio poukładał, bo będziemy od następnego sezonu zupełnie nową drużyną. Liga rusza bardzo szybko, więc czasu nie będzie dużo. Dla mnie nie ma większego znaczenia, czy będzie to trener z Polski, czy obcokrajowiec. Ważne, żeby nie patrzył na narodowości, a grające u niego koszykarki były po prostu najlepsze. Przewagą polskich zawodniczek jest przepis nakazujący, aby przez cały mecz przebywały na parkiecie przynajmniej dwie Polki.
Z tego, co udało nam się ustalić, kandydatami są: Natalia Hejkova (ostatnio Spartak Moskwa Region) i Herve Coudray (ostatnio US Valenciennes Olimpic). Jak ich pani ocenia?
- Trenera z Valenciennes za bardzo nie znam. Francuscy szkoleniowcy mają jednak bardzo dobrą opinię w świecie koszykówki żeńskiej i także ja ich tak postrzegam. Jest to dobry trener i miał dużo sukcesów ze swoją drużyną. Trener Hejkova natomiast postrzegana jest jako bardzo ostra osoba, która jednak zdobywała jedne z najważniejszych europejskich trofeów. Praca z tą trenerką byłaby dla mnie nowym doświadczeniem.
Obserwując Coudraya podczas meczów z Lotosem PKO BP w minionym sezonie, można było odnieść wrażenie, że spokojnie i rozważnie prowadzi drużynę i w odpowiedni sposób ją poukładał.
- Także dlatego mam dobre zdanie o tym trenerze. Słyszałam, że posiada dość ciekawą filozofię prowadzenia drużyny i treningu, więc mógłby mi bardzo pomóc w dalszym rozwoju. Wybór należy jednak do władz klubu i wierzę, że ktokolwiek to nie będzie, to dobrze nas poprowadzi, i ja z mojej strony mogę obiecać, że będę się starała złapać z nim jak najlepszy kontakt.
A jak można odnieść się do polskiej kandydatury, którą jest Jacek Winnicki?
- Tak naprawdę nie znam za dobrze trenera Winnickiego. Jak na razie miał duży kontakt z koszykówką, ale w wydaniu męskim. Znaczące jest, aby szkoleniowiec, który przyjdzie, mówił płynnie po angielsku. Musi potrafić komunikować się tak z polskimi, jak i z zagranicznymi zawodniczkami. Wiem, że trener Winnicki mówi po angielsku tak samo dobrze jak Hejkova czy Coudrey. Decyzja należy do prezesa Krawczyka i nie będzie dla niego łatwa, bo wszyscy kandydaci prezentują wysoki poziom.
Czy nie uważa pani, że przejście ze świata koszykówki męskiej do świata koszykówki żeńskiej mogłoby sprawić problem trenerowi Winnickiemu, który potem przerodziłby się w porażkę?
- Na pewno jest to zupełnie co innego - prowadzić męską czy żeńską drużynę. Nie powinno być jednak dla szkoleniowca problemem przestawić się i myślę, że trener Winnicki nie miałby z tym problemu. Powinien wiedzieć, że do mężczyzn podchodzi się trochę inaczej niż do kobiet, a z resztą nie będzie raczej problemu.
Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto
Wszystko można osiągnąć, gdy człowiek sie uprze i wytrwale dąży do celu... Takie cuda zdarzają się codziennie...