Lech w Pucharze UEFA
Moderator: Moderatorzy
-
Longerinho
- Młodzik
- Posty: 528
- Rejestracja: 19 lutego 2007, 16:40
- Lokalizacja: .:Leszno:.
- Kontaktowanie:
- ginda
- Senior
- Posty: 3192
- Rejestracja: 30 kwietnia 2005, 14:05
- Lokalizacja: 51°30' N 16°04' E
- Kontaktowanie:
Albo "na butli"Hamplik pisze:Widze, że Barosz jako pierwszy chciał podzielić się newsem z całą Polską![]()
Unidese jest często niedocenianym przeciwnikiem i myśle, że będzie Lechowi bardzo cięzko ich wyeliminować. Tymbardziej to mówie, gdyż w Polsce jest przerwa zimowa i rozgrywki ligowe ruszają dopiero w marcu, a mecz jest już w lutym. Liga włoska ma krótszą przerwę więc Udine będzie "w gazie". No ale jako rdzenny mieszkaniec Grodu Przemysława będe trzymał kciuki
Dziewczyny jeśli chcecie,
zwycięstwa poczuć smak,
musicie walczyć, trenować,
dopingiem was wspieramy,
a wiarę w sercu mamy,
po meczu będziem świętować
zwycięstwa poczuć smak,
musicie walczyć, trenować,
dopingiem was wspieramy,
a wiarę w sercu mamy,
po meczu będziem świętować
- FAIR PLAY
- Młodzik
- Posty: 908
- Rejestracja: 29 września 2005, 19:29
- Lokalizacja: POZNAŃ :)
- Kontaktowanie:
Kanidżia pisze:Gratulacje dla Lecha. Życzę awansu do dalszych faz pucharowych. W końcu, "nabijacie" punkty dla nas na przyszły sezon.
macie w Łodzi jakies rozgrywki europejskie?
Longerinho - przegralo z Nijmegen bo mialo pewny awans i mogli sobie grac jak chcieli - tj nie grac
Sienot - jak na moje LECHu zdobyl 18 pkt, lEGŁA tyle ile jest warta - co kolwiek?, WISŁA -?
- patrese
- Kadet
- Posty: 1445
- Rejestracja: 13 stycznia 2007, 21:48
- Lokalizacja: Leszno / Poznań
- Kontaktowanie:
Niesamowita, śnieżna bitwa "Kolejorza"
Trzeba było mieć w sobie wiele wiary, aby po dwóch nokautujących ciosach Udinese i wyniku 0:2 spodziewać się, że wszystko jeszcze się zmieni. A jednak Lech Poznań znów pokazał charakter. Wyrównał na 2:2 i sprawa awansu wciąż jest otwarta.
Piłkarzem, który jest idealnym odbiciem tego niesamowitego meczu, wydaje się Kolumbijczyk Manuel Arboleda. Tak jak cały Lech, bardzo chciał poradzić sobie z Włochami i strzelić gola. Wszak po raz pierwszy od czasu początków jego kariery w Poznaniu na mecz przyjechała jego żona. Tak jak cały Lech, Arboleda wyszedł na mecz z Udinese bez kompleksów. I tak jak cały Lech, popełnił jednak fatalne błędy, które skończyły się tragicznie. Stratą dwóch goli w ciągu pięciu minut.
Jeden z nich był... samobójczym golem Arboledy.
Tak jak cały Lech, Arboleda przeżył wstrząs - też przez głowę przemknęła mu myśl, że wszystko stracone. Było to widać po jego twarzy, wykrzywionej z żalu. Tak jak cały Lech, Arboleda nie stracił jednak wiary. Otrząsnął się z szoku. I tak jak cały Lech, ruszył do odrabiania strat. Z zabójczą skutecznością. Tak jak cały Lech, ocierał z twarzy lepiący się i wciąż padający śnieg, nacierał na Włochów, spychał ich pod koniec meczu do kurczowej obrony. I tak jak "Kolejorz", doczekał się szczęśliwego końca. Dwóch bramek w ciągu pięciu minut, ale tym razem strzelonych przez poznaniaków.
Tak oto byliśmy świadkami pamiętnego wydarzenia, które zapisze się w kronikach poznańskiego Lecha jako śnieżna bitwa z Włochami. Mecz, który wykuwa charakter i niezłomność, choć w wypadku Lecha i jego wszystkich dotychczasowych potyczek w Pucharze UEFA należałoby raczej powiedzieć, że charakter ten i niezłomność hartuje, a nie wykuwa.
Lech pierwszy raz doszedł w Europie tak daleko i pierwszy raz zetknął się z Włochami, z którymi w pucharach nie grał nigdy. I szybko przekonał się, jak bardzo Włosi uwielbiają psychologiczne calcio i brudne gierki. Zanim rozpoczął się mecz, zażądali od delegata UEFA... przełożenia spotkania. Bo niby boisko w Poznaniu nie nadawało się do gry. Owszem, gęsty śnieg, który zaczął padać popołudniem w Wielkopolsce, szybko pokrył murawę. Nie pomogło podgrzewanie boiska. Plac do gry był biały. Najpierw odgarnięto linie, a śmigający po trawie traktorek rozpoczął walkę z czasem. Trzy kwadranse przed pierwszym gwizdkiem kibice mieli pierwszą zagadkę: zdąży czy nie.
Jeszcze nie przypuszczali, że za dwie godziny podobnie będą się emocjonować wyścigiem z czasem w wykonaniu ich pupili, którzy też uwijali się na pośnieżonej murawie, by zdążyć przed końcowym gwizdkiem bułgarskiego sędziego. Zdążyć wygrać mecz, który w 55. min wydawał się nieodwracalnie przegrany. Wynik 0:2 z nienagannymi technicznie Włochami, którzy zęby zjedli na takich meczach - to brzmiało jak wyrok.
Oni przecież grają w swej lidze niemal bez zimowej przerwy. Takich śniegów nie ma nawet w Udine, u stóp Dolomitów. Lech natomiast porwał się na niezwykły eksperyment - rozpocząć rundę od meczu o taką stawkę, z takim rywalem i na takim etapie. I to jeszcze przy takiej pogodzie. Gdyby lechici, tak jak Udinese, mieli za sobą kilka tegorocznych meczów ligowych... Gdyby...
Gdyby piłkarze Lecha za długo zastanawiali się, co by było, gdyby zrobili cokolwiek, by upilnować w 50. min strzelającego bezkarnie na ich bramkę Fabio Quagliarellę (a nie zrobili nic, a ten wbił im gola)... Gdyby zbyt długo zastanawiali się, jak mogli chwilę później dopuścić do straty kolejnej bramki, która wydawała się przekreślać cały wysiłek z bezbramkowej pierwszej połowy. Połowy nieobfitującej w zbyt wiele emocjonujących akcji, ale to akurat na śnieżnym placu było zrozumiałe. Obfitującej za to w wiele chwytów poniżej pasa. I to dosłownie. Bartosz Bosacki twierdził w przerwie, że Włosi lechitów szczypią, gdy tylko sędzia nie widzi. - I nie mogę powiedzieć, co jeszcze nam robią - dodał. Niektóre zagrywki Włochów można było dostrzec. Maurizio Domizzi wsadzał palec w ucho Roberta Lewandowskiego, Gokhan Inler i Luigi Pasquale chamsko faulowali, inni Włosi poszturchiwali, potrącali, a w najlepszym wypadku straszyli minami poznaniaków. Kradli czas i starali się też ukraść Lechowi nerwy.
Poznaniacy jednak nie zastanawiali się zbyt długo. Nie dali się też sprowokować (może poza Hernanem Rengifo, który swoją wojenkę z Domizzim toczył do końca spotkania i dwa razy uderzył nawet Włocha). Ruszyli do szturmu. Wykazali się żelaznymi nerwami i... żelaznym zdrowiem, o które tak wszyscy się bali. To raczej Włosi w końcówce meczu wyraźnie osłabli. A jeśli nie osłabli, to przynajmniej dali się psychologicznie stłamsić Lechowi, którego nie tak dawno poszturchiwali. A przecież trener Pasquale Marino posadził na ławce dwóch reprezentantów Włoch - Simone Pepe i wielką gwiazdę Antonio Di Natale, bo ci byli zmęczeni.
Wygląda na to, że w rewanżu się bez nich nie obejdzie. Lech bowiem doprowadził do wyrównania, a niewiele brakowało, aby wbił zwycięskiego gola. Sytuacja z 59. min przejdzie pewnie do historii klubu i jeszcze długo będzie oglądana przez kibiców z niedowierzaniem. Słupek, poprzeczka, strzał z bliska - i gol nie padł. Lechici wdzierali się w pole karne Udinese tak bezpardonowo, że niekiedy oddawali strzały z bardzo bliska.
Pytanie, jaki wkład w taką ich postawę w końcówce meczu miała adrenalina, a na ile faktycznie są oni w znakomitej dyspozycji fizycznej. W każdym razie nie brakuje im charakteru, który pozwolił odwrócić losy zmierzającego w stronę katastrofy meczu.
Lech Poznań 2 (0)
Udinese Calcio 2 (0)
Bramki: 0:1 Quagliarella (50. min), 0:2 Arboleda (55., sam.), 1:2 Rengifo (81.), Arboleda (84.)
LECH: Turina - Wojtkowiak, Bosacki, Arboleda, Djurdjević - Murawski, Injac - Lewandowski, Stilić, Wilk (68. Bandrowski) - Rengifo.
UDINESE: Handanović - Zapata, Coda, Domizzi Ż, Pasquale - Inler, D'Agostino, Asamoah - Isla (73. Obodo), Sanchez Ż (85. Pepe) - Quagliarella.
Sędzia: Anton Genow (Bułgaria)
Widzów 17,5 tys.
Rewanż 26 lutego w Udine
www.sport.pl
"Jeśliby inne polskie zespoły przegrywały dwoma bramkami, to czekałyby tylko na końcowy gwizdek sędziego. Ale nie Lech." - pisze "Przegląd Sportowy". Największe polskie dzienniki są pod wrażeniem postawy piłkarzy Smudy w końcówce. Wszyscy są jednak zgodni. Wynik z Poznania w roli faworyta do awansu stawia zespół Udinese.
Poznaniacy dokonali wielkiej rzeczy. W swoim stylu zaserwowali 17, 5 tys. kibiców szaloną końcówkę, w cztery minuty wpędzając w popłoch pewnych już swego Włochów. Oblężenie ich pola karnego trwało po ostatnie sekundy gry i goście odetchnęli, że nie stracili trzeciej bramki. Za tydzień Lech nie jest bez szans na wywalczenie awansu, choć rywal może być znacznie mocniejszy.
"Przegląd Sportowy"
Straty z 0:2 na 2:2 udało się odrobić nie tylko dzięki temu, że lechici osiągnęli w ostatnich 30 minutach poziom gry, z jakiego są znani. Znów ujawnił się także ich niezłomny charakter. Jeśliby inne polskie zespoły przegrywały dwoma bramkami, to czekałyby tylko na końcowy gwizdek sędziego. Ale nie Lech.
"Rzeczpospolita"
Przez 45 minut nie widać było różnicy między przygotowującym się do sezonu liderem polskiej ekstraklasy, a znajdującą się trakcie rozgrywek dwunastą drużyną Serie A. Za tydzień to oni będą faworytami, ale już chyba wiedzą, że czeka ich ciężka walka.
" Metro"
"Kolejorz wrócił na tory" - ten tytuł dokładnie obrazuje przebieg spotkania przy Bułgarskiej. Lech grał niemal tak jak na jesieni. Niemal, bo choć walczył do końca, to w obronie spisywał się fatalnie i zremisował z Udinese 2:2.
"Polska"
Piłkarze Lecha znów zaimponowali ambicją, zaangażowaniem i poświęceniem. Z włoskim Udinese walczyli jak równy z równym. Ekipa Pasquale'a Marino najpierw wykorzystała ich chwile słabości, a potem musiała drżeć o uratowanie remisu, bo poznaniacy popisali się fantastycznym finiszem. Do pełni szczęścia zabrakło tylko zwycięskiej bramki.
"Super Express"
Waleczni lechici zasłużyli na wygraną, ale skończyło się remisem. Czy przed rewanżem we Włoszech mają szanse? Z takimi sercami do walki na pewno!
...........................................................................................................
Fajnie było!
Trzeba było mieć w sobie wiele wiary, aby po dwóch nokautujących ciosach Udinese i wyniku 0:2 spodziewać się, że wszystko jeszcze się zmieni. A jednak Lech Poznań znów pokazał charakter. Wyrównał na 2:2 i sprawa awansu wciąż jest otwarta.
Piłkarzem, który jest idealnym odbiciem tego niesamowitego meczu, wydaje się Kolumbijczyk Manuel Arboleda. Tak jak cały Lech, bardzo chciał poradzić sobie z Włochami i strzelić gola. Wszak po raz pierwszy od czasu początków jego kariery w Poznaniu na mecz przyjechała jego żona. Tak jak cały Lech, Arboleda wyszedł na mecz z Udinese bez kompleksów. I tak jak cały Lech, popełnił jednak fatalne błędy, które skończyły się tragicznie. Stratą dwóch goli w ciągu pięciu minut.
Jeden z nich był... samobójczym golem Arboledy.
Tak jak cały Lech, Arboleda przeżył wstrząs - też przez głowę przemknęła mu myśl, że wszystko stracone. Było to widać po jego twarzy, wykrzywionej z żalu. Tak jak cały Lech, Arboleda nie stracił jednak wiary. Otrząsnął się z szoku. I tak jak cały Lech, ruszył do odrabiania strat. Z zabójczą skutecznością. Tak jak cały Lech, ocierał z twarzy lepiący się i wciąż padający śnieg, nacierał na Włochów, spychał ich pod koniec meczu do kurczowej obrony. I tak jak "Kolejorz", doczekał się szczęśliwego końca. Dwóch bramek w ciągu pięciu minut, ale tym razem strzelonych przez poznaniaków.
Tak oto byliśmy świadkami pamiętnego wydarzenia, które zapisze się w kronikach poznańskiego Lecha jako śnieżna bitwa z Włochami. Mecz, który wykuwa charakter i niezłomność, choć w wypadku Lecha i jego wszystkich dotychczasowych potyczek w Pucharze UEFA należałoby raczej powiedzieć, że charakter ten i niezłomność hartuje, a nie wykuwa.
Lech pierwszy raz doszedł w Europie tak daleko i pierwszy raz zetknął się z Włochami, z którymi w pucharach nie grał nigdy. I szybko przekonał się, jak bardzo Włosi uwielbiają psychologiczne calcio i brudne gierki. Zanim rozpoczął się mecz, zażądali od delegata UEFA... przełożenia spotkania. Bo niby boisko w Poznaniu nie nadawało się do gry. Owszem, gęsty śnieg, który zaczął padać popołudniem w Wielkopolsce, szybko pokrył murawę. Nie pomogło podgrzewanie boiska. Plac do gry był biały. Najpierw odgarnięto linie, a śmigający po trawie traktorek rozpoczął walkę z czasem. Trzy kwadranse przed pierwszym gwizdkiem kibice mieli pierwszą zagadkę: zdąży czy nie.
Jeszcze nie przypuszczali, że za dwie godziny podobnie będą się emocjonować wyścigiem z czasem w wykonaniu ich pupili, którzy też uwijali się na pośnieżonej murawie, by zdążyć przed końcowym gwizdkiem bułgarskiego sędziego. Zdążyć wygrać mecz, który w 55. min wydawał się nieodwracalnie przegrany. Wynik 0:2 z nienagannymi technicznie Włochami, którzy zęby zjedli na takich meczach - to brzmiało jak wyrok.
Oni przecież grają w swej lidze niemal bez zimowej przerwy. Takich śniegów nie ma nawet w Udine, u stóp Dolomitów. Lech natomiast porwał się na niezwykły eksperyment - rozpocząć rundę od meczu o taką stawkę, z takim rywalem i na takim etapie. I to jeszcze przy takiej pogodzie. Gdyby lechici, tak jak Udinese, mieli za sobą kilka tegorocznych meczów ligowych... Gdyby...
Gdyby piłkarze Lecha za długo zastanawiali się, co by było, gdyby zrobili cokolwiek, by upilnować w 50. min strzelającego bezkarnie na ich bramkę Fabio Quagliarellę (a nie zrobili nic, a ten wbił im gola)... Gdyby zbyt długo zastanawiali się, jak mogli chwilę później dopuścić do straty kolejnej bramki, która wydawała się przekreślać cały wysiłek z bezbramkowej pierwszej połowy. Połowy nieobfitującej w zbyt wiele emocjonujących akcji, ale to akurat na śnieżnym placu było zrozumiałe. Obfitującej za to w wiele chwytów poniżej pasa. I to dosłownie. Bartosz Bosacki twierdził w przerwie, że Włosi lechitów szczypią, gdy tylko sędzia nie widzi. - I nie mogę powiedzieć, co jeszcze nam robią - dodał. Niektóre zagrywki Włochów można było dostrzec. Maurizio Domizzi wsadzał palec w ucho Roberta Lewandowskiego, Gokhan Inler i Luigi Pasquale chamsko faulowali, inni Włosi poszturchiwali, potrącali, a w najlepszym wypadku straszyli minami poznaniaków. Kradli czas i starali się też ukraść Lechowi nerwy.
Poznaniacy jednak nie zastanawiali się zbyt długo. Nie dali się też sprowokować (może poza Hernanem Rengifo, który swoją wojenkę z Domizzim toczył do końca spotkania i dwa razy uderzył nawet Włocha). Ruszyli do szturmu. Wykazali się żelaznymi nerwami i... żelaznym zdrowiem, o które tak wszyscy się bali. To raczej Włosi w końcówce meczu wyraźnie osłabli. A jeśli nie osłabli, to przynajmniej dali się psychologicznie stłamsić Lechowi, którego nie tak dawno poszturchiwali. A przecież trener Pasquale Marino posadził na ławce dwóch reprezentantów Włoch - Simone Pepe i wielką gwiazdę Antonio Di Natale, bo ci byli zmęczeni.
Wygląda na to, że w rewanżu się bez nich nie obejdzie. Lech bowiem doprowadził do wyrównania, a niewiele brakowało, aby wbił zwycięskiego gola. Sytuacja z 59. min przejdzie pewnie do historii klubu i jeszcze długo będzie oglądana przez kibiców z niedowierzaniem. Słupek, poprzeczka, strzał z bliska - i gol nie padł. Lechici wdzierali się w pole karne Udinese tak bezpardonowo, że niekiedy oddawali strzały z bardzo bliska.
Pytanie, jaki wkład w taką ich postawę w końcówce meczu miała adrenalina, a na ile faktycznie są oni w znakomitej dyspozycji fizycznej. W każdym razie nie brakuje im charakteru, który pozwolił odwrócić losy zmierzającego w stronę katastrofy meczu.
Lech Poznań 2 (0)
Udinese Calcio 2 (0)
Bramki: 0:1 Quagliarella (50. min), 0:2 Arboleda (55., sam.), 1:2 Rengifo (81.), Arboleda (84.)
LECH: Turina - Wojtkowiak, Bosacki, Arboleda, Djurdjević - Murawski, Injac - Lewandowski, Stilić, Wilk (68. Bandrowski) - Rengifo.
UDINESE: Handanović - Zapata, Coda, Domizzi Ż, Pasquale - Inler, D'Agostino, Asamoah - Isla (73. Obodo), Sanchez Ż (85. Pepe) - Quagliarella.
Sędzia: Anton Genow (Bułgaria)
Widzów 17,5 tys.
Rewanż 26 lutego w Udine
www.sport.pl
"Jeśliby inne polskie zespoły przegrywały dwoma bramkami, to czekałyby tylko na końcowy gwizdek sędziego. Ale nie Lech." - pisze "Przegląd Sportowy". Największe polskie dzienniki są pod wrażeniem postawy piłkarzy Smudy w końcówce. Wszyscy są jednak zgodni. Wynik z Poznania w roli faworyta do awansu stawia zespół Udinese.
Poznaniacy dokonali wielkiej rzeczy. W swoim stylu zaserwowali 17, 5 tys. kibiców szaloną końcówkę, w cztery minuty wpędzając w popłoch pewnych już swego Włochów. Oblężenie ich pola karnego trwało po ostatnie sekundy gry i goście odetchnęli, że nie stracili trzeciej bramki. Za tydzień Lech nie jest bez szans na wywalczenie awansu, choć rywal może być znacznie mocniejszy.
"Przegląd Sportowy"
Straty z 0:2 na 2:2 udało się odrobić nie tylko dzięki temu, że lechici osiągnęli w ostatnich 30 minutach poziom gry, z jakiego są znani. Znów ujawnił się także ich niezłomny charakter. Jeśliby inne polskie zespoły przegrywały dwoma bramkami, to czekałyby tylko na końcowy gwizdek sędziego. Ale nie Lech.
"Rzeczpospolita"
Przez 45 minut nie widać było różnicy między przygotowującym się do sezonu liderem polskiej ekstraklasy, a znajdującą się trakcie rozgrywek dwunastą drużyną Serie A. Za tydzień to oni będą faworytami, ale już chyba wiedzą, że czeka ich ciężka walka.
" Metro"
"Kolejorz wrócił na tory" - ten tytuł dokładnie obrazuje przebieg spotkania przy Bułgarskiej. Lech grał niemal tak jak na jesieni. Niemal, bo choć walczył do końca, to w obronie spisywał się fatalnie i zremisował z Udinese 2:2.
"Polska"
Piłkarze Lecha znów zaimponowali ambicją, zaangażowaniem i poświęceniem. Z włoskim Udinese walczyli jak równy z równym. Ekipa Pasquale'a Marino najpierw wykorzystała ich chwile słabości, a potem musiała drżeć o uratowanie remisu, bo poznaniacy popisali się fantastycznym finiszem. Do pełni szczęścia zabrakło tylko zwycięskiej bramki.
"Super Express"
Waleczni lechici zasłużyli na wygraną, ale skończyło się remisem. Czy przed rewanżem we Włoszech mają szanse? Z takimi sercami do walki na pewno!
...........................................................................................................
Fajnie było!
SIAMO SEMPRE CON VOI - LECH POZNAŃ


-
rodgers-kibic z torunia
- Kadet
- Posty: 1149
- Rejestracja: 10 lutego 2008, 11:00
- Lokalizacja: Toruń
- patrese
- Kadet
- Posty: 1445
- Rejestracja: 13 stycznia 2007, 21:48
- Lokalizacja: Leszno / Poznań
- Kontaktowanie:
rodgers-kibic z torunia pisze:nie no troche fuksa ten nasz Lech mial - w rewanżu włósi nie dadzą im szans![]()
![]()
Jakiego fuksa? Lech był przecież lepszym zespołem. Fuksa mieli Włosi, że nie stracili pewnej bramki po strzałach w słupek i poprzeczkę, a także że zdobyli gola po przypadkowym samobóju Turiny i Arboledy. O tym, że Udine jest w pełni piłkarskiego sezonu, a Kolejorz od ponad 2 miesięcy nie rozegrał żadnego ważniejszego meczu, już nawet nie wspominam...
W rewanżu wszystko może się zdarzyć, choć faworytem jest na pewno Udinese Calcio. Tak samo zresztą jak i przed rozpoczęciem meczu w Poznaniu.
SIAMO SEMPRE CON VOI - LECH POZNAŃ


- patrese
- Kadet
- Posty: 1445
- Rejestracja: 13 stycznia 2007, 21:48
- Lokalizacja: Leszno / Poznań
- Kontaktowanie:
Damian94 pisze:nie fuks ale Włosi ich pojadą
pietrek pisze:w koncu skonczy sie dobre jak sie pzpn dobierze na cacy do was (jak i do wszystkich po kolei). Ale poki co pewnie nie chca przeszkadzac dopoki gracie w UEFie.
Wronki - tu sie to wszystko zaczelo i tu sie skonczy
Drugoligowym frustratom spod Łodzi proponuję zająć się drugą ligą, bo ekstraklasa, a tym bardziej puchar UEFA was przerasta.
SIAMO SEMPRE CON VOI - LECH POZNAŃ


-
Gość
-
Endrju
- Senior
- Posty: 3346
- Rejestracja: 16 stycznia 2007, 17:53
- Lokalizacja: Gorzów Wlkp.
- Kontaktowanie:
Cieszy z pewnoscia ze Polski klub walczy i to z dobrym skutkiem na arenie miedzynarodowej. I nie wazne czy to jest Lech Wisła czy Legia. Wazne jest to ze graja dla całej Polski.
Lech jest zbudowany na mocnych fundamentach i jezeli nie zrobia to co wiekszosc klubów po sukcesach w europie (czyli wielka wyprzedaz oby tylko jak najwiecej zarobic) to "dzisiejszy" sukces tego klubu nie bedzie pierwszym i ostatnim.
A w lidze zapowiada sie super walka o MP miedzy Lechem a Wisła
Lech jest zbudowany na mocnych fundamentach i jezeli nie zrobia to co wiekszosc klubów po sukcesach w europie (czyli wielka wyprzedaz oby tylko jak najwiecej zarobic) to "dzisiejszy" sukces tego klubu nie bedzie pierwszym i ostatnim.
A w lidze zapowiada sie super walka o MP miedzy Lechem a Wisła
NIGDY NIE ZGINIE AZS !! NIGDY NIE ZGINIE !!
"Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów."- Stanisław Lem
"Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów."- Stanisław Lem
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

