Postautor: flash » 28 marca 2009, 11:07
Edyta wraca ograć Polkowice - zaczynamy półfinał mistrzostw Polski
- Przeciętni i kalkulujący nie mają żadnych szans. Nadchodzi wspaniały czas, pełen emocji i wielkiej adrenaliny. Na takie pojedynki pracujesz cały rok, a właściwie całą karierę. Nic już od życia nie chcę, tylko tego finału - mówi najbardziej doświadczona koszykarka KSSSE AZS PWSZ.
36-letnia "Edzia" Koryzna na zakończenie kariery wróciła zimą do Gorzowa, aby jeszcze raz, w mieście, w którym zaczynała grać w poważną koszykówkę, powalczyć o najwyższe cele. Szybko wkomponowała się w naszą drużynę, dzieli się swoim doświadczeniem, bo przecież ma już na koncie mistrzostwo Polski. Co sądzi o półfinałowej serii z CCC (pierwsze mecze na wyjeździe w sobotę o godz. 16 i w niedzielę o godz. 18.30)? Jesteśmy w stanie ograć Polkowice?
Kamil Siałkowski: Przywędrowała Pani do Gorzowa przez Łódź, ale wcześniej przez pięć lat Pani drużyną było właśnie CCC.
Edyta Koryzna: To były piękne dni, w 2005 r. pierwszy medal dla Polkowic, fantastyczny zespół. Z Agatą Gajdą i Justyną Kłosińską, teraz Jeziorną, spotkamy się ponowie, choć po przeciwnych stronach. Dwa lata temu, gdy CCC ogrywało w meczach o brąz Gorzów, właśnie rodziłam dzidziusia. Nigdy nie zapomnę tamtych dziewczyn, wrażeń i publiki.
Jak nastawiałyście się na AZS PWSZ?
- To od początku były jedne z najtrudniejszych meczów w sezonie. Agresywna obrona dawała się we znaki, ale wtedy jakoś sobie poradziłyśmy.
Teraz Pani ma być jednym z najważniejszych gorzowskich agresorów.
- Liczę, że mocno wystawimy nasze pazury. Od początku będziemy chciały pokazywać gorzowską moc, siłę i dobre przygotowanie do tych półfinałów. Nie ma żadnej różnicy, gdzie gramy, czy u siebie, czy jak teraz w Polkowicach. To są już tak szczególne mecze, że miejsce naprawdę zupełnie się nie liczy. KSSSE AZS PWSZ już w poprzednim sezonie wywalczył brązowy medal i doskonale wie kto trafia do czołowej czwórki. Tutaj nie ma przypadkowych zespołów i zawodniczek. Przeciętni i kalkulujący nie mają żadnych szans. Wygrają ci, którzy wejdą na wyżyny swoich umiejętności, a przy tym od początku do końca będą bardzo twardzi. Kadrowiczki, mistrzynie WNBA. Naprawdę doborowe towarzystwo. Do takich spotkań trzeba być perfekcyjnie przygotowanym.
Najważniejsze zalety obecnego CCC?
- Skaczący i walczący gracze podkoszowi. Nasza Nicky Anosike jest bardzo dobra, ale przy kontuzjach, o których doskonale wiemy, bije się po 40 min i zmęczenie w końcu musi przyjść. Wydaje mi się, że rywalki mają krótszą ławkę rezerwowych no i koniecznie chcemy być lepsze w pojedynku Polek. Jak zwykle postawimy na zespołowość. To jest naprawdę komfortowa sytuacja, gdy reszta nie patrzy tylko na jednego, czy drugiego gracza, a każdy w danym meczu może być bohaterem. Wierzę też w zmienniczki, które nieraz już pokazały, że dźwiganie odpowiedzialności za wynik nie jest im straszne. A nasze słabości? Powiem przewrotnie: takich elementów w tych pojedynkach po prostu mieć nie możemy.
Jesteśmy przygotowani do skutecznej walki o finał?
- Zobaczymy na boisku. Na pewno nie zamierzamy niczego oddać rywalkom, a wręcz przeciwnie. Gorzów od początku sezonu, a ze mną od zimy, mówi i marzy o finale. Teraz trzeba po niego sięgnąć. Właściwie go wyszarpać. Stać nas na to. Oczywiście potrzeba trochę szczęścia, dobrej dyspozycji w danym dniu. Wtedy trafisz jedne, drugie niewiarygodne punkty i gdy jest gorąco o tego ważnego kosza uciekasz rywalkom, które przecież mają takie same cele i marzenia.
Kluczem w serii będzie pewnie przywiezienie jednego, a najlepiej dwóch sukcesów z Polkowic.
- A ja nie znam żadnej recepty na awans. Mam za sobą już wiele takich tygodni i wiem, że to jest wyjątkowy czas. Mecz meczowi może być nierówny. W sobotę jesteś wielki, a w niedzielę grasz dno. Kobiety są nieobliczalne. Na szczęście wygrywa i przegrywa zespół. My koniecznie chcemy być w tej na pewno fantastycznej i niecodziennej serii wygrane. Z tą myślą już od kilku dni budzimy się i zasypiamy. Na te pojedynki pracowałyśmy cały rok, teraz pod nie podporządkowałyśmy całe swoje życie. Zaraz zaczniemy odliczać. Pierwszy, drugi, trzeci... Dopiero wtedy może być pewnym. Odpuścisz wcześniej, staniesz się zbyt pewny i nie żyjesz. Ile w historii było już niesamowitych zwrotów akcji. Dlatego maksymalnie trzeba pilnować się w każdej sekundzie na boisku i poza nim. Szansa na finał jest niepowtarzalna. Przejdźmy Polkowice i wspólnie sięgnijmy marzeń. Powiem otwarcie: brąz mnie nie interesuje. Chcę od życia tylko tego finału.
*Edyta Koryzna - 36-letnia była koszykarka Stilonu Gorzów, która tej zimy dołączyła do KSSSE AZS PWSZ, aby zagrać z naszą drużyną w finale mistrzostw Polski
Gazeta Wyborcza
Koszykarki CCC dwukrotnie podejmują AZS w półfinałach play-off ekstraklasy.
Cztery najlepsze zespoły w ekstraklasie koszykarek rozpoczną w weekend walkę o finał. CCC Polkowice z AZS-em Gorzów Wielkopolski (sobota, godz. 16; niedziela, godz. 18.30) oraz Lotos Gdynia z Wisłą Kraków zmierzą się w seriach do trzech zwycięstw. Taki układ par półfinałowych oznacza, że w tym sezonie - dzięki rewelacyjnej postawie koszykarek CCC i AZS-u - po raz pierwszy od 2004 roku ligowi potentaci nie spotkają się w finale!
- Tego chyba nikt się nie spodziewał, że Wisła znajdzie się po sezonie zasadniczym za plecami nie tylko Lotosu, ale i dwóch innych drużyn. Dlatego nasz półfinał ma olbrzymie znaczenie. Albo nam, albo CCC uda się po raz pierwszy w historii osiągnąć finał - mówi Anne Breitreiner, gwiazda AZS-u Gorzów.
Na barkach Niemki spocznie w tej serii olbrzymi ciężar. W zespole Dariusza Maciejewskiego wciąż niezdolne do gry są Katerina Zohnova i Lindsay Taylor, dzięki którym gorzowianki zaszły w tym sezonie tak daleko. Ten duet w pełni sił dawał AZS-owi średnio niemal 30 punktów w meczu!
- Musimy przestać myśleć o tym, kiedy one wrócą do gry. Jest, jak jest, po prostu musimy radzić sobie bez nich - przyznaje Breitreiner.
W CCC nieco dystansują się od informacji wypływających z obozu rywala.
- Historia sportu zna przypadki cudownych ozdrowień, dlatego przygotowujemy się na Gorzów w najsilniejszym wydaniu - mówią w Polkowicach.
Zapowiada się fantastyczna seria z udziałem dwóch drużyn prowadzonych przez świetnych strategów (Krzysztof Koziorowicz w CCC, Dariusz Maciejewski w AZS-ie), preferujących defensywny basket. Obaj zapowiadają, że przygotują drobne niespodzianki, którymi spróbują zaskoczyć rywala.
Zaskoczeniem nie powinno być natomiast, jeśli w tej serii polkowiczanki pobiją przeciwniczki w walce na tablicach. To jest ich wielka siła, której świetna środkowa AZS-u Nicky Anosike może się nie przeciwstawić dość skutecznie, jeśli będzie osamotniona. Z kolei brązowe medalistki poprzedniego sezonu potrafią być niezwykle groźne na dystansie. Pieczołowicie trzeba opiekować się wspomnianą Breitreiner, a oka nie można też spuszczać z doświadczonej Edyty Koryzny i Justyny Żurowskiej.
Wielkie emocje będą w półfinale Wisła - Lotos. Stawką jest nie tylko możliwość gry o złoto, ale i obecność w kolejnej edycji rozgrywek Euroligi. Dla Wisły porażka może oznaczać odejście tytularnego sponsora, firmy Can-Pack!
Coraz większy apetyt na występ w finale ligi
Z Krzysztofem Koziorowiczem, trenerem koszykarek CCC Polkowice, rozmawia Marcin Indzierowski.
Dwa tygodnie temu ograliście AZS w Gorzowie 78:66. Czy ten wynik stawia Was w roli faworyta?
- To zwycięstwo ma dziś znaczenie tylko historyczne i jest miłym wspomnieniem. Nic więcej. Nie chciałbym oceniać, komu na papierze bliżej do półfinału, bo wszystko i tak zweryfikuje parkiet.
Uczula Pan zawodniczki na to, że jeszcze tak naprawdę niczego w tym sezonie nie wygrały?
- One doskonale zdają sobie z tego sprawę, że sezon ocenia się po zakończeniu play-off, a nie rundy zasadniczej. Nasz apetyt na sukces zwiększał się po każdej kolejnej wygranej. Dziewczyny bardzo chcą zrobić ten jeszcze jeden, a w zasadzie trzy kroki, by zagrać w finale ligi. Byłoby to niesamowite wydarzenie dla Polkowic.
W Gorzowie wygraliście, bo powstrzymaliście świetną Anne Breitreiner. Teraz też będzie to kluczem do zwycięstwa?
- Na pewno. Anne i podkoszowa Anosike to bardzo ważne zawodniczki Gorzowa, ale zapewniam, że nie lekceważymy żadnej z rywalek.
Ile spotkań będzie potrzebnych do wyłonienia zwycięzcy tej półfinałowej serii?
- Oba zespoły są wyrównane i dla obu to trudny półfinał. Zakończyć go w trzech meczach będzie bardzo ciężko. Nie wykluczam nawet pięciomeczowej batalii.
A jak potoczą się losy Lotosu i Wisły?
- Myślę, że w tej parze rozstrzygnięcie poznamy dopiero po piątym meczu, ale nie ośmielę się typować, kto będzie górą.
Polska » Gazeta Wrocławska
bball