Wyjazd do Łodzi - 2009-11-07 Decyzja o wyjeździe do Łodzi zapadła szybko i bez żadnych wątpliwości czy do miasta włókniarzy jechać czy też nie. Godzinę zbiórki wyznaczamy sobie na godzinę 14:00. Punktualny jest tylko K. , pozostała dwójka czyli M i L docierają z opóźnieniem a to dlatego, że jak stwierdził L. musiał dokończyć śniadanie

. Po zmianie środka transportu ruszamy w drogę. Po ok 40 km szybki postój na trasie w celu uzupełnienia paliwa w baku i zakupu napojów można ruszać dalej. Pogoda straszna ale mimo wszystko było wesoło. Czas mijał szybko , droga również. Droga na Łódź jak każdy wie lub nie pozwala na dość szybką jazdę aczkolwiek nie niebezpieczną jazdę, zwłaszcza w takich warunkach jakie mieliśmy owego dnia. Co krok ograniczenia do 70km/h czy też 50 km/h. To ostatnie stało się przyczyną nieplanowanego postoju dzięki "drogówce". K. wyjaśnił sobie wszelkie uwagi z funkcjonariuszami i moglismy kontynuuwać naszą podróż. Po jakimś czasie spoglądając na zegarek było pewne,że na początek spotkania nie ma szans zdążyć. Gdy docieraliśmy już do Łodzi, może to było 30-40km przed, istniała jeszcze szansa, że w hali ŁKSu znajdziemy sie równo z początkiem meczu. Nic z tego! Plany pokrzyżowała ponownie "drogówka" tym razem jednak zablokowana została droga i trzeba było sie skierować na objazd, który oczywiście spowodował korki i poruszanie sie w żółwim tempie. Powoli bo powoli ale posuwaliśmy się naprzód. Wydawało nam się również, że kierowca pewnego pojazdu jest uprzejmy i chce nam ustąpić pierwszeństwa umożliwiając wjazd na główną drogę. Niestety nie! Otóż kolega K, zaczął manewr ów człek niespodziewanie ruszył jakby chciał uderzyć w nasz bok. Po zrównaniu sie otworzył on szybę i z wielkim oburzeniem zaczął werbalnie wyrażać swoje niezadowolenie z naszego ruchu. Na pytanie kolegi K. "czy i gdzie się spieszy" odparł "do domu" i dalej zgłaszał pretensje. Co spowodowało szybką ripsotę M. który w delikatnych słowach aczkolwiek stanowczo uświadomił pana w komicznym nakryciu głowy co z nim zrobi za chwilę. Ów człek zripostował tą wypowiedź w stylu podobnym do " to wychodż z auto to zobaczysz". Niestety M nie skorzystał bo zanim zdążył wykonać ruch w kierunku klamki drzwi ów osobnik oddalił się. Tak więc, niezrozumiana jest postawa owego wieśniaka, który coś proponuje a potem nie dotrzymuje słowa

Dlatego pojechalismy dalej... Dalej była już Łódź i kierunek Atlas Arena bo tam miał rozegrać się mecz ŁKS-Wisła. Docierami pod halę, już wjeżdżamy na parking a człowiek ze służby parkingowej pyta nas czy my " na imprezę techno?"

Odpowiedzieć stanowcza NIE!. My na mecz koszykarek. W takim wypadku zostaliśmy skierowani dalej by objechać halę od Al. Unii, że tam jest wjazd. Jak to w takich wypadkach bywa trafiliśmy pod AquaPark. Szybka refleksja, ze to jednak nie tu jedziemy dalej. Musieliśmy przeoczyć w słowo starą halę, gdyż trafiliśmy ponownie pod brami Atlas Areny, gdzie wpuszczano "technomaniaków" Tym razem uprzejma Pani pozwoliła na wjazd tą bramą i nie musileiśmy ponownie szukać właściwego wjazdu. Na halę wchodzimiybez problemów, udając się za ławkę Wisły gdzie już zasiadają wcześniej przybyli Wiślacy. Mecz obserwujemy spokojnie i bez emocji. Jedyna nasza reakcja podczas meczu to dwukrotne brawa: celny rzut Mai i po zakończeniu spotkania. Od razu po skończonym mecuz udajemy się do naszego pojazdu i obieramy kurs na Kraków. Postój za Łodzią zakupy i paliwo i jazda dalej. W drodze powrotnej nic ciekawego się nie wydarzyło. Odnotować wypada tylko sprawdzenie możliwości pęcherza kolegi L. który robił wszystko co w jego mocy by doczekać odpowiedniego miejsca na postój

. Do Krakowa docieramy szybko i bez przygód.