Zatem jeśli tak się sprawy mają, to juz o wiele bardziej wolałbym Maciejewskiego. Chociaż to jak dla mnie też nie jest idealny kandydat, ale ma dużo większe podstawy merytoryczne do prowadzenia kadry niż Winnicki. Lepiej wykształcony (studia w Moskiwe pod okiem Gomelskiego to nie jakiś zwykły AWF), mający swoją - bardzo konkretną - wizję koszykówki, którą stara się realizować, no i plusem może być praca z kadrą akademicką. Co by nie powiedzieć o poziomie uniwersjady i o tym, że to zupełnie inny level niż ME czy MŚ, to jednak ma już doświadczenie w selekcji, długich zgrupowaniach, itp. Z wywiadu, który bodajże w zeszłym tygodniu został tutaj zamieszczony, wynika, że Maciejewski ma pomysł na kadrę, jej prowadzenie jest jego głównym celem, któremu poświęciłby wiele energii. Jakby to wyszło w praktyce, to inna sprawa, ale sam pomysł to już coś. Winnicki na pewno dużo wyniósł pracując u boku Urlepa, ale kolejnych kilka lat asystentury u Kijewskiego musiało pozostawić trwałe ślady.

Jedyne, czym zwraca na siebie uwagę w tym sezonie, to ciągłe pokrzykiwania i pretensje do sędziów czy swoich zawodniczek. Świadczy to o frustracji. Niedawny bezpośredni pojedynek obydwu trenerów, pokazał, który z nich jest lepszy pod względem prowadzenia drużyny, taktyki, itp.
Tak jak już niedawno pisałem - uważam jednak, że kadrę powinien objąć coach zagraniczny. I to nie Mołłow czy Tanasejczuk, którzy są w zasadzie "swoi" (stąd informacja, że kandydowało czterech zagranicznych trenerów była cokolwiek nieścisła, bo pomyślałby ktoś, że PZKosz zarzucił sieci bardzo daleko), tylko ktoś zupełnie z zewnątrz. Hernandez nie palił się do tej pracy, ale w Hiszpanii czy Francji bardzo dobrych trenerów nie brakuje. Problemem mogłoby jednak być to, że wówczas musiałby przyjechać do Polski, obserwować rozgrywki, a nie być trenerem jakby wirtualnym (w jakimś stopniu był nim Katzurin, ale on znał już polskie realia). Wątpliwe, aby jakiś trener o uznanym nazwisku na to przystał. Poza tym wszystko mogloby rozbić się o finanse.
Myślę, że w przypadku Polaka prowadzenie kadry i klubu jednocześnie nie byłoby specjalną przeszkodą. Koszykówka ma swoją specyfikę - kadra gra w zasadzie tylko poza sezonami - więc jeśli selekcjoner ma poukładane w głowie, to poza prowadzeniem własnego klubu, uda mu się trzeźwo ocenić jak prezentują się potencjalne kadrowiczki. Zresztą gdyby wybrali Winnickiego, to raczej te ostre kryteria wyrzucono by do śmietnika - pewnie pan Mietek rwałby sobie włosy z głowy, jeśli coach musiałby odejść, bo przecież takiego fachowca w Polsce ze świecą szukać, a rynku zagranicznego nie zna.

No a kto jak kto, ale pan Mietek w PZKosz ma coś do powiedzenia...