No cóż, gratulacje dla Polkowic. Wierzyłem w wygraną Wisły, ale gdzieś tam tliły się myśli, że jednak to decydujący mecz i atut własnej publiczności może mieć znaczenie, dodając skrzydeł zawodniczkom CCC.
Wydaje mi się, że paradoksalnie wiślaczki przegrały ten mecz - podobnie jak pierwszy - w drugiej kwarcie. Miały 7 pkt przewagi, a potem do przerwy dostały lanie - 4:18. Za dużo "trójek" wówczas wpadło, Toffi zagrała kapitalnie. Ona i Babicka okazały się takimi asami z rękawa. Niby Bobbitt i Mieloszyńska zostały wyłączone (obie łącznie 1/19 z gry!!!), ale Koziorowiczowi udało się znaleźć alternatywę i - co godne podkreślenia - wyciągnąć wnioski z przegranej w Krakowie. W drugiej połowie Polkowice utrzymywały przewagę, nie notując żadnego przestoju, a może inaczej - Wisła nie była w stanie zdobyć się na żaden zryw. Szczęka opadała, gdy słuchałem radia i zamiast gonienia wyniku było -8, -10... Kluczowe były dwie sprawy: zbiórki oraz ilość strat wiślaczek i ich jedynie 2(!) przechwyty w całym meczu. To, co wiele razy przynosiło odrabianie strat, tym razem zupełnie nie podziałało. Dać sobie zebrać na własnej desce 16 piłek, przy takiej przewadze wzrostu - masakra...

Przypuszczam, że skoro nie było przechwytów, to w zasadzie nie mogło być też zbyt wielu kontrataków, a to zawsze był duży atut Wisły. Znamienne, że tym razem Polki zdobyły niemal połowę punktów. Izi zagrała najgorszy mecz od wielu tygodni - tutaj dała znać o sobie jej nieobliczalność. Liron nic nie wniosła punktowo, a czas, jaki spędziła na parkiecie, świadczyłby, że nie znajdowała się w zbyt dobrej dyspozycji. Marta bez rewelacji. Więc jedynie Janell spośród zagranicznych stanęła na wysokości zadania.
Czy ktoś z naocznych obserwatorów może powiedzieć jak wyglądała sytuacja z "dachem" dla Agnieszki? W radiu była mowa o tym, że decyzja była kontrowersyjna, a to był moment, gdy wiślaczki miały bodajże tylko 3 pkt straty.
Cóż, oceniając sezon w PLKK - na pewno zostały popełnione jakieś błędy i sztab trenersko-menedżerski będzie musiał wyciągnąć z nich wnioski w przyszłym sezonie. Nie można powiedzieć, że bolączką Wisły są słabe Polki - zwłaszcza po przyjściu Pauliny. Chodzi bardziej o odpowiednie zgranie przy różnych ustawieniach na boisku. Z tym akurat będzie mniejszy problem w przyszłym sezonie, gdyż w PLKK będą mogły grać jednocześnie cztery zagraniczne. Ważniejsza jest chyba kwestia podejścia niektórych zawodniczek (Cohen, Castro, Burse) do polskiej ligi. Skera z najlepszych czasów czy ADF potrafiły zagrać z wielką determinacją, nie dając złudzeń ligowym rywalkom (notabene poza Lotosem - inne zespoły od Wisły dzieliła wówczas kadrowo przepaść), kto jest lepszy na parkiecie. A tutaj nieraz było takie przechodzenie obok meczu, jakby przekonanie o własnej wyższości. Tak jak w tym meczu według mnie bardzo istotna była końcówka jego pierwszej połowy, to w przekroju całego sezonu spore znacznie miały trzy porażki wiślaczek na własnym parkiecie. Każda z nich to osobna historia, na którą składały się choćby taktyczne błędy w czwartej kwarcie czy problem z odpowiednią dyspozycją Polek. Nie ma co teraz gdybać, jednak uniknięcie przynajmniej jednej z tych porażek mogło być kluczowe dla układu w play off. A tak wiślaczki trafiły na bardzo zdeterminowaną i mądrze prowadzoną drużynę, która we wcześniejszych tygodniach "udanie" sprawiła wrażenie, że jest w fatalnej dyspozycji i raczej nie ma widoków na poprawę.
PS. Powoli nie tylko ten wątek, ale forum zamienia się w dyskusję "komu i dlaczego w PLKK, tudzież Eurolidze kibicuje Kristofer"...

PS2.
Endrju pisze:Ja sluchajac radia krakow moge tylko napisac "Ce Ce Ce"
Dziekuujeee za unikniecie kompromitujacego terminarza pol i finalow.
KOSZYKOWKA DLA KIBICOW

Jeśli w przyszłym sezonie AZS awansuje do Final Four, napisz petycję do FIBA o przełożenie tego śmiesznego międzynarodowego turnieju na okres po zakończeniu polskiej ligi, bo przecież to Europa powinna dostosować się do potrzeb statystycznego polskiego kibica, a nie odwrotnie.
