Co słychać w Gorzowie?
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
-
Endrju
- Senior
- Posty: 3346
- Rejestracja: 16 stycznia 2007, 17:53
- Lokalizacja: Gorzów Wlkp.
- Kontaktowanie:
Re: Co słychać w Gorzowie?
Koszykarki łamią kolejne granice. Rosjanki już też ograły! [WIDEO]
Ireneusz Klimczak2010-11-26, ostatnia aktualizacja 2010-11-26 11:29
Dla takich meczów trenuje się, pracuje, kibicuje i pisze o baskecie. O zwycięstwach w tych spotkaniach mówi się jak o najważniejszych w historii. Tak! To prawda! Ogrywamy wicelidera ligi rosyjskiej!
Koszykówka Numer 1 draftu do WNBA i mistrzyni świata Tina Charles, legendarna 38-letnia Jelena Baranowa, która już w 1996 r., na igrzyskach olimpijskich w Atlancie, zdobywała dla Rosji średnio 20 pkt i zbierała z tablic 13 piłek, czołowa środkowa młodego pokolenia Anastazja Wieramiejenka, no i Ludmiła Sapowa - o jej klasie przekonaliśmy się w poprzednim sezonie, gdy udało nam się ją ściągnąć do Gorzowa choć na chwilę. Do kompletu brakowało tylko jednej z najlepszych rozgrywających na świecie Becky Hammon, która jak pisaliśmy w "Gazecie" przed meczem, leczy kolano. Nadieżda Orenburg w swoim kraju jest w tej chwili wiceliderem, a przecież o lidze w Rosji zawsze mówiliśmy z wielkim szacunkiem, podziwiając budżety i graczy jakich tam mogą zatrudniać. W środę wieczorem team ze Wschodu padł w Gorzowie. Wygraliśmy 76:73, po fascynującym pojedynku.
Wielkie emocje w końcówce meczu z Nadieżdą
- Niektórzy do końca nie zdają sobie sprawy, czego byli świadkiem, bo amerykańska liga WNBA, czy mistrzostwa świata nie były u nas jakoś szeroko pokazywane - powiedział bardzo podekscytowany szkoleniowiec KSSSE AZS PWSZ Dariusz Maciejewski. - Trudno mi powstrzymać radość, gdy już co tydzień gościmy najlepsze zawodniczki globu. Widzieliście co wyrabiały pod koszami Charles i nasza Jelena Leuczanka? To była poezja. O hali nie ma co już się powtarzać, bo słyszałem jakie było zainteresowanie. I 5 tysięcy miejsc na mecz z Rosjankami to mogło być mało. Nie dziwię się. Sam dziś grałem w jednym z najważniejszych meczów w moim życiu.
Jakim cudem klub, który dopiero siódmy sezon występuje w polskiej ekstraklasie, w drugim roku w Eurolidze, już nawet z najlepszymi zażarcie walczy i zaczyna z nimi wygrywać? Procentuje konsekwencja i system przyjęty na początku drogi. Umiemy już także, na miarę możliwości finansowych, maksymalnie wykorzystać doświadczenia z wcześniejszych lat, gdy kompletujemy skład. Teraz trzeba tylko trzymać kciuki, aby budżet dalej nie był mniejszy, a najlepiej o choć kilkanaście procent większy. Jeśli w końcu Gorzów doczeka się obiektu dla gier halowych z prawdziwego zdarzenia, koszykarki podejmą jeszcze ambitniejsze wyzwania - to pewne.
W tej chwili, w euroligowej grupie, super wypracowaliśmy sobie pozycję wyjściową przed rundą rewanżową. Już widać w tabeli, że spokojnie możemy dwóch rywali wyprzedzić i pierwszy raz w historii zagrać w fazie pucharowej. To byłoby naprawdę coś. Byle tylko nie żyć sukcesem zbyt długo, bo w najbliższą środę kolejny mecz w Europie w naszej hali, którego absolutnie nie wolno nam przegrać, z Bourges Basket z Francji.
Na koniec tradycyjnie słowo o Leuczance. Najgorsze występy w naszych barwach ma już zdecydowanie za sobą. Jak ona z Nadieżdą walczyła. Zdobyła 20 pkt (61 proc. z gry! Klasa!), dołożyła 6 zbiórek. Bez pudła możemy teraz powiedzieć, że za porządną wypłatę, prędzej czy później dostaniesz gracza, który nie boi się absolutnie nikogo i pociągnie za sobą resztę. Pięknie, że Białorusinka miała fantastyczne wsparcie w pozostałych akademiczkach. Po trzech kwartach przegrywaliśmy 55:65 i wtedy zaczęliśmy 10. min - marzenie. Wygraliśmy fragment 12:0! Rywalki popełniły aż 18 strat! My tylko siedem. Na koniec z tak klasowym przeciwnikiem wytrzymaliśmy wojnę nerwów na pojedyncze akcje i rzuty osobiste. - Przecież mówiłam, że z tym zespołem będziemy jeszcze robić wielkie rzeczy - mówiła uśmiechnięta Leuczanka. - Długo nie szło nam w tym pojedynku, rywalkom wpadały szczęśliwe rzuty. W końcu jednak nadszedł nasz czas. Zamurowałyśmy nasz kosz w defensywie, w ataku stałyśmy się drużyną z prawdziwego zdarzenia. Zabieramy coś niezwykle cennego, też dzięki kibicom, którzy wydaje się, że już nie mogą być lepsi, a nas zaskakują i przechodzą samych siebie. Walczymy dalej. Żadna z nas nie ma zamiaru żegnać się z Euroligą już w styczniu
Więcej... http://gorzow.gazeta.pl/gorzow/1,52665, ... zz16V6k9XW
----------------------------
Polecam filmik z 4 kwarty : )
Ireneusz Klimczak2010-11-26, ostatnia aktualizacja 2010-11-26 11:29
Dla takich meczów trenuje się, pracuje, kibicuje i pisze o baskecie. O zwycięstwach w tych spotkaniach mówi się jak o najważniejszych w historii. Tak! To prawda! Ogrywamy wicelidera ligi rosyjskiej!
Koszykówka Numer 1 draftu do WNBA i mistrzyni świata Tina Charles, legendarna 38-letnia Jelena Baranowa, która już w 1996 r., na igrzyskach olimpijskich w Atlancie, zdobywała dla Rosji średnio 20 pkt i zbierała z tablic 13 piłek, czołowa środkowa młodego pokolenia Anastazja Wieramiejenka, no i Ludmiła Sapowa - o jej klasie przekonaliśmy się w poprzednim sezonie, gdy udało nam się ją ściągnąć do Gorzowa choć na chwilę. Do kompletu brakowało tylko jednej z najlepszych rozgrywających na świecie Becky Hammon, która jak pisaliśmy w "Gazecie" przed meczem, leczy kolano. Nadieżda Orenburg w swoim kraju jest w tej chwili wiceliderem, a przecież o lidze w Rosji zawsze mówiliśmy z wielkim szacunkiem, podziwiając budżety i graczy jakich tam mogą zatrudniać. W środę wieczorem team ze Wschodu padł w Gorzowie. Wygraliśmy 76:73, po fascynującym pojedynku.
Wielkie emocje w końcówce meczu z Nadieżdą
- Niektórzy do końca nie zdają sobie sprawy, czego byli świadkiem, bo amerykańska liga WNBA, czy mistrzostwa świata nie były u nas jakoś szeroko pokazywane - powiedział bardzo podekscytowany szkoleniowiec KSSSE AZS PWSZ Dariusz Maciejewski. - Trudno mi powstrzymać radość, gdy już co tydzień gościmy najlepsze zawodniczki globu. Widzieliście co wyrabiały pod koszami Charles i nasza Jelena Leuczanka? To była poezja. O hali nie ma co już się powtarzać, bo słyszałem jakie było zainteresowanie. I 5 tysięcy miejsc na mecz z Rosjankami to mogło być mało. Nie dziwię się. Sam dziś grałem w jednym z najważniejszych meczów w moim życiu.
Jakim cudem klub, który dopiero siódmy sezon występuje w polskiej ekstraklasie, w drugim roku w Eurolidze, już nawet z najlepszymi zażarcie walczy i zaczyna z nimi wygrywać? Procentuje konsekwencja i system przyjęty na początku drogi. Umiemy już także, na miarę możliwości finansowych, maksymalnie wykorzystać doświadczenia z wcześniejszych lat, gdy kompletujemy skład. Teraz trzeba tylko trzymać kciuki, aby budżet dalej nie był mniejszy, a najlepiej o choć kilkanaście procent większy. Jeśli w końcu Gorzów doczeka się obiektu dla gier halowych z prawdziwego zdarzenia, koszykarki podejmą jeszcze ambitniejsze wyzwania - to pewne.
W tej chwili, w euroligowej grupie, super wypracowaliśmy sobie pozycję wyjściową przed rundą rewanżową. Już widać w tabeli, że spokojnie możemy dwóch rywali wyprzedzić i pierwszy raz w historii zagrać w fazie pucharowej. To byłoby naprawdę coś. Byle tylko nie żyć sukcesem zbyt długo, bo w najbliższą środę kolejny mecz w Europie w naszej hali, którego absolutnie nie wolno nam przegrać, z Bourges Basket z Francji.
Na koniec tradycyjnie słowo o Leuczance. Najgorsze występy w naszych barwach ma już zdecydowanie za sobą. Jak ona z Nadieżdą walczyła. Zdobyła 20 pkt (61 proc. z gry! Klasa!), dołożyła 6 zbiórek. Bez pudła możemy teraz powiedzieć, że za porządną wypłatę, prędzej czy później dostaniesz gracza, który nie boi się absolutnie nikogo i pociągnie za sobą resztę. Pięknie, że Białorusinka miała fantastyczne wsparcie w pozostałych akademiczkach. Po trzech kwartach przegrywaliśmy 55:65 i wtedy zaczęliśmy 10. min - marzenie. Wygraliśmy fragment 12:0! Rywalki popełniły aż 18 strat! My tylko siedem. Na koniec z tak klasowym przeciwnikiem wytrzymaliśmy wojnę nerwów na pojedyncze akcje i rzuty osobiste. - Przecież mówiłam, że z tym zespołem będziemy jeszcze robić wielkie rzeczy - mówiła uśmiechnięta Leuczanka. - Długo nie szło nam w tym pojedynku, rywalkom wpadały szczęśliwe rzuty. W końcu jednak nadszedł nasz czas. Zamurowałyśmy nasz kosz w defensywie, w ataku stałyśmy się drużyną z prawdziwego zdarzenia. Zabieramy coś niezwykle cennego, też dzięki kibicom, którzy wydaje się, że już nie mogą być lepsi, a nas zaskakują i przechodzą samych siebie. Walczymy dalej. Żadna z nas nie ma zamiaru żegnać się z Euroligą już w styczniu
Więcej... http://gorzow.gazeta.pl/gorzow/1,52665, ... zz16V6k9XW
----------------------------
Polecam filmik z 4 kwarty : )
NIGDY NIE ZGINIE AZS !! NIGDY NIE ZGINIE !!
"Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów."- Stanisław Lem
"Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów."- Stanisław Lem
Re: Co słychać w Gorzowie?
Czy mogę prosić lepiej poinformowanych o wytłumaczenie dwóch spraw dotyczących transmisji?
1. Dlaczego Gorzowska TV transmituje dziesiejsze spotkanie i czy będzie transmitować resztę gier w PLKK? Jakiś czas temu nie było to mozliwe ze względu na prawa autorskie, a teraz?
2. W zeszłym roku spotkania KSSSE były pokazywane dośc często w TVP Sport. Czy w tym roku naraziliśmy się Telewizji, czy jest inny powód?
1. Dlaczego Gorzowska TV transmituje dziesiejsze spotkanie i czy będzie transmitować resztę gier w PLKK? Jakiś czas temu nie było to mozliwe ze względu na prawa autorskie, a teraz?
2. W zeszłym roku spotkania KSSSE były pokazywane dośc często w TVP Sport. Czy w tym roku naraziliśmy się Telewizji, czy jest inny powód?
Re: Co słychać w Gorzowie?
2. Telewizji za transmisję trzeba płacić (coś koło dyszki chyba od sztuki), klub nie płaci, to nie ma go w tv.
Re: Co słychać w Gorzowie?
Dzięki.
Re: Co słychać w Gorzowie?
.
W Brnie bez Leuczanki
[ Opublikowano 14 grudnia 2010 19:40, autor: Ryszard Rachlewicz ]
Już jutro koszykarki KSSSE AZS PWSZ rozegrają ostatni w tym roku mecz Euroligi. Drużyna prowadzona przez trenera Dariusza Maciejewskiego dziś ok. 17 dotarła do Brna, gdzie jutro o godz. 18.00 zmierzy się z miejscowym zespołem Frisco Sika.
Niestety, ze względu na kontuzje stawu skokowego w Gorzowie pozostała Jelena Leuczanka, której nie zobaczymy w meczu w Brnie jak i w piątkowym spotkaniu PLKK z ROW w Rybniku.
źródło: http://www.zachod.pl/2010/12/w-brnie-bez-leuczanki/
------------------------------------
45475
.
W Brnie bez Leuczanki
[ Opublikowano 14 grudnia 2010 19:40, autor: Ryszard Rachlewicz ]
Już jutro koszykarki KSSSE AZS PWSZ rozegrają ostatni w tym roku mecz Euroligi. Drużyna prowadzona przez trenera Dariusza Maciejewskiego dziś ok. 17 dotarła do Brna, gdzie jutro o godz. 18.00 zmierzy się z miejscowym zespołem Frisco Sika.
Niestety, ze względu na kontuzje stawu skokowego w Gorzowie pozostała Jelena Leuczanka, której nie zobaczymy w meczu w Brnie jak i w piątkowym spotkaniu PLKK z ROW w Rybniku.
źródło: http://www.zachod.pl/2010/12/w-brnie-bez-leuczanki/
------------------------------------
45475
.
Re: Co słychać w Gorzowie?
znając Maciejewskiego, pewnie na Polkowice będzie zdrowiusieńka
sam jestem ciekaw jak Gorzów poradzi sobie bez Leny w Brnie. bo na Rybnik to nawet sprawiedliwie by było - tam też nie ma centrów...
co tam konkretnie z tym stawem się stało ktoś wie?
co tam konkretnie z tym stawem się stało ktoś wie?
Re: Co słychać w Gorzowie?
a może ta "kontuzja" nazywa się brak kasy? Zważywszy na to co ostatnio pojawia się w mediach i co dochodzi z Urzędu Miasta coraz bardziej prawdopodobny wydaje się być scenariusz wprowadzania wariantu oszczędnościowego. Ale to tylko oczywiście daleko idące przypuszczenia. Choć dziwna ta kontuzja Leuczanki... niby niegroźny uraz a tu się coraz bardziej przeciąga...
Re: Co słychać w Gorzowie?
tomisback pisze:a może ta "kontuzja" nazywa się brak kasy? Zważywszy na to co ostatnio pojawia się w mediach i co dochodzi z Urzędu Miasta coraz bardziej prawdopodobny wydaje się być scenariusz wprowadzania wariantu oszczędnościowego. Ale to tylko oczywiście daleko idące przypuszczenia. Choć dziwna ta kontuzja Leuczanki... niby niegroźny uraz a tu się coraz bardziej przeciąga...
Ech... nie załamujcie mnie... Ja tutaj jeszcze obliczam, co by było przy zwycięstwie w Brnie i u siebie z Walencją przy jednoczesnej porażce Orenburga z Bourges lub w Schio. A tutaj może wychodzić, że strasznie naiwnym kibicem jestem... No ale początek naszej przygody w tej grupie śmierci był naprawdę "rokujący". Szkoda, że tak to się kończy.
Re: Co słychać w Gorzowie?
Kuba pisze:znając Maciejewskiego, pewnie na Polkowice będzie zdrowiusieńkasam jestem ciekaw jak Gorzów poradzi sobie bez Leny w Brnie. bo na Rybnik to nawet sprawiedliwie by było - tam też nie ma centrów...
![]()
co tam konkretnie z tym stawem się stało ktoś wie?
W niedziele do zdjęcia z Kulą była w stanie zapozować, więc nie jest z nią tak źle Kuba
Chwiałka A Chwiałka Z Chwiałka AZS!
Re: Co słychać w Gorzowie?
Leuczanka na rozgrzewce wyglądała normalnie. Nie odpuszczała, robiła wszystkie ćwiczenia. Coś podejrzana tak kontuzja.
Re: Co słychać w Gorzowie?
odesłanie jej do domu było by bardzo bardzo smutne
Brąz ///Srebro///Srebro///Złoty-brąz!!!
Re: Co słychać w Gorzowie?
Sporo tu o kadrze, ale o Gorzowie ważniejsze rzeczy padają, więc wklejam to tutaj.
Co dalej z koszykarkami? Sportowe życie nie kończy się na jednym sezonie
Rozmawiał Ireneusz Klimczak
- Co nas czeka? Na pewno nie brnięcie w długi, bo w jednej chwili zmarnujemy wiele lat pracy. Mamy markę, sukcesy, prestiżową Euroligę, pełne trybuny i licznych, jeżdżących za nami wszędzie, wiernych kibiców. Zasługujemy tak jak cały gorzowski sport, na jasny, godziwy system finansowy, porządną halę, docenienie, a nie uwłaczające żebry - mówi trener kadry Polski i naszych koszykarek.
Dla 47-letniego gorzowskiego szkoleniowca rok 2011 będzie jednym z najważniejszych w karierze. Za kilka miesięcy dostąpi zaszczytu prowadzenia naszej seniorskiej kadry na mistrzostwach Europy, rozgrywanych w polskich halach. Chciałby z nią grać aż do ostatniego dnia turnieju, wywalczyć przepustkę na igrzyska olimpijskie w Londynie. Z klubową drużyną KSSSE AZS PWSZ marzy się Dariuszowi Maciejewskiemu trzeci wielki finał z rzędu, ponowny awans do Euroligi i walka o złoto. Na przeszkodzie do osiągnięcia tych celów może jednak stanąć wielka niepewność związana z finansami, o której opowiada nasz trener.
Ireneusz Klimczak: Zacznijmy od tego, co ważne dla polskiej koszykówki. 18 czerwca zaczniemy mistrzostwa Europy meczem z Czarnogórą. Czasu pozostało już naprawdę niewiele.
Dariusz Maciejewski: Wszystko co ważne tak naprawdę rozegra się dopiero po sezonie. Dostaniemy jeszcze 35 dni treningowych. To niewiele. Tym bardziej, że w Polsce nie ma jednej szkoły defensywy, czy ataku. W szczegółach różnimy się w klubach bardzo mocno. Trzeba je w krótkim czasie ujednolicić i do tego poczuć graczy, których tak na dobre poznajesz dopiero, gdy prowadzisz w meczu. Przy takim, a nie innym sposobie na kadrę, selekcja będzie trwała praktycznie do samego końca. Już liga pokazała nowe osoby, które zasłużyły na powołania. Na pewno po Wielkanocy spotkamy się jeszcze w szerszym gronie, ale wyłącznie po to, aby mocno rywalizować o przepustki na mistrzostwa.
Agnieszka Bibrzycka zagra dla Polski?
- W niedawnej rozmowie absolutnie zdementowała wszelkie plotki, wręcz była oburzona pogłoskami, że nie zagra w kadrze. Prosiła o rozpiskę przygotowań i dołączy do nas tak szybko jak się da, bo liga rosyjska kończy sezon później niż polska.
A co z ewentualnym paszportem dla jednej z Amerykanek?
- Chciałbym jak najszybciej wiedzieć, czy taka zawodniczka, dobrze radząca sobie na pozycjach jeden i dwa, ostatecznie będzie z nami, czy nie. Nad tą sprawą pracuje w Polskim Związku Koszykówki specjalna grupa ludzi. Zakładam dwa scenariusze - z naturalizowanym graczem i bez. To najlepsze rozwiązanie, aby jakoś strasznie sobie nie absorbować głowy tą sprawą. Decydowanie o tej sprawie na tydzień przed imprezą nie będzie miało już żadnego sensu, bo z takim rozwiązaniem muszą się oswoić inne zawodniczki, sztab trenerski no i kibice, którzy mam nadzieję będą stali murem za żeńską kadrą już podczas turniejów towarzyskich przed samą imprezą.
Grupa eliminacyjna jest tą wymarzoną?
- Po chłodnej analizie bez pomyłki mogę stwierdzić, że to nie było optymalne losowanie. Przede wszystkim ta niepewność do końca z kim będziemy grać, bo mamy w grupie, obok Hiszpanii i Czarnogóry drużynę, która wygra czerwcowe baraże. Historia dużych turniejów pokazuje, że właśnie te ekipy, bardzo naładowane sukcesem, na głównej imprezie idą jak burza. Chcę, abyśmy byli gotowi mentalnie to trudów i przeszkód jakie staną na naszej drodze. Przecież czasami jeden kosz więcej decyduje o być, albo nie być. Takie sytuacje ma za sobą również polska reprezentacja. Są drużyny, które w jednej sekundzie mogły w ogóle nie wyjść z grupy, a potem wygrywały mistrzostwo. O tym musimy cały czas pamiętać. Być minimum w piątce, grać dalej o igrzyska olimpijskie, to nasz cel. Misja niezwykle trudna, bo pięć europejskich drużyn było w pierwszej siódemce ostatnich mistrzostw świata, a Grecja zajęła 11. lokatę. Dwie z nich będziemy musieli wyprzedzić.
Byłoby wspaniale zagrać przed swoją widownią, aż do ostatniego dnia turnieju.
- Mam w głowie wrażenia z dwóch ostatnich, wielkich turniejów. W 2009 r. w mistrzostwach Europy na Łotwie wielka gra gospodyń, pełne hale, ogromne zainteresowanie, aż do przegranego po dogrywce spotkania z Rosją. W tym momencie jakby impreza dla miejscowych się skończyła. I ostatni światowy czempionat w Czechach. Tutaj start gospodyń niezbyt efektowny, ale z meczu na mecz coraz lepsza gra. Aż do wielkiego finału z przedstawicielami najwyższych władz na trybunach, bo w tym momencie tym sukcesem żył już cały kraj. Marzy nam się, aby w czerwcu pójść drogą czeską. Widzimy po innych dyscyplinach jak w tym mogą nam pomóc polscy fani, którzy są po prostu bezkonkurencyjni. Te biało-czerwone barwy muszą nam dodać skrzydeł.
Na kadrze Polski całkowicie skupimy się za pół roku. Teraz wróćmy do Gorzowa, miasta wicemistrzyń kraju. Jak z dłuższej perspektywy smakuje drugi z rzędu srebrny medal?
- Najbardziej żal kontuzji Ludy Sapowej, bo nigdy złoto nie było tak blisko i z nią pewnie byśmy tą serię przepchnęli. Widać, że aby nie liczyć na szczęście, uniezależnić się od spraw losowych, trzeba mieć po dwóch mocnych graczy na każdą pozycję. Tak budują składy najmocniejsze firmy. Nam na to budżet nie pozwala i znów historia powtórzyła się w obecnej Eurolidze, gdzie byliśmy bardzo blisko znacznie większej ilości sukcesów, ale urazy, przy wąskim składzie, odbiły się na ostatecznych wynikach. Nie rozdzielam minionego roku od poprzednich. Wielką sprawą jest to, że nie mamy przypadkowych medali, a potwierdzamy naszą klasę z sezonu na sezon. Przy naszych możliwościach to jest według mnie po prostu rekord świata.
Szkoda, że ten dobry rok tylko tak się kończył. Zawsze byłem przed świętami mocno zmęczony fizycznie, ale w głowie miałem nadzieję i siłę, że coś pozmieniamy, wzmocnimy się i będzie tylko lepiej. Teraz wszystko co dobre zabrała niepewność. Strasznie się z tym czuję. Musimy przecież patrzeć w oczy ludziom, którzy nam zaufali, odpowiadać na pytania co dalej. A przecież nie planowaliśmy finansów z kosmosu, liczyliśmy tylko na takie wsparcie jak wcześniej, na które mieliśmy zapewnienia z miasta. Przy zwiększeniu puli sponsorskiej, ściągnęliśmy mocniejszych graczy, aby jeszcze mocniej poszukać złota. Teraz możemy drogo za to zapłacić.
Koszykówka kobiet to dyscyplina niszowa, która nie ma szans na zapełnienie dużej hali, a Euroligą nikt się nie interesuje - te słowa prezydenta Tadeusza Jędrzejczaka ciągle bardzo bolą?
- Już chyba nigdy tego dnia nie zapomnę. Jechałem wtedy samochodem na trening, zaraz mieliśmy wylatywać na mecz do Hiszpanii. To był po prostu szok. Mówił to człowiek, który w przeszłości wręczał mi i zespołowi tyle nagród, któremu gorzowska koszykówka i gorzowski sport wcześniej zaufały. Mówił o dyscyplinie olimpijskiej, sporcie, który jest w programie nauczania od podstawówki aż do lekcji młodzieży. Dyscyplinie masowej, w którą amatorsko, dla zdrowia, bawią się miliony ludzi. Eurolidze, w której możemy co tydzień zobaczyć najlepsze zawodniczki świata. Eurolidze, którą w USA, stawia się na równi z zawodową ligą WNBA. I tylko żal, że nie mamy szans pokazać jej w porządnej hali, która wcale nie będzie pusta. Tak jak w Zielonej Górze. Przecież sąsiedzi z południa zaczęli budować swój piękny obiekt w momencie, gdy nie mieli żadnej halowej dyscypliny na najwyższym poziomie. Dziś patrzy na nich cała Polska, a gdzie jest Gorzów? Takie myśli kłębiły mi się w głowie przez cały świąteczny czas. Straszne myśli, bardzo dołujące.
Zaraz przypomina mi się super rozmowa z Tomaszem Gollobem, który przypadkiem znalazł się w naszym klubie. Mistrz świata opowiadał, że znalazł tu drugi dom, ludzi z prezydentem włącznie, gwarantujących mu ukojenie, spokój, pewną przyszłość. Inni sportowcy, medaliści, walczący na wysokim poziomie, w najbardziej prestiżowych dyscyplinach, na to sobie nie zapracowali? Przecież jeszcze chwilę temu nazywano nas sportowym Gorzowem. To nie jest żaden kłopot, a powód do dumy, szansa na zdrowe pokolenia gorzowian, za relatywnie naprawdę niewielkie pieniądze.
Jak będzie wyglądał skład zespołu KSSSE AZS PWSZ od stycznia?
- Szczerze to wciąż nie mam pojęcia. To są wszystko bardzo trudne decyzje, wybory ogromnej wagi, może i niestety bolesne. Osobiście mam dość żebrania, na drużynę, na tak prestiżową Euroligę. To jest uwłaczające, niegodne ludzi, także z innych dyscyplin, którzy tak ciężko na swoich sportowych podwórkach pracują i co ważne, mają wymierne wyniki. Ustanowienie jasnych, sprawiedliwych, godziwych zasad finansowania sportu przez miasto, na lata zmieniłoby bardzo wiele na korzyść. Na razie mamy projekt budżetu miasta, według którego dyscypliny halowe nie mają racji bytu.
Czyli ruchy i działania według myśli: jeden sezon to nie całe sportowe życie?
- Dokładnie. Po pierwsze nie możemy się zadłużyć, bo historia pokazuje, że potem już bardzo trudno jest szybko wrócić do gry o najwyższą stawkę. Cały czas jednak walczymy. Zrobimy wszystko, aby zachować skład, może go zmienić na korzyść. Taką nadzieją będę żył choćby była ona tylko małą iskierką. To należy się naszym kibicom, koszykarkom, które są z nami od lat. Nie boją się ciężkiej pracy, aby być wzorem dla młodych, dawać niezapomniane emocje i wygrywać dla chluby sportowego Gorzowa.
źródło: http://gorzow.gazeta.pl/
Co dalej z koszykarkami? Sportowe życie nie kończy się na jednym sezonie
Rozmawiał Ireneusz Klimczak
- Co nas czeka? Na pewno nie brnięcie w długi, bo w jednej chwili zmarnujemy wiele lat pracy. Mamy markę, sukcesy, prestiżową Euroligę, pełne trybuny i licznych, jeżdżących za nami wszędzie, wiernych kibiców. Zasługujemy tak jak cały gorzowski sport, na jasny, godziwy system finansowy, porządną halę, docenienie, a nie uwłaczające żebry - mówi trener kadry Polski i naszych koszykarek.
Dla 47-letniego gorzowskiego szkoleniowca rok 2011 będzie jednym z najważniejszych w karierze. Za kilka miesięcy dostąpi zaszczytu prowadzenia naszej seniorskiej kadry na mistrzostwach Europy, rozgrywanych w polskich halach. Chciałby z nią grać aż do ostatniego dnia turnieju, wywalczyć przepustkę na igrzyska olimpijskie w Londynie. Z klubową drużyną KSSSE AZS PWSZ marzy się Dariuszowi Maciejewskiemu trzeci wielki finał z rzędu, ponowny awans do Euroligi i walka o złoto. Na przeszkodzie do osiągnięcia tych celów może jednak stanąć wielka niepewność związana z finansami, o której opowiada nasz trener.
Ireneusz Klimczak: Zacznijmy od tego, co ważne dla polskiej koszykówki. 18 czerwca zaczniemy mistrzostwa Europy meczem z Czarnogórą. Czasu pozostało już naprawdę niewiele.
Dariusz Maciejewski: Wszystko co ważne tak naprawdę rozegra się dopiero po sezonie. Dostaniemy jeszcze 35 dni treningowych. To niewiele. Tym bardziej, że w Polsce nie ma jednej szkoły defensywy, czy ataku. W szczegółach różnimy się w klubach bardzo mocno. Trzeba je w krótkim czasie ujednolicić i do tego poczuć graczy, których tak na dobre poznajesz dopiero, gdy prowadzisz w meczu. Przy takim, a nie innym sposobie na kadrę, selekcja będzie trwała praktycznie do samego końca. Już liga pokazała nowe osoby, które zasłużyły na powołania. Na pewno po Wielkanocy spotkamy się jeszcze w szerszym gronie, ale wyłącznie po to, aby mocno rywalizować o przepustki na mistrzostwa.
Agnieszka Bibrzycka zagra dla Polski?
- W niedawnej rozmowie absolutnie zdementowała wszelkie plotki, wręcz była oburzona pogłoskami, że nie zagra w kadrze. Prosiła o rozpiskę przygotowań i dołączy do nas tak szybko jak się da, bo liga rosyjska kończy sezon później niż polska.
A co z ewentualnym paszportem dla jednej z Amerykanek?
- Chciałbym jak najszybciej wiedzieć, czy taka zawodniczka, dobrze radząca sobie na pozycjach jeden i dwa, ostatecznie będzie z nami, czy nie. Nad tą sprawą pracuje w Polskim Związku Koszykówki specjalna grupa ludzi. Zakładam dwa scenariusze - z naturalizowanym graczem i bez. To najlepsze rozwiązanie, aby jakoś strasznie sobie nie absorbować głowy tą sprawą. Decydowanie o tej sprawie na tydzień przed imprezą nie będzie miało już żadnego sensu, bo z takim rozwiązaniem muszą się oswoić inne zawodniczki, sztab trenerski no i kibice, którzy mam nadzieję będą stali murem za żeńską kadrą już podczas turniejów towarzyskich przed samą imprezą.
Grupa eliminacyjna jest tą wymarzoną?
- Po chłodnej analizie bez pomyłki mogę stwierdzić, że to nie było optymalne losowanie. Przede wszystkim ta niepewność do końca z kim będziemy grać, bo mamy w grupie, obok Hiszpanii i Czarnogóry drużynę, która wygra czerwcowe baraże. Historia dużych turniejów pokazuje, że właśnie te ekipy, bardzo naładowane sukcesem, na głównej imprezie idą jak burza. Chcę, abyśmy byli gotowi mentalnie to trudów i przeszkód jakie staną na naszej drodze. Przecież czasami jeden kosz więcej decyduje o być, albo nie być. Takie sytuacje ma za sobą również polska reprezentacja. Są drużyny, które w jednej sekundzie mogły w ogóle nie wyjść z grupy, a potem wygrywały mistrzostwo. O tym musimy cały czas pamiętać. Być minimum w piątce, grać dalej o igrzyska olimpijskie, to nasz cel. Misja niezwykle trudna, bo pięć europejskich drużyn było w pierwszej siódemce ostatnich mistrzostw świata, a Grecja zajęła 11. lokatę. Dwie z nich będziemy musieli wyprzedzić.
Byłoby wspaniale zagrać przed swoją widownią, aż do ostatniego dnia turnieju.
- Mam w głowie wrażenia z dwóch ostatnich, wielkich turniejów. W 2009 r. w mistrzostwach Europy na Łotwie wielka gra gospodyń, pełne hale, ogromne zainteresowanie, aż do przegranego po dogrywce spotkania z Rosją. W tym momencie jakby impreza dla miejscowych się skończyła. I ostatni światowy czempionat w Czechach. Tutaj start gospodyń niezbyt efektowny, ale z meczu na mecz coraz lepsza gra. Aż do wielkiego finału z przedstawicielami najwyższych władz na trybunach, bo w tym momencie tym sukcesem żył już cały kraj. Marzy nam się, aby w czerwcu pójść drogą czeską. Widzimy po innych dyscyplinach jak w tym mogą nam pomóc polscy fani, którzy są po prostu bezkonkurencyjni. Te biało-czerwone barwy muszą nam dodać skrzydeł.
Na kadrze Polski całkowicie skupimy się za pół roku. Teraz wróćmy do Gorzowa, miasta wicemistrzyń kraju. Jak z dłuższej perspektywy smakuje drugi z rzędu srebrny medal?
- Najbardziej żal kontuzji Ludy Sapowej, bo nigdy złoto nie było tak blisko i z nią pewnie byśmy tą serię przepchnęli. Widać, że aby nie liczyć na szczęście, uniezależnić się od spraw losowych, trzeba mieć po dwóch mocnych graczy na każdą pozycję. Tak budują składy najmocniejsze firmy. Nam na to budżet nie pozwala i znów historia powtórzyła się w obecnej Eurolidze, gdzie byliśmy bardzo blisko znacznie większej ilości sukcesów, ale urazy, przy wąskim składzie, odbiły się na ostatecznych wynikach. Nie rozdzielam minionego roku od poprzednich. Wielką sprawą jest to, że nie mamy przypadkowych medali, a potwierdzamy naszą klasę z sezonu na sezon. Przy naszych możliwościach to jest według mnie po prostu rekord świata.
Szkoda, że ten dobry rok tylko tak się kończył. Zawsze byłem przed świętami mocno zmęczony fizycznie, ale w głowie miałem nadzieję i siłę, że coś pozmieniamy, wzmocnimy się i będzie tylko lepiej. Teraz wszystko co dobre zabrała niepewność. Strasznie się z tym czuję. Musimy przecież patrzeć w oczy ludziom, którzy nam zaufali, odpowiadać na pytania co dalej. A przecież nie planowaliśmy finansów z kosmosu, liczyliśmy tylko na takie wsparcie jak wcześniej, na które mieliśmy zapewnienia z miasta. Przy zwiększeniu puli sponsorskiej, ściągnęliśmy mocniejszych graczy, aby jeszcze mocniej poszukać złota. Teraz możemy drogo za to zapłacić.
Koszykówka kobiet to dyscyplina niszowa, która nie ma szans na zapełnienie dużej hali, a Euroligą nikt się nie interesuje - te słowa prezydenta Tadeusza Jędrzejczaka ciągle bardzo bolą?
- Już chyba nigdy tego dnia nie zapomnę. Jechałem wtedy samochodem na trening, zaraz mieliśmy wylatywać na mecz do Hiszpanii. To był po prostu szok. Mówił to człowiek, który w przeszłości wręczał mi i zespołowi tyle nagród, któremu gorzowska koszykówka i gorzowski sport wcześniej zaufały. Mówił o dyscyplinie olimpijskiej, sporcie, który jest w programie nauczania od podstawówki aż do lekcji młodzieży. Dyscyplinie masowej, w którą amatorsko, dla zdrowia, bawią się miliony ludzi. Eurolidze, w której możemy co tydzień zobaczyć najlepsze zawodniczki świata. Eurolidze, którą w USA, stawia się na równi z zawodową ligą WNBA. I tylko żal, że nie mamy szans pokazać jej w porządnej hali, która wcale nie będzie pusta. Tak jak w Zielonej Górze. Przecież sąsiedzi z południa zaczęli budować swój piękny obiekt w momencie, gdy nie mieli żadnej halowej dyscypliny na najwyższym poziomie. Dziś patrzy na nich cała Polska, a gdzie jest Gorzów? Takie myśli kłębiły mi się w głowie przez cały świąteczny czas. Straszne myśli, bardzo dołujące.
Zaraz przypomina mi się super rozmowa z Tomaszem Gollobem, który przypadkiem znalazł się w naszym klubie. Mistrz świata opowiadał, że znalazł tu drugi dom, ludzi z prezydentem włącznie, gwarantujących mu ukojenie, spokój, pewną przyszłość. Inni sportowcy, medaliści, walczący na wysokim poziomie, w najbardziej prestiżowych dyscyplinach, na to sobie nie zapracowali? Przecież jeszcze chwilę temu nazywano nas sportowym Gorzowem. To nie jest żaden kłopot, a powód do dumy, szansa na zdrowe pokolenia gorzowian, za relatywnie naprawdę niewielkie pieniądze.
Jak będzie wyglądał skład zespołu KSSSE AZS PWSZ od stycznia?
- Szczerze to wciąż nie mam pojęcia. To są wszystko bardzo trudne decyzje, wybory ogromnej wagi, może i niestety bolesne. Osobiście mam dość żebrania, na drużynę, na tak prestiżową Euroligę. To jest uwłaczające, niegodne ludzi, także z innych dyscyplin, którzy tak ciężko na swoich sportowych podwórkach pracują i co ważne, mają wymierne wyniki. Ustanowienie jasnych, sprawiedliwych, godziwych zasad finansowania sportu przez miasto, na lata zmieniłoby bardzo wiele na korzyść. Na razie mamy projekt budżetu miasta, według którego dyscypliny halowe nie mają racji bytu.
Czyli ruchy i działania według myśli: jeden sezon to nie całe sportowe życie?
- Dokładnie. Po pierwsze nie możemy się zadłużyć, bo historia pokazuje, że potem już bardzo trudno jest szybko wrócić do gry o najwyższą stawkę. Cały czas jednak walczymy. Zrobimy wszystko, aby zachować skład, może go zmienić na korzyść. Taką nadzieją będę żył choćby była ona tylko małą iskierką. To należy się naszym kibicom, koszykarkom, które są z nami od lat. Nie boją się ciężkiej pracy, aby być wzorem dla młodych, dawać niezapomniane emocje i wygrywać dla chluby sportowego Gorzowa.
źródło: http://gorzow.gazeta.pl/
"Powiem Ci, to zapomnisz. Pokażę- zapamiętasz. Zainteresuję cię- wtedy zrozumiesz."
Re: Co słychać w Gorzowie?
Maciejewski szczery aż do bólu. No ale ma 100% racji. Jego ciężka praca może pójść zupełnie na marne z powodu populistycznego widzimisię prezydenta miasta i jego przybocznych. Zabawka się znudziła, to trzeba włożyć jak najwięcej forsy w najprostszą rozrywkę dla gawiedzi, czyli żużel... Nie zdziwię się, jeśli rozgoryczony Maciejewski przyjmie po tym sezonie jedną z ofert z innego klubu, zwłaszcza z Rosji (w końcu przed tym sezonem do jego drzwi pukali przedstawiciele Nadieżdy). W ten sposób nastąpiłoby samospełniające się proroctwo, czyli dyscyplina niszowa w rozumieniu pana prezydenta faktycznie takową by się w Gorzowie stała. Czego oczywiście nie życzę licznym zagorzałym fanom koszykarek AZS-u, wierząc, że uda się wszystko jakoś utrzymać.
PS. Jeśli chodzi o zmiany personalne, to coś czuję, że najbliżej odejścia byłaby Lewczenko (wiadomo - najdroższa w utrzymaniu i najbardziej rozpoznawalna w Europie), a po niej w kolejce są Richards i ogólnie nie spełniająca nadziei Greene.
PS. Jeśli chodzi o zmiany personalne, to coś czuję, że najbliżej odejścia byłaby Lewczenko (wiadomo - najdroższa w utrzymaniu i najbardziej rozpoznawalna w Europie), a po niej w kolejce są Richards i ogólnie nie spełniająca nadziei Greene.
Kilka słów o wyniku męskiej kadry na Eurobaskecie:
https://nowe-refleksje.blogspot.com/202 ... y.html?m=0
https://nowe-refleksje.blogspot.com/202 ... y.html?m=0
Re: Co słychać w Gorzowie?
paulo2907 pisze:Maciejewski szczery aż do bólu. No ale ma 100% racji. Jego ciężka praca może pójść zupełnie na marne z powodu populistycznego widzimisię prezydenta miasta i jego przybocznych. Zabawka się znudziła, to trzeba włożyć jak najwięcej forsy w najprostszą rozrywkę dla gawiedzi, czyli żużel...
ale ten temat jest przerabiany jeszcze raz powtarzam nie tylko w Gorzowie i trzeba to "przełknąć",bo i w Gdyni są inne kluby i w Toruniu speedway przecież też jest nie mówiąc o innych dyscyplinach.Polkowice to ewenement i być może tam w tym roku finał nawet zabłyśnie!!!
-
Endrju
- Senior
- Posty: 3346
- Rejestracja: 16 stycznia 2007, 17:53
- Lokalizacja: Gorzów Wlkp.
- Kontaktowanie:
Re: Co słychać w Gorzowie?
paulo2907 pisze:Maciejewski szczery aż do bólu. No ale ma 100% racji. Jego ciężka praca może pójść zupełnie na marne z powodu populistycznego widzimisię prezydenta miasta i jego przybocznych. Zabawka się znudziła, to trzeba włożyć jak najwięcej forsy w najprostszą rozrywkę dla gawiedzi, czyli żużel... Nie zdziwię się, jeśli rozgoryczony Maciejewski przyjmie po tym sezonie jedną z ofert z innego klubu, zwłaszcza z Rosji (w końcu przed tym sezonem do jego drzwi pukali przedstawiciele Nadieżdy). W ten sposób nastąpiłoby samospełniające się proroctwo, czyli dyscyplina niszowa w rozumieniu pana prezydenta faktycznie takową by się w Gorzowie stała. Czego oczywiście nie życzę licznym zagorzałym fanom koszykarek AZS-u, wierząc, że uda się wszystko jakoś utrzymać.
PS. Jeśli chodzi o zmiany personalne, to coś czuję, że najbliżej odejścia byłaby Lewczenko (wiadomo - najdroższa w utrzymaniu i najbardziej rozpoznawalna w Europie), a po niej w kolejce są Richards i ogólnie nie spełniająca nadziei Greene.
Co do odjesc.. to Samantha raczej zostanie na pewno (przy najmniej do konca sezonu)... a co do Leuczanki i Greene to w gorzowskich barwach raczej juz nie zagraja.
A co do tego gn*** wszechwadczego... który zwie sie naszym prezydentem... to caly jego misterny plan, na zabicie calego gorzowskiego sportu się powiódł.
Swoim kolesiom (faworyzowanej dyscyplinie) zapewnil Kilka Milionów złotych (chociazby z biletów za Grand Prix i czy Druzynowego Pucharu Świata)...
juz nie wspomne o wybudowaniu (wladowaniu kilkudziesieciu milionów na stadion zuzlowy)...
... a na wszystkie inne sporty wypiał sie DUPĄ !! (teraz moze sie tlumaczyc ze przeciez na klub zuzlowy tez nie da
KPINA KPINA I JESZCZE RAZ KPINA !!
mam nadzieje ze cos sie zmieni...
... nadzieja umiera ostatnia ... : (
NIGDY NIE ZGINIE AZS !! NIGDY NIE ZGINIE !!
"Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów."- Stanisław Lem
"Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów."- Stanisław Lem
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 83 gości
