Co słychać w Wiśle?

Wszystko na temat Tauron Basket Ligi Kobiet

Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba

KrK
Amator
Posty: 150
Rejestracja: 29 kwietnia 2010, 11:33

Re: Co słychać w Wiśle?

Postautor: KrK » 23 listopada 2010, 17:02

ZAPISY NA WYJAZD DO PECZU!
http://skwk.pl/news/preview/5898

wislakosz.pl
Młodzik
Posty: 595
Rejestracja: 28 lipca 2010, 12:18
Lokalizacja: Kraków

Ruszyła II edycja plebiscytu "Wiślacka Miss"

Postautor: wislakosz.pl » 01 grudnia 2010, 00:48

Ruszyła II edycja plebiscytu "Wiślacka Miss"
Szczegóły na http://wislakosz.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=711

paulo2907
Senior
Posty: 4127
Rejestracja: 12 maja 2008, 16:33
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: Co słychać w Wiśle?

Postautor: paulo2907 » 04 grudnia 2010, 18:07

O Doris słów kilka na plkk.pl... W pełni się zgadzam z tą opinią.



Dariusz Jaroń: Metamorfoza kapitana Wisły Can-Pack

Gdyby w Polskiej Lidze Koszykówki Kobiet wzorem NBA przyznawano nagrodę zawodniczce, która zrobiła największy postęp, to jedną z faworytek do jej otrzymania byłaby rozgrywająca prawdopodobnie najlepszy sezon w karierze Dorota Gburczyk-Sikora.

Tak dobrze grającej koszykarki Wisły Can-Pack krakowscy kibice jeszcze nie widzieli. W jakimś sensie "Doris" odkrywamy w tym sezonie na nowo, widzimy zawodniczkę bijącą na głowę swoje poprzednie wydanie. Przykłady? Bardzo proszę: tylu punktów (6,2), zbiórek (3,7) i takiej skuteczności (47% z gry, 55% za dwa, 91% z linii rzutów wolnych) kapitan "Białej Gwiazdy" w rozgrywkach PLKK w karierze jeszcze nie notowała. Kapitalną dyspozycję Dorota potwierdza również w Eurolidze, czego dowodem środowy występ przeciwko USO Mondeville. 9 punktów, 8 zbiórek i 3 przechwyty w ciągu 29 minut spędzonych na parkiecie w dużym stopniu przyczyniły się do arcyważnego zwycięstwa "Białej Gwiazdy" nad ekipą z Francji.


Wystarczy przerzucania się liczbami, bo one nie oddają w pełni gry zawodniczki. Gburczyk-Sikora to etatowa kapitan Wisły Can-Pack, ale przez długi czas rola ta, przynajmniej na placu gry, miała jedynie znaczenie symboliczne. W tym sezonie jest inaczej. Co prawda gra wiślaczek uzależniona jest w dużej mierze od postawy duetu Erin Phillips - Ewelina Kobryn, ale trudno nie docenić wkładu "Doris" w osiągnięcia zespołu w bieżących rozgrywkach. Ciężko ocenić na ile jest to zasługa metamorfozy skrzydłowej Wisły Can-Pack, a na ile większego zaufania, jakim obdarzył ją trener Jose Ignacio Hernandez, ale kibice już nie raz w tym sezonie przecierali oczy ze zdumienia i zastanawiali się, czy z piętnastką na plecach biega po parkiecie ta sama koszykarka, którą znają z ostatnich, znacznie mniej udanych sezonów.


Doceniając postęp, jaki zrobiła Gburczyk-Sikora warto skoncentrować się na jednym spotkaniu ligowym. 27 listopada krakowianki podejmowały we własnej hali Lidera z Pruszkowa. Dla kapitan miejscowej drużyny było to pierwsze, po rocznej przerwie, spotkanie z Brittany Denson. Przypomnijmy, że przed rokiem w starciu z tą zawodniczką wiślaczka straciła przytomność i w dramatycznych okolicznościach została przewieziona do szpitala. W meczu z Liderem grała tak, jakby ta sytuacja nigdy nie miała miejsca. Zdobyła dziewięć punktów, trafiając trzy razy (na cztery próby) z dystansu i parę razy starła się pod koszem z atletycznie zbudowaną rywalką. Trzeba było mieć - za przeproszeniem - jaja i mocną psychikę, żeby puścić w niepamięć kontuzję i zagrać twardo, ale bez szukania odwetu, przeciwko Denson.


Wspomniane już zaufanie trenera Hernandeza, wzięty latem ślub, dobra atmosfera w zespole, a może odpowiednio przepracowany okres przygotowawczy - cokolwiek stoi za wzrostem formy kapitan Wisły Can-Pack niech służy za dowód na to, że w każdej zawodniczce drzemią większe, niż się powszechnie wydaje, możliwości. Wystarczy je "tylko" obudzić...


Na Wasze opinie, pytania, pomysły czekam pod adresem mailowym d.jaron@plkk.pl

Dariusz Jaroń
Kilka słów o wyniku męskiej kadry na Eurobaskecie:
https://nowe-refleksje.blogspot.com/202 ... y.html?m=0

reaktywacja
Junior
Posty: 2236
Rejestracja: 26 kwietnia 2009, 22:38
Lokalizacja: kiedyś koszykarska stolica Polski

Re: Co słychać w Wiśle?

Postautor: reaktywacja » 04 grudnia 2010, 19:22

Tekst roku...
Gdyby w Polskiej Lidze Koszykówki Kobiet wzorem NBA przyznawano nagrodę zawodniczce, która zrobiła największy postęp, to jedną z faworytek do jej otrzymania byłaby rozgrywająca prawdopodobnie najlepszy sezon w karierze Dorota Gburczyk-Sikora.
:lol: :lol: :lol:

Zwłaszcza, że Jaroń podaje też te cudowne osiągi Gburii Furii:
tylu punktów (6,2), zbiórek (3,7) i takiej skuteczności (47% z gry, 55% za dwa, 91% z linii rzutów wolnych) kapitan "Białej Gwiazdy" w rozgrywkach PLKK w karierze jeszcze nie notowała


No fenomenalna metamorfoza po prostu (eval lepszy o 3 niż w ubiegłym, najsłabszym oprócz debiutanckiego sezonie).
14 koron:
1996, 1998, 1999, 2000, 2001, 2002, 2003, 2004, 2005, 2009, 2010, 2020, 2021, 2025...

- To jest mój zespół, moje koleżanki, moje miasto, moi kibice. Moje miejsce jest na boisku i zagrałabym nawet bez oka - Tamika Catchings.

Awatar użytkownika
Greebo
Weteran kkforum
Posty: 12147
Rejestracja: 27 maja 2005, 20:19
Lokalizacja: Kraków

Re: Co słychać w Wiśle?

Postautor: Greebo » 04 grudnia 2010, 20:08

Cyferki cyferkami.. ale ona od kilku spotkań (takze euroligowych) naprawdę gra wiecej niż przyzowicie. I nie chodzi już nawet o to ze dorzuca te pare punkcików wiecej ale o to ze jakby mniej w niej "Dorisowatosci". Jej pojawienie sie na parkiecie nie oznacza juz ze nagle staniemy punktowo.. ba! w ostatnim meczu to jej trojka przelałam nasza niemoc w 2 kwarcie. Gra jakby szybciej, bez tego tak dotad charakterystycznego zwalniania,lepiej tez czyta gre (ostatnio 2 jej przechwyty były jakby skradzione Marcie Fernandez = wyprzedzenie rywalki czekającej na obwodzie na piłkę i kontry na kosz).

Oczywiście zdarzają sie jej dalej zagrania "w jej stylu", zdarzaja sie tez mecze w których nie powinna sie pojawic na parkiecie, ale jednak stosunek zagrań udanych do nie udanych, oraz liczba wejść w których cos wnosiła do gry zespolu do tych w ktorych przeszkadzała, ostatnio zdecydowanie jest na plus.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...

wislakosz.pl
Młodzik
Posty: 595
Rejestracja: 28 lipca 2010, 12:18
Lokalizacja: Kraków

Re: Co słychać w Wiśle?

Postautor: wislakosz.pl » 16 grudnia 2010, 00:48

VIDEO: Wisła Kraków - CB Taranto http://www.youtube.com/watch?v=swQB-gi5oZs

Koszykarz (Toruń)
Kadet
Posty: 1758
Rejestracja: 19 września 2010, 07:57

Re: Co słychać w Wiśle?

Postautor: Koszykarz (Toruń) » 17 grudnia 2010, 21:30

Gdyby teraz Skera była w Krakowie.... :roll:

Chyba jednak to ona była najlepszą rozgrywajką od lat w godzie Kraka.. 8)

PS . Za rok - ściągnijcie Skere i Bibę - może jeszczcze kogoś - i walczcie i zwycięstwo w F4 8)

reaktywacja
Junior
Posty: 2236
Rejestracja: 26 kwietnia 2009, 22:38
Lokalizacja: kiedyś koszykarska stolica Polski

Re: Co słychać w Wiśle?

Postautor: reaktywacja » 17 grudnia 2010, 23:06

Koszykarz (Toruń) pisze:Gdyby teraz Skera była w Krakowie.... :roll:

Chyba jednak to ona była najlepszą rozgrywajką od lat w godzie Kraka.. 8)

PS . Za rok - ściągnijcie Skere i Bibę - może jeszczcze kogoś - i walczcie i zwycięstwo w F4 8)


Tak. W przyszłym sezonie ściągnijcie Skerović, Bibę i ADF! Dodam do tego "naszą" Olivkę i będzie ekipa nie tylko na F4, ale od razu na mistrzostwo świata.
14 koron:
1996, 1998, 1999, 2000, 2001, 2002, 2003, 2004, 2005, 2009, 2010, 2020, 2021, 2025...

- To jest mój zespół, moje koleżanki, moje miasto, moi kibice. Moje miejsce jest na boisku i zagrałabym nawet bez oka - Tamika Catchings.

Awatar użytkownika
Greebo
Weteran kkforum
Posty: 12147
Rejestracja: 27 maja 2005, 20:19
Lokalizacja: Kraków

Re: Co słychać w Wiśle?

Postautor: Greebo » 21 grudnia 2010, 08:50

Wygraną z Tęczą Leszno nasze koszykarki zakończyły „jesienną” część rozgrywek, przed nami teraz 3 tygodnie przerwy można pokusić się wiec o pierwsze poważniejsze wnioski na temat tego gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy.

Powrót do normalności?

W sezonach od 20005/06 do 2007/08 nasze końcowe osiągnięcia były cały czas niemal takie same. Wygrywane w dramatycznych okolicznościach finałowe serie z Lotosem pokrywały się z niedosytem związanym z niemożnością przejścia 1 rundy PO w rozgrywkach euroligi. Było to w jakiś sposób logiczne: byliśmy wystarczająco silni na Polską ligę, ale – z różnych względów – za słabi na europe. Logiczny, choć już pełen rozczarowań był też sezon 2008/09: w euolidze po raz kolejny odpadliśmy w tej samej fazie, a do tego musieliśmy się pożegnać z mistrzowską koroną w rozgrywkach krajowych. Następstwem tego była rewolucja w kadrze która zaowocowała.. no właśnie.. w europie bardzo rzadko dochodzi już do takiej sytuacji w której zespól grający w PO euroligi daje się w lidze wyprzedzić zespołowi spoza tego grona. A uczestnik F4 odpadający w ćwierćfinale rozgrywek ligowych? To już nie jest normalne. Przyczyny takiego stanu rzeczy były szeroko analizowane zarówno tu na forum, jak i zapewne w gabinecie działaczy. Zarówno ich późniejsze wypowiedzi, jak i działania które za nimi poszły wskazują, że w tym roku postanowiono wrócić do stanu przed 3 lat. Ze znów naszym celem jest liga, a puchary.. walczyć walczymy ale bez robienia sobie większych nadziei. Jak to się skończy pokaże przyszłość, ale poki co można rzec że jesteśmy na najlepszej drodze by wrócić do „normalności”. I tej ligowej, i niestety tez do tej pucharowej.

Sytuacja w rozgrywkach.

Najpierw liga. Bilans 13-1 (rok temu było 9-5). Jedna, jedyna porażka poniesiona we własnej hali z Gorzowem, na dodatek 1 punktem po dogrywce, wygrane w Toruniu i Polkowicach, rozjechanie u siebie Lotosu.. Trudno mieć większe pretensje. Oczywiście można pisać ze była szansa na komplet zwycięstw, bo jest to niewątpliwie prawda, ale tez trzeba zaznaczyć ze w tym bezpośrednim spotkaniu AZS był jednak ciut lepszy, a po drugie ze równie dobrze mogliśmy mieć na koncie porażkę choćby w Polkowicach. W drugiej rundzie kluczowym spotkaniem będzie to ze zwycięzcą środowego meczu Polkowice-Gorzów. Jeśli go wygramy, to w pozostałych spotkaniach będziemy mogli sobie pozwolić na jedna przegrana a i tak 1 miejsce przed PO będzie nasze. Procentuje wzmocnienie polskiej części składu oraz ściągniecie zagranicznych „walczaków””.

Euroligi. Bilans 5-3 (rok temu 8-0) Kompromitująca porażka w Mondeville, oraz 2 już minimalne przegrane z Taranto. Na + wygrana na Węgrzech, oraz rozmiary zwycięstw u siebie z Ryga i Mondeville. Awans do PO mamy pewny, ale praktycznie bez szans na rozstawienie w pierwszej 4-ce. Są za to ciągle realne możliwości załapania się do pierwszej ósemki, dającej przewagę własnego parkietu w 1 fazie PO. O jakiejś klęsce trudno mówić, ale niedosyt i to spory pozostaje. Patrząc na „siłę” grupy powinniśmy spokojnie mieć już 7 wygranych.. Czkawką odbija nam się brak „potencjału” w drużynie, brak pań (oczywiście poza 2 wyjątkami) które potrafią wzbić się ciut wyżej niż własne cztery litery.

Sumarycznie nasz dorobek w tym sezonie to 18 wygranych i 4 porażki. Rok temu było 17-5.. a wiec tak naprawdę ponieśliśmy tylko 1 porażkę mniej.. a trzeba zwrócić uwagę że rok temu o tej porze mieliśmy już na rozkładzie dwukrotnie Salamanke i raz Schio. Teraz z tak silnymi drużynami nie graliśmy, a w 3 meczach z potencjalnie najgroźniejszymi rywalami musieliśmy trzykrotnie przełykać gorycz – minimalnych bo minimalnych ale jednak porażek.
Styl gry.

Tu tez radykalna zmiana. Po ubiegłym sezonie było dużo pretensji (często słusznych) ze słabo broniami. Zarówno indywidualnie jak i zespołowo. Szwankował zwłaszcza powrót do obrony. Żeby to poprawić wymieniono niemal cały obwód: zamiast przedkładających grę w ataku nad obroną Liron, Izi i Katki (wymienieni w tym gronie Mary jest IMO przegięciem) ściągnięto panie których gra defensywna jest znakiem firmowym. Basko, Jelavic czy Philips potrafią nieźle bronić a przede wszystkim lubiła to robić. Niestety tylko ostatnia z tej trojki potrafi równie dobrze atakować. Widząc te ruchy transferowe byłem pewien że nasza gra będzie wyglądać zupełnie inaczej niż w tamtych rozgrywkach. Wtedy można było zakładać ze jak uda nam się powstrzymać rywala na 70 pkt to wygramy. Bo potencjał ofensywny był na tyle duży ze rzucenie 75 nawet z silnym rywalem nie było dla nas misja niemożliwa do wykonania. W tym roku zapowiadało się ze granica 70 punktow znów będzie kluczowa, ale druga stronę. Wydawało mi się ze tym razem przekroczenie jej będzie niemal gwarantem naszego sukcesu. I tak jest.. ba! Teraz praktycznie wystarcza nam 60 pkt by wygrywać większość spotkań. Tyle ze nie zawsze udaje się ją przekroczyć..

Wracając jednak do obrony – na pewno zrobiliśmy w niej postęp. W eurolidze (bo ona dla mnie jest istotna) tracimy średnio 59,8 pkt. Podczas gdy rok temu było to 73.4 (w fazie grupowej). Różnica w cyferkach bardzo wyraźna, ale torcie zawyżona. Wypada, bowiem zauważyć że:

a) przesunięcie linii rzutów za 3 pkt, które miało ułatwić zdobywanie punktów (bo obrona powinna być bardziej rozciągnięta ) zadziałało poki co odwrotnie. Spadła skuteczność w rzutach za 3 pkt, wiec zespoły skupiają się na zaciśnięciu strefy podkoszowej co zaowocowało ogoleni mniejszymi zdobyczami punktowymi. W tamtym sezonie najmniej punktów traciły Jeki – srednio 59.1, a tylko jeszcze 3 klubom udało się być poniżej granicy 65 pkt straconych (Walencja, Salamanka, Bourges). Obecnie Taranto może się pochwalić rewelacyjnym wynikiem 54 pkt traconych na mecz, a 11 w tej klasyfikacji Pecs traci ledwie 65.1 pkt..

b) nasza grupa, nie dość że jeszcze słabsza niż rok temu, to na dodatek niemal pozbawiona gwiazd światowej koszykówki, a także skupiająca zespoły stawiające na obronę. Nie ma u ans nie tylko potentatowi Jak Fener czy Jekaterinburg, ale tez zespołów grających radosna, ofensywna koszykówkę jak np. Gospic. Przekłada się to wiec i na stracone punkty.. jak już napisałem w tej klasyfikacji prowadzi Taranto, za nim są. Wisła i Koszyce, Mondeville okupuje pozycję nr 9, Pecs 11-tą, a euroligowy outsider z Rygi 12-ta. (co ciekawe na 5-tym miejscu jest Walencja, Schio na 6-tym, wiec tym zespołom obecność czy to Marty czy Liron nie przeszkadza w dobrej obronie..)

Powyższe punkty oczywiście czśsciwo tez usprawiedliwiają mniejsze zdobycze punktowe z naszej strony. Częściowo. Bo jednak spadek z 78.9 (tyle mieliśmy fazie grupowej rok temu) do 65.1 jest smutny (a i tak ten bilans ratuje rozjechanie Rygi. Gdyby nie 89 punktów rzuconych w tamtym spotkaniu nasza średnia zdobycz punktowa wynosiłaby.. 61.7) I jak się patrzy na nasza grę to trudno się dziwić takim osiągom. W ataku mamy Erin, mamy Ewke i.. przepaść…

Czas na indywidualne cenzurki..

Najpierw te które nie zawodzą:

Erin Philips. Sportowo świetny transfer. Australijka gra tak ze az momentami zapominam że rok temu nosiła żółto – niebieskie stroje. Do drużyny dołączyła w trakcie sezonu, po zakończeniu MS i chwile zajęło jej dojście do pełnej dyspozycji, zwłaszcza tej strzeleckiej, ale mniej więcej od spotkania z Ryga jest klasą samą dla siebie. Równie dobra w obronie co ataku, zbiera, przechwytuje, asystuje, rzuca z dystansu i z penetracji, nie zawodzi z osobistych, gra na równym poziomie i w eurolidze i na krajowym podwórku.. do pełni szczęścia zabrakło by przesadziła ostatnią akcją o wygranej z Taranto. Mimo braku europejskich papierów jestem za tym by już teraz działacze próbowali przedłużyć z nia kontrakt na kolejny sezon. Bo choć pewnie zdarzy jej się wcześniej czy później jakiś kolejny kryzys rzutowy to jednak do gry wnosi tyle że i tak jej obecność na parkiecie nie będzie nie pożądana. Zwłaszcza ze cały czas jest wieku dającym nadzieję na kolejny progres.

Ewelina Kobryn. To już europejska czołówka wśród zwodnicze podkoszowych. W stosunku do poprzednich rozgrywek poprawiła jeszcze zdobycze punktowe- zdobywa teraz średnio 15 pkt na mecz, a wynik ten mógłby być jeszcze lepszy gdyby nie fatalnie wykonywane osobiste w 2 teoretyczni najłatwiejszych meczach, tych z Ryga i Mondeville przy R22. Trafiła w nich zaledwie 5 razy na 15 prob. Na szczęście istotniejszych meczach potrafi się zmobilizować i trafiać z linii rzutowa wolnych z dobra skutecznością (11/14 – 78%). No właśnie, mobilizacja.. głównym rywalem Ewki jest ona sama. Jeśli skupia się tylko na grze – jest świetna. Gra równie mądrze co skutecznie, zarówno w obronie jak i w ataku. Natomiast jak podejdzie do gry zbyt luźno, to od razu cos pęka. Zaczyna się kłócić z sędziami, mieć pretensje do wszystkich wokół itd. I od razu zaczynają się też niecelne rzuty i głupie faule. Ilekroć widzę ze cos takiego się z nią dzieje jestem pełen obaw – tak było m.in. gdzieś w połowie rundy. Na szczęście szybko udało się jej wrócić do właściwej kondycji psychicznej, i z meczu na mecz grała lepiej, poprawiając swoje statystki zarówno w eurolidze, jak i w PLKK. Oby tak dalej, oby kolejny sezon tez w Wiśle.

Dorota Gburczyk. Kiedyś napisałem ze ona nie zawodzi, ze ona po prostu gra swoje. Była to oczywiście złośliwość z mojej strony. Tym razem jej nie będzie, bo Doris naprawdę zgra o klasę lepiej niż w ostatnich kilku sezonach i to że umieściłem ja jako 3- pisząc to podsumowanie, nie wynika z relatywnie dobrej gry w stosunku do oczekiwań – po prostu od kilku tygodni Doris jest 3-cia i ostatnia zawodniczka która niemal w każdym meczu cos pozytywnego wnosi do gry. Żeby nie być gołosłownym średnie statystyki z 5 ostatnich spotkań eurloigowych: 7.2 pkt, (5/14 za 2, ale aż 8/11 za 3!) 4,2 zb, 1as, 1blok, 1,2 przechwytu i tylko 0,8 straty! W skuteczności rzutów za 3 punkty po 8 kolejkach jest na 11 miejscu, tuz za nią Vardarli Viteckova, Biba, Jakcson i Pondexter.. Ale to nawet nie o cyferki chodzi. Po prostu mniej w niej „Dorisowatości” dawniej jak dostała piłkę (zakładając ze udało jej się ją chwycić) to mijała koszykarska wieczność zanim zdecydowała się co z nia robic. Wystarczało to rywalkom by wrócić na swoje pozycje w strefie, lub by ja osaczyć przy kryciu każdy swego. Teraz to jakby znikło… Oczywiście zmiana nazwiska nie spowodowała ze mamy tu nową Lady Di, ale na ten moment Doris ma szanse być (o ile przyjście Powell nie spowoduje powrotu jej nawyków) solidną zmienniczką, której wejście na parkiet nie będzie wzbudzało uśmiechu radości u rywala a irytacji u Wislackich „piknikow”.

No i teraz te do których można mieć mniejsze albo (czesciej) większe pretensje.

Paulina Pawlak. Początek sezonu dobry, a nawet bardzo dobry, zwłaszcza jeśli chodzi o rzut z dystansu. Zabiła nim m.in. Lotos. A i pewnie wygranej z Pecsem w Krakowie bez jej pomocy by nie było. Przed meczem z Ryga nabawiła się jakiegoś urazu i od tego momentu gra słabiej. Żal zwłaszcza 2 pudeł z osobistych w końcówce meczu z Gorzowem. Ogólnie nie można powiedzieć, że jakoś specjalnie zawodzi, swoje odwala, nieźle dogrywa pod kosz a że umiejętności Dumerc nie ma to sprawa wiadoma nie od dziś. W każdym razie jako Polka w roli zmienniczki na pozycji nr 1 jest ok., (gorzej ze ostatnio to ona jest nr 1 na rozegraniu…)

Magdalena Leciejewska. Poki co – w przeciwieństwie do Erin – nie daje zapomnieć o swoich nadmorskich korzeniach ;) Owszem, stara się, walczy na desce, szybko biega do ataku.. nawet z półdystansu razi aż miło. Ale te grzyby spod kosza.. Tak, wiem, to nic nowego u tej pani, w Lotosie też tak miała. Jednak te kilkanaście pudeł spod samej obręczy w 4 ostatnich meczach to jednak mała przesada.. Cóż, jakimś usprawiedliwieniem jest kontuzja (cyt: „kobieca, ale nie ciążą” ;)) z którą się zmagała na początku rundy.. mam nadzieję ze po świętach będzie grać jak w finałach z Gorzowem.

Katarzyn Krężel.. heh.. kolejna zawodniczka przy której wypada mi użyć zwrotu „mam nadzieje że będzie lepiej”.. kolejna Polka przychodząca ze słabszego klubu, która staramy się wpasować do drużyny. Na ten moment jest gdzieś pomiędzy Katka a Skorek z ubiegłego sezonu. Gorzej, ze w ostatnich meczach przegrywała rywalizacje z Doris.. Najlepszy okres gry miała w środkowej fazie sezonu. Wtedy to zdobywała ważne punkty w kluczowych momentach spotkań w Polkowicach czy Toruniu. Końcówka rundy już podła, dużo nieprzemyślanych decyzji, kiepska gra w obronie.. jeśli chce zostać na dłużej na R22 nie tylko dzięki wislackim korzeniom, to musi się wziąć w garść. A łatwo nie będzie bo po świętach konkurencja na jej pozycjach wzrośnie.

Janell Burse – chyba najbardziej krytykowana ostatnio zawodniczka Wisły. Częściowo na pewno słusznie, jest straszni ospała, apatyczna, zdobywa sporo mniej punktów, no i te tragiczne osobiste.. ogólnie jest o klasę słabsza od samej siebie sprzed sezonu.(choć przebłyski były, zwłaszcza mecz z Gorzowem i 8 piłek zebranych znad głowy Leuchanki) Tyle ze właśnie tamte rozgrywki – kapitalne w jej wykonaniu – powinny dac jej pewien kredyt zaufania. Zamiast jechać po niej w prasie może należałoby poszukać przyczyn obniżki jej formy? Jak dla mnie to co się z nia dzieje to w dużej mierze wina braku kogoś „bliskiego” w drużynie. Już kiedyś pisałem o tym, że dużo lepiej się czuła w towarzystwie Liron, Marty czy Agi Pałki niż w obecnym składzie osobowy. Licze ze sytuacja to ulegnie poprawie po przyjściu Powell.. Gorzej, że nie zmieni się rozgrywająca, wiec liczba podań otrzymanych przez Janell pod kosz dalej będzie znikoma.. Tym nie mniej jestem daleki od chęci pozbycia się jej w tym momencie. Powód prosty: brak sensownych pomysłów na jej zmienniczkę a dodatkowo nie jestem zwolennikiem rewolucji w trakcie rozgrywek. No chyba ze do wzięcia byłaby Leuchanka, ale i to głównie dlatego, ze rozwiązałoby problem z gra Powell w eurolidze. Natomiast już teraz trzeba myśleć o centrze na kolejne rozgrywki. By mieć kilka opcji w zanadrzu.

Andja Jelavic.- tutaj posłużę się cytatem zasłyszanym od Fronczewskiego (choć chyba nie jego autorstwa): są poeci i są osoby piszące wiersze, są księża i są osoby mówiące kazania.. .. przenosząc to na nasze podwórko.: są rozgrywające i są panie grające na pozycji nr 1. Dlaczego Jelavic zaliczam do tej drugiej grupy napisze osobno, bo tutaj tekst ten zająłby za dużo miejsca..


Gunta Basko. Grała mało, po szybko złapała poważna kontuzje, i niespecjalnie. Przede wszystkim grała bardzo nierówno. W 7 meczach ligowych 2 razy zagrała bardzo dobrze, 2 razy przeciętnie, 3 razy słabo. Niepokojące jest to ze 2 z tych słabych spotkań przypadły na najsilniejszych rywali (Torun i do momentu kontuzji Gdynia). Nie zachwyciła tez w Mondeville. Tym niemniej zespołowi jest potrzebna, bo to zawodniczka która jest w stanie rzucić 20 pkt nawet w meczu z silnym rywalem (choć bez wielkiej regularności) a i bronić potrafi.

Krótko o „młodych” – Maja – powinna odejść dla dobra i klubu i siebie, Gawor – nie powinno być jej wtej drużynie, Śnieżek – wreszcie się wyleczyła, oby zaczęła grac regularnie choćby i w rezerwie.

No i na końcu trener Hernandez. Podpadł mi niemiłosiernie pod koniec ubiegłego sezonu swoimi wypowiedziami, którymi dołączył do płaczu działaczy jak to nam źle, dodając do tego ze trzeba się zdecydować na jeden cel w kolejnych (czyli obecnie trwających) rozgrywkach bo połączenie PLKK i euroligi w polskich realiach jest niewykonalne. Do tej pory mam nadzieję że istota tej wypowiedzi jest „przekłamana” przez tłumacza…

Jeśli chodzi już o kwestie sportowe to uważam go za bardzo dobrego fachowca, mimo że popełnił kilka błędów. Nie wiem czy ściągnięcie Jelavic było pomysłem jego czy LMM (ta opcja wydaje się bardziej prawdopodobna) ale tak czy inaczej będąc trenerem podpisał się pod nią. Na pewno tez jego błędem (i to dwukrotnym) było wystawianie Jelavic do gry w ostatnich minutach spotkań z Gorzowem i Taranto. Minus też za ciągle problemy zgraniem przeciwko rywalkom grającym „bez centra”. W dalszym ciągu takie zespoły jak Pecs czy Polkowice zbyt często zbierają piłkę z naszej tablicy. Nie rozumiem tez czemu były ustawiane akcje na rzut za 3 dla Basko a nie na penetracje..

Teraz pozytywy: bardzo dobre rozpracowywanie rywali, umiejętność korygowania gry w przerwach spotkań, znaczne poprawienie gry obronnej (i krycie 1 na 1, i strefa), lepsza gra przeciwko strefie rywalek.

Tutaj wypada zaznaczyć ze jakimś usprawiedliwieniem zarówno dla całego zespołu jak i dla trenera jest fakt że jeszcze nie zdarzyło się nam zagrać meczu w pełnym składzie. Na początku z kontuzjami zmagały się Lecia i Burse. Jak już obie mogły zagrać – to z gry była wyłączona już Basko. Do tego drobne urazy miały tez Ewka i Paula, a Erin starcia pierwsze mecze przez MS.. Gdy wszystkie ta panie będą w pełnej grze to nasza gra powinna wyglądać jednak dużo lepiej. A dojdzie przecież jeszcze..

Nicole Powell. Czekam z utęsknieniem na nią. Trzecia regularnie rzucająca po kilkanaście punktowa zawodniczka to to, czego nam potrzeba. Oczywiści Nicole to nie ta półka co Catch. Ona nie będzie grac sama, jej trzeba pomoc w wyrobieniu pozycji rzutowej. Ale jeśli będzie w formie takiej jak zazwyczaj w europie to zostawienie jej odrobiny miejsca wolnego na obwodzie będzie oznaczało egzekucje. Dodatkowo – tak jak pisałem już – liczę ze jej przyjście ożywi Janell. Natomiast jest tez jeden minus – znów pewnie pojawia się problemy z rotacją. Tego ostatnio nie było, bo w grze były tylko 3 zawodniczki zagraniczne (Mai nie liczę) Teraz znów będzie trzeba kombinować i szukać optymalnych rozwiązań przy dodatkowych ograniczeniach. Ale to już problem trenera by sobie z tym poradzić. Ja tylko napiszę ze szkoda, iż pełny skald personalny będzie mógł być wystawiany tylko na lige . Z e w rozgrywkach eurloigowych jedna z pan będzie musiała siadać na trybunach (btw – do końca RS nie robiłbym zmian, i grał duetem Erin – Janell. A potem zobaczył jak panie się prezentują, i kogo mamy za przeciwnika)

No właśnie. Powell od stycznia i tylko na ligę… to jedna z dwóch spraw, o które mam pretensje do działaczy. Że z góry założyli ze nie da się pogodzić obu rozgrywek.. nigdy takie działanie nie znajdowało mojego uznania. Wydaje się ze mamy budżet na tyle duży by stworzyć zespół mogący grac i tu i tu tym samym składem. Ze można było namówić do zostania w klubie Marte, ze można było ściągnąć Viteckova.. Przykład Leuchanki w Gorzowie (wcześniej także Matovic w Gdyni, czy u nas Marty) pokazuje, ze jak się chce to można ściągnąć do Polski zawodniczki z górnej europejskiej półki. To jedno.

Drugi minus za zabicie piękna gry. W tamtym roku mięliśmy za dużo „artystek”, a za mało „rzemieślniczek” by wygrywać tez te mniej ekskluzywne mecze, (zwłaszcza na początku sezonu). Teraz poszliśmy w druga stronę. Mamy dużo pan do walki mało do kreowania gry. Obecnie idąc na mecz jedynie po Erin i Ewce można spodziewać się czegoś „ekstra”, jakiś pojedynczych zagrań wykraczających poza granice „wyuczenia”… I to mnie boli.. Chodzę na Wisłę na mecze wszystkich sekcji.. piłkę nożna, siatkówkę, koszykówkę, futsal.. koszykówka kobiet jest jedyną z nich, w której możemy podjąć walkę z najlepszymi w europie, jedyną, w której stać nas na zatrudnianie „gwiazd” i nadzwyczaj żal mi jak zabija się ten „błysk” dająć w zamian jedynie walkę… choć..

Jeśli w kwietniu zakończymy rozgrywki z odzyskanym tytułem MP i z 8-ke to pewnie natychmiast zapomnę o stylu ;)
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...

Awatar użytkownika
Greebo
Weteran kkforum
Posty: 12147
Rejestracja: 27 maja 2005, 20:19
Lokalizacja: Kraków

Re: Co słychać w Wiśle?

Postautor: Greebo » 21 grudnia 2010, 13:00

Rozgrywające vs Jelavic

Na wstępie zaznaczę tylko że Andja ma w pewnym sensie pecha. Trafiła do kluby, w którym niemal „od zawsze’ pozycje obwodowe było świetnie obsadzone, w przeciwieństwie np. do centrów, gdzie z reguły mieliśmy problemy. Ja zacząłem chodzić na kosza gdy kończyła się era duetu Seweryn-Starowicz, przy czym byłem wtedy zbyt mały, i zbyt słabo znalem się na tym sporcie by móc choć w minimalny sposób analizować ich gre. Ale już kolejny wielki wiślacki duet: Krysia Lara – Eugenia Nikonowa pamiętam doskonale. W głównej mierze dzieki nim stałem się na hali przy R22 „bywalcem” a nie sporadycznym gościem. Potem była jeszcze przeciętna Marcela Kalistova, potem fiansowy kryzys a co za tym idzie sportowa –także na pozycji nr 1 - zapaść, no a po nim nastąpiła „era can-packu”. Znow pojawiły się pieniadze, i znów pojawiły się gwiazdy pozycji nr 1. Najpierw przez rok kierowała grą Pee Wee, potem na tej pozycji rządziła i dzieliła Skera, a w ostatnim sezonie do wymarzonego f4 doprowadziła nas Liron Cohen. I to te panie bardzo wysoko podniosły poprzeczkę swoim następczynią.. i zi ch „sława” musi teraz się mierzyć Andja Jelavic.

Drugą rzeczą, która już na starcie działa na niekorzyść Chorwatki to status gwiazdy jaki jej przypięto w klubie po podpisaniu kontraktu. W każdej wypowiedzi podkreślano jej osiągnięcia w ostatnim sezonie euroligi, i wieszczono nadejście nowej gwiazdy. To oczywiście tez winduje oczekiwania w stosunku do niej na poziomi wyższy niż no w stosunku do Pauli.

Coż, ja od początku nie byłem orędownikiem jej przyjścia do Wisły, bo niestety poza statystkami (ponoć statystyka to najwyższy stopień kłamstwa.. nieprawda. Statystyki nie kłamią, o ile tylko potrafi się je analizować) na fibie widziałem też na własne oczy co ta Pani prezentuje, i styl jej gry delikatnie rzecz ujmując nie przypadł mi do gustu. Nie miał on nic wspólnego z tym do czego byłem przez lata przyzwyczajony. Owszem, Andja biegała w te i we wte, robiła dużo zamętu, z którego rodziło się sporo punktow. Jej styl gry idealnie pasował do gry Gopsica czy Sibenika - opartej na szybkim przechodzeniu do ataku, rzucaniu z każdej nadarzającej się pozycji z obwodu (no bo klasowych środkowych nigdy nie mieli) i wprowadzaniu ogólnego chaosu do gry. Dlatego miałem duze obawy co do tego jak sprawdzis ie w naszej, zdecydowanie bardziej ułożonej koszykówce, zwłaszcza ze jej dotąd jedyny kontrakt z silnym klubem zagranicznym zakończył się klapą.

To co ma wątpliwą przyjemność obserwować od września tylko potęguje moją niecąc do tej zawodniczki. Owszem gra bardzo ambitnie, mogę się od biedy zgodzić ż nazywaniem jej dobrym obrońca (choc i tu można by polemizować, np. patrząc, jakie „cyferki: wykręcają panie grające vis-a-vis Chorwatki) ale używanie w stosunku do niej określenia „rozgrywająca” jest dla mnie ogromnym nadużyciem. Rozgrywająca – jak sama nazwa wskazuje – powinna też rozgrywać. Czyli kreować gre w ataku, i umożliwiać zespołowi zdobywanie punktów. A tego ta pani IMO nie umie. Teraz postaram się wymienic w czym radykalnie odstaje ona od swoich poprzedniczek.

- Kreowanie gra

Jak dla mnie podstawa na tej pozycji. Gdy się oglądało występy Liron, czy Skery to niemal zawsze można było być pewnym ze wyprowadzając piłke z własnej połowy wiedza już co chcą z nia zrobić. Co – wiecej – z reguły miały w zanadrzu więcej niż jedna opcje, i mogły ja wykorzystywać w zależności do sytuacji. Widać było ze kontrolując to co się dzieje na parkiecie starają się w prowadzić w życie najlepsze dla druzyny w danym momencie rozwiązanie. U Jelavic tego nie ma. Tak jak napsiał w temacie o meczu z Taranto Garnett: Andja jest w stanie całkowicie bezproduktywnie klepać piłkę przez 20 sek i dopiero widząc upływający czas rozpoczyna jakąś – już wtedy całkowicie przypadkową – akcje. Absolutnie nie jest w stanie tez wychwycić momentu w którym koleżanki z zespołu urywają się rywalkom spod krycia. W tym momencie powinno następować błyskawiczne podanie, a praktycznie nigdy go nie ma.

- Umiejętności techniczne

Przede wszystkim panowanie nad piłką oraz podania. Oba elementy sa bardzo słabe u Chorwatki. Pierwszy z nich bardzo często skutkuje tym ze przy szybszym podejściu rywalki Andja gwałtownie łapie piłkę w obie ręce przestając kozłować. To automatycznie mocno ogranicza możliwości zagrania piłki bo rywalki natychmiast ja osaczają, wiec musie ratować się niekiedy rozpaczliwymi podaniami. No własnie podania.. niby drobiazg.. a denerwuje mnie tym jak niczym innym. O czymś takim jak no-look pass to już nawet nie marzę.. ba pogodziłem się z myśla że dogranie piłki do wyciągniętych pod koszem rąk Ewki czy – zwłaszcza - Janell to dla niej zadanie z cyklu mission impossible.. chodzi mi o zwykłe podania, proste podania do koleżanek. Bez omijania rąk rywalek itd. Nie ma dwóch jednakowych, kazde jest inne, idzie inna parabolą, z inną siłą, i na innej wysokości.. koleżanki to sie musza schylać to podskakiwać, to cofać.. jak w takim wypadku można mówic o płynności akcji? Takie niechlujne podania to dla mnie przewinienia i u centrow ale u rozgrywających? To grzech ciężki. Każde jej podanie powinno być wypieszczone niczym przez siatkarską rozgrywającą… powinno być tak zaadresowane, żeby partnerka nie tylko nie musiała się wysilić by ja złapać.. ale by mogła w momencie przejmowania go niemal równocześnie rozpoczynać akcje ofensywna.. czy to rzut, czy miniecie rywalki wejściem w kozioł,.. Ideałem w tym zakresie były zagrania duetu Skera – ADF. Ile razy widziało się że wychodząca zza zasłony Anna dostają piłke idealnie do rąk momencie składania się do rzutu..

- Rzut.

Sprawa może nie najważniejsza u rozgrywającej. Było sporo pań które nie grzeszyły ta umiejętnością (np. Ticha). Ale bez jaj.. 16 % (5 celnych na 31 oddanych) w rzutach za 3 nie nie oddaje stanu rzeczywistego a już całkowicie zaciemnia go skuteczność za 2 (60% w PLKK, 44% w Euro). Nie ma w niej, bowiem rozbicia, na rzuty po penetracjach i na te z półdystansu. A takowej skutecznej próby ja w wykonaniu Chorwatki nie pamiętam. Nie kłamią za to statystyki rzutów osobistych: 53% w lidze, i 62% w euro – to dopełnienie jej obrazu jako „egzekutorki”. Wszystkie celne rzuty z gry to wejścia niemal pod samą obręcz kosza.. ale to starcza na Leszno, gdy naprzeciwko staje Kułaga, a podkoszowe rywalek nie starają się jej pomóc.. wszystkie akcje kończy w jeden sposób i na dodatek w jednym tempie. A że repertuar wejść pod kosz i sposobów ich wykańczania może być spory pokazała np. Richards. Jej styl gry jest zbliżony do gry Chorwatki ale realizuje go na dużo wyższym poziomie: dużo lepszy rzut, kontrola nad piłką, umiejętność zmiany tempa wykańczania akcji itd.

- Psychika

Kolejna kluczowa sprawa u rozgrywającej.. Gdy zbliża się koniec spotkania a wynik jest na styku, to własnie panie grające na tej pozycji maja z reguły najwięcej do powiedzenia. To one (no chyba ze się ma w zespole taka Catch..) powinny ustawiać akcje, kontrolować czas gry, decydować w co i w którym momencie zacząć grać. I wtedy z reguły te najlepsze pokazują swoją klasę.. jak Skera gdy ciągnęła nas w końcówce pamiętnego meczu nr 7 w Gdyni, jak Liron w meczu z Pecsem gdy pod naciskiem Dalmy była bliska starty ale opanowała piłkę a moment później trafiła trójkę obok bezradnie klęczącej węgierki. A co mamy teraz? Wystarczy prześledzić te 4 spotkania w których wynik był najbardziej „na styku”. Dwa mecze z Taranto, Gorzow, Polkowice..:

- w Taranto po trójce Krężel wychodzimy na prowadzenie, ale ta musi zejść z powodu urazu, wchodzi Jelavic i przez 4 minuty nie trafiamy do kosza. Porażka
- z Gorzowem mamy + 4 na ok. 40 sek do końca, piłka dla nas z boku boiska. Schodzi Krężel, wchodzi Jelavic dostaje piłkę, biegnie z nia na ślepo i podaje z metra do.. Żurowskiej, którą po chwili fauluje. Porażka w dogrywce.
- Polkowice – przez 3 ostatnie minuty nie trafiamy do kosza, mając duże problemy z wyjściem z własnej połowy na szczęście indolencja rzutowa rywalek pozwala nam dowieść wygrana do konća. Wymęczona wygrana.
- Taranto w Krakowie – ostania minuta, + 1 dla nas, niecelny rzut rywalek, do piłki dochodzi Jelavic ale próbując wejść w kozioł oddaje ja rywalkom w ręce, jedno podanie i łatwe punkty dla Włoszek. Porażka.

Konczę to pastwienie się nad Chorwatką. Żeby było jasne – nie jest ona najgorsza zawodniczką w historii Wisły, nie jest tez najgorsza rozgrywająca w PLKK. Większość ligowych rywalek przewyższa. Tyle tylko ze nie po to się sprowadza „gwiazdy” zza granicy i płaci im śliczne kontrakty, by wygrywały rywalizacje z Kaługą czy Sikorą. A Jelavic to dla mnie pólka mniej więcej Pawlak: od Pauli jest trochę szybsza, trochę lepiej panuje nad piłką, lepiej penetruje. Ma natomiast gorszy rzut z dystansu, gorzej współpracuje z wysokimi, jest tez bardziej chaotyczna w swej grze. I tyle.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...

Awatar użytkownika
ansol
Nowy na forum
Posty: 31
Rejestracja: 03 grudnia 2007, 17:19

Re: Co słychać w Wiśle?

Postautor: ansol » 21 grudnia 2010, 20:08

Greebo - uwielbiam Cię czytać! zgadzam się właściwie ze wszystkim i padam na kolana żebyś pisownię sprawdzał - please!!!!!

wislakosz.pl
Młodzik
Posty: 595
Rejestracja: 28 lipca 2010, 12:18
Lokalizacja: Kraków

Re: Co słychać w Wiśle?

Postautor: wislakosz.pl » 21 grudnia 2010, 21:54

P. Dunin-Suligostowski: Głównym celem jest Mistrzostwo Polski

VIDEO: http://wislakosz.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=783

Awatar użytkownika
fearless
Kadet
Posty: 1096
Rejestracja: 18 października 2005, 12:29
Lokalizacja: Kraków

Re: Co słychać w Wiśle?

Postautor: fearless » 21 grudnia 2010, 22:20

Zielona karta? ;p

Co do tekst Greebo - analiza bardzo trafna. Mam wrażenie jednak, że trochę inaczej oceniano nasz obwód. Nie sądzę, że Andja miała być zdecydowaną gwiazdą grającą po 30-35 minut - podejrzewam, że tworzono go z myślą o pewnym kolektywie. Aczkolwiek trudno nie mieć o to, co napisałeś pretensje.

Ja mam osobiście inną ocenę Liron. Ona przegrała nam kilka spotkań w polskiej lidze, zwłaszcza, że ona miała grać po 30-35 minut w spotkaniach, a jej brak koncentracji, kiepska obrona 1 na 1 powodowały, że niewiele rozgrywających było od niej gorszych. Oczywiście Euroliga to zupełnie inna bajka. Trudno też (skoro wymieniasz pojedyncze wpadki, sukcesy) nie widzieć jej zagrania do Janell w meczu z Pecsem w Krakowie (w dodatku non-look), które dało nam zwycięstwo.

Co do przyszłości - mam nadzieję, że stworzy się jakaś chemia na boisku pomiędzy Erin a Nicole, znaczy się, że Erin będzie fajnie po zasłonach odgrywała do Powell. Mam wrażenie, że Erin taką grę czuje i nie będzie musiała mając piłkę zastanawiać się jak rzucać, tylko będzie mogła fajnie odgrywać.

Awatar użytkownika
Greebo
Weteran kkforum
Posty: 12147
Rejestracja: 27 maja 2005, 20:19
Lokalizacja: Kraków

Re: Co słychać w Wiśle?

Postautor: Greebo » 22 grudnia 2010, 09:48

Nie twierdze ze Liron nie zawalała spotkań w PLKK. Przy czym IMO działo się to w duzej mierze właśnie dlatego ze nie miała długi czas zmienniczki na tej pozycji. Paula przyszła dopiero w Styczniu a sezon pozawalaliśmy sobie głownie jeszcze w roku 2009. Wtedy to zaliczyliśmy wszystkie największe wpadki: 3 porażki u siebie + wtopę w Brzegu. A ze tak się stało to była wina co najmniej kilku czynników a nie tylko Liron - późnego przyjazdu zawodniczek (Burse przyleciała po dwóch wtopach, Izi jeszcze później), problemów ze znalezieniem sie w naszych realiach Hernandeza (problemy ze strefa i obowiązkiem grania 2 Polkami) no i jednak sporo słabszych Polek (Lecia, Pawlak i Krezel graja w lidze jednak przyzwoicie i wnoszą do gry sporo więcej niż Kułaga, Skorek, Niunia i Pałka rok temu). Jak dla mnie to ta wymiana (jak najbardziej słuszna - za to brawa do działaczy) Polek ma jednak dużo większe przełożenie na poprawę bilansu w PLKK niz wymiana składu zagranicznego (zwłaszcza ze obecnie graja póki co tylko 3, na dodatek ta ktora została dużo słabiej niż rok temu). Gdyby do nich dołożyć tylko wymianę Katka+ Izi na Erin (nawet bez ściągania Powell) to mielibyśmy zespół i walczący, i z równo rozłożonymi akcentami na linii obrona - atak, i mogący spokojnie łączyć granie w PLKK z występami w eurolidze, zwłaszcza jak sie uwzględni że jednak i grupa pucharowa jest słabsza i a i w lidze jednak jakby łatwiej (głownie ze względu na kłopoty w Gdyni)

Co do wywiadu z PDS.. zielona karta mnie rozbroiła (może rodzą sie gdzieś marzenia o emigracji do stanów..) ale zakładam ze to lapsus językowy.. razi mnie co innego..

Po raz kolejny podkreśla sie ze celem jest liga i argumentuje to tym ze bez dobrego w niej wyniku nie będzie za rok euroligii.. a wiec traktujemy po macoszemu jedne rozgrywki by moc w nich zagrać za rok.. i co wtedy? znów je odpuścimy by moc zagrać rok poźniej? Czy tez jednak założymy ze po roku przerwy znów biedzimy mieć szanse na dziką kartę i tym razem odpuścimy lige? Jak do drugie to radzę mocno uważać.. bo może sie okazać ze wygramy ligę, odstaniemy sie do euroligi "normalnymi drzwiami", ale tam trafimy na takich rywali,z e nawet mając dużo silniejszy skład sobie nie poradzimy. Bo jak w tym sezonie nie awansujemy do minimum 8-ki w euorlidze, to będziemy mogli zapomnieć o dobrym rozstawieniu za rok. A wtedy an wet super szczęście przy losowaniu nam nie pomoże.

Szansa na dobry wynik była w tym roku jeszcze większa niż w ubiegłym. I można było połączyć występy w tych rozgrywkach z PLKK. I należało to bezwzglednie uczynić.

PS1 Twierdzenie ze bilans 5-3 jest dobry to takie samo zakrzywianie rzeczywistości jak twierdzenie ze Jelavic byłą rok temu najlepszą rozgrywająca euroligi. On byłby dobry gdybyśmy byli na miejscu Lotosu. A nie w naszej grupie, zwłaszcza ze czeka nas jeszcze jeden z 2 teoretycznie najtrudniejszych wyjazdów.
PS.2 Mówiąc ze Powell będzie dużym wzmocnieniem, wypadałoby jednak dodać ze tylko w rozgrywkach ligowych, a jeśli tez w europie to kosztem Burse bądź Erin..
PS3. Apropos akcji Jelavic-Burse z meczu z Pecsem. Fakt, wpadając na rywalkę ładnie dostrzegła Janell i świetnie dograła do niej piłkę (choc non-look pass to imo nie było.. najpierw podała a dopiero potem odwróciła głowę wpadając na Węgierkę ;)) ale ja niestety z końcówki tego meczu pamiętam nie ta akcje dająca nam 7-kt prowadzenie na 70 sek przed końcem, ale właśnie te sekundy które graliśmy katastrofalnie (porażka w nich 2-7, oba punkty po osobistych: najpierw 1/2 Pauli, potem 1/2 Jelavic) I mimo wszystko wyżej oceniam to jak do Janell rok wcześniej Pecsu podawała w niemal analogicznej sytuacji Liron
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...

wislakosz.pl
Młodzik
Posty: 595
Rejestracja: 28 lipca 2010, 12:18
Lokalizacja: Kraków

"Wisła zawsze była mi bliska" (VIDEO)

Postautor: wislakosz.pl » 23 grudnia 2010, 09:35

PDS: "Wisła zawsze była mi bliska. Od dziecka chodziłem na mecze piłkarzy, koszykarzy, koszykarek..."
http://wislakosz.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=784


Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 70 gości