Brawa dla wiślaczek! Tą wygraną nadrobiły to, co straciły, przegrywając u siebie z Taranto, chociaż tak czy inaczej duża szkoda, że nie kończą fazy grupowej bilansem 8-2. Duże emocje, a potem jeszcze większa radość udzieliły mi się, gdy słuchałem w radiu relacji z ostatnich 3 minut (wcześniej niestety nie mogłem śledzić przebiegu wydarzeń). Run naprawdę imponujący na koniec meczu. Znowu zespołowość - pięć pań zanotowało powyżej 10 pkt. Wnosząc po statach, bardzo fajny mecz Leci. Erin znowu była pierwszoplanową postacią. Dziwi mnie nieco, że Kasia Krężel nie zagrała ani chwili - czy to wynikało z koncepcji Hernandeza (w końcu przepisu o Polkach nie ma w Eurolidze), czy jakiś uraz się jej przyplątał? W ekipie z Koszyc Candice klasa sama w sobie. Jak to było z dachem dla naszego coacha? Zagotował się za bardzo?
Teraz Orenburg... Będzie cholernie ciężko - na pewno o wiele trudniej niż rok temu w 1/8 finału. Szykują się duże emocje i oby radość była podobna do tej zeszłorocznej.

A potem pewnie Salamanca (albo niesiony falą zwycięstw Pecs

) - ekipa, która na pewno będzie świetnie rozpracowana. Rywal jeszcze silniejszy, ale o wiele bardziej w zasięgu niż Fenerbahce czy UMMC.
Wygranej Pecsu byłem niemal pewny, chociaż zaskoczyły mnie rozmiary zwycięstwa Węgierek. Mondeville nieźle zawaliło - wygrać z dwoma najsilniejszymi teamami w grupie i odpaść to duża sztuka. Języczkiem u wagi okazała się porażka w Rydze.
Jeśli chodzi o wydarzenia w innych grupach, to szkoda mi ekipy z Kowna. Kto się spodziewał, że w tak trudnej grupie Litwinki odniosą 4 zwycięstwa? Wygrana Fenerbahce z UMMC to jednak mimo wszystko niespodzianka, biorąc pod uwagę brak Taurasi.
Lotos mógł honorowo pożegnać się z Euroligą, ale czegoś zabrakło - w kolejnych kwartach nie szło już tak dobrze jak w pierwszej. O Gorzowie szkoda cokolwiek powiedzieć. Taka klęska nie dziwi, skoro był wyłącznie polski skład i pięć ogranych zawodniczek. Chociaż smutna refleksja się nasuwa - cała ta piątka to kadrowiczki...
